20 lat prezydentury Frankiewicza – edytorial „Życie Gliwic” nr 9

Ilekroć ktokolwiek zadaje sobie pytanie, z czym tak naprawdę mieliśmy do czynienia w Gliwicach – sprawowaniem władzy przez wizjonera czy utalentowanego organizatora – powinien zważyć kilka różnych kwestii, zanim pokusi się o przyjęcie jednej odpowiedzi. Stwierdzić należy ponad wszelką wątpliwość kwestię podstawową – z czymkolwiek, wizją czy zdolnościami organizacyjnymi mieliśmy do czynienia, właśnie ów użyty przeze mnie czas przeszły jest tu kategorią podstawową. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że Zygmunt Frankiewicz i stworzony przez niego system mają już za sobą kres swojej świetności i polityczno–ekonomicznej funkcjonalności.

frankiewiczOd dobrych kilku lat (sam przyjmuję, że od chwili zawiązania się grupy inicjatywnej referendum z 2009 roku) sztuczna, co widać coraz wyraźniej, i w swej istocie wroga demokracji gliwicka rzeczywistość trwa i w miarę poprawnie egzystuje nadal jedynie siłą inercji. Jest to charakterystyczne dla wszelkich tworów powołanych do życia siłą przebłysku politycznego geniuszu, a takich przebłysków Frankiewiczowi odmówić nie mogą nawet jego zdeklarowani polityczni wrogowie. Inna sprawa, że mam spory problem ze wskazaniem już nie tylko przejawu geniuszu, ale nawet zwykłego politycznego pragmatyzmu w latach ostatnich.

Wydaje się, że począwszy od kilku nieszczęśliwych decyzji, podjętych całkowicie arbitralnie (dobrym przykładem jest tu decyzja likwidacji komunikacji tramwajowej), a skończywszy na wepchnięciu miasta w całkowicie karkołomną realizację utopijnej wizji hali Podium jako rzekomego motoru napędowego przyszłego gliwickiego sukcesu, mamy już do czynienia z równią pochyłą. Problemem Gliwic, który z niepojętych dla mnie powodów gliwiczanie wciąż wypierają, jest to, że na tej równi znajdujemy się my wszyscy, mieszkańcy tego miasta, którzy z nim związali swoją i swoich bliskich przyszłość.

Paradoksem naszego modelu demokracji w jej samorządowym wydaniu jest to, że praktycznie żadna z osób odpowiedzialnych za zmiany i procesy, których skutki będą widoczne przez dziesiątki, jeśli nie setki lat, nigdy nie odpowie w sposób rzeczywisty za ewidentne błędy, które popełniła, za przeforsowanie, często wbrew woli ogółu, błędnych wizji rozwoju i konkretnych ekonomicznych i społecznych decyzji. Mieszkańcy w kolejnych pokoleniach zapłacą za roztrwonienie dorobku ostatnich kilkunastu lat, za niedoinwestowanie wielu różnych dziedzin (szpitali, szkół), za uśmiercenie wielu inicjatyw (np. Zakładu Aktywności Zawodowej), za postępującą migrację najzdolniejszej młodzieży, czy zamordowanie kultury w jej najwartościowszych przejawach.

Nie zapłacą jednak sprawcy tego wszystkiego. Wypracowana przez nich „pozycja”, czytaj środki i możliwości na przyszłość sprawią, że będą oni mogli dyskontować dwie dekady WŁASNEGO sukcesu w dowolnej formie i w wybranym miejscu kraju. Przełożenie sytuacji miasta, będącej efektem ich błędnej polityki i fatalnych decyzji, na ich osobistą sytuację będzie żadne. To oczywiście kwestie, na które w tej sytuacji ustrojowej praktycznie nie mamy żadnego wpływu. Tym bardziej jednak – i będę to konsekwentnie powtarzał – powinniśmy o tym pamiętać i wszystkimi możliwymi środkami egzekwować wszelkie dostępne możliwości nadzoru i kontroli. Pójdę jeszcze dalej – wszędzie tam, gdzie rzeczywista, chwilami miażdżąca przewaga systemu realizowana jest metodami sprzecznymi z prawem, należy to wychwytywać i karać jak najsurowiej.

Przypadki rażącego naruszania prawa, od drobnych oszustw finansowych po łamanie podstawowych dla naszego obrotu gospodarczego ustaw, wystawiają jak najgorsze świadectwo nie tylko Zygmuntowi Frankiewiczowi i jego zaufanym współpracownikom, ale wszystkim lokalnym politykom, radnym kolejnych kadencji i nam wszystkim – zbyt gnuśnym, zbyt leniwym już nie tylko, aby pójść do urny wyborczej i powiedzieć „nie” bezprawiu, ale nawet, aby spróbować zrozumieć, w jaki sposób zostaliśmy wmanipulowani w system, który nie służy naszemu dobru tak, jak służyć powinien.

Skończę na tym tę dygresję, bo na rozwinięcie tematu będzie jeszcze czas. Wróćmy do problemu podstawowego. Czy za sytuacją miasta stoi wciąż jeszcze człowiek Zygmunt Frankiewicz, czy raczej system przez niego firmowany? To kwestia podstawowa moim zdaniem, bez której rozstrzygnięcia nie sposób wybrać właściwej politycznej strategii. Postaram się krótko wyjaśnić własne zdanie w tej kwestii. Śmieszy mnie raczej niż zastanawia wizja postępującej degrengolady świetnego na początku prezydenta miasta, odmalowywana przez niektórych przeciwników Zygmunta Frankiewicza, zwłaszcza tych, którzy gdzieś tam u początku tej drogi z nim współpracowali. To wizja w zasadzie apologetyczna.

Jawi się w niej coś, co nieodparcie kojarzy mi się z historią różnych religii, w których mamy do czynienia z różnie zresztą przedstawianym mitem upadku bóstw, demiurgów i samego człowieka. O ile wizja taka przystoi mitologii, czy religii musi być uznana za niewystarczającą, kiedy rozprawiamy w kategoriach społecznych, ekonomicznych i politycznych. Wtedy bowiem możemy jedynie mówić o pewnym mniej albo bardziej efektywnym konglomeracie takich czy innych cech osobowościowych, sprawdzającym się lepiej lub gorzej w rzeczywistych zastanych okolicznościach geopolitycznych.

Jeśli przyjmiemy tę logiczną przecież prawdę, to oczywiste się stanie również, dlaczego w kategoriach określanych przez nas wspólnym mianem „współczesności” z całym jej dynamizmem, zmiennością i złożonością istnieje gwarantowana przecież przez demokrację możliwość dostosowania koncepcji, wizji, a przede wszystkim zespołu ludzi je realizujących do aktualnych potrzeb społeczności w dowolnym wymiarze, od gminy, po Unię Europejską.

Wyłuskam z całego zdania słowo najistotniejsze – „możliwość”. Bo to jest tylko możliwość, a dwie dekady prezydentury Zygmunta Frankiewicza w sposób porażająco jasny uświadamiają poza wszystkim, jak w efektywny i w swej istocie bardzo prosty sposób, skłonić społeczność do tego, by z tej możliwości nie tylko nie skorzystało, ale wręcz, aby odłożyło na bok instrumenty, które zostały mu w tym celu dane. Gliwiczanie w swej podstawowej grupie zostają w domach wtedy, kiedy świadomi, rozumiejący i posiadający przynajmniej cząstkowy wgląd w rzeczywistość obywatele powinni wziąć udział w kolejnych wyborach samorządowych.

Dzięki takiej właśnie postawie społecznej system stworzony i ożywiony przez Zygmunta Frankiewicza na przestrzeni lat zyskuje coraz większe znaczenie i staje się czymś w rodzaju politycznego perpetuum mobile. Mówiąc najkrócej, to system przejmuje odpowiedzialność za swoją personifikację. Kiedy poddamy podniesioną przeze mnie kwestię refleksji, niczym przebłyski intuicji powraca przeświadczenie, że z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, Zygmunt Frankiewicz przesuwa się ku takiej właśnie roli. Staje się głową samorządowo–biznesowej hydry przez siebie stworzonej. Wydaje się jednak, że on sam nie dopuszcza do siebie myśli, że wprawdzie hydrze głowa odrsata, ale nigdzie w mitologii nie napisano, że jest to głowa z tym samym obliczem.

Ta konstatacja ma znaczenie pierwszorzędne. W Gliwicach po 20 latach pielęgnowania samorządowej wizji Zygmunta Frankiewicza mamy do czynienia z samowystarczalną, świetnie wyposażoną we wszystko, co jej niezbędne do przetrwania samorządową hydrą. Dla tego tworu najmniejsze znaczenie ma już bowiem to, jaka twarz na samym jego szczycie będzie fotografowana. Ten twór zainteresowany jest tylko jednym – samoprzetrwaniem, samodobrobytem w swoim samorządowo ukonstytuowanym i prawnie usankcjonowanym trwaniu na zajętym miejscu. Hydra nie ustąpi ze swojego lokum…

Dariusz Jezierski

21 Comments on "20 lat prezydentury Frankiewicza – edytorial „Życie Gliwic” nr 9"

  1. To spora przesada. Pojęcie „geniusz” ani rusz nie przystaje Frankiewiczowi, który doszedł do prerzydentury w skutek wrogiego przejęcia władzy i to jest skaza, która mu od początku towarzyszy. To, że w jego otoczeniu znaleźli się ludzie zakłamani, nieuczciwi, kłamcy lustracyjni itp. towarzystwo, nie jest przypadkowe. Frankiewicz jest chytrusem, prowincjonalnym cwaniaczkiem otoczonym prowincjonalną sitwą zachowującą się jak zwykła mafia.

  2. Dość powszechne przekonanie o rzekomych przebłyskach geniuszu Frankiewicza w jego początkowym okresie prezydentowania bierze się zapewne z czytania lokalnej prasy, która przez 20 lat uprawiała nachalną propagandę sukcesów tego pana. Nawet dociekliwy redaktor Info-Postera nie jest w stanie przytoczyć przejawów tego geniuszu. Gdy pytam o to gliwiczan, to w odpowiedzi robią tzw. rybkę – otwierają usta, ale nie potrafią niczego z siebie wydalić. „Konkrety, a nie slogany” panie redaktorze 😉

    • Tak właśnie jest, to nachalna PRowska propaganda, którą jak widać nasiąkł też autor tekstu i ma trudność się z tego otrząsnąć. Szkoda, bo za chwilę pojawią się tu i tam domysły, że w rzeczywistości jest poplecznikiem tego, którego opisuje i tylko opozycjonistę udaje.
      Żadnych prawdziwych przebłysków geniuszu u Frankiewicza nigdy nie odnotowano.
      Niech Jezierski napisze na czym ten „przebłyski” Frankiewicza polegały.

      • Przede wszystkim, jeśli dla kogoś zdanie: „Ilekroć ktokolwiek zadaje sobie pytanie, z czym tak naprawdę mieliśmy do czynienia w Gliwicach – sprawowaniem władzy przez wizjonera czy utalentowanego organizatora – powinien zważyć kilka różnych kwestii, zanim pokusi się o przyjęcie jednej odpowiedzi.” oznacza, że uważam ZF za geniusza, to może po prostu powinien zmienić lekturę, albo ponowić tę, ale uważniej;)
        Bo to zdanie nawet nie przesądza, że ktoś takie pytanie sobie zadaje. Prywatna opinia autora jest kawałek dalej: „z czymkolwiek, wizją czy zdolnościami organizacyjnymi mieliśmy do czynienia…” ale wymienione cechy ani przez chwilę nie zbliżają się do pojęcia geniuszu.
        Jednocześnie przepraszam wszystkich za to, że na własnym blogu będę pisał tylko to, co chcę napisać i ani linijki więcej. Z przyczyn oczywistych nie będę też pisał o przebłyskach geniuszu ZF, skoro nigdzie i w żadnym miejscu nie uznałem ich za istniejące. Tyle od Jezierskiego – subiektywnie;)
        A o powtarzaniu pomówień formułowanych od jakiegoś czasu w taki zawoalowany sposób nie będę dyskutował. Drobna uwaga jedynie – takie małe „szantażyki” to kiepski sposób w moim przypadku. Stykałem się już bowiem także z grubszą odmianą, równie bezskuteczną. Kończąc, polecam jednak lekturę dłuższą niż pierwsze zdanie tekstu. Bo czasem formułuje się w nim wprost tezę, którą się ma zamiar obalić.
        Pozdrawiam

        • No nie 🙁 Panie Redaktorze!!
          Zacytujmy.
          Jest to charakterystyczne dla wszelkich tworów powołanych do życia siłą przebłysku politycznego geniuszu, a takich przebłysków Frankiewiczowi odmówić nie mogą nawet jego zdeklarowani polityczni wrogowie. Inna sprawa, że mam spory problem ze wskazaniem już nie tylko przejawu geniuszu, ale nawet zwykłego politycznego pragmatyzmu w latach ostatnich.
          Proszę to objaśnić i uzasadnić. Jakich to genialnych dokonań odmówić Frankiewiczowi nie można Pana zdaniem. Możemy wspólnie się dokładnie im przyjrzeć. Może były, ale jakoś ich nie widziałem.
          Wyjaśniam przy okazji, że nie jestem zdeklarowanym politycznym wrogiem Frankiewicza, nawet wogóle nie jestem jego jakimkolwiek wrogiem. Nic mi osobiście nie zrobił, tyle że niszczy moje miasto i to mi się nie podoba. Zaś tytch przebłysków geniuszu w nim nie dostrzegłem, nie tylko dawniej, ale po prostu nigdy.

          • Aaa… dalej jest o przebłyskach geniuszu politycznego. I miałem tu na myśli umiejętność takiego rozgrywania gliwickiego układu, że przez 20 lat udaje się ZF utrzymać władzę. To jest umiejętność wykorzystywania koniunktury, sporów wśród przeciwników i postawienia na ludzi, którzy będą z nim do końca. Do tego trzeba jednak – w takim wymiarze czasowym – czegoś w rodzaju przebłysków geniuszu. Piszę zaś o przebłyskach, bowiem o politycznym geniuszu, zwłaszcza w wymiarze ponadlokalnym mówić w jego przypadku również nie można.
            Ja również nie jestem przeciwnikiem ZF, ale tego co z miastem robi. A jego zdeklarowanych przeciwników sam słyszałem twierdzących, że dawno temu był więcej niż dobry. Nie oceniam w tych kategoriach, ale nie mogę nie zauważyć, że wiele posunięć z pierwszych lat sprawowania władzy miał ZF udanych.
            Reasumując, należę do tych osób, które starają się oceniać w miarę obiektywnie także przeciwników. Uznanie, że całe 2 dekady prezydentury ZF, to dla miasta samo zło, byłoby z mojej strony zbędnym oportunizmem. Skoro tak nie uważam, nie mogę tak pisać. A ‚przebłyski politycznego geniuszu’, to jeszcze wciąż nie geniusz (absolutny i bez przymiotników) 😉

            • Jak zdobyć władzę i ją długo utrzymać? Do tego nie potrzeba żadnej szczególnej genialności. Metoda jest stara jak świat i prosta jak kobyła strzała. Wystarczy przekupstwo i zastraszanie i z tym właśnie mamy do czynienia. Czy to jest genialne? Jeśli tak się ocenia, to pojawiają się wątpliwości natury etycznej, moralnej. A przecież zdiagnozowaliśmy już wielokrotnie mechanizmy utrzymywania władzy przez Frankiewicza i niczego moralnego i etycznego nie dało się z nich wyekstraktować. Gdyby był geniuszem, nawet w przebłyskach, to byłaby to jakaś wartość, jakieś usprawiedliwienie. Ale jest tu tylko przebiegłość, zimna kalkulacja, szalbierstwa, łagarstwa, bezwzględne zwalczanie wszelkiej, nawet najbardziej pokojowej opozycji, tępy upór i zacięta przekora itp. „walory”. Nawet jego intrygi okazują się prostacko toporne, jak w przypadku ostatniej zmowy z radnymi PiS w sprawie skredytowania z naszych przyszłych przychodów realizacji hali Podium. A że ci radni są jeszcze gorsi, nikczemniejsi i od niego głupsi, to nie sprawia, że Frankiewicz zasłużył na wyższe oceny.

              • Pozostaje tylko kwestia oceny ludzi, którzy przez 20 lat takiemu człowiekowi, jak Pan opisuje, pozwalali pozostawać przy władzy… Cóż – poważne zrywy zaczęły się od 2009 r. A gdzie był obiektyw wcześniej? Jestem w tym gronie nuworyszem, zrobiłem całkiem sporo, ale i tak „weterani opozycji” mają „wątpliwości natury etycznej, moralnej” analizując wyrwane z kontekstu zdanie i za nic mając cały tekst i wszystkie inne. Co więcej, zarzucają właścicielowi I-P, że uległ prezydenckiemu PR. Jest dokładnie odwrotnie. Nieco ponad rok temu właściciel zdecydował o własnej drodze i… robi swoje. A teraz ów właściciel zapytuje weterana – gdzie był przez 20 lat i dlaczego pozwolił na to, żeby taki zły człowiek zrobił to, co zrobił? Cóż, nic nie jest czarno-białe 😉
                I z mojej strony to tyle w tej akurat dyskusji – jutro przesłuchanie w sprawie Małysza;) Ale z ciekawością będę śledził wątek.
                pzdr

                • Właśnie szczególnie ci, którzy mieli kiedyś realny wpływ na nie/pozostawainie Frankiewicza u władzy mówia i piszą dzić o jego ówczesnym geniuszu, właśnie wtedy, gdy z nim ściśle współpracowali i zanim odstąpili od niego, lub zostali przez niego odsunięci. Dziś jednak już tak nie twierdzą. Nawet Jarczewski dał sobie na wstrzymanie. Nie bąkają nawet o przebłyskach onego fenomena samorządowego. Dlatego bardzo dziwne są takie stwierdzenia kogoś, kto ani mu brat ani swat ani była żona. Natomiast ci, którzy nie mieli wpływu na nic, mogli tylko na Frankiewicza nie głosować. Obiektyw na niego nigdy nie głosował i wraz ze świadomą i rozumną częścią mieszkańców chciał go odwołać w kolejnych referendach. A reszta niech pozostanie milczeniem 😀

                  • Chętnie uwierzyłbym, ale w przeciwieństwie do autora zamieszczanych tu komentarzy, obiektyw pozostaje głęboko zakamuflowany, więc dla mnie może być równie dobrze jednym ze zwolnionych prezesów spółek:)) A teorię tę stawiam wyłącznie po to, żeby uświadomić absurd stwierdzeń w rodzaju tych z pierwszych dzisiejszych wpisów obiektywa. Zasada pierwsza – polemika powinna się odbywać bez chęci dotknięcia adwersarza. A za taką muszę niestety uważać zastanawianie się nad moimi pobudkami i przytaczanie pomówień. Bo w tle cały czas wątpliwość: skoro obiektyw tak pięknie wyłuszczył swoje intencje i przekonania, dlaczego zachowuje się tak, jakby pod pretekstem walki z RZEKOMYM (bo przecież nie udowadnianym przeze mnie) geniuszem ZF, chciał koniecznie wzbudzić wątpliwości co do gościnnego wszak dla niego portalu i jego prowadzącego?:) Podsumowując – opozycja (jakakolwiek) zacznie się liczyć, jak nauczy się rozmawiać MIĘDZY SOBĄ. Niestety ilu jej przedstawicieli poznałem, tyle teorii i opinii na temat… nie ZF, niestety, ale innych jego przeciwników. A ja? Ja po prostu w to nie wchodzę. I wielokrotnie to stwierdzałem. Dlatego też nie podejmuję polemiki także na swój temat. Dopóki sam wiem, co robię i co więcej jestem tego pewien – w zupełności mi to wystarczy.
                    Paradoks tej wymiany zdań polega na tym, że odbywa się między potencjalnymi, a być może także rzeczywistymi, sojusznikami. I niuanse dotyczące oceny kogokolwiek i czegokolwiek mają tu najmniejsze znaczenie. Dlaczego? Bo kiedy walczy się z jakąkolwiek odmianą despotyzmu, nie wolno wpaść w pułapkę własnego, „pozytywnego” despotyzmu. Pluralizm to podstawa. Tylko on uwiarygadnia intencje. Także opozycji…

                    • Wolę prawdę od jakichkolwiek opinii. Skoro autor tekstu obstaje przy swoim, to proszę udowodnić geniusz Frankiewicza, choćby i w przebłyskach on się przejawiał. W moich i jak widać w opiniach innych tu komentujących nic takiego z tej żałosnej postaci nie iluminuje.
                      Udawanie pod publiczkę, która dała się ogłupić Frankiewiczowi i którą zamierza się oswoić i przyciągnąć do siebie, że byli rozumni głosując na niego, ale kiedyś, a robiąc to dziś, już by na taką ocenę nie zasługiwali, nie jest zwyczajnie uczciwe. Jest może polityczne, bo politycy uważają swoich wyborców za głupców, ale im tego nie mówią, bo by ich nie wybierali.
                      Co zaś do oceny osób publicznych, czy śledzenia ich słów i czynów, a jest nią także autor powyższego tekstu, bo nie tylko Frankiewicz, to jest to dobrodziejstwo demokracji.
                      Obiektyw nie ocenia i nie dotyka niczyjej prywatności, ale mówi jak jest, jak Max Kolonko 😀

                    • Autor tekstu posługuje się wyłącznie prawdą, nie rezygnując z własnych opinii. Na temat udowadniania geniuszu ZF już się wypowiadałem i temat zakończyłem. Utrzymuję jednak, że od Maxa różni się obiektyw zasadniczo – anonimowością. jako potencjalny adwersarz dyskusji, dla mnie – znowu opinia! – jest cokolwiek mało wiarygodny. I dlaczego zatem odmawia obiektyw dobrodziejstw demokracji względem własnej osoby? Myli obiektyw pojęcia – dobrodziejstwem demokracji jest bowiem jasne, otwarte i pod własnym nazwiskiem wypowiedzenie swoich opinii. wypowiadanie tych opinii pod przykrywką pseudonimu/nicka miało wszak miejsce także w sytuacjach skrajnych – pod okupacją i „w komunie”. Gdzie tu dobrodziejstwa demokracji? Nie widzę…
                      PS. obiektyw twierdzi, że przez 20 lat był zdeklarowanym przeciwnikiem ZF – pozwolę sobie znowu na opinię: jeśli znał także innych podobnych, to okazali się bardzo mało efektywni. Podkreślę również, że mam prawo nie wierzyć w te deklaracje dwudekadowej opozycyjności osoby, która nie zechciała się „ujawnić”. Parafrazując obiektywa – niech obiektyw mi to udowodni 🙂

                    • …i jeszcze jedno. Jestem oczywiście otwarty na rozmowę, a własne opinie i oceny mogę gruntownie uzsadnić.

                    • A łamy I-P są otwarte na teksty. Zatem zapraszam… całkiem serio.

                    • Odnośnie anonimowości.
                      Formuła komentowania internetowych blogów i dyskutowania na forach jest zasadniczo anonimowa i nawet jeśli ktoś poda jakieś imię / nazwisko, to wcale nie daje pewności, że jest prawdziwe. Trzymam się tej formuły i nie lansuję cudzym kosztem.

  3. „…Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że Zygmunt Frankiewicz i stworzony przez niego system mają już za sobą kres swojej świetności i polityczno–ekonomicznej funkcjonalności. …”

    Myślę, że życiowa mądrość i geniusz polega na tym, żeby walczyć i zejść ze sceny gdy się jest u szczytu.
    Dla sportowca może to być: najwyższe podium, mistrzostwo świata, olimpijskie i. t. p.
    Potem to już może być co najwyżej dublowanie osiągnięć.
    Znamy nielicznych MISTRZÓW, którzy to stosują w życiu.
    Większość jednak rozmienia się na drobne obcinając kupon z dawnych osiągnięć .
    Tu decyduje zwykła pycha i chciwość.
    Czasem u sportowca powiązania marketingowe, u polityka powiązania „towarzyskie”
    Odejście u szczytu pozostawia u obserwatora sceny szacunek i podziw.
    Nie wielu to potrafi. Czasem czują, że to już równia pochyła, i brną do końca – do porażki, która – taka jest kolej rzeczy na tym świecie – jest nieunikniona.
    Przychodzi nowy mistrz.
    Tymczasem gdyby odeszli w porę, pozostali by niezwyciężeni, nie tylko w naszej pamięci.
    Takich przykładów mamy pełno – wystarczy poszukać.
    BO DLA NASZEGO UKOCHANEGO PREZYDENTA MAM TYLKO JEDNO WYJŚCIE – JUŻ KIEDYŚ O NIM PISAŁEM:
    TZW. „MANEWR KONIEWA”
    G.P.

    P.S
    http://info-poster.eu/przestepcy-u-wladzy-czy-to-juz-gliwicka-osmiornica/

  4. Wy jesteście niespełna rozumu. Redaktor Jezierski wykonuje tytaniczną pracę, wyciągając na światło dzienne „ciekawostki” z życia naszej wsi, a wy mu zarzucacie niewłaściwe słówka w tekście. Żenada! Czy wy w ogóle umiecie czytać ze zrozumieniem? Czy na tym polega wasza „opozycyjność”??? Biedne to miasto, nie tylko z powodu prezydenta. Równie biedne z waszego powodu – polskie piekło.

    • Jaka opozycja?
      Opozycja Strusia chyba.
      Większość myśli tak..jak się Jezierskiemu uda to się dołączymy.
      Dołączymy lecz nie pokażemy.
      Aby Wieś jak to nazywasz realnie zaczęła lękać się opozycji to ta musi ujawnić choćby nazwiska.
      Milczą nawet zainteresowani z GWSP.
      Na tym polega geniusz systemu.

      Uzależnić społeczeństwo od SIEBIE ekonomicznie.
      Pisałem z tysiąc razy.
      Nikt z dyrektorów szkół nie powie VETO.
      Mają się finansowo jak u Pana Boga za piecem a płatnikiem jest właśnie Miasto.
      Spółki,Agendy,Przedszkola i wiele innych .
      Też podpisujesz się jako gliwicka plaga.
      Co jest nazwiskiem a co imieniem?

      hmmmm…

      Koniec przyjdzie całkiem niezależnie.
      Gdy mięso gnije wyrzuca się je i tyle.
      To mięso zaczyna brzydko pachnieć ale do gnicia mu daleko.

  5. Proszę tego nie brać za złe panie redaktorze ale po co mamy zaśmiecać język polski jakimiś anglicyzmami skoro mamy własny odpowiednik więc zamiast edytorial powinien być raczej felieton redakcyjny

  6. Pan Prezydent w moim jako opozycji mniemaniu jest sympatycznym człowiekiem.
    Inteligentny ,wyważony kulturalny .
    Rozmowa i przebywanie z nim jest czymś wyjątkowym.
    Miłym zaskoczeniem.

    I kto to mówi ..prawda?
    A jednak ten przesympatyczny człowiek działa jak maszyna.
    Napędem jest prawo i jego przestrzeganie.
    Zatem skoro opis tego człowieka jest aktualny to dlaczego prawo jest nieprzestrzegane jak w przypadkach poruszanych na IP?
    On wierzy i chyba za bardzo ufa doradcom.
    Tam prawdopodobnie rządzi czarna owca aparatu władzy.
    Ma do niej bezgraniczne zaufanie a to zgodny z prawem błąd z efektem SSaczy

    Ten twór zainteresowany jest tylko jednym – samoprzetrwaniem, samodobrobytem w swoim samorządowo ukonstytuowanym i prawnie usankcjonowanym trwaniu na zajętym miejscu. Hydra nie ustąpi ze swojego lokum…

Leave a comment

Your email address will not be published.


*