Aleksander Lubina – Mimry z mamrami (3)

Jeden komentarz

Czytaj poprzedni fragment:  http://info-poster.eu/aleksander-lubina-mimry-z-mamrami-2/

4.

Opowieści Hankowych słuchałem wiele dni, miesięcy i lat. Po śląsku, po niemiecku i w jako takim polskim.

Przeplatała się w nich prawda ze zmyśleniem – zamierzone gawędzenie, łosprawianie i umyślne beblanie. Gdzieniegdzie narracja kształcona, więc ociupinkę podejrzana… Jedno jest pewne: Lepszymało a dobre, niż moc a złe. No i prawe mo być. I niycyganione. Pora ostateczna na spisanie dziejów i zmyśleń Hankowych nadeszła teraz.

Właśnie teraz, bo do jego lat dochodzę, a Hanka samego już ledwo kto pamięta – jego przestróg, rad i wiców… nie tylko o naszych przodkach i zadkach.

Czasu to trochę kosztować będzie, pokonania wstrętu do obnażania, no i odrobinę poirytuje – i mnie i was. Może ociupinę zawstydzi, albo pewności siebie trochę pozbawi. Proszę jednak – bez nienawiści, kalumni i przekleństw. Na to sie do gębie papać, aby mogła rozumnie kłapać. Przyzwoicie kłapać.

Hankowi nie zawsze wierzyć trzeba, cygon niezbyt wielki, ale konfabulant wyśmienity. Po prawdzie daleko mu do posłów, dziennikarzy i historyków, ale to lepiej, albo wręcz dobrze. Nie żył też z cygaństwa jak niektórzy rektorzy, czy pisarze patriotyczni.

Wiedział, że podkoloryzować, pofantazjować, sprowokować, to sztuka wielkich bajarzy. Wymieszać prawdę ze zmyśleniem, to jakby woda z cydrem latem, cydr z wodą zimą. Raz chłodzi, raz rozgrzewa.

 

5.

Hankowi wierzyć nie trzeba, ale słuchać wypada uważnie i z szacunkiem. Ból i żal przemycał zgrabnie w dowcipach i wulgaryzmach – życie takie właśnie bywa. O wszystkim zdanie swoje miał, ale rzadko upierał się przy swoim.

Przykazań dziesięć to jego fundament – budowle stawiał na nich trwałe i piękne. Przykazanie miłości to dla niego ideał ludzkości. Co wbrew niemu, to już nawet nie barbarzyństwo – to barbarskie. Jedno, co mosz, to to, coś rozdoł. Niy styknie sie dzielić – wszystko trza dać. Tyla twojego. Tyla weźmiesz na tamtyn świat.

Żeby dować, to trza mieć. Trza mieć serce i gowa. Piyniondze tyż. Biydny, to nieszczynśliwy, a niyszczynśliwy, to gupi. Niy mosz piyniyndzy, to czym się chcesz dziylić? Ino robotom! a robota to i piyniondz i szczynście. Nie mogom być dwie prowdy jeno jedna. Nie może być robota bylejako. Robota mo być z sercem i z gowom. Robota mo mieć dusza.

Pracował, milczał i kurzył. Sączył gorzołka po robocie i siedział cicho.

Milczeć, milczał z lubością i to z przymrużonymi oczyma. Lewą ręką czoło masował, jakby myśli i obrazy na powrót do głowy wtłaczał, żeby nikt ich nie poznał, żeby nikomu więcej nie ciążyły. Nie brał tabletek z krzyżykiem.

Przeciw bólowi i pamięci miał lekarstwo inne, gapił się w niebo na gołębie pocztowe, albo szedł na mecz. Na organkach melodii czarował moc. Usypiał tak dzieci, a kobiety starsze i młodsze niepokoił.

mimry

Aleksander Lubina

 

cdn.

Czytaj kolejny fragment: http://info-poster.eu/aleksander-lubina-mimry-z-mamrami-4/

Leave a comment

Your email address will not be published.


*