2 września książka o Zygmuncie Frankiewiczu…

11 komentarzy

2 września tego roku minie 20 lat od wybrania Zygmunta Frankiewicza prezydentem Gliwic. Ta okrągła rocznica przypadnie na moment szczególny – czas, w którym walka polityczna przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi (zostanie do nich nieco ponad rok) wejdzie w pierwszą z faz decydujących.. Wydaje się, że to znakomity moment do omówienia wpływu dwóch dekad prezydentury jednego człowieka na sytuację miasta i kształt życia jego mieszkańców. Przestrzeń publiczna w tak długiej perspektywie czasowej uległa wyraźnym zmianom.

Dokładnie 2 września, w nieznanym jeszcze formacie i nakładzie, zostanie wydana moja książka pt. „Zygmunt Frankiewicz, czyli Gliwice w 4D”. Poświęciłem jej już kilka miesięcy i obecnie – w zasadzie ukończona – będzie jedynie redagowana i uzupełniana o materiał faktograficzny w postaci wypowiedzi i komentarzy osób w taki czy inny sposób mogących rzucić nowe światło na poruszaną problematykę, lub wprowadzić dodatkowy kontekst, pomocny w jej zrozumieniu.

Już dziś natomiast prezentuję coś w rodzaju zapowiedzi książki. Od tej też chwili oczekuję na wszelkie sugestie i uwagi czytelników, które postaram się w miarę możliwości uwzględnić w ostatecznej redakcji publikacji.

 ja

Będzie książka…

Mija właśnie 20 lat nieprzerwanego pełnienia funkcji prezydenta miasta przez Zygmunta Frankiewicza. Lat, podczas których na naszej niewielkiej przecież i wciąż się zmniejszającej populacji, doświadczyliśmy zarówno dodatnich jak i ujemnych zjawisk, związanych z nieograniczoną zapisami prawa możliwością sprawowania kolejnych kadencji przez jednego człowieka. Te 20 lat, to swoisty ewenement w skali kraju i jako taki nie może nie stać się przedmiotem dogłębnej analizy. Analizę tę należało najpewniej rozpocząć już wtedy, gdy gliwiczanie po raz pierwszy spróbowali, przy wykorzystaniu demokratycznej instytucji referendum, odebrać Zygmuntowi Frankiewiczowi prezydenturę. Sam fakt okrzepnięcia takiej oddolnej inicjatywy, nawet nieudanej w końcowym rozrachunku oraz to, że osoba wywodząca się ze środowisk z taką inicjatywą związanych była w stanie poważnie prezydenturze Zygmunta Frankiewicza zagrozić (Zbigniew Wygoda podczas ostatnich wyborów samorządowych), to więcej niż wyraźne symptomy wypalenia się politycznej i społecznej wizji jednego człowieka, która nie tylko nie ewoluuje, odpowiadając na coraz to nowe wyzwania współczesności, ale wręcz staje się wizją wsteczną. To zresztą zjawisko typowe. Historia wielokrotnie i to zarówno w kategoriach makro historycznych jak i ograniczonych do małych populacji, czy wręcz prądów lub idei, udowadnia iż w obliczu wyczerpania możliwości, które niesie pewien sposób uporządkowania i podporządkowania rzeczywistości, osoby lub środowiska, które ten sposób narzuciły kostnieją, a w efekcie ulegają autodestrukcji. Bardzo szybko dochodzi przy tym do sytuacji, kiedy coraz to większa część pozostałej energii kierowana jest na zachowanie status quo, zahamowanie zmian i powstrzymanie osób, stojących za koncepcjami postrzeganymi przez system jako zagrażające jego kontynuacji. System polityczny, czy jakakolwiek władza (nawet ograniczona do małej społeczności i niewielkiego terytorium), stają się przy tym coraz bardziej zamknięte, wrogie wszystkiemu i wszystkim, którzy nie wywodzą się bezpośrednio z ich środowisk. Zachowania systemu stają się coraz bardziej represyjne, przy czym coraz bardziej wychylają się w kierunku agresji, przejawianej w coraz większej ilości sfer funkcjonowania społeczności. Uszczelnienie ekonomiczne, charakteryzujące się coraz większą hermetycznością prawdziwej kasty uprzywilejowanych, zaczyna przejawiać charakter patologiczny i przenosi się dosłownie na każdą dziedzinę działalności. Aby cokolwiek przedsięwziąć, aplikować o jakiekolwiek środki z zasobów gminy, korzystać z miejskiej przestrzeni itd. należy albo być zaliczanym do „swojaków”, albo posiadać środki, które w praktyce, po 20 latach formowania przestrzeni gospodarczej, są nie do zdobycia.

Wszystkie te intuicje, a także inne spostrzeżenia, zostaną rozwinięte w niniejszej pracy. Teraz przywołuję niektóre hasłowo, aby tym łatwiej czytelnik mógł znaleźć analogie historyczne. Od takiej konstatacji bardzo łatwo będzie przejść do postrzeżenia faktu oczywistego dla coraz większej liczby gliwiczan – w Gliwicach sytuacja kilka lat temu wymknęła się spod kontroli a prawdziwy samorządowy moloch stworzony przez Zygmunta Frankiewicza, zawłaszczył naszą rzeczywistość. Nie jest możliwe przebicie się z jakąkolwiek wizją miasta, alternatywną w stosunku do coraz bardziej archaicznej – przy całych stwarzanych z wysiłkiem i coraz bardziej kosztownych, pozorach stania miasta w awangardzie nowoczesnych przemian – wizji prezydenckiej. Coraz trudniej o możliwości samorealizacji mieszkańców w sytuacji, gdy nie znajdują się oni w gronie zdeklarowanych zwolenników prezydenta, lub przynajmniej nie zachowują całkowitej bierności politycznej. Niezbędne jest przy tym przypomnienie, że przy okazji ostatniego referendum doszło do sytuacji, niemającej podobnej w Polsce ostatnich dwóch dekad – urzędujący i broniący swojego urzędu prezydent miasta posunął się w decydującym momencie do podziału mieszkańców na „nas” i „ich”, który to podział pogłębił jeszcze w sposób skrajny tuż po wygranym już referendum.

Dla pełnej oceny sytuacji politycznej i społecznej trzeba koniecznie wziąć pod uwagę kilka bardzo różnych czynników, a całość rozpatrywać w kontekście utrzymującej się – i już teraz stwierdźmy, że bardzo wygodnej dla Zygmunta Frankiewicza – rywalizacji dwóch skrajnie różnych koncepcji politycznych reprezentowanych przez PO i PiS.

Niezbędne będzie także zastanowienie się nad tym, jak zmieniał się sam Zygmunt Frankiewicz na przestrzeni tych 20 lat i jak z rozedrganego emocjonalnie, prawie rozbitego i bliskiego histerii człowieka, siedzącego na korytarzu po pierwszym głosowaniu radnych Rady Miejskiej w 1993 roku, zmierzał do postawy skrajnie wrogiej dla dużej części mieszkańców, skrajnie niewrażliwej społecznie i niepodatnej na najnowsze i coraz szerzej wdrażane wizje funkcjonowania nowoczesnego miasta. Sądzę, że sens próby analizy osobowości człowieka, który swoje piętno na mieście i wszystkich jego mieszkańcach wywiera już przez dwie dekady, będzie oczywisty dla każdego.

Innym jeszcze czynnikiem wartym rozważenia będzie postawa szeroko rozumianej opozycji z całą jej różnorodnością (negowaną zresztą uparcie przez Frankiewicza przy każdej okazji) wobec systematycznego umacniania jego wpływów, przejmowania pełnej kontroli nad majątkiem gminy i przepływem strumieni finansowych oraz tworzenia własnej, w pełni kontrolowanej kasty osób, których pozycja społeczna i ekonomiczna zależy całkowicie od jego decyzji.

Na szczególne uwzględnienie zasługuje także postawa Rady Miejskiej (zwłaszcza poprzedniej i obecnej kadencji), która z założenia (potwierdzonego ustrojowo) ma kontrolować prezydenta i do sytuacji patologicznych nie dopuszczać. Tymczasem w Gliwicach doszło do sytuacji, w której ta funkcja kontrolna jest już tylko iluzoryczna. Rada Miejska jest w wielu przypadkach całkowicie bezradna, a w innych posuwa się wręcz do działań niezgodnych z obowiązującym prawem, podejmowanych – nawet jeśli w sposób niezamierzony – w interesie prezydenta Frankiewicza.

Nie mam zamiaru podejmować w pracy prób sugerowania, że powstała ona w innym celu, niż rozpoznanie sytuacji przed zbliżającymi się wielkimi krokami wyborami samorządowymi. Już w tym miejscu warto wręcz zapowiedzieć, że wysunę również pewne, na warunki gliwickie całkowicie nowatorskie propozycje zastosowania środków, które uważam za jedyne, mogące przynieść sukces. Trzeba zatem w tym miejscu ustalić, co przez ów sukces rozumiem. Otóż nie będzie sukcesem samo odsunięcie Zygmunta Frankiewicza od władzy. Wielokrotnie bowiem, słuchając licznych wypowiedzi różnych osób, czytając ich komentarze lub większe opracowania, stwierdzałem, że formowanie jako podstawowego przesłania hasła „Frankiewicz musi odejść!” zarówno jakością jak i rzeczywistą energią i siłą sprawczą niczym nie różni się od wypowiadanego niegdyś przez Andrzeja Leppera hasła dedykowanego Leszkowi Balcerowiczowi. Takie biegunowe pojmowanie gliwickiej rzeczywistości politycznej i ekonomicznej świadczy przede wszystkim o tym, iż sądzący naiwnie, że samo odsunięcie od władzy Zygmunta Frankiewicza zmieni cokolwiek w istniejącym układzie całkowicie nie zdają sobie sprawy z istoty systemu, który ten stworzył i rzeczywistych relacji między nim a środowiskiem w którym funkcjonuje. Nie zdają sobie również sprawy z tego, że istnieje bardzo realna możliwość, iż nawet jeśli przygotowania opozycji do wyborów przebiegną bez zakłóceń i uda się jej sformułować atrakcyjny program, z którym w wyborach wystartuje oraz wykreować (wreszcie!) akceptowalnych liderów, nawet wtedy jest możliwe, że nie uda się odebrać prezydentury samemu Frankiewiczowi (lub innemu kandydatowi jego środowiska – wszak na ten moment nie da się wykluczyć, że to nie Zygmunt Frankiewicz będzie kandydatem). Dlatego istotne jest uświadomienie sobie, że najbliższe wybory samorządowe, to dwie równie ważne płaszczyzny politycznej rywalizacji i z taką samą starannością należy się przygotować do walki o prezydenturę i o miejsca w Radzie Miejskiej. W wypadku przegrania prezydentury tylko odpowiednio szeroka reprezentacja w Radzie Miejskiej może przygotować sukces w wyborach kolejnych, a przede wszystkim zahamować postępujące negatywne zjawiska w przestrzeni miasta i w funkcjonowaniu jego społeczności i poważnie zredukować wpływy Zygmunta Frankiewicza wszędzie tam, gdzie stały się już one polityczną i ekonomiczną patologią. Nie trzeba tu dodawać, że aby tak mogło się stać, konieczni będą radni, mający cechy zgoła odmienne od większości tych, które przejawia chociażby Rada Miejska obecnej kadencji.

Nie chciałbym jednak, aby powyższa konstatacja odebrana była jako niewiara w powodzenie walki o prezydenturę. Jest całkiem inaczej i twierdzę, że walka ta jest nie tylko realna, ale że wręcz szanse na jej powodzenie szacuję na 50%. Stwierdzam jednak, że widzę tylko jedną możliwość, aby stała się ona walką rzeczywistą. I możliwość taką przedstawię jako rozwinięcie i puentę niniejszej pracy.

Na koniec stwierdzić należy, że dotykanie tematów, które w publikacji o tym charakterze dotknięte być muszą, z natury swojej będzie rodzić wiele kontrowersji. Dlatego w sposób jasny i precyzyjny rozgraniczam w niej kwestie, które mogę w sposób jednoznaczny udowodnić, od wniosków natury ogólnej, wyciąganych na podstawie udowodnionych przejawów politycznej i ekonomicznej aktywności Zygmunta Frankiewicza i jego otoczenia.

Kończąc zapowiedź publikacji spieszę zapewnić, że mogą ze spokojem przejść do dalszej lektury ci wszyscy, który po przeczytaniu tych kilku akapitów pomyśleli, że całość może być cokolwiek nużąca i trudna w percepcji. Rzecz jasna tam, gdzie będą konieczne dokładne wyjaśnienia prawnych aspektów prezentowanych patologii – pojawią się one. Nie da się wszak udowodnić rodzaju i rozmiaru łamania prawa bez tego. Jednak także te partie są opracowane w sposób jak najbardziej przystępny. Kolejne rozdziały pracy są krótkie, pogrupowane w 4 częściach i mają charakter krótkich felietonów, niepozbawionych elementów humoru. Całość opatrzona będzie specjalnie przygotowanymi tablicami i wykresami, ułatwiającymi przyswojenie informacji. Sam za dużą zaletę publikacji uważam możliwość jej czytania począwszy od dowolnego miejsca. System odnośników ułatwi natychmiastowe przejście do innego fragmentu kontynuującego lub rozwijającego dane zagadnienie.

Już teraz życzę wszystkim miłej i przede wszystkim niepozbawionej refleksji lektury.

Dariusz Jezierski

11 Comments on "2 września książka o Zygmuncie Frankiewiczu…"

  1. Hehehe. Ciekawie. Tylko, czy Zygmunt jest wart papieru, na którym wydrukują jego „Dzieje”? Czy nakład będzie porównywalny z wywiadem rzeką z i o Frankiewiczu, który jest, zdaje się, „białym krukiem”?

    • Zdecydowanie wart jest papieru i pracy nie tyle jego żywot, co wpływ tegoż na naszą rzeczywistość. O ile wywiad rzeka jest faktycznie białym krukiem, postaramy się aby to akurat wydawnictwo było szeroko dostępne;)

    • marianandrzejczak | 4 maja 2013 at 1:59 pm | Odpowiedz

      Zygmunt jest wart papieru i nie tylko.
      To GENIUSZ jakich mało.
      Jego geniusz przy tchórzostwie mieszkańców tego Miasta zasługuje nie tylko na książkę.
      Mówię to całkiem poważnie bez cynizmu.
      Jestem w totalnej do jego toku myślenia OPOZYCJI od wielu lat jednak nie potrafię inaczej niż bić POKŁON ..

      Człowiek który z 6,91% uczynił więcej niż 100% zachwiał moją wiarą w matematykę.
      Obalił chory mit iż MATEMATYKA jest MATKĄ.

      On jest OJCEM a matematyka to szumowina.
      Precz z matematyką w szkołach!
      Precz z matematykami!
      Precz z bankowymi analitykami!

      Niech żyje bitcoin .

  2. Baaaardzo fajna inicjatywa :DDD, ale warto zadabąc o precyzję!
    urzędujący i broniący swojego urzędu prezydent … tuż po wygranym już referendum.
    Frankiewicz nie wygrał, a przeciwnie raczej, bo z kretesem przegrał i pierwsze i drugie referendum, które tylko z tego względu, że ustawa o referendum lokalnym jest wadliwa, zakładająca zbyt wyskie progi i zezwalająca odwoływanym na bezkarne nawoływanie do bojkotu demokratycznych procedur, były nieważne.
    Prawnie NIEWAŻNE.

    • W demokratyczny sposób nie udałem się na referendum, tzn brałem udział jako członek, ale po prostu nie oddawałem głosu.

      • ryba nie bierze | 6 maja 2013 at 4:17 pm | Odpowiedz

        Tak to właśnie czasem jest. Niektórzy biorą udział jako członek.
        Czy można się dziwić, że nie oddają głosu?

  3. Gdzie będzie można kupić książkę

  4. GOGOL PRZEJAZDEM | 5 maja 2013 at 12:10 pm | Odpowiedz

    „…2 września książka o Zygmuncie Frankiewiczu…”
    Zapowiedź za zapowiedź.
    NINIEJSZYM OGŁASZAM :
    „GLIWICKI I SEZON GRILOWY ZA OTWARTY”
    Pamiętajmy o równomiernym obracaniu bohatera – smażeniu z każdej strony i polewaniu własnym sosem .
    Jak już mamy coś dla ciała , to może coś dla ducha.
    Przydałby się też tomik poezji do kompletu jakiś…
    Mieszkańcy do piór.
    ***********************************
    http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif
    NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…

  5. I pamiętajmy:
    kiedy minie 50,60,może nawet sto lat , przerdzewieją blaszaki, zawali się PODIUM, miasto zmieni oblicze po raz kolejny, przyjdzie (urodzi się) ktoś, kto powie: „Ten Frankiewicz to był fajny gość, tyle zrobił dla ludzi i Miasta. Postawmy mu pomnik z brązu, bo mu się należy”

    Nie ważne, że coś tam zniszczył, zakopał, wyburzył – ważne że był wielki.

    Historia lubi zataczać koła. Są w niej ludzie „wielcy”, którym za nic nie postawiłbym pomnika, ale klakierzy widzą ich swoimi oczyma. I pomniki stoją.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*