Adieu, Monsieur le Directeur!

Po 17 latach Paweł Gabara odchodzi ze stanowiska dyrektora Gliwickiego Teatru Muzycznego. Zapowiedział to zresztą sam, ogłaszając jakiś czas temu swoją decyzję. Niewielu wierzy, że wynika ona jedynie z jego własnego przekonania. Ja sam zaliczam się do tych, którzy twierdzą, że była „inspirowana” i jest wynikiem całkowicie chybionych decyzji z lat ostatnich.

 

Dobrze się stało, że sam postąpił w tak elegancki sposób. Obeszło się bez rozdrapywania ran i pastwienia się nad przegranym. A jednak osobę, która od 1998 roku była sternikiem GTM, należy wnikliwie ocenić, podsumowując 17-letni okres sprawowania przez nią rządów w teatrze. I nie powinniśmy poprzestać w tym przypadku jedynie na – wzruszającym chyba w zamierzeniu – pożegnalnym wywiadzie Gabary dla „Nowin Gliwickich”. Po subiektywnych wypowiedziach wieloletniego dyrektora placówki, każdy z zainteresowanych ma prawo wygłosić własne opinie.

Voilà! Podeprę się w tym celu wypowiedziami odchodzącego szefa GTM. Narzekał on np. na niedobór funduszy, sugerując wprost ubóstwo gliwickiej sceny. A tymczasem portal 24gliwice.pl podał:

W budżecie miasta na 2014 rok na działalność teatralną przeznaczono nieco ponad 9 mln złotych. To o prawie 1,5 mln mniej, niż rok wcześniej, choć więcej niż w latach 2011-2012.

Mówi Pan, że mało? Posługuje się Pan przykładem warszawskiej „Romy” (całkowicie zresztą nieadekwatnym)? To może konkretniej, bo w przeciwieństwie do Pana, pokuszę się o mniej epickie ujęcie tematu…

Sięgnijmy do liczb

W 2013 roku Teatr Muzyczny w Gdyni otrzymał 7,1 mln zł z budżetu województwa pomorskiego. Dotacje budżetowe na dofinansowanie teatrów z Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy miały porównywalną wielkość. W 2013 roku wyniosły one od 4 mln zł dla Teatru Syrena do 7,2 mln zł dla Teatru Studio (Teatr ROMA – 6 mln zł, Teatr ATENEUM – 6,2 mln zł, Teatr Współczesny – 6,5 mln zł).

I jak wypada to porównanie finansowe? A to jeszcze nie wszystko, bo warto dodać, że jakoś rzadko, jeśli w ogóle, za Pana dyrektorowania przedostawały się do publicznej informacji takie oto dane:

W roku 2012 Teatr Muzyczny w Gdyni odwiedziło ponad 100 tys. widzów, średnia frekwencja na dużej scenie osiągnęła pułap 78 proc., a wpływy z biletów wyniosły prawie 5 mln 225 tys. zł.

Być może nie był Pan zainteresowany ujawnianiem podobnych wiadomości, bo w złym świetle pokazywałyby one gliwicką scenę? Tymczasem te wpływy oraz pominięte zupełnym milczeniem dodatkowe dochody z różnych form działalności komercyjnej (impresariat, wynajem sali), to przecież niemałe kwoty, prawda? Pan natomiast skupił się na wylewaniu łez z powodu kosztów spektakli muzycznych. A ileż to robił Pan rocznie premier? I jakimi siłami?

GTM plasuje się na szarym końcu stawki polskich teatrów muzycznych pod względem liczebności etatowego zespołu artystycznego. Dla prawie każdej realizacji na gliwickiej scenie zbierał Pan armię zaciężną, sięgając w tym celu do innych ośrodków teatralnych i szukając wykonawców w castingach. Dziś widać doskonale, jak bardzo Pańskie dyrektorowanie na przestrzeni lat zaszkodziło gliwickiemu teatrowi. Pozostawia go Pan w stanie dalekim od zadowalającego.

Kto atakuje operetki?

W rozmowie z dziennikarką „NG” ustawił się Pan w roli gorliwego obrońcy tradycyjnej operetki. Nie wiadomo jednak, przed kim. Kto właściwie atakuje wystawianie w Gliwicach spektakli operetkowych? Trudno sobie nawet wyobrazić, by operetki mogły zniknąć w ogóle z repertuaru GTM. To przecież istotna część historii światowej muzyki i kultury…

Ale proszę o chociaż odrobinę obiektywizmu – realizacje, do których doszło w Gliwicach pod Pańskim kierownictwem, w ogromnej większości nie zasługiwały na zestawienie ich z tymi dawnymi i pamiętnymi przedstawieniami operetkowymi. Forsując rozwiązanie pod nazwą „teatr muzyczny” postawił Pan sobie i scenie ambitne zadanie pogodzenia repertuaru „klasycznego” z musicalowym. Nie sprostał mu Pan jednak, być może dlatego, że Pańskie inspiracje artystyczne brały się często (sam Pan kiedyś wspomniał) z przeglądu półek w księgarni muzycznej.

Zły repertuar, fatalne rozdysponowanie środków finansowych, całkowite niedostrzeżenie innych możliwości związanych z posiadanym zapleczem (sceny), zwykła niegospodarność, jak w przypadku „Tarzana” – to lista Pańskich potknięć, błędów i zaniedbań. Dlaczego więc dziwi się Pan, że znajduje się pod ostrzałem? Ja widzę to inaczej – salwy w Pana kierunku były bardzo niecelne lub tarcza gminy okazała się przez długie lata wyjątkowo skuteczna.

Pożegnanie bez żalu

Nie neguję Pana wysokiej kultury osobistej, elokwencji i wielu innych zalet. To byłoby niesprawiedliwe. Ale posłużę się kolejnym cytatem: „to wciąż za mało, moje serce, żeby żyć!”. Żegnam Cię zatem, Szanowny Dyrektorze! Bez żalu, a nawet z ogromną satysfakcją. Żegnam Cię, jako widz i człowiek, który nie aspiruje do schedy po Tobie. Żegnam Cię, podobnie jak wielu do mnie podobnych, wierząc, że na gliwickiej scenie muzycznej może być już tylko lepiej.

Mam jedynie nadzieję, że nie spełnią się moje najgorsze przypuszczenia, związane z osobą następcy. Wszak na polskim rynku mamy ogromny wybór fachowców… Ze swej strony będę się uważnie przyglądał procedurom konkursowym. Z ogromnym zainteresowaniem, PRO PUBLICO BONO…

Dariusz Jezierski

2 Comments on "Adieu, Monsieur le Directeur!"

  1. Kiedyś, na forum ogólnym portalu "24gliwice" i niejako z tej samej okazji napisałem: 

    …no cóż, to, że dyrektorzy przestają być dyrektorami to normalne. Rezygnują, umierają, lub … są wywalani na "zbity pysk" – nie ma w tym nic dziwnego – ot, odchodzą i … "szufladę można zamknąć" lub "wodę spuścić". Byli, nie są i … sprawa zamknięta. Ważne natomiast co dalej … W cywilizowanym państwie (ale nie u nas – powtarzam to jak mantrę) dyrektora takiej placówki lub instytucji wyłania się w drodze starannie przeprowadzanego konkursu, w którym rzeczywiste kwalifikacje, rzeczywisty dorobek i rzeczywiste predyspozycje do tego stanowiska są kryterium podstawowym i jedynym. Bywa, że konkurs trzeba powtarzać kilkakrotnie, że za pierwszym podejściem stosownej osoby się nie wyłoni, bywa – no to, to trzeba procedurę wyboru powtarzać tak długo, aż się znajdzie i wyłoni kandydata odpowiedniego. Jak będzie w Gliwicach ? – ano nie wiem, ale instynkt podpowiada mi, że będzie "inaczej" czyli "po naszemu" … instynkt podpowiada mi, ŻE PAN PREZYDENT już wie, kto będzie dyrektorem GTM, bo PAN PREZYDENT … ale może się mylę …

    …myślę, że to nadal aktualne. Mnie, zwykłego zjadacza chleba i przeciętnego konsumenta kultury, w zasadzie nie interesuje, kto tym przybytkiem będzie rządził – mnie interesuje, czy (ujmując rzecz lapidarnie), "będzie tam na co pójść" i tego oczekuję od przyszłego dyrektora GTM, Opretki – czy jak sie to tam w przyszłości będzie nazywało… I tyle, a może aż tyle …

  2. Do GTM przestałem chodzić 5-6 lat temu z powodu mizeroty spektaklowej i obsadowej. Sam budynek też pozostawia wiele do życzenia. Nie był przecież budowany jako teatr. Że po wojnie wykorzystano go do stworzenia sceny operetkowej mnie nie dziwi, były potrzeby. Nie dziwi mnie także, że Frankiewicz nie pomyślał o stworzeniu czegoś na poziomie. W końcu on i wysoka kultura jakoś do siebie nie pasuje.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*