… a niechaj narodowie wżdy postronni znają …

Brak komentarzy, bądź pierwszy

„A niechay narodowie wżdy postronni znaią,

Iż POLACY nie Gęsi, iż swoy iezyk maią”   – tak to leciało w tym „Zwierzyńcu” Mikołaja Reja, a wydanym w 1562 roku. Zdanie to przytoczyłem w „wersji oryginalnej” oczywiście z zastosowaniem współczesnej czcionki, bo jak inaczej. Fotka u góry pokazuje ten fragment z oryginalnego dzieła z 1562 roku właśnie, czyli tak, jak to był Rej, ściślej mówiąc Rey, napisał a raczej jak to wydrukowano, co biorąc pod uwagę ówczesny „cykl wydawniczy”, zgodne było pewnie z rękopisem Autora. No i tyle lub aż tyle, i to teoretycznie by wystarczyło, by sens wyrazić i przesłanie Poety. Wystarczyłoby innym, czy też „narodom postronnym”, jak ich rzeczony Rej nazwał ale … ale nie Polakom. Ci bowiem „święta wojnę” musieli rozpocząć, wojnę „o pietruszkę” dodajmy, a raczej o „gęsi”. Wojna ta toczy się pewnie już z lat 200 i kto wie, czy nie jest „najdłuższą wojną” w Europie. Na szczęście trup się w niej nie słał – ja przynajmniej o ofiarach śmiertelnych nie słyszałem. Pół biedy gdyby dyskusje w tej materii toczyli uczniowie w ramach „nieśmiertelnego co autor myślał”, lub inne pod hasłem „czym dla ciebie jest wyrażenie „gęsi” w … itd.”, od których całe pokolenia wymiotują, pół biedy, gdyby nawet temu „zacnemu tematowi” z pięćdziesiąt prac magisterskich poświęcono, z pięć doktoratów a może nawet habilitację jaką, pół biedy – bo „dla jaj” różne rzeczy można robić, nawet najbardziej kretyńskie. Niestety w polskiej rzeczywistości tymi pierdołami zajmowały się persony o nazwiskach uświęconych jak katedry i pomnikowych bez mała i nie jestem przekonany czy „dla jaj” tylko, czy też na poważnie też. Więc w tym niejako ostatnim stuleciu to i Hieronim Morstin, i Klemensiewicz Zenon, a i Krzyżanowski Julian, i Kumaniecki ale też i ten wielki Doroszewski od słownika, i Kopaliński a i „młodzi” nie odpuścili sobie, jak ten Markowski Andrzej czy „młodziutki” Bańko Mirosław o Bralczyku nie zapominając. Widać zatem, że temat chwytliwy i zawsze na czasie i wciąż z „nowymi pokładami do zbadania”. O przeróżnych doktorantkach i pomocniczych siłach naukowych wspominał nie będę, te bowiem na ogół ograniczały się do rącząt rozrzucenia i „ochów, achów” dla „mistrzów”.

A co na to ów Rej, sprawca zamieszania całego – ano nic, bo się chłopinie zmarło ponad 450 lat temu, to udziału w dyskusji wziąć nie może i powiedzieć co o tym myśli, lub co „miał na myśli”. Myślę sobie jednakowoż, że jeśli Ten nudzi się bardzo w „tych niebiesiech” i czasem z nudów przysłuchuje się tym dywagacjom, to znając jego prostotę, a nie prostactwo przecie, a także umiłowanie do mowy polskiej wraz z „jej wyróżnikami” mamrocze sobie pod nosem: „Gównoście zrozumieli barany jedne, choć kształcone. Bo przecie o mowę polską mi chodzi, o jej przyrodzoną czystość, a nie o te zasrane „Gęsi” czy „gęsi”. O to, by z mowy ojców moich, nijakiego śmietnika nie robić, – to posłaniem moim było i nadal winno być, aż po wieki wieków, póki Polacy są i póki mówić próbują. A czy to napisałem „tak czy siak”, to nijakiego znaczenia nie ma, bo mi to „tak czy siak” pasowało i kwita, i to „tak czy siak” zostawcie wreszcie i zajmijcie się stróżowaniem nad czystością tej mowy, o której pisałem, stróżowaniem podkreślam. A co do tych „gęsi” – to o drobiu myślałem, boście gęsi są, tak jak byliście wtedy, kiedym to pisał i jasne mi się to wydawało, bo przecie te „gęsi” tom z dużej litery napisał czyli „Gęsi”, a jeszcze do tego w tym „Słowniku polszczyzny” z XVI wieku, zdanie to pod hasłem rzeczownikowym GĘŚ się znajduje, a nie żadnym tam przymiotnikowym „gęsi”, więc nie kombinujcie już, a tylko o czystość mowy ojczystej dbajcie, bo to wasze przyrodzenie i psi obowiązek”. I wiedział ten Rej co pisze i po co. Sam językiem żadnym, oprócz polskiego, nie władał, choć jak na ówczesne czasy dość kształconym był. Po łacinie wówczas pewnie z pół procenta Polaków co najwyżej gadało ze zrozumieniem i to raczej przy królu, przy biskupach jakich, no może jeszcze co poniektóry ksiądz coś tam w tym kumał. Reszta, szlachty oczywiście, ciemna była jak tabaka w rogu i głupia jak buty które nosiła (z tego to przecie okresu „głupi jak but” pochodzi) ale gadkę swoją przeplatała łaciną, bez sensu najczęściej i w zakresie, który jej mowę zupełnie niezrozumiałą czynił. Wkurzało to Reja, bo z kmieciem dogadać się mógł, a ze szlachcicem nie, bo ten tylko „gęgać” potrafił albo „gęsić”, jak te „Gęsi” właśnie. Więc mu ta szlachta zapomnieć tego nie mogła, że ją tak do gęsi przyrównał, czyli ptactwa najgłupszego wśród drobiu. Więc kombinowano jakby to zniwelować trochę, trochę wypłaszczyć, by przysłowiową gęsią głupotę w gęsia mowę zamienić, co przecie lepiej brzmi jednak. Rejowskie posłanie zgubiło się po drodze i to na kolejne 450 lat i do dziś go znaleźć nie można, ale i też nikt nie szuka. Łaciński bełkot zastępowany był kolejno niemieckim i na długo francuskim, a obecnie angielskim. I tak dzisiaj mamy przeróżnych „dizajnerów”, „menadżerów”, „wizażystów” i innych szmaciarzy i choćby ich nawet po chińsku nazwać, to przecie nadal szmaciarzami są jak owe „Gęsi” w XVI w. A dziś z kolei, miarą „uczoności” w przeróżnych „pracach naukowych”, „grantach” i innych takich, jest pseudonaukowa nowomowa, upstrzona „obowiązującą” powszechnie angielszczyzną i stosowaną wprost proporcjonalnie do głupoty autorów – w myśl naczelnej w Polsce zasady , że „co nie zrozumiale, to mądre być musi”.

Rejowskie, że Polacy swój język mają, czy tez powinni mieć, od XVI wieku nie przestaje być aktualnym, a dzisiaj pewnie jeszcze bardziej.

Więc do dzieła:

… gęsi czy Gęsi ?

… gęsi czy Gęsi ?

… gęsi czy Gęsi ?

… język czy drób ?

                                                                                                                              Gleiwitzer49

 

Be the first to comment on "… a niechaj narodowie wżdy postronni znają …"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*