Biurokraci, a nie wizjonerzy – Rozmowa z Bohdanem Łukaszewiczem

10 komentarzy

Bohdan ŁUKASZEWICZ, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, doktor nauk politycznych, b. ekspert Rządowego Centrum Studiów Strategicznych i Sejmu RP w sprawach polityki społecznej (zwłaszcza w dziedzinie systemów edukacyjnych i rynku pracy), związany przez wiele lat z Gliwicami.

Bohdan Łukaszewicz

W artykułach publicystycznych posługuje się pan ciekawym określeniem: „kompleks Nikodema Dyzmy”. Czy wśród ludzi władzy w Gliwicach są osoby z kompleksem Dyzmy?

Niestety, jest ich tu wielu. Liczne objawy tego zjawiska dostrzegam m.in. u osób kierujących obecnie miastem, nie wyłączając Zygmunta Frankiewicza i Piotra Wieczorka. W specyficzny sposób próbują oni rozwiązywać istniejące w Gliwicach problemy społeczne i gospodarcze. Posługują się w tym celu osobliwymi technikami postępowania, co było przecież – warto przypomnieć – charakterystycznym sposobem działania bohatera słynnej powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza pt. „Kariera Nikodema Dyzmy”. Styl pełnienia funkcji prezydenta miasta przez Zygmunta Frankiewicza wzbudza z tego powodu niepokój, zażenowanie, a nawet wyraźną niechęć wielu mieszkańców miasta.

Za niespełna dwa miesiące upłynie 20 lat nieprzerwanej prezydentury Frankiewicza.

Od samego początku sprawowania władzy stosował on z powodzeniem rozmaite zabiegi socjotechniczne. Początkowo przynosiło mu to nawet korzyści. Sporo gliwiczan święcie wierzyło w mądrość, wielkość i przenikliwość prezydenta. W ostatnich latach mit świetnego i mądrego gospodarza miasta rozwiewa się jednak w twardym zderzeniu z rzeczywistością. Coraz częściej wychodzą na jaw niedostatki jego wiedzy i kompetencji w dziedzinach społecznych, w tym zwłaszcza w sferze kultury i edukacji.

Co 4 lata wygrywa jednak w lokalnych wyborach prezydenckich…

No cóż, taka jest moc frankiewiczowskich metod manipulowania ludźmi. Niektórzy – jak widać – są podatni na stosowane przez niego chwyty i wybiegi.

W jednej ze swoich zeszłorocznych publikacji prasowych nazwał pan Piotra Wieczorka „odźwiernym”. Czy nadal jest on dla pana przykładem „odźwiernego” w sensie socjologicznym?

Absolutnie tak. Podtrzymuję tę opinię. Wiceprezydent Wieczorek nie zna się zupełnie na wielu sprawach życia publicznego. Z wykształcenia jest on przecież geologiem, a w swojej karierze zawodowej był bardziej celnikiem, niż menedżerem. Z upodobaniem wciela się natomiast w rolę specjalistycznego eksperta w wielu dziedzinach życia miasta. Jako wiceprezydent nadzoruje działalność jednostek i instytucji, zajmujących się kwestiami, o których nierzadko nie ma on bladego pojęcia. Tak było m.in. z MODiOZ-em, czyli z Międzygminnym Ośrodkiem Doradztwa i Orientacji Zawodowej w Gliwicach. Piotr Wieczorek zastępuje gestami oczywiste niedostatki fachowej wiedzy. W rzeczywistości jest on tylko – jak można to nazwać – „człowiekiem Frankiewicza do specjalnych zadań i poruczeń”. Pełni dworską rolę „odźwiernego”, który w imieniu władcy wygłasza stereotypowe formułki. Często też podpisuje swoim imieniem i nazwiskiem pisma urzędowe, których Frankiewicz z rożnych powodów nie chce osobiście wysyłać.

W naszym mieście często dochodzi do zmian na stanowisku zastępcy prezydenta ds. kultury, edukacji i zdrowia. Inni wiceprezydenci siedzą zaś na swych stołkach od lat. Skąd się to bierze?

Frankiewicz czuje się bardzo niepewnie w dziedzinach społecznych. Wie, że jest to jego słaby punkt. Często dokonuje więc zmian kadrowych. Kolejni wiceprezydenci – Jan Kaźmierczak, Renata Caban, Krystian Tomala – nie sprawdzają się jednak w tej roli. To typowi urzędnicy, klasyczni biurokraci, a nie wizjonerzy z ambitnymi pomysłami. Jedni cierpią na profesorskie „nadmiary”, inni na głębokie niedostatki wiedzy i kompetencji.

Czy może pan posłużyć się przykładem ilustrującym to zjawisko?

Bardzo chętnie. Oto niedawno ukazała się książka pt. „Kierunki rozwoju lokalnego rynku pracy, a gliwicki system oświaty”. Wydał to Gliwicki Ośrodek Metodyczny, pod redakcją m.in. prof. Jana Kaźmierczaka. Wyasygnowanie na ten projekt 373.640 było – moim zdaniem – kompletnym absurdem. Praktyczna przydatność książki jest zerowa. Zamierzam zresztą wysłać ją do kompetentnych instytucji (Szkoła Główna Handlowa, Instytut Pracy, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach, Uniwersytet Warszawski, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej), by specjaliści zobaczyli na własne oczy, jak w samorządach są marnotrawione fundusze unijne.

W ubiegłym roku komentował pan na naszych łamach zjawisko niebotycznych zarobków prezesów gliwickich spółek komunalnych. Czy pan wie, że w ostatnim czasie zmniejszyły się wyraźnie (o około 20%) dotychczasowe płace niektórych z nich?

To ciekawe. Naprawdę? Ograniczenie prezesowskich apanaży byłoby publicznym przyznaniem się prezydenta do poważnego błędu, tzn. do wywindowania w poprzednich latach zarobków szefów spółek do szokującego poziomu, wbrew elementarnym zasadom sprawiedliwości i regułom gospodarczym. Te płace nie były w żaden sposób powiązane z ekonomicznymi wynikami spółek. Wynagrodzenia gliwickich prezesów przewyższały przez długi czas zarobki prezydenta miasta i jego zastępców.

Co więcej – niektórzy z najlepiej zarabiających prezesów otrzymywali więcej pieniędzy, niż prezydent RP, premier, a także minister finansów.

Uważam, że było to skandalicznym obejściem „ustawy kominowej” na poziomie spółek samorządowych, których w zasadzie już dziś nikt nie kontroluje (NIK też nie za bardzo). Po obniżce o 20% te dochody i tak są liczone w setkach tysięcy rocznie, ale kierunek zmian choć w jednej sprawie jest godzien pochwały. Sprawdzę to i porównam z kosztami ubiegłorocznego referendum zorganizowanego w celu odwołania urzędującego prezydenta miasta. Prawdopodobnie okaże się, że koszty referendalne zostały z naddatkiem pokryte oszczędnościami na luksusowych pensjach prezesów.

Gliwice nie są samotną oazą na pustyni. Czy podobne zjawiska występują również w innych miastach naszego regionu?

Proponuję Zygmuntowi Frankiewiczowi i jego zastępcom: wybierzcie się, panowie, na wycieczkę do Bielska-Białej. To niespełna 80 km jazdy samochodem. Warto tam pojechać i przyjrzeć się bielskim rozwiązaniom. Na szczególną uwagę zasługuje tamtejsze życie kulturalne. Jacek Krywult, prezydent miasta, zgromadził wokół siebie znakomitych animatorów kultury, którzy z zaangażowaniem dbają o zapewnienie bielszczanom osobistego rozwoju twórczego i prawdziwych wartości artystycznych. Źródłem inspiracji dla gliwickich decydentów samorządowych może też być tamtejszy system szkolnictwa zawodowego.

Problemy edukacyjne są chyba panu bardzo bliskie…

To prawda. Poświęciłem tej sprawie całe swoje życie naukowe i z wielkim żalem przyglądam się brakowi jakiejkolwiek w tym zakresie rozsądnej koncepcji w Gliwicach. Kształcenie do bezrobocia odbywa się tu w najlepsze, m.in. dlatego, że szkoły uczą nie tych zawodów, które są deficytowe (bo tego nikt nie bada). Gliwickie placówki edukacyjne eksploatują biernie kwalifikacje tych nauczycieli, którzy są już zatrudnieni. Takie przynajmniej wnioski wynikają z seminarium, które niedawno zorganizował Związek Nauczycielstwa Polskiego w Gliwicach, z udziałem posła Jana Kaźmierczaka.

Bielsko korzysta dość obficie z dotacji unijnych. Dzięki temu miasto intensywnie się rozwija. W Gliwicach występują natomiast kłopoty z pozyskaniem unijnych funduszy.

Jestem zdania, że w mieście brakuje odpowiedniej komórki sztabowej, która zajmowałaby się opracowywaniem SENSOWNYCH, zgodnych z polityką rządu, projektów gospodarczych, realizowanych następnie ze środków unijnych. Dotychczasowe pomysły gliwickie były często nieracjonalne (klasyczny przykład to hala PODIUM) i trudno się dziwić, że w Katowicach i Warszawie zapadały decyzje o ich skreśleniu z listy inwestycji wspomaganych.

Czy miastu jest potrzebna gigantyczna hala widowiskowo-sportowa PODIUM?

Z pewnością nie teraz. W Gliwicach są inne potrzeby inwestycyjne – choćby budowa obiektów niezbędnej infrastruktury w wielu osiedlach, udrożnienie Kłodnicy (grożącej ciągle zalewaniem miasta) itp. Przede wszystkim potrzeba nam jednak logiki inwestycji, której wyraźnie brakuje w mieście. Niedawno oddano do użytku nowoczesny kompleks handlowy „Europa Centralna”. Zmotoryzowani mogą tam dotrzeć tylko ul. Pszczyńską. To jest „wąskie gardło” komunikacyjne. Stary i wysłużony most w ciągu tej drogi uniemożliwia szybki i sprawny dojazd do nowego hipermarketu. Dlaczego nie zmodernizowano tego obiektu na czas?

Może czekano, aż prywatny inwestor „Europy Centralnej” zrobi to na własny koszt?

Może. To jednak było złudne oczekiwanie. Również budowa hali PODIUM powinna być poprzedzona realizacją innych przedsięwzięć. Po co nam teraz taka ogromna i kosztowna inwestycja? To tak, jakby w maleńkiej wiosce zbudować piękny zamek, najlepiej gotycki. Hala powstaje chyba tylko dlatego, że Frankiewicz potrzebuje teraz takiego emocjonalno-ekspresyjnego zabiegu. Moim zdaniem inwestycja powinna poczekać na lepsze czasy.

Czy one jednak nadejdą?

Nie traćmy nadziei. Obecny prezydent odejdzie, dobre czasy nadejdą. Związek jednego z drugim jest oczywisty i konieczny.

rozmawiał: Zbigniew Lubowski

10 Comments on "Biurokraci, a nie wizjonerzy – Rozmowa z Bohdanem Łukaszewiczem"

  1. Cyt. „Liczne objawy tego zjawiska dostrzegam m.in. u osób kierujących obecnie miastem, nie wyłączając Zygmunta Frankiewicza i Piotra Wieczorka. W specyficzny sposób próbują oni rozwiązywać istniejące w Gliwicach problemy społeczne i gospodarcze. ” Błąd. Oni niczego nie próbują rozwiązywać.

  2. marianandrzejczak | 27 lipca 2013 at 9:30 pm | Odpowiedz

    Nikodem Dyzma?
    Jest ich kilkunastu w Gliwickim „Pałacu”

    Proste…ktoś był nikim i dzięki wejściu w system SSalni której nadzór prowadzony jest przez Miasto i przydzielonych administratorów staje się kimś!
    To Nikoś..
    Z tym że inteligencja prostaka Nikodema z powieści poraża naszych nikosi nijak mających się do Geniuszu pierwowzoru..
    Od pucybuta do milionera to było dawno.
    Od SSacza do milionera,od Członka do milionera.
    Od ogryzków do pełnowartościowych malinówek ..teraz..

    hmmmm..

    ND=L nVIP

  3. GOGOL PRZEJAZDEM | 27 lipca 2013 at 9:59 pm | Odpowiedz

    „…W artykułach publicystycznych posługuje się pan ciekawym określeniem: „kompleks Nikodema Dyzmy”. Czy wśród ludzi władzy w Gliwicach są osoby z kompleksem Dyzmy? …”
    Niestety, jest ich tu wielu. Liczne objawy tego zjawiska dostrzegam m.in. u osób kierujących obecnie miastem, nie wyłączając Zygmunta Frankiewicza i Piotra Wieczorka.

    I tu się z Panem pozwolę nie zgodzić.
    Dyzma to był swój chłop.
    Gość .
    Jak był przy forsie , to stawiał.
    http://www.youtube.com/watch?v=WtUHPCneXlw
    Teraz musimy czekać co cztery lata…
    *******************************************
    GOGOL PRZEJAZDEM
    http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif
    NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…

  4. Lepsze czasy nie nadejdą z prostego powodu: w Gliwicach nie ma grupy opozycyjnej z prawdziwego zdarzenia, której na sercu leżałoby dobro tego miasta (tak jak w innych miastach, które wygrały referendum), są tylko grupy własnych interesów (przeważnie sprzecznych). Jeden z niewielu w tym mieście, który od lat próbuje rzeczywiście coś zrobić dla Gliwic (mam na myśli byłego radnego Marka Berezowskiego), najpierw opluwany był w radzie miejskiej, a teraz przez ludzi udających opozycję. Wytłumaczenie jest proste: po prostu zagrażałby ich interesom. Wierzyć się nie chce, że pod jednym z tut. artykułów ludzie ci napisali, że Berezowski w porównaniu z Frankiewiczem, byłby tragedią. Nic więcej nie potrzeba, żeby wiedzieć, co ci ludzie zamierzają i jaki jest ich prawdziwy cel. Tak więc, Gliwice są stracone. Frankiewicz będzie tu rządził tak długo jak będzie chciał. „Opozycjoniści” już o to zadbają.

    • marianandrzejczak | 28 lipca 2013 at 9:21 am | Odpowiedz

      Tu się w pełni zgadzam.
      Nie wiem czy politykę prywaty prowadzi MB .
      Wydaje się że nie . Gdyby tak było nie zrzekł by się funkcji Radnego.
      Jest opozycjonistą innego gatunku i walczy z Systemem.
      Natomiast fakt że większość OPOZYCJI to prywata nie ulega wątpliwości.
      Od lat jestem śmiertelny,m wrogiem systemu SSalni w RP.
      Gdybym mógł wymiótł bym przedstawicieli tej klasy do ostatniego zalążka.
      Pozamykałbym tam gdzie większości miejsce.
      Na wyspach Bergamutach obiecanych przez Ojca chrzestnego nijakiego JB z Europarlamentu.
      Problem że sama opozycja traktuje takich jak ja co najmniej dziwnie.
      Słyszałem różne opinie o sobie .Żadna władza po nie będzie SSała już obywatela i Miasta. Żadna..
      Dlaczego ? Ano dlatego że nie jesteśmy umoczeni w żadne zależności.
      \W żadne partyjne czy samorządowo SSalnicze układy.
      Nie jesteśmy członkami Rat Nadzorczych i nawet nie chcemy nimi być.
      Wejście w jakikolwiek układ z przedstawicielami SSalni w RP byłby dyshonorem.
      Dlatego opozycji nie pasują tacy ludzie bo My myślimy inaczej. Nie prywatą i jesteśmy NIE bezpieczni dla jednej i drugiej strony.
      Jedna SSa a druga może mieć (choć nie musi) mieć takie zamiary.
      Przecież Niedorzecznik Rasowy powiedział przed Referendum że jest to atak na kasę.
      Jakże trzeba być prymitywnym osobnikiem by rzec takie zdanie choć ma ono szersze znaczenie i nie jest pozbawione sensu.
      Kasa to spółki miejskie ,agendy itp.
      Nazywam je SSalniami a Niedorzecznik mnie tylko poparł choć ja z liczeniem mam problem.
      Ot historia robactwa.
      SSacz to szkodnik ,to robal..

    • M.B. nie tylko rozśmiesza Frankiewicza, ale swoimi obsesjami, podejrzeniami i prymitywnymi intrygami bardzo skutecznie dzieli i tak wielce niestabilną opozycję. Popełnia znacznie więcej błędów niż przysparza pożytku. Jego histeryczne wystąpienia i zachowania (np. rezygnacja z mandatu radnego w 2009) nikomu się do niczego nie przydały, a nawet i jemu. Takie „spektakularne” gesty sprawiają, że łatwo opozycji przyklejać łatki oszołomów, awanturników, destruktorów. Natomiast to co wypisuje w internecie, to już całkowita kompromitacja. M.in. właśnie to jest powodem, że gliwiczanie nie ufają opozycji i wolą nie uczestniczyć w wyborach i w referendach niż głosować na ludzi, z którymi M.B. można choćby tylko skojarzyć. Podobnie fatalną reputację, ale z innych powodów, ma K. Z kolei A.P. którego lubię, wypalił się w walce, zbierając przez lata najgorsze cięgi i dobrze, że ostatnio trochę przystopował.

      • marianandrzejczak | 28 lipca 2013 at 2:32 pm | Odpowiedz

        Pisałem o polityce prywaty. Nie głupoty.
        To dwie różne sprawy.
        Gliwiczanie nie ufają opozycji i nie ufają nikomu.
        Zresztą słusznie gdyż wokół pełno oszołomów politykierskich.
        Chodzi im tylko o prywatne trwanie słomianej elity.
        Ta istnieje dzięki wynalazkowi i udoskonalaniu systemy SSalni w RP
        Przeciętny Gliwiczanin i nie tylko haruje na strefie Ekonomicznego ekscesu .Spółkach Miejskich za grosze gdy Prezesiątka koszą kasiorkę aż kurzy. Paradoksalnie najlepszym pracodawcą jest Miasto ,Gmina i Spółki. Tylko że z nich czerpię śmietanę wybrani SSacze..Na pewno nie szary pracownik.
        Tu nic do rzeczy nie ma zaufanie.
        Fiasko Demokracji w Polsce polega na Narodowym Kryzysie Wiary.
        W system(SSalnie)
        W kierownictwo Państwa(prywata)
        W samych Siebie..(technika STRUSIA)
        Te pierwsze dwa można olać bo to barachło lecz wiary w samych siebie?
        Siłę samych siebie NIGDY!
        Politykierzy i SSAlnicze układy RP czynią wszystko by ta wiara była zachwiana..

        No i to się „Robactwu” udaje…

    • gliwicka plaga | 28 lipca 2013 at 6:06 pm | Odpowiedz

      Tak. Gdyby to MB został prezydentem zamiast ZF, można by powiedzieć – zamienił stryjek siekierkę na kijek. Każdy, komu się nie podobają działania pana MB, nawet jeżeli krytykuje postępowanie ZF, jest wyzywany i odsądzany od czci i wiary. Pan MB nie zagraża ich interesom – to działania pana MB zagrażają dobremu imieniu opozycji.
      Poza tym, miej pan trochę odwagi i honoru i nie pisz pod tylu nickami

  5. Koszty referendów podane przez UM:
    2009 r. – 177 tys. zł.
    2012 r. – 152 tys. zł.
    Źródło:
    http://www.marekberezowski.jupe.pl/stowarzyszenie/otrzymane/odpwniosek102x.pdf

  6. Ten wywiad powinien byc masowo rozdawany na ulicach Gliwic codziennie, co najmniej tak jak propagandowa gazeta Morawiaka. Inaczej to zawracanie glowy, i – jak powiedzial Jarzebowski – mozemy sobie potupac.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*