4 czerwca 2014 – srebrne gody demokracji

W dzisiejszym wydaniu Gazety Miejskiej (str. 2) ukazał się mój tekst. Chciałem się podzielić ze wszystkimi, których temat zainteresuje swoją refleksją na temat miejsca, w którym znaleźliśmy się po ćwierczwieczu. Udostępniam ten tekst także w Info-Posterze:

4 czerwca 2014…

To data srebrnych godów naszej demokracji. W dużym uproszczeniu, ale jednak domyka klamrę obejmującą 25 lat, jakie minęły od kontraktowych wyborów z 1989 roku do teraz. Jak w małżeństwie, to dobry okres do podsumowań, analiz osiągnięć i porażek, snucia planów na przyszłość…

 

Pokuszę się zatem i ja o takie podsumowanie. Jacy jesteśmy po tych 25 latach, gdzie się znajdujemy, jakie nadzieje możemy żywić na lata następne? A mówiąc prościej, czy Gliwice właściwie wykorzystały dwie i pół dekady? Czy Polska je wykorzystała? Dobre pytania, więc spróbujmy…

Gliwice należą do tych miast, którym dość długo się wiodło. Nieprzypadkowo używam takiego sformułowania, gdyż prawie symbolicznie po 25 latach znaleźliśmy się w miejscu, w którym bardzo wyraźnie widać, że docieramy do ściany. Tak się złożyło, że w 1993 roku Rada Miasta powołała na stanowisko prezydenta miasta Zygmunta Frankiewicza, który aż do teraz nie wypuścił władzy z rąk, nawet mimo podejmowania kontrowersyjnych, antagonizujących miejską społeczność decyzji, w rodzaju tej o likwidacji tramwajów i kolejnych referendów. Stało się bardzo źle. Ponad 20 letnie rządy w jakiejkolwiek formule są już oczywistym zaprzeczeniem samej istoty demokracji. Każda, nawet najlepsza władza, utwardza się, ma tendencje do zawłaszczania przestrzeni, którą obejmuje i bronienia tak opanowanego „terytorium” przed każdym, kto próbuje ją wymienić.

 

Gliwice – i czas się naprawdę z tym pogodzić – na tle Polski stanowią wręcz kliniczny przykład patologii, do których prowadzą takie z gruntu błędne założenia ustrojowe, jak nieograniczenie liczby kadencji władz samorządowych. Ktoś tam kiedyś zignorował fakt, że po „przetrwaniu” przy dobrej koniunkturze (a taka była w Gliwicach) jednej czy dwóch kadencji, każda władza zaczyna kontrolować coraz większy obszar naszej rzeczywistości. W pierwszym rzędzie przejmuje pełną kontrolę nad przepływem strumieni finansowych, tworząc gęstą (w Gliwicach patologicznie gęstą) sieć powiązań, spółek i spółeczek, obsadzonych zaufanymi ludźmi i mających zagwarantować jedynie to, aby pieniądze trafiały tam, gdzie władza chce je umieścić. Potem idą media, które w niewielkim mieście są stosunkowo łatwe do kontrolowania w przypadku, kiedy większość dysponentów kapitału, mogących lokować soje działania reklamowo – marketingowe według własnego uznania znajduje się pod kontrolą władzy. Tylko nieliczne media mogą się ostać w obliczu oczywistej, stałej presji.

 

Współczesne miasto, to także instytucje, szkoły, gminne zakłady budżetowe, organizacje pozarządowe, które z roku na rok coraz bardziej są uzależnione od „pańskiego oka” samorządu. To spośród pracowników tych wszystkich podmiotów bierze się tzw. „twardy elektorat”, który w kolejnych wyborach daje zwycięstwo panującemu (słowo użyte nieprzypadkowo) układowi. Paręnaście tysięcy osób wystarczy, aby w demokratycznym społeczeństwie przeważyć szale na tę, czy inną stronę. Tysięcy, które trzyma razem twarda ekonomia i bardzo prosto pojmowane dobro własne. Po drugiej stronie jest bierność. Bierność hodowana, karmiona rezygnacją, kolejnymi nieudanymi inicjatywami, podtrzymywana wszczepianym przeświadczeniem, że „i tak nie warto”, że „i tak nic to nie da”. Bierność niewolników. Doprowadzanych do stanu niewolnictwa historycznie, ekonomicznie i medialnie. Jako naród wciąż jeszcze nie odrobiliśmy dystansu stworzonego przez zabory, kolejne okupacje, narodowe odpodmiotowienie. Apolityczni jak sądzimy, a w rezultacie anty polityczni, przez 25 lat przyglądaliśmy się jak kupczono solidarnościowymi ideałami, jak z autentycznego ruchu mas wykreowała się i przepoczwarzyła warstwa politycznie możnych, pozornych depozytariuszy wszystkiego co wolnościowe i narodowe. W ciągu ćwierćwiecza straciliśmy całą energię odrodzoną po 1918 i obronioną w ciągu 6 lat wojny i blisko 50 władzy „ludowej”. Okazaliśmy się nieodporni na ułudy konsumpcjonizmu, czyli wszystkiego co skaleczone w przyjętym przez nas naprędce modelu kapitalistycznej demokracji. Pęd za indywidualnym „powodzeniem” za „sukcesem”, za „pozycją” przeważył w nas nad solidarnością, prawością, pobożnością. Teraz można byłoby zwolnić 1000 Ann Walentynowicz, zatłuc na śmierć 100 Grzegorzy Przemyków i umęczyć tyleż samo księży Popiełuszków. Pozwolilibyśmy na to. Tacy jesteśmy po 25 latach od tamtych wyborów. To jest prawda o miejscu w jakim znalazła się nasza demokracja. Medialne lincze, tani populizm, cynicznie formowane nagonki – poznaliśmy to także w Gliwicach. I nie jest tak, że nie rozpoznaliśmy. Zrobiliśmy coś znacznie gorszego – zaakceptowaliśmy.

 

Tak sobie wędruję w skali od miejskiej do ogólnopolskiej i z powrotem. To naturalne. To miasto i ten kraj. I ćwierć wieku za nami, zatem nie da się inaczej. Po spektakularnych sukcesach dopuściliśmy w Gliwicach do uwłaszczenia stosunkowo małej ale niezmiennej od dwóch dekad grupy ludzi, którzy kontrolują wszystko. Roszczą sobie prawo do ustalania trendów, gustów, rozwiązań. Uważają, że tak samo rządzą miejską komunikacją, jak naszym zmysłem estetycznym. Wiedzą, że dla Gliwic dobry jest „Tarzan” a zły „Magazyn Kulturalny”. Kreują super menadżerów, którzy zwyczajnie łamią prawo i ustalają jak wyglądać mają nasze skwery. Odebrali nam miasto. Metodycznie i skutecznie. Teraz postawili nas wszystkich przed widmem naszej małej gliwickiej piramidy Cheopsa… Zbudujemy ją, marnując dorobek dwóch dekad i będziemy mozolnie ją spłacać przez kilka kolejnych.

 

Dwie i pół dekady gliwickiej demokracji… Czas niełatwy do uchwycenia w kilkudziesięciu zdaniach. Sukcesy wielkie i małe, porażki dotkliwe i do wytrzymania. I widmo klęski nas wszystkich w najbliższej przyszłości – rezygnacji. Czy je odepchniemy, okaże się dosłownie za kilka miesięcy. Jeśli w jesiennych wyborach samorządowych pozostaniemy przy frekwencji wyborczej oscylującej poniżej 30%, damy sobie samym sygnał, że kielich goryczy wciąż przed nami i że kiedyś tam przyjdzie nam wychylić go do dna. Jeśli jednak wybierzemy, tak lub siak, ale świadomie, oznaczać to będzie, że wciąż patrzymy historii w twarz. My, gliwiczanie…

Dariusz Jezierski

8 Comments on "4 czerwca 2014 – srebrne gody demokracji"

  1. Genialny tekst. Dzieki i brawo!

  2. HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY.                                                                                                                     https://www.youtube.com/watch?v=FEOnm-JieuE

    Cytuję za wp.pl: ~wieloszczet : Koncentracja bogactwa w Polsce przez te 25 lat to zabranie tym na dole i dosypanie tym na górze drabiny społecznej, hi ha hu!! Aaaa… drabiny nie ma, są cokoły, na ten najwyższy cokolik się nie wskakuje, na nim trzeba się urodzić, albo należeć do rodziny, ew, za wierną służbę wciągają, nikt normalny nie doskoczy. Kryteria na papierze, jak już ktoś wlezie, to jest, a zleci jak ci naj naj naj zechcą. A co na dole? Kpina ze wszystkich idei, statystyk i morale. Wszystko ładne w TV, a jak pokażą reportaż Odważnego Dziennikarza to nikt nie wierzy, że tak jest.

  3. demokracja i wolność | 4 czerwca 2014 at 7:07 am | Odpowiedz

    Bardzo trafna analiza, słuszne wnioski i niezwykle cenne refleksje nt. polskiego społeczeństwa. Najbardziej smutne i porażające jest jednakże to, że ludzie przez te 25 lat nie chcą się zmienić, jest im tak dobrze, akceptują ten stan rzeczy. Wszechobecna indoktrynacja mediów, fałsz, obłuda, zakłamanie, bezwzględność, cwaniactwo, korupcja, totalne załwaszczanie państwa, sprawiają, że z polskiego państwa uczyniono prywatne folwarki dla klasy "nowych panów", (niestety z woli narodu i za sprawą elit solidarności). Pozostałych ludzi się wyniszcza ekonomicznie, upadla społecznie, skazuje na wykluczenie! Tego zapomniał dodać redaktor. Ale jest wolność, tzn. każdemu wolno pisać … Czy taka wolność jest dziś wystarczającym powodem do dumy i zadowolenia? Dla niektórych być może …

  4. "Teraz można byłoby zwolnić 1000 Ann Walentynowicz, zatłuc na śmierć 100 Grzegorzy Przemyków i umęczyć tyleż samo księży Popiełuszków. Pozwolilibyśmy na to. Tacy jesteśmy po 25 latach od tamtych wyborów. To jest prawda o miejscu w jakim znalazła się nasza demokracja".

    A to ciekawe….

    • Raczej tragiczne – prawda jest taka, że oburzenie na wszelkie akty bestialstwa, niesprawiedliwości w różnych postaciach reagujemy świętym oburzeniem, ograniczonym do setek „wydarzeń” na Fb i prywatnych dyskusji. Zryw? Wyjście w proteście na ulice? To potrafią jeszcze nieliczni. Jedynym przypadkiem w którym ruszyliśmy się odczuwalnie była próba wdrożenia ACTA. Ale to jasne – okazałoby się jeszcze, że nie można by spokojnie zakładać „wydarzeń”.

      Typowo felietonowe przerysowanie jest tu środkiem stylistycznym. Ma zwrócić uwagę na problem bierności i znieczulicy. interesująca byłaby socjologiczna symulacja wypadków ze Stoczni Gdańskiej i innych z uwzględnieniem naszej dzisiejszej konstrukcji społecznej i wrażliwości.

  5. Gliwice od lat nie mają jednolitego społeczeństwa.Większość nawet młodych wzdycha do wszystkich dzielnic dawnego zaboru austrjackiego i rosyjskiego.Przyjezdni i ich potomkowie nie pokochali małej ojczyzny z wyboru.To przykre,bo takie rozbicie mentalne doprowadziło to bardzo stare i kiedyś piękne miasto do ruiny.Jestem rwnież napływowcem,ale miasto urzekło mnie swoim urokiem zabudowy i położenia.Które masto aglomeracji przemysłowych daje możliwości kontaktu z przyrodą tak jak Gliwice.

  6. Oni, z Buzkiem i innymi celebrytami polityki i Kościoła Katolickiego, świętowali w ub. sobotę w Zespole Pałacowo – Parkowym w Pławniowicach. Honory gospodarza czynił wielokroć sprawdzony w tej dziedzinie ks. dr Krystian Worbst, proboszcz lubiący dawać do zrozumienia, że tam nie służy, a włada niepodzielnie. Gdzie zatem świętować będą gliwiczanie? Otóż prezydent Zygmunt Frankiewicz zaprasza Was w piątek na Pl. Krakowski, gdzie wystąpią Enej i Gooral!!! Spokojnie, to jeszcze nie wszystkie atrakcje! Dla wytrwałych świętujących odbędzie się pokaz sztucznych ogni! A wszystko to dla Was za zupełną darmochę!!! 

    Impreza wygląda cokolwiek na "dzieci dzieciom", a przecież już po Dniu Dziecka. Ale co tam, widocznie wszyscy, i młodzi i starzy i ci w wieku średnim też, jesteśmy dziećmi Ojca Zygmunta. Czyż to nie piękne?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*