25 dni… wszystko się może zdarzyć!

 

Zostało 25 dni do wyborów nowego prezydenta Gliwic. I dziś można sobie troszeczkę pomarzyć na tę okazję. Skoro ustaliliśmy, że można, pomarzę.

 

Obserwuję kampanię wyborczą. Z uwagą większą, niż niektórzy przypuszczają. Siłą rzeczy obserwuję kandydatów. Ostro i krytycznie, bo z dystansu. Niezła ekipa! Kogo my tu nie mamy! Jest polityczna pierdoła, jest pająk Chwat, wszystkich brat, mamy przyszłego szejka, mamy harcownika do wyjęcia głosów z puli, jest też człowiek z lewej, jest wreszcie alternatywne źródło energii. I ja dziś o tym ostatnim. Kandydatura Kajetana Gorniga nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem. Można go lubić, albo nie, cenić, lub wskazywać wady. Przyznać trzeba mu jedno – jest w Gliwicach od bardzo dawna i do słynnej wycinki wyborczej był jednym z radnych dość rozpoznawalnych dla gliwiczan. Rozpoczął kampanię z impetem. Rozpoznawalny, z charakterystycznymi grafikami i oczywistymi hasłami. O tyle łatwymi do przyjęcia, że szczerze ogólnymi, bez wdawania się w tej sytuacji w detale, bo to zwyczajne oszustwo by było. Nawiasem mówiąc Janusz Moszyński, nad którego kandydaturą się zastanawiałem, skutecznie mnie na siebie zaszczepił obietnicą powrotu operetki. Co za bzdura! Gornig zawistował „Gliwickimi Spotkaniami Teatralnymi” – tu można pogadać… Ale wróćmy do moich obserwacji. „Nową energię dla Gliwic” potraktowałem poważnie, ale ostrożnie, od początku widząc w niej potencjał na przyszłość, ale niekoniecznie na już. Ostrożne lajkowanie i repostowanie zdawało się to potwierdzać. Oto jednak stało się coś w Gliwicach dotąd nieznanego – konsekwentne tete a tete z gliwiczanami, bezpretensjonalny dobry humor i normalna, nieczęsta nad Kłodnicą, mowa zgody, zapowiadająca budowanie wspólnoty a nie dzielenie, wszystko to zaczęło zjednywać gliwiczan. Gornig jest jedynym kandydatem, który prowadzi swoją narrację tak blisko ludzi. Przekonał mnie, że jest człowiekiem empatycznym – zrozumiał największy deficyt gliwiczan – obcość władzy. Zimny Frankiewicz i jego samorządowe dziecko Adam Neumann są modelowymi przykładami władzy odpalonej na inną orbitę. Niebycie Frankiewicza w przestrzeni miejskiej powinno być tematem pracy profesorskiej z kilku dziedzin. Gornig jest i nie wiedzieć kiedy, zacząłem odczuwać narastającą obawę, że po wyborach mogłoby go nie być. Pokazuje inną szkołę „bycia” i może irracjonalnie trochę, ale wierzę, że zdolny jest do takiego stylu zarządzania.

Domyślacie się już zapewne, myślę że trochę zaskakująco dla samego Gorniga, ale popieram go w wyścigu do prezydentury. Odczuwam satysfakcję, że jako pierwszy jest oficjalnie kandydatem. Będę starał się pomóc, chociażby tą drogą w dotarciu do ludzi.

Mało kto zapewne pamięta, a jeszcze mniej osób wie, że razem z Kajetanem zakładaliśmy Infoposter. To były inne czasy i bardziej zachowawczy radny PO nie potrafił zaakceptować mojej linii. Poparłem referendum, on jeszcze wtedy nie bardzo dostrzegał zło, które nas uwierało. Wydał oświadczenie, że odcina się od takiego radykalizmu. Pojawił się Info-Poster. Życie pokazało, że miałem rację konsekwentnie nazywając fakty i piętnując je. Kajetan Gornig stał się ofiarą – i to prawdziwą – rzeczywistości, którą poniekąd sam tworzył i umacniał. Dojrzał politycznie i społecznie i piszę to bez żadnej ironii. Jest gotów do zastąpienia politycznych kukieł.

Koledzy Frankiewicz i Schetyna warzą nam w swoim kotle rzeczywistość siermiężną jak nigdy dotąd. Wydano większość kasy miasta, zbieranej przez ponad dwie dekady. Każdemu z nich najbardziej zależy na zachowaniu jednego – rzeczywistej władzy. Jednemu w mieście, drugiemu w PO. Po ewentualnym sukcesie w grudniu i w styczniu zacznie się polityczne wyrzynanie na nieznaną dotąd skalę. Zapewniam. Polecą głowy w PO, zegną się karki w Gliwicach. Powrócą odstawione w tej chwili na boczny tor samorządowe brzydale. Skończy się gliwicka wiosna jeszcze na przedwiośniu. Nie musi tak być.

Moi znajomi z PO, nie jesteście wyborczą pulpą do ugniatania. Wierzę w zdolność do refleksji każdego z Was. Naprawdę chcecie Neumanna? Naprawdę nie tęskno Wam za polityczną kulturą, ludzkim podejściem do rzeczywistości? Tak, w Gliwicach można już było o tym wszystkim zapomnieć. Ale nie z takich zapaści się wychodziło. Proszę Was o niesubordynację. Znacie Kajetana, znacie Dominika. Byliście z nimi razem często. Czy naprawdę zasłużyli na to, co ich spotkało? Wiem, że nie. Może nie potrafiliście ich obronić, bo wszystko stało się nagle. Ale oddajcie im sprawiedliwość teraz. Bo na razie oni z podniesioną twarzą stanęli przed gliwiczanami. Stańcie za nimi.

Zwracam się do Borysa Budki. Odwagi. Co było, to było. Doskonale wiem, że pamiętne decyzje z wyborów samorządowych zaskoczyły Cię tak samo, jak zainteresowanych. Zapewne wierzyłeś mimo tego w obietnice dane przez Schetynę i Frankiewicza. Kopniak Neumanna za pośrednictwem wywiadu musiał jednak zaboleć. Profesor Gzik i Ty sam oddaliście liczącą się kandydaturę za miraże „paktu senackiego”. Chyba już wiecie co to warte. Namawiam do zgody z Gornigiem i Dragonem. To realna siła. Chyba że wszyscy obawiają się, że wujcio Schetyna tupnie nogą. Jesteście niezależni i to może być wielki atut. Ale niezależność to wartość, którą manifestuje się kiedy trzeba. Teraz trzeba. Bo zapłacimy wszyscy – gliwiczanie 5 stycznia, a PO w późniejszych wyborach. Nie mam żadnych wątpliwości – wygrana Schetyny, to koniec Platformy jaką znacie. Potem będzie już tylko smuta i absolutne poddanie, albo los Kajetana, Dominika i prof. Gzika. Zrozumcie, że w pryncypiach wasz interes jest zgodny z interesem miasta. Może się uda? Cóż, jak napisałem, pomarzyć można.

Dariusz Jezierski

Be the first to comment on "25 dni… wszystko się może zdarzyć!"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*