Bez jawności nie ma demokracji

Tytułowe zdanie brzmi bardzo górnolotnie, uważam jednak, że taka ocena jest całkowicie uprawniona. Demokracja to forma sprawowania władzy, w której decyzje podejmuje większość obywateli, bezpośrednio lub poprzez wybranych przedstawicieli. Gwarantem demokracji jest Konstytucja, której pierwsze artykuły przypominają o zwierzchniej władzy Narodu. Jak można korzystać z uprawnienia zwierzchnictwa, gdy nie posiada się wiedzy? Jak Naród ma dobrze decydować, jeśli nie może patrzeć na ręce swoim przedstawicielom? Jak ma oceniać pracę osób wybranych na najwyższe stanowiska w Państwie, jeśli nie posiada podstawowych informacji o ich działaniach i decyzjach?

Jawność to nie tylko przejrzystość finansów publicznych (choć moim zdaniem właśnie ta płaszczyzna życia publicznego najbardziej narażona jest na wszelkie nadużycia). Jawność to też podanie do publicznej informacji np. kalendarza spotkań funkcjonariuszy publicznych, księgi wejść i wyjść gości w ministerstwach, orzeczeń dyscyplinarnych dotyczących funkcjonariuszy publicznych (sędziów, prokuratorów, notariuszy i innych korporacji zawodowych).

W Polsce przybierają na sile działania „strażnicze”, setki wolontariuszy włączają się w działania pro jawnościowe. Najbardziej jaskrawym tego przykładem jest akcja „Publiczny Rejestr Umów”, polegająca na zachęcaniu różnych instytucji do publikowania informacji o wszystkich zawieranych przez nie umowach cywilnoprawnych. Zgodnie z obowiązującym prawem urzędy muszą stosować tryb przetargowy jedynie jeśli kwota zamówienia przekracza 126 tys. zł, mniejszych zamówień można udzielić „z wolnej ręki” nie publikując nawet informacji o zamówieniu w Biuletynie Informacji Publicznej. Ustawa wskazuje także inne przypadki wyłączenia obowiązku przetargowego. Wszystkie te wyłączenia mogą nieść za sobą negatywne konsekwencje np. w postaci braku kontroli społecznej nad finansami publicznymi, nadużyć finansowych, korupcji politycznej czy nepotyzmu.

W Gliwicach również została przeprowadzona akcja pod nazwą „Żądamy jawności finansów publicznych!”. Dzięki niej dołączyliśmy do szeregu miast, w których urzędy publikują takie rejestry, mimo braku ustawowego nakazu. Doprowadzenie do takiego stanu niestety nie było proste, a idea jawności nie znalazła uznania w gliwickim Urzędzie Miasta (choć ten corocznie zajmuje wysokie miejsca w plebiscycie na najbardziej przejrzysty BIP). Gliwickich urzędników przekonało na szczęście Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Katowicach, uchylając negatywną decyzję wydaną w przedmiotowej sprawie i zwracając wniosek o udostępnienie informacji publicznej do ponownego rozpatrzenia. Dzięki temu, po prawie roku, udało mi się doprowadzić do opublikowania na stronach internetowych gliwickiego Biuletynu Informacji Publicznej rejestru umów zawartych w 2013, 2014 oraz 2015 roku (uzupełniany jest na bieżąco). Poddaliśmy w ten sposób społecznej kontroli ważną sferę działalności gliwickiego samorządu.

Już pojawiają się pierwsze efekty tej kontroli – umową zawartą z firmą Eryka Mistewicza, specjalisty od marketingu politycznego, opiewającą na ponad 100 000 zł, zainteresowały się media – lokalne i regionalne. Temat trafił nawet do TVP Info. Dziennikarze zastanawiali się na ile zasadne jest wydawanie tak znaczącej kwoty na usługi doradcze z zakresu strategii komunikacyjnych. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, iż umowa zawarta została w roku wyborczym, a urząd nie chce zdradzić jej szczegółów, zasłaniając się tajemnicą handlową swojego kontrahenta.

Akcja „Żądamy jawności” zatacza coraz szersze kręgi, obejmując swoim zasięgiem kolejne instytucje – urzędy, uczelnie, ministerstwa, sądy, szpitale i inne publiczne placówki. Polacy zaczynają rozumieć, że jawność nie tylko sprzyja demokracji, ale jest jednym z jej fundamentów.

Bartosz Rybczak

Be the first to comment on "Bez jawności nie ma demokracji"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*