Aleksander Lubina – Mimry z mamrami (5)

 

Czytaj poprzedni fragment:  http://info-poster.eu/aleksander-lubina-mimry-z-mamrami-4/

9.

Ulice zaś numery mieć powinny, litery, imiona drzew, ptaków i pięknych uczuć. Myni wtedy ostudy. Ale niestety, to też wymaga jakiegoś języka – ich albo naszego… A my języka mieć, nie mamy. Tak orzekły osoby kształcone i w prawie będące. Ale kiej do nich po naszymu godosz, to nie pojmują. Za mało rozumu, eli jynzyk do nich za ciynżki?

Same Hanysy się wadzom, czy to jynzyk, czy to gwara, czy to etnolekt. Czym by niy boł, to w szkołach go niy uczom, bo szkoły som ichnie, a my za nie ino płacymy i u nos som. Niy uczom w tych ich szkołach, jak brzmią po naszemu litery, nazwy drzew, ptaków i piękne uczucia. My to wiymy, ale możno oni by się nauczyli. Możno by zrozumieli, jak i o czym godomy. Bo śląski to nie polski, jak polski to sląski, a poznać po mowie, jak kto mo w gowie.

Do tego Hanek wracał w swoich monologach. Czasami mówił: Zawsze lepszy sam Ponbóg, niż jego wszyscy święci. Nie bydziesz mioł bogów… No i rzykej, dużo rzykej – po cichu i na głos. Po jakiemu? Sercem, duszą, zachwytem, miłością. Nie rób z rodu, z mowy, z ziemi Boga. Godka to ino godka. Godka służy porozumieniu. Im też nie dej z tego robić powodu do wadzynia się.

Duszy nie zaprzedej. Nie bydziesz mioł bogów! Boga nie zastępuj kulturą, sztuką, nauką i cywilizacją. Bóg jest tym wszystkim. A to wszystko bez Boga jest niczym. Wtoś pedzioł: Kiej Boga niy ma, to wszystko dozwolone.

Barbary z tego korzystają – bez to broniom ci jynzyka twojego i prawdy i ziymi twojej.

 

10.

Trudno mi było i jest zrozumieć Hanka. Boś za głupi, albo za kształcony. Na jedno wychodzi. – mruczał Hanek znad talerza głębokiego, płytkiego, do ciasta, z filiżanką kawy, kuflem piwa, albo małym kielonkiem w ręce. Lubił zjeść i wypić, zakurzyć też rad zakurzył. Czasami se myśla, że niy wiym, jak z tobom? Czy, że łaciną i greką zabili w ciebie człowieka? A może: Jak sie stanie z chłopa pisorz, to se myśli, że je cysorz! Do rzici z takimi szkołami, co ino świadectwami się kończom i dyplomami. Głupich też mo Ponbog rod. A co tam. Bo widzisz to wszystko jest proste. Proste a nie ajnfachowe. Nie prostackie!

Kiedyś przilazła Żemlino do Nowoczki i pado:

Wiecie Nowoczko, Wom się w życiu nic nie poszczynściło.

A czymuż to? – mruknyła Nowoczka.

Nawet ten Wasz chop, Nowoczko!

A co z tym moim chopem?

Wasz mo jedna noga krótszo, ha!

Wejrzała Nowoczka na somsiadka jakby utoplca na pustyni ujrzała: Niy, Niy, niy Żemlino, Wy mojo.

Mój chop mo jedna noga duższo!

Zawsze idzie jamrować i wajować. Najgorzyj jak ludziska na Boga, na ojczyzna, na rodzina narzykajom. Kto tego nie rozumie tego trzeba precz wygonić: Precz z parszywą owcą od stada, bo bydzie wiynkszo swada. Niych nom niy bierom naszyj ojcowizny, niych niy cyganiom, że zawsze do nich należała. Moi tu som dłużyj niż sto, dwiesta i tysionc lot, a oni tu som od wojny, od powstań kilku. My ich przygarnyli, oni nom wygarnyli. I tyla.

Niy gniywej się, ale to dobrze, że młodzi się kształcą w ichnich szkołach. Trza ich rozumieć. Trza ich znać. Indianery i Negry tyż terozki się uczom w szkołach kolonizatorów. Trza znać obce jynzyki. Wieloma jynzykoma rządzisz, tyla razy żeś człowiek.

 

11.

Mądrość swoją Hanek miał. W tej mądrości przyglądał się im i barbarom – dziwił się często, jak to dziwi się badacz, kiedy przygląda się robaczkowi czy chwaścikowi. Dziwił się, jak to ci głupsi rządzili tymi mądrzejszymi. Tych mądrzejszych jakby było mniej.

Dziwił się.

Przykładał Hanek ucho do mojego serca i szeptał rozanielony: Bije, bije dobrze, bije, jak moje, po naszemu bije, nic nie przekręcisz, z tego co usłyszysz – serce mosz dobre, dobre i mocne. A jak się pomylisz, to i tak wyńdzie na jedno. Bo mało się liczy, co godosz, co łosprawiosz. Ważniejsze, co z tego twojego łosprawiania inni zrozumiejom. Niby za to odpowiadosz, co opowiadosz, ale nie do końca.

To jak z warzyniem. Kuchorz staro się, jak może, a ludziom smakuje albo i nie. Nie smakuje, bo jeszcze tego nie jedli, a nie jedli, bo nie lubią, nie lubią zaś, bo jeszcze nie jedli. Nie skosztujom, a wyciepnom. Sami se przyrządzom, a jeść nie bydom, bo to nie smakuje.

I takich moc jest barbarów.

Naszych barbarów tyż się kupa znojdzie. Kto sie smoły dotyko, pomaże sie niom. To nasze barbary, sami my se ich wyhodowali i sami ich naprawiymy, albo i nie. I to nie jest w porządku, że nasze się z nowymi barbarami mieszają.

Mieszańce som odporne bardziej. Wiysz to tak, jakbyś do moczki barszczu doloł dlo świyntego spokoju, żeby wszystkich w Wilija pogodzić. Wymiyszać sie do, ale smakować nie bydzie, albo bydzie smakować paskudnie.

Aleksander Lubina

Czytaj kolejny fradment: http://info-poster.eu/aleksander-lubina-mimry-z-mamrami-6/

Leave a comment

Your email address will not be published.


*