Anty-kulturalny budżet Gliwic. I co dalej?

12 komentarzy

Szanowni Państwo, kilka dni temu zapowiedziałem opublikowanie tego materiału. Z prośbą o wyrażanie opinii, sugestie, rady.

Jest źle. Dysponując dużymi mozliwościami, Gliwice pozostają na szarym końcu jeżeli chodzi o dofinansowanie kultury. Za pomocą prostych zabiegów organizacyjnych świadomie ukrywa się rzeczywisty konieczny poziom finansowania. Ostatnio natomiast gliwicka kultura zaczyna płacić za rozdęte gliwickie inwestycje. Zupełnie bezrefleksyjnie odbiera się duże środki sferze, która z mocy prawa musi być przedmiotem opieki ze strony gminy. Wszystko to dzieje się przy całkowicie biernej postawie gliwickich radnych. Coś musi się skończyć natychmiast: albo takie podejście do kultury i miasta w ogóle, albo ta władza.

Zapraszam do wyrażania opinii. Nie będę brał udziału w dyskusji, chyba że w razie konkretnych pytań, kierowanych do mnie.

Oto tekst, który za tydzień, po ewentualnym uzupełnieniu po Państwa sugestiach, zostanie przesłany do skrzynek gliwickich radnych:

 

Co się stało?

Zwracam się do Państwa w chwili, w której tak naprawdę na wiele rzeczy jest już zbyt późno. Skutki Waszego bezkrytycznego podejścia do kwestii budżetu miasta na 2016 rok (przynajmniej w jego części dotyczącej wydatków w dziale 921 – Kultura i ochrona dziedzictwa narodowego) nie ograniczą się jedynie do tego roku, ale będą ujemnie wpływać na społeczność Gliwic przez wiele lat kolejnych. Drastyczne obniżenie wydatków miasta na kulturę już w tej chwili skutkuje dramatyczną sytuacją, która najpierw – i to niemal natychmiast – dała o sobie znać w Gliwickim Teatrze Muzycznym.

Całkowicie instrumentalne, szkodliwe dla Gliwic potraktowanie tego działu wydatków budżetowych przez Prezydenta Miasta nikogo już nie dziwi. Dla prezydenta i jego zastępców ta dziedzina funkcjonowania miasta, to w zasadzie ziemia nieznana, na którą woleliby się nie zapuszczać. Nie mając pojęcia o jakich dobrach i wartościach mówimy, gdy rozmawiamy o życiu kulturalnym miasta, poszukując dodatkowych środków, w pierwszym rzędzie sięgają oni do wydatków na kulturę. Nie zawaham się użyć tych słów: mamy do czynienia z nieuprawnionym pozbawieniem przyszłych pokoleń gliwiczan dostępu do dóbr duchowych i intelektualnych, dokonywanym przez bezdusznych buchalterów, którzy dodając liczby uznali, że nasze dzieci i wnukowie nie powinny spędzać czasu w galeriach sztuki, teatrze, czy muzeum, ale udawać się na spędy w Hali, która stała się w umysłach technokratów sposobem na wszystko. Tego dziejowego błędu ani prezydentowi Gliwic, ani Państwu Radnym przyszłe pokolenia nie wybaczą. Skazaliście je bowiem na idące w dziesiątki lat spłacanie piramidy, do której turyści przybywać nie będą.

Teraz jednak idzie się o krok dalej. Okazuje się, że zwykły drenaż miejskiego budżetu nie wystarczył – środków nadal brak. Zdecydowano się zatem ograbić nas wszystkich, a także przyszłe pokolenia z naszych pieniędzy, które mocą społecznej umowy, decydujemy się przeznaczać na kulturę w pojęciu takim, jak definiuje to dział 921. Każda forma nieuprawnionego obcięcia tych funduszy to zwykła grabież, historyczne i kulturowe bandyctwo, dokonywane przez depozytariuszy społecznego zaufania. Zwracając się do Państwa Radnych, chcę Wam uświadomić, że przykładacie właśnie rękę do działań, których nie da się odwrócić być może przez dekady. Sądzę, że zupełnie bezwiednie, dopuszczacie do tego, aby prezydent kosztem najbardziej wrażliwych z swej natury sfer naszego życia mógł załatać coraz trudniejsze do ukrycia budżetowe dziury. Żeby mógł jeszcze o rok, dwa oddalić powszechnie znaną andersenowską konstatację: „Król jest nagi!”. Powtarzam, przykładacie rękę do zbrodni na nieznaną dotąd w naszym mieście skalę.

To miasto słynęło swoją kulturą. Było ewenementem i przedmiotem podziwu innych, ponieważ to właśnie tu techniczne środowisko akademickie było w stanie wygenerować kulturotwórcze prądy, wykorzystując kulturową różnorodność, potencjał tych, którzy żyli tu od pokoleń, ale również przyjezdnych, przede wszystkim Kresowian. Jeśli nie dostrzegaliście, że to wszystko umierało przez ostatnie dwie dekady, to macie ostatnią szansę dostrzec to teraz. Przez Waszą zgodę na przyjęcie budżetu na 2016 rok w jego obecnej formie, wepchnęliście gliwicką kulturę w jej fazę agonalną. Moment ostatni, na podanie jej tlenu. I te słowa kieruję do Was po to, aby w razie niepodjęcia przez Was stosownych kroków, każdy gliwiczanin mógł je Wam przypominać w dowolnym momencie.

Jeśli ten wstęp wydał się Państwu Radnym cokolwiek pompatyczny, uspokoję, za chwilę przejdziemy do konkretnych danych, które – wierzę – tych wrażliwych wśród Was przekonają, że ton ów nie był bynajmniej na wyrost.

 

Jaka gliwicka kultura?

Zacznijmy, Szanowni Państwo, od zdiagnozowania miejsca w jakim naprawdę znajduje się gliwicka kultura. Nie będziemy dotykać kwestii wartości artystycznych itp. – są dyskusyjne i ulotne. Ograniczmy się do liczb, procentów i sum. A one pokazują wyraźnie, że kultura gliwicka pod zarządem obecnej ekipy nie tylko nie kwitnie, ale wręcz obumiera. A zatem miejsce gliwickiej kultury na tle innych miast Polski ustalimy, posługując się twardymi danymi.

 

Dysponuję sprawdzonymi, w pełni wiarygodnymi danymi za lata 2007-2012, zebranymi przez Fundację Res Publica. Umożliwiają one bardzo obiektywny ogląd rzeczywistego stanu gliwickiej kultury odniesionego do 66 innych największych miast polskich, które zostały w badaniach uwzględnione. Ponieważ dane dotyczą kilku lat, wszelkie wartości wykorzystane w zestawieniach uśredniono. Polecam Państwu te bezduszne liczby, może wystarczą do obudzenia refleksji dla ratowania tego, co dla ducha.

Wśród badanych 66 miast, Gliwice znajdują się na 18 miejscu pod względem liczby ludności. Średnia z badanych lat wynosi 195 198 mieszkańców. W latach 2007 – 2012 wydawaliśmy na kulturę średnio 23 799 367,33 zł. Proszę zauważyć, że jest to kwota o 2 094 786,33 zł większa, niż przeznaczona na ten cel w roku 2016. To blisko 10% różnicy. Regres widać nawet bez uwzględniania inflacji, wzrostów kosztów pracy, cen energii i tak dalej.

Kontynuujmy przytaczanie danych. W badanym okresie bogate Gliwice wydawały na kulturę w przeliczeniu na mieszkańca (a zatem mamy ulubione przez nasze władze per capita) 121,94 zł. W tym czasie np. Katowice ponad 337 zł, Kędzierzyn Kożle ponad 141 zł, Zabrze ponad 230 zł.

Bardzo wiele mówi zestawienie miejsca w rankingu 66 miast, zajmowanego przez Gliwice w poszczególnych ujęciach w przeliczeniu na jednego mieszkańca. I tak pod względem wydatków na kulturę Gliwice zajmowały 40 lokatę. Przypominam, przy zestawieniu 66 miast i 18 miejscu pod względem liczby mieszkańców. Pod względem wydatków bieżących zajęliśmy 18 miejsce, a pod względem wydatków majątkowych 49 miejsce. Nie wiem, czy wszyscy radni zdają sobie sprawę, co oznacza ten ostatni wskaźnik. Otóż infrastruktura kulturalna jest fatalnie niedoinwestowana. To dlatego na przykład zaplecza GTM są w fatalnym stanie. Żeby lepiej wyrazić opłakany stan gliwickiej kultury w jej aspekcie materialnym, wystarczy podać jakie są wydatki majątkowe na kulturę w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Otóż w latach 2007 – 2012 wydaliśmy na głowę 14,18 zł. Dla przykładu Katowice blisko 233 zł, Dąbrowa Górnicza ponad 54 zł, nawet Chorzów ponad 34 zł. Przy tak karygodnym zaniedbaniu infrastruktury kulturalnej inwestuje się gigantyczne środki w infrastrukturę sportową. Wygląda na to, że fakt iż prezydent Gliwic gra w siatkówkę a nie chodzi do teatru skutkuje pozbawieniem przyszłych pokoleń wielu możliwości rozwoju. Takie podejście do kwestii majątkowych to najzwyczajniej w świecie szkodnictwo możliwe do uchwycenia w aspekcie historycznym.

Sięgnijmy po kolejne liczby. W badanym okresie Gliwice znalazły się na 48 miejscu jeśli chodzi o procent, jaki w całym budżecie zajmują środki przeznaczone na kulturę. Z wynikiem 2,74%. Średnia wynosi tu 4% a mediana 3,56%.

Interesujące będą również dane, które jednoznacznie wskazują, że systematyczne niedoinwestowanie gliwickiej kultury nie zaczęło się bynajmniej teraz, a znacznie wcześniej. Oto bowiem wyraźnie możemy zaobserwować tendencję na przestrzeni lat 2007 i 2012. W 2007 roku budżet na kulturę stanowił 2,88% całego budżetu a w 2012 tylko 2,06%, co daje współczynnik zmiany – (minus) 0,82%.

 

Raz jeszcze przypomnę tu fakt bardzo istotny: wszystkie powyższe wyliczenia robione były dla przeznaczonej z budżetu kwoty 23 799 367,33 zł. Proszę sobie wyobrazić, jak fatalnie będą wyglądać dla kwoty tegorocznej – 21.704.581,00 zł. Blisko 2 miliony mniejszej!

Niezwykle ciężką sytuację gliwickiej kultury pogłębia jeszcze fakt fatalnego systemu finansowania Gliwickiego Teatru Muzycznego. Warto byłoby dociec, dlaczego wiele lat temu zadecydowano, że to Gmina Gliwice będzie w całości finansować teatr. Co ciekawe, jeszcze do niedawna władze Gliwic się tym chwaliły. Ta fatalna decyzja (być może spowodowana zmianą Operetki w Teatr Muzyczny, którego z racji finansowania podobnego Teatru Rozrywki województwo nie chciało już finansować?) ciąży na gliwickiej kulturze boleśnie. W jaki sposób? Oto w omawianym okresie na finansowanie GTM szło aż 41% budżetu przeznaczonego na kulturę. To najwyższy poziom w Polsce. Następny po Gliwicach jest Radom, ale tam teatr pochłania „zaledwie” 33% budżetu kultury. Nie muszę tłumaczyć dlaczego ma to ogromne znaczenie dla reszty podmiotów działających w sferze kultury. Środków zostaje rozpaczliwie mało. Proszę sobie teraz odpowiedzieć, Szanowni Radni, dlaczego w omawianym okresie Gliwice w pozycji „Domy i ośrodki kultury, świetlice i kluby” wydały 0% budżetu kultury, a na przykład Chorzów 28%, Dąbrowa Górnicza 64%, Katowice 13% a Zabrze 6%. Szanowni Państwo, to właśnie w tych miejscach kształtuje się potrzebę bycia odbiorcą kultury, inaczej – zapewnia się instytucjom i innym podmiotom przyszłych odbiorców. Ale rzeczywiście, być może jest to zbędne, skoro „przyszłą” kulturę utrąca się już dziś?

 

Jaki budżet kultury?

Pora odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki powinien być budżet przeznaczany na kulturę w Gliwicach. Wbrew pozorom to niełatwe pytanie. Oczywiście można założyć, że należy przyjąć i zachować stały procent całego budżetu przeznaczany na kulturę. W wypadku dużych inwestycji jak DTŚ, czy Hala Gliwice, budżet znacząco rośnie i tak na przykład chcąc utrzymać poziom 3%, należałoby w tym roku przeznaczyć na kulturę około 37 mln zł. Jest to kwota o ponad 15 milionów większa niż przeznaczona. Czy nas na to nie stać? Nie wiem, to trzeba byłoby policzyć, ale na pewno było nas na nią stać, przed wdrożeniem do realizacji szaleńczych wizji obecnych władz miasta. Na pewno jednak na taki poziom dotowania kultury zasługują Gliwice i gliwiczanie. Mielibyśmy za te pieniądze kwitnące instytucje kultury i nowoczesny, wizjonerski system upowszechniania kultury. A upowszechnianie kultury zaczyna być w tej chwili kwestią strategicznie ważną dla kraju i szkoda, że tak mało osób to dostrzega.

 

Przykład Gliwickiego Teatru Muzycznego

Zacznę od przypomnienia wielkiego oszustwa, jakie dokonało się w Gliwicach jeśli chodzi o finansowanie kultury i nieszczęsny, funkcjonujący od lat system łączenia instytucji kultury. I nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o łączenie stanowisk. Chodzi o łączenie budżetów i możliwość mamienia gliwiczan ostateczną sumą środków przeznaczanych na kulturę, które jak wykazałem lokują nas na najniższych pozycjach rankingu. Wyjaśnię to poglądowo, znowu na przykładzie GTM.

Oto w 2008 roku dotacja dla GTM wyniosła 7 152 218,36 , aby w 2009 podskoczyć do 7 503 162,00 . Od tego czasu, aż do 2016 roku, dotacja oscylowała w granicach 8-9 milionów złotych. Władze miasta uznały, że oddanie w dzierżawę GTM wyremontowanej „Bajki”, do której przeniesiono Kino „Amok” warte jest… 350 000 zł. W kolejnym roku dorzucono jeszcze 500 000 zł. Absurdalnie mało. Gliwicki Teatr Muzyczny został w bardzo zgrabny sposób ograbiony z części środków, które powinien przeznaczać na zupełnie inne cele niż opieka nad kinem, a miasto w ten sprytny sposób uniknęło oszacowania rzeczywistych kosztów prowadzenia Kina Amok i uciekło od możliwości prowadzenia go jako odrębnej instytucji kultury. A właśnie tak być powinno! Tylko że wtedy nie dałoby się już udawać, że za niewielkie pieniądze można utrzymać kino.

A pomnik nieudolności władz Gliwic, który przy odrobinie szczęścia do decydentów stałby się dumą i wizytówką tego miasta? Tak, mam na myśli Ruiny Teatru Victoria. Proszę sobie odjąć koszty utrzymania tych dwóch lokalizacji od budżetu GTM i otrzymacie Państwo obraz tego finansowego chomąta jaki nałożono GTM.

A Muzeum w Gliwicach? Willa Caro, Muzeum Odlewnictwa, Radiostacja, A teraz Dom Przedpogrzebowy. I oto Muzeum, które obejmuje nową lokalizację z ambitnym programem zamiast otrzymanej w 2015 roku dotacji 5.241.163,00 zł otrzymuje w tym roku 4.600.000,00 zł – blisko 650 000 zł mniej. To dzięki Wam, Szanowni Państwo!

 

Z całą pewnością to w jakich granicach powinna oscylować kwota przeznaczana z budżetu na kulturę jest kwestią do dyskusji. Dodam, bardzo pilną kwestią do natychmiastowej dyskusji. Można jednak na pewno wyliczyć, poniżej jakiej kwoty spaść nie może, chociażby ze względu na poziom inflacji. Dla przykładu, gdyby przyjąć jako bazową kwotę z 2008 roku, czyli 22 408 703,00 , biorąc pod uwagę wzrost inflacji w tym okresie (18,3%) otrzymamy kwotę 25 805 374 zł, która powinna być kwotą wyjściową, do której dodamy rzetelnie obliczone osobno koszty utrzymania takich obiektów jak Kino Amok, Dom Pamięci Żydów Górnośląskich, Radiostacji Gliwickiej, czy Muzeum Odlewnictwa. Jeśli mają być we wspólnym worku – chociażby na razie – niech będą, ale z ustalonym odrębnym budżetem uwzględnianym przy ustalaniu dotacji. Tymczasem ten sposób zarządzania gliwicką kulturą służy wyłącznie ukrywaniu jej chronicznego ogołacania z funduszy, co w praktyce równa się jej degradowaniu.

Według moich całkowicie zgrubnych obliczeń, po uwzględnieniu kosztów utrzymania Kina Amok i magicznych Ruin, dotacja dla Gliwickiego Teatru Muzycznego (w formie przed rozpoczętą restrukturyzacją) powinna wynosić około 11 mln zł (ponad 9 mln wyjdzie nam, jeśli uwzględnimy wzrost inflacji od kwoty, stanowiącej dotację w… 2006 roku, zatem te pieniądze po prostu się GTM należą, jeśli mamy udawać, że dotacja jest przynajmniej na stałym poziomie). Czy stać nas na taki teatr w Gliwicach? To już zupełnie inna kwestia i być może należało ją rozważyć. Teraz wydaje się, że nie sposób zatrzymać trwającej restrukturyzacji. Nie zmienia to faktu, że tym bardziej należy starannie policzyć, jaki powinien być budżet instytucji, która pozostanie.

Dotacja dla Muzeum w Gliwicach powinna w tym momencie wynieść jakieś 7 milionów zł, jeśli chcemy żeby Dom Przedpogrzebowy, czy Czytelnia Sztuki naprawdę funkcjonowały. To są kwoty zapewniające tym podmiotom sprawne funkcjonowanie w ich obecnym kształcie i to bez żadnych rewelacyjnych, szczególnie ambitnych przedsięwzięć.

 

Co robi Rada Miasta?

Można mieć słusznie ogromną pretensję za milczenie dyrekcji tych instytucji – dawne i obecne. I mam o to do nich pretensje, ale głównymi winowajcą jest prezydent Gliwic, a zaraz za nim Wy, bezrefleksyjnie przyjmujący najbardziej anty-kulturalny budżet w historii tego miasta. Czy macie świadomość daleko idących skutków tego, co zrobiliście pozwalając na obcięcie środków budżetowych na kulturę o 7 646 897 zł? Czy policzyliście, że to obcięcie tych środków, z roku na rok, o 26%? Są wśród Was biznesmeni, ludzie potrafiący zrozumieć co oznacza tak nagłe zmniejszenie budżetu o ponad 1/4. A przecież ten ustabilizowany na i tak zbyt niskim poziomie budżet nie wziął się z nieba, ale ze starannie wyliczonych potrzeb. Przy największych w historii miasta ostatnich budżetach odebraliście gliwickiej kulturze – dziedzictwu i przyszłości tego miasta – 26% środków, nie zastanawiając się ani chwili, że za tym idą zwolnienia, jakość propozycji, niedopuszczalne oszczędności. Nie tylko nie uwzględniliście wzrostu kosztów działalności, ale wykastrowaliście gliwicką kulturę w sposób barbarzyński. Tak, Wy. Bo to, co zrobił prezydent z całą pewnością kwalifikuje się do nieprzyjęcia uchwały budżetowej, do rozpisania referendum, do wymiany władz, być może z Wami włącznie.

Tak, wiem, jest Komisja Kultury, Edukacji i Sportu. Na posiedzeniu, na którym miała opiniować budżet, dostrzegła tylko zwiększenie środków na sport. Jeśli chodzi o wydarte gliwickiej kulturze ponad 7,5 miliona złotych, Komisja nie dostrzegła niczego. Nie zadała sobie najwyraźniej trudu odniesienia środków na kulturę do lat poprzednich. Mylę się? Jeśli tak, to znaczy że nie jesteście tylko bezrefleksyjnymi leniami, ale działającymi z premedytacją barbarzyńcami. Pani Krystyna Sowa, Pani Urszula Więckowska – przewodnicząca i wiceprzewodnicząca Komisji. Działały lub działają w oświacie. Naprawdę nie dostrzegają niewymiernej zupełnie wagi tych milionów, które pozwoliły ukraść gliwickiej kulturze? Czy można je w takim razie traktować poważnie? Pani Krystyno, jest Pani doświadczonym samorządowcem, czy ważniejsze dla Pani było forsowanie prezydenckiego budżetu, czy dobro miasta i mieszkańców?

Szanowna Rado, pada tu wiele gorzkich słów i śmiałych sformułowań. Ale nie może być inaczej, bo Wasze przebudzenie jest konieczne już w tej chwili, natychmiast. Żeby zneutralizować jak najskuteczniej skutki barbarzyńskiego podejścia tego miasta do spraw kultury, żeby naprawić zło, które stało się w tym roku. Żeby nie dopuścić, waszymi mądrymi głosami, do tego aby koszty prezydenckich decyzji, budowlanych fanaberii i sportowego amoku spłacała gliwicka kultura. Odpowiadacie za to, bo dbanie o kulturę jest jednym z zadań samorządu gminy.

 

Co trzeba zrobić?

W obecnej sytuacji, przede wszystkim wskutek podejścia władz miasta na przestrzeni ostatnich lat, sytuacja gliwickiej kultury nabrała strategicznego znaczenia. Decyzje najbliższych lat, będą dla niej kluczowe. Niektóre z nich trzeba podjąć natychmiast, inne mają znaczenie długofalowe. Wszystkie jednak są naglące i nie ma tu miejsca na żadną zwłokę.

 

Do spraw do rozwiązania w trybie pilnym zaliczam:

  1. Natychmiastowe rozwiązanie problemu artystów GTM zwolnionych ze względu na restrukturyzację.

  2. Najpóźniej w maju – zgodnie z zapowiedziami Grzegorza Krawczyka – skonsultowanie i przedstawienie strategii Teatru na kolejne lata.

  3. Skalkulowanie jeszcze w tym roku pełnych kosztów działalności (utrzymania) poszczególnych, tak zwanych oddziałów Muzeum w Gliwicach, czy podmiotów zarządzanych przez GTM.

  4. Ponowne podjęcie działań zmierzających do przekazania części kosztów finansowania GTM do Urzędu Marszałkowskiego.

  5. Podjęcie strategicznych decyzji co do miejsca, w którym będzie funkcjonował Teatr, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

 

Do spraw równie pilnych ale o znaczeniu długofalowym zaliczam:

  1. Opracowanie dokumentu Polityka Kulturalna Gliwic – Strategia Rozwoju Kultury Miasta Gliwice do roku 2025

  2. Podział niektórych instytucji kultury

  3. Opracowanie wytycznych co do systemu finansowania kultury

  4. Wdrożenie miejskiego systemu upowszechniania kultury

     

Tym sprawom poświęcę osobne opracowanie. Niniejszy materiał służyć ma jedynie przybliżeniu problematyki, wskazaniu na wyraźne błędy w systemie finansowania kultury oraz uświadomieniu, że przy trąbionym bogactwie miasta, wydajemy na kulturę bardzo mało w porównaniu do krajowej czołówki. A Gliwice wciąż stać na to, aby było inaczej.

 

Bardzo proszę o zapoznanie się z materiałem. Zwracam uwagę, że ma on charakter ogólny, syntetyczny. Wiele spraw wymaga pogłębienia, sięgnięcia do budżetów szczegółowych i innych danych. To praca dla ekspertów, temat dla szerokiej dyskusji i konsultacji.

 

Dariusz Jezierski

 

12 Comments on "Anty-kulturalny budżet Gliwic. I co dalej?"

  1. Panie Darku, nie jestem w stu procentach pewna, ale wydaje mi się, że Amok był częścią Teatru na długo przed tym jak przeniósł się do nowej siedziby, prawdopodobnie od samego początku swojego istnienia – jeśli mam rację jest to jedyny błąd merytoryczny jaki moim niefachowym okiem wypatrzyłam 🙂

    Pana tekst jest długi, a nasi radni nie należą do cierpliwych osób – proponowałabym część porównań urozmaicić rzucającymi się w oczy wykresami, całość będzie bardziej wymowna.

    Osobiście uważam, że dzielenie instytucji kultury na mniejsze jednostki nie jest potrzebne, wygeneruje tylko dodatkowe stanowiska dla dyrektorów, a nic nie zmieni. Nie wierzę też, że księgowość jest prowadzona bez rozbicia na obiekty, gdzieś muszą istnieć stosowne dane, nawet jeśli nie są publikowane.

    • Pani Joanno, TEN Amok i TAMTEN, to już nie są te same koszty, zgodzi się Pani 🙂 I po "podmianie Amoków" należałoby w sposób adekwatny podmienić kwoty na ich utrzymanie 🙂 Skorygowałem sformułowanie, już wszystko jasne.

      Pomysł w wykresami uważam za znakomity – uwzględnię i dziękuję.

      Co do podziału instytucji – faktycznie każda z nich i tak ma jakieś "kierownictwo", natomiast łączenie teatru z kinem, czy też specyficznego w charakterze Domu Pamięci Żydów Górnośląskich z Muzeum w Gliwicach, to właśnie próba wrzucenia do jednego wora skądinąd odmiennych "działek".

      Niezależnie od "dzielić, nie dzielić" (jak pisalem, to należy rozważyć) z całą pewnością należy WYCENIĆ podmioty administrowane pod kątem rzeczywistych kosztów i dokonać indeksacji budżetów instytucji, bo takie traktowanie jak teraz jest zwykłym kombinowaniem.

      • Jak najbardziej wierzę, że koszty utrzymania "nowego" Amoku są większe, zgadzam się również z tym, że budżet instytucji kultury powinien być przejrzysty i na tyle duży, by pozwalać działać, a nie tylko ledwo egzystować – więc tak, wycena jak najbardziej jest potrzebna. Nie sądzę jednak by łączenie kina z teatrem, a tym bardziej muzeum z Domem Pamięci Żydów Górnośląskich było wrzucaniem do jednego wora odmiennych działek.

        Dlaczego? Ponieważ jestem przekonana, że aby te instytucje funkcjonowały jak trzeba potrzebni są pracownicy merytoryczni (i pieniądze – to się rozumie samo przez się), a nie rozbuchana administracja. To są zbyt małe jednostki, żeby paść na nich kolejnych dyrektorów, zatrudniać osobne kadrowe, księgowe itp. Nawet koszenie trawników czy wyworzenie śmieci zapewne jest tańsze kiedy umowa obejmuje obecną całość, niż kiedy każdy obiekt podpisywałby ją we własnym imieniu.

        • Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby odrębne instytucje kultury były "załatwiane" przez jedną księgową, jedne kadry itp. Można wykorzystać do tego, ot, na przykład Wydział Kultury i Promocji. Jestem przekonany, że mega instytucja zajmująca się wieloma "działkami" robią niestety wszystko po trochu i… nic. Muzealnictwo to bardzo różnorodna dziedzina. Ze wględu na różne obszary działania zwyczajnie trzeba dokonać podziału. Od dawna twierdzę, że instytucje kultury najwyczajniej w świecie trzeba uwolnić od "nadbudowy" administracyjnej i księgowej. I można to zrobić. Znów dziękuję zatem za sugestię, całkowicie zgodną z moimi pomysłami. Właśnie dlatego wspomniałem w piśmie, że wkrotce przedstawię opracowanie szczegółowo omawiające moje propozycje do wdrożenia "na już" i w dłuższej perspektywie czasowej.

  2. Co zrobic? Wyrzucic Frankiewicza.

  3. Proponuje , aby Pani Joanna wykonała zaprogramowaną przez siebie pracę a tym samym wspomogła Pana Dariusza.

  4. … tak – dane są przykre, a może nawet i przerażające. Pytanie tylko – kogo tak naprawdę przerazić mogą. Wydaje mi się, że chyba tylko "ludzi kultury" i to pewnie też nie wszystkich. Miałbym w tym miejscu kłopot, z jakim takim, zdefiniowaniem owych "ludzi kultury", a w Gliwicach szczególnie. O tym, ze "gliwicka kultura", tak ogólnie jak i w szczególe idzie na dno z prędkością "Titanica" nikogo nie trzeba przekonywać. "Zderzenie z górą" nastąpiło ponad 20 lat temu i od tego czasu, zrazu z wolna, a teraz z nadzwyczajną prędkością "statek-kultura" pikuje na dno. Nie wierzę, żeby zaistniało coś, co ten proces powstrzyma, po prostu nie wierzę … powiem więcej, nie wierzę by Gliwicom (jakkolwiek je rozumieć będziemy) zależało na jego powstrzymaniu. Z właściwą sobie pracowitością i rzetelnością zgromadził Pan dane dotyczące mizerii finansowej "kultury" w Gliwicach, udowodnił Pan jej zniżkowy trend, wykazał Pan przysłowiową gliwicką "gołą dupę" i nędzę w stosunku do miast sąsiednich, które nie okrzyknęły siebie "miastami sukcesu", a które wyprzedziły Gliwice o kilka stajań i to w każdej dziedzinie. I co ? – i "gówno" proszę Pana. Szkoda Pańskiej pracy, a pewnie i nerwów. Zaręczam Panu, że w Gliwicach praktycznie nikogo to nie interesuje a Władz Miasta i Jego Rady na pewno. Przestudiowałem ostatnio (z lenistwa chyba) kilkanaście sprawozdań z posiedzeń Rady ds. Kultury pod "dowództwem" Pani Sowy – wierzaj mi Pan, to "absolutne jaja". W pale sie nie mieści, jakimi pierdołami zajmuje się ta Rada czy też Komisja (jak ją zwał, tak zwał) i jej "hetman", i to w mieście liczącym bez mała 190 tys. mieszkańców, a do tego z aspiracjami. Nie dziwota zatem, że owa Pani Sowa jest święcie przekonana, że "kultura gliwicka" sięga szczytów i jest wzorem do naśladowania dla wszystkich miast w sąsiedztwie. Jak odczytać, ponadto, wypowiedź kierownika artystycznego GTM i zadowolonego z siebie niezmiernie Pana Krzysztofa Korwin-Piotrowskiego, bodaj w "Imperium" – że wszystko jest cacy, że wszystko rozwija sie ślicznie i twórczo a przyszłość najróżowsza z różowych – no jak ?. No nie inaczej niż to, że "Jezierski pierdoli jak głodny i propagandę klęski jeno głosi" i że właściwie to nie wiadomo o co Mu chodzi. Tak myśli pewnie większość gliwiczan (o ile myśli) a na pewno większość „inżynierów-praktyków”. Wypowiedzi Pana Prezydenta Frankiewicza nie będę przytaczał, bo poniżej poziomu gumki od majtek nie schodzę.

    Pisze Pan o pieniądzach, a ściślej o ich braku – to ważne, być może w chwili obecnej i najważniejsze, najważniejsze bo decydujące o przetrwaniu tego, co jeszcze pozostało, co jeszcze istnieje jako pozostałość niegdysiejszości, dość zamierzchłej dodam. Przytacza Pan i wymienia tu i wcześniej „strategiczne” niejako błędy popełnione w stosunku do „teatralnej materii” – tak to prawda, ale jednocześnie konsekwencja „specyficznej atmosfery” (od zawsze dodam) wokół „gliwickiej kultury”, wokół „środowisk twórczych”, wokół …, wokół …, wokół … Tę atmosferę tworzyły gliwickie władze, gliwicka inteligencja, gliwiczanie … słowem Gliwice. Ten proces nasilił się i ma znamiona destrukcji pod rządami obecnego Prezydenta, ale przecież trwa od dawna, a może od zawsze …

    „Mleko wylało się” już dużo wcześniej, podkreślam – dużo wcześniej …

    Czy dziś potrafimy sobie z tym problemem poradzić i na ile, na jak długo – sam już nie wiem. Wiem tylko jedno, chciałbym aby mój Wnuk mógł chociaż liznąć tego, chociaż liznąć … oczywiście jeśli tutaj jeszcze będzie i tutejszą mową posługiwał …

  5. Wnikliwy obserwator | 3 maja 2016 at 7:11 pm | Odpowiedz

    Szanowny panie Darku, nie wziął pan pod uwagę jeszcze jednej WAŻNEJ pozycji finansowej w budżecie GTM. A mówiła o tym publicznie Jolanta Niderla-Witkowska, która do 1 września zeszłego roku była – jak wszyscy wiedzą – dyrektorem teatru. Wspomniała nawet o tej kwestii podczas telewizyjnej rozmowy z panem (POD PRASĄ – 24GLIWICE.pl). Nie wykluczam, że się jej tylko spontanicznie wymsknęło to zaskakujące stwierdzenie w ferworze polemicznej dyskusji z panem. Wyznała, że jednym ze stałych  elementów budżetu GTM jest co roku przedsięwzięcie pod nazwą "Wiosna z Fryderykiem" – czyli chopinowskie koncerty fortepianowe w Palmiarni Miejskiej. Przypuszczać można, że pochłania to za każdym razem ze sto, a może nawet dwieście tysięcy złotych. Ta kwota uszczupla więc pulę pienieżną, przeznaczoną na samodzielną działalność GTM. Na jakiej zasadzie to się dzieje? Czyżby chodziło tu o unię personalną między Gliwickim Teatrem Muzycznym a Miejskim Zarządem Usług Komunalnych, którego częścią składową jest przecież Palmiarnia Miejska? Zainteresowani wiedzą doskonale, że obecny wiceprezydent d/s kultury był w przeszłości dyrektorem MZUK. Widocznie uznał, że teatr muzyczny i palmiarnia z egzotycznymi roślinami są bliźniaczymi instytucjami kulturalnymi. Trzeba przyznać, że to osobliwa koncepcja…

    • Takich „chowanych” pozycji znajdzie się więcej. „Wiosna z Fryderykiem” pojawia się nawet w repertuarze na stronie internetowej GTM.

  6. Można dodać do tego obszernego artykułu również brak jednostki pomagającej organizacji wydarzen kulturalnych z ramienia UM. Wystarczy spojrzeć na Katowice/Wrocław czy chociażby Bytom, który w świadomości mieszkańców śląska jest trochę na uboczu – a dzieje się w nim parokrotnie więcej kultury niż w "nowoczesnych" Gliwicach. Nie mówię tutaj o wysokiej kulturze czy wielkich koncertach, ale nawet o tych najmniejszych akcjach streetowych na które urząd nie wyraża zgody. Kultura to nie tylko GTM, a przede wszystkim inicjatywy oddolne małe czy duże. Ciekawych miejsc kulturalno społecznych jak na lekarstwo, a te co są to efekt ciężkiej pracy ich założycieli od zawsze blokowanej przez UM.   

    Nie ma w Gliwicach przestrzeni przyjaznej kulturze – tylko beton.
    https://www.instagram.com/gliwice_tylko_beton/

    • Dokładnie tak. W swoim tekście zwróciłem uwagę na fakt chętnie pomijany. Przy dotychczasowych wielkościach środków na kulturę, GTM wprost odsysał pieniądze z pozostałych dziedzin, pochłaniając aż 41% całego budźetu kultury. To pozbawia środków między innymi taką działalność kulturalną, o jakiej Pan pisze. To głęboko chory system finansowania kultury miejskiej.

Odpowiedz na „InfoposterAnuluj pisanie odpowiedzi

Your email address will not be published.


*