3 x „Selma”, czyli książka, którą gliwiczanin przeczytać powinien

Andrzej Jarczewski – „Selma i magiczne korale”. Wydawnictwo Pokolenie, 2012

Selma.84kB

Selma po raz pierwszy – moja…

To, że Andrzej Jarczewski bez pisania żyć nie potrafi, to rzecz nad Kłodnicą ogólnie znana. Po publikacjach z różnych dziedzin (ostatnia „Provokado”, praca historyczna poświęcona radiostacji gliwickiej) przyszedł czas na powieściowy debiut autora. Takim jest właśnie wydana niedawno książka „Selma i magiczne korale”. To pozycja otwierająca literackie peregrynacje w czasie historycznym, który zwłaszcza w swojej gliwickiej odsłonie jest jeszcze prawdziwą terra incognita. Gliwice lat 80… Epopeja Solidarności brutalnie przerwana 13 grudnia 1981 roku trwa nadal w ludziach. Młodzi i starsi, z różnych grup zawodowych i z różnych warstw społecznych, dobrzy i podli, szarzy i ponadczasowi. Wszyscy oni związani z Gliwicami i na zawsze wpisani w ich małą historię. Tę historię, która na tle swojej ogromnej siostry, od wielkiego „H” pisanej, nie byłaby wcale widoczna, gdyby nie takie właśnie książki. Jeśli chcemy znać to miasto także inaczej niż jedynie z oficjalnego – złożonego prawie wyłącznie z biogramów garstki ludzi, którzy z tamtych wydarzeń weszli wprost na miejsca w naszej rzeczywistości eksponowane – przekazu, musimy koniecznie pochylać się nad kartami tych nielicznych literackich, w dużej części wspomnieniowych książek. Tam jest nasze miasto takie, jakim pamiętają go jego mieszkańcy. Fakty, nanizane na nić narracji, niby niebieskie i czerwone korale zawieszone na szyi dziewczyny z okładki…

Tymczasem tej książki w Gliwicach nie było! Wielkie zatem podziękowania dla kierownictwa Księgarni Matras, która na moją prośbę sprowadziła jej egzemplarze. I dla tych gliwiczan, którzy już udowodnili, że nie sprowadziła na darmo! Klienci sami pytali i sporo egzemplarzy już „poszło”. Ale wy, potencjalni czytelnicy, nie martwcie się jednak i pytajcie – w ciągu kilku dni panie z księgarni sprowadzą, gdyby zabrakło…

Przeczytałem „Selmę”. Nie żałuję czasu poświęconego żadnej z 400 stron. Dziwna to powieść, nietypowo „składana”, kojarząca się właśnie z paciorkami korali. A mnie dodatkowo z patchworkiem. Bo użył w niej Jarczewski różnych materiałów, które łączył ze sobą według własnego pomysłu i fantazji. A że z formą radzi sobie zawsze świetnie, wyszła mu rzecz energetyczna, mięsna i bardzo prawdziwa. To się czuje. Osoby poznawane na kartach powieści nie są nam obce i potrafią się natychmiast „wylegitymować”. Wiemy że żyły, walczyły i kochały. Jak my. Nie można się jednak zapomnieć, bo sam Jarczewski przestrzega, że to powieść. A jeśli tak, to spoiwem faktów zapamiętanych przez autora siłą rzeczy jest fikcja. I mimo że powieść stanowi cenne świadectwo ducha tamtych lat, nie wolno na siłę dopasowywać faktów do postaci znanych tak czy inaczej.

Ten krótki tekst to tylko zbiór uwag, aby nie zalać potokiem słów tych, którzy po książkę Andrzeja Jarczewskiego sięgną. A namawiam do tego każdego. Na dobry apetyt proponuję utwór jugosłowiańskiej grupy Bijelo dugme „Selma”, na który powołał się sam autor podczas jednego z wieczorów autorskich. Wprawdzie w nowszej wersji (z 2005 roku), ale ponadczasowo liryczny. No właśnie, „Selma, Selma…”

http://youtu.be/OQHSlXt28Gc

Selma po raz drugi – Brylla

O tej książce napisał pięknie poeta Ernest Bryll:

Cóż mogę powiedzieć o tym tekście. Chyba najpierw to, co najważniejsze. Czytałem, nie mogąc się oderwać; było to coś niezwykłego. Czasami przez znakomite opisy – choćby garażowych koncertów. Czegoś takiego o muzykowaniu nastolatków i to napisanego tak brawurowo nie czytałem. Wydawałoby się, że analizy przechodzenia w różne tonacje, improwizacje gitarowe, chwyty, syntetyzatory… genialnie, z byle czego montowane wzmacniacze – no nie, z tego nie da się stworzyć kilkunastostronicowego rozdziału, fascynującego jak najlepszy poemat.

Zwyczajny garaż. Muzycy młodzi… nie zdążyli na karnawał Solidarności. Dopiero ogłoszenie stanu wojennego tworzy z nich pokolenie. Chłopcy grający najbardziej współczesną im muzykę, a jednocześnie ci, co drukowali nielegalne ulotki, malowali antykomunistyczne napisy, ci, którzy szli na manifestacje, gdzie tłukło ich pałami ZOMO…

No tak, ale tego mamy w zapisach o początku lat osiemdziesiątych dużo. Tylko często jakby opisywani ludzie byli, a nie byli. Bo myślę, że w szlachetnym zapale wielu z piszących opowiada o wydarzeniach, a nie o ludziach. Sam nie wiem, czemu tak trudno ten ważny dla Polski czas opowiedzieć tak, żeby nie uwikłać się w banalność. A tu nagle – coś olśniewającego.

Ale czy to literatura Czy wspomnienia, czy zapisy dokumentów, czy analizy rożnych wydarzeń Po prawdzie to jest to trochę groch z kapustą albo dziki gulasz tamtych lat. Wielowątkowość, różnorodność sposobów zapisu. A jednak oderwać się od tego nie można.

Moim kłopotem, kiedy w tamtych czasach jeździłem na wiele spotkań poetyckich po całym kraju, moim problemem było to, że choć spotykałem młodych odbiorców wierszy, choć oni płacili czasem skórą za powielaczowe drukowanie, choć były to chyba dla nich utwory ważne i nawet lubiane, to jakby do końca siebie nie rozumieliśmy. Oczywiście – były lata różnicy wieku miedzy nami i inne doświadczenia: moje z młodzieńczego buntu w 1956, a ich z czasów Polski solidarnej.

Dopiero po przeczytaniu tej książki, napisanej z niezwykle szczerą pamięcią wydarzeń – zaczynam rozumieć. Oni słyszeli inny świat. Ba, rozumieli i mnie samego lepiej niż moi koledzy, krytycy. Powiem tak: analiza (ot taka, przy okazji) mojego wiersza, tekstu piosenki „Za czym kolejka ta stoi” pokazała mi, co naprawdę napisałem i jak mało brakowało, żebym napisał coś prawie takiego samego, a co nie miałoby takiego odbioru.

Ta opowieść wiele mi wyjaśnia. Po przeczytaniu jej czuję się mądrzejszy, mogę na nowo spojrzeć i na tamten czas, i na siebie. Ciągle – pisząc to – boję się, że nie umiem oddać wartości tej opowieści, czasem rozważań, nagłych nawrotów do historii. Tego nie da się nawet porządnie zasygnalizować. To trzeba przeczytać, aby doznać niezwykłego uczucia, że z pomocą autora dotknęliśmy prawdy o sobie. Ale nie tylko. Otrzymaliśmy coś niezwykłego: chwilę wspaniałego przeżycia. Bo po to się czyta książki.

Nie znam osobiście autora. To nie jest typowy pisarz, szukający tematu. To nie jest tylko kronikarz, czy badacz dawnych wydarzeń. To niezwykle ważny głos. I słuchałem go z najwyższą uwagą a jednocześnie z radością czytania, jaką daje rzecz świetnie opowiedziana.

No właśnie. Kiedyś irlandzki opowiadacz i myśliciel powiedział mi: – Jeśli nie umiesz siebie opowiedzieć, to nikt cię nie zrozumie. Ci mniejsi, jak my, żeby byli widziani, muszą siebie opowiedzieć. Ci ogromni, imperialni, nie. O nich i tak wszyscy gadają ze strachu.

A ta książka opowiada tak, że aż żal kiedy się kończy.

Selma po raz trzeci – Jarczewskiego

Sam Andrzej Jarczewski rozmawiał o powieści (ale nie tylko!) z Markiem Kempskim w „Rozmowach Prowincjonalnych”:

A teraz, Drodzy Przyjaciele, do Księgarni Matras przy ul. Zwycięstwa. Gliwiczanie czytają książki gliwickich pisarzy, nieprawdaż?

Dariusz Jezierski

1 Comment on "3 x „Selma”, czyli książka, którą gliwiczanin przeczytać powinien"

  1. GOGOL PRZEJAZDEM | 10 czerwca 2013 at 4:00 pm | Odpowiedz

    „…3 x „Selma”, czyli książka, którą gliwiczanin przeczytać powinien…”
    Ktoś widać mądry z tego stołu zabrał tort, śmietankowy.
    http://fotozrzut.pl/zdjecia/e7454c603a.jpg
    Teraz przydał się….
    A by go zjedli.
    W Magdalence podobno był czekoladowy.
    Jak znam życie też przyda się…

Leave a comment

Your email address will not be published.


*