Bronisław Keller nie daje za wygraną

Pismo do Zarządu Dróg Miejskich w Gliwicach, kóre otrzymaliśmy "z rozdzielnika", nie wymaga komentarza:

Motto:  

Zarząd Dróg Miejskich w Gliwicach jednakowo traktuje stan zdrowotny drzew rosnących we wszystkich punktach  miasta  i  dba  o  bezpieczeństwo na wszystkich ulicach w równym stopniu – zapewnia nas Anna Gilner,  dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Gliwicach.  

Jest to cytat z wywiadu udzielonego  dnia 11.09.2016 r. dla Portalu 24Gliwice 

http://www.24gliwice.pl/wiadomosci/mieszkancy-punktuja-zdm-i-wysylaja-zdjecia-a-drogowcy-wreszcie-mowia-konkretnie-rozwiejmy-te-plotki/.

               Artykuł   dotyczył   między innymi  drzewa rosnącego  w  centrum miasta,  przy Pl. Piłsudskiego w ciągu DK-78, smutno  pochylonego  nad  jezdnią  oraz  cierpiącego  z  powodów  nieustannego  uszkadzania go,  przez przejeżdżające  ciężarówki.  

               Jak widać opieka ZDM nad drzewami rosnącymi w pasach drogowych Gliwic jest różna i sprowadza się  do działań wybiórczych,  "opiekujemy się"  drzewami przy ulicach Sobieskiego,  Sowińskiego  i  Mickiewicza,  reszta  może  poczekać. 

          Byłem pewny,  że Zarząd Dróg Miejskich zareaguje na  "przekazanie mu na talerzu"  tak ważnej informacji,  niestety tak się nie stało.   Może  Zarząd Dróg  nie musiał  reagować,   a może drzewo nie zostało  dokładnie  zlokalizowane ?    Więc proszę  o  pilne  dokonanie  wizji  lokalnej  z  moim   udziałem  dla  wskazania,  o które drzewo chodzi.  


Poniżej przekazuję dla Zarządu Dróg Miejskich pismo,  którego napisanie z ww. powodów stało się koniecznością: 

 

Hipokryzja rozpięta na drzewach

Gliwickie lipy z Alei Mickiewicza od dawna są symbolem walki mieszkańców z urzędniczą bezdusznością i brakiem zrozumienia dla najbardziej podstawowych wartości, stanowiących o mieście i związkach z nim mieszkańców. A te związki wyrażają się w pielęgnowaniu tradycji, dbałości o elementy miejskiej przestrzeni, o urodę ulic i placów.

Oczywiście czasem bywa tak, że obie strony mają swoje racje, a urzędnicy, podejmując niepopularne decyzje, wskazują na takie kwestie jak ład prawny i konieczność zapewnienia bezpieczeństwa, które często wiążą im ręce. Niestety jednak, nie jest tak w tym przypadku. Urzędnicy ZDM i magistratu, przywołując rzekomo obligatoryjne przepisy prawa, zwyczajnie okłamują mieszkańców, a zasłaniając się bezpieczeństwem ruchu drogowego, pokazują jedynie swoje cyniczne zakłamanie.

Dość długo biłem się z myślami, czy zabrać w tej sprawie głos. Zawsze w takich sytuacjach staram się uwzględnić aspekt ludzki i potraktować pewne wypowiedzi jako brak precyzji, czy po porostu pomyłki.

Nie tym razem – słowa pani Jadwigi Stiborskiej-Jagiełło, rzeczniczki Zarządu Dróg Miejskich, zamieszczone niedawno w materiale na portalu 24gliwice.pl („Lipy w rejestrze, ale urzędnicy nadal walczą...”) są po prostu szczytem hipokryzji i rozwiały moje ewentualne wątpliwości. Zrozumiałem, że mamy do czynienia z sytuacją, w której ze względu na czas trwania sporu, jego medialny aspekt i zaangażowanie dużej liczby gliwiczan, władza po prostu uznała, że „tej walki przegrać nie może”. Najwyraźniej najmniej chodzi tu o o nasze bezpieczeństwo, a najwięcej o karykaturalnie przez urzędników pojmowany prestiż.

Najlepszych argumentów dostarcza jak zawsze życie, a precyzyjniej – przechadzka po gliwickich ulicach. Poranione, uszkodzone przez tiry, zmaltretowane gliwickie drzewa, dają świadectwo urzędniczej obłudzie. Wystarczy spojrzeć na fotografie. Zamieszczam ją z rozdartym sercem, mając świadomość, że najprawdopodobniej skazuję drzewo na śmierć pod urzędniczym toporem. Skoro jednak może to otworzyć oczy chociaż niektórym… warto!

Po pierwsze, nie ulega wątpliwości, że drzewo jest niebezpiecznie pochylone nad jezdnią. Po drugie, stanowi faktyczne niebezpieczeństwo dla ruchu, bo jest regularnie zahaczane przez wysokie pojazdy. Trzeci aspekt – straty materialne przewoźników w postaci rozrywanych plandek – z całą pewnością urzędników nie interesuje. Przy tej okazji zapytam, czy widział ktoś podobne symptomy niebezpieczeństwa w Alei Mickiewicza?

Jak widać, Szanowni Państwo, taka sytuacja naszych stróżów bezpieczeństwa z ZDM wyraźnie nie dotyka, chociaż dotyczy uczęszczanego miejsca, przy ważnej drodze krajowej. Pytam; jak to możliwe? Dlaczego manifestuje się takie zakłamanie i hipokryzję w wypowiedziach dotyczących „Alei Lip”? Jaki fałszywie pojmowany „honor”, czy inne względy powodują, że urzędnicy posuwają się do takich zachowań? A w tle cały czas pojawia się intuicja, że musi chodzić o coś ważniejszego, o jakąś inwestycję, na której komuś bardzo zależy. Bo przecież – jeśli tak nie jest – osoby, które publicznie nas okłamują, czy tylko zwodzą, dawno powinny odejść ze swoich stanowisk.   Nie są bowiem godne sprawowania funkcji publicznych.

Ktoś mógłby powiedzieć, że jedno przeoczone „niebezpieczne drzewo” nie może przesądzać o negatywnej opinii co do intencji urzędników. No to proszę, załączam zdjęcia z innych miejsc miasta. Losowo wybrane. Nie będę urzędnikom ułatwiał życia – niech je sobie sami znajdą. Zapytam tylko znowu: to jak to jest z tym bezpieczeństwem? Dlaczego bezpieczeństwo na innych, często ruchliwszych ulicach nie leży na sercu urzędnikom? A to przecież właśnie tam widzimy wyraźne świadectwa kolizji! Drzewa są potrącane, kaleczone, łamane. Jeśli zdarzy się tragedia, to tam najprędzej.  Nie waham się tego napisać: to prawdziwy skandal!

Czy drzewa na ul. Mickiewicza, Sowińskiego, Sobieskiego, Daszyńskiego, Chorzowskiej, Kościuszki,  Dąbrowskiego, Barlickiego, Berbeckiego, Orlickiego, Kujawskiej, Banacha, Łużyckiej, Wyszyńskiego, Akademickiej, Nadrzecznej, Wybrzeże Armii Krajowej, Wybrzeże Wojska Polskiego, Tarnogórskiej, Zabrskiej, Chorzowskiej, Lipowej, Kolberga, Poniatowskiego, Czarneckiego, Wolskiego, Żółkiewskiego, Brzozowej, Opolskiej, Witkiewicza, Sikorskiego, Świętojańskiej, Wandy, Dziewanny, Mastalerza,  Damrota  oraz na wielu, wielu  innych ulicach,  których nie sposób wymienić,   rosną wbrew obowiązującym przepisom ?

 

Aby sprawdzić, jak jest naprawdę, napisałem do Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. Otrzymałem odpowiedź (nr pisma TA-4iw-024-69/13 E:111208 z dnia 1 października 2013), z której fragmenty również zacytuję:

W opinii Departamentu Dróg i Autostrad, fakt że drzewa posadzone kilkadziesiąt lat temu, w chwili obecnej z racji ich rozrostu znajdują się w skrajni drogi nie przesądza jednoznacznie o konieczności ich usunięcia. Przepisy rozporządzenia Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z 2 marca 1999 roku (…) mają zastosowanie przede wszystkim do projektowania i budowy nowych dróg, jak też odbudowy, rozbudowy, przebudowy dróg istniejących.

Ministerstwo poucza również, że:

Jeśli zarządca drogi nie otrzymał pozwolenia na usunięcie drzew, to wówczas nie ma prawa ich wyciąć, natomiast musi je nadal utrzymywać w stanie, który nie zagrażałby bezpieczeństwu ruchu, poprzez np. cięcia konarów drzew. Ponadto w przypadku negatywnej decyzji w sprawie wycinki drzewa zarządca drogi może zmienić organizację ruchu na danej drodze publicznej, ograniczając jej dostępność (ruch jednokierunkowy, ograniczenia prędkości).

Bardzo źle jest, kiedy urzędnicy, zabierając głos w jakiejkolwiek sprawie, powołują się na przepisy prawa i czynią to niezgodnie z ich wykładnią i duchem. Jest jeszcze gorzej, gdy jak w tym przypadku, przywołane zapisy wskazują jednoznacznie, że to urzędnicy interpretują prawo po swojemu, wybiórczo go stosując.

Pokaleczone konary drzew,   murki okalające drzewa przy ulicach Sienkiewicza  i  Łużyckiej, zbudowane za zgodą ZDM, które naprawdę zagrażają bezpieczeństwu ruchu drogowego,    stanowią  tu  właściwy – choć  smutny – wykrzyknik.

Proszę o odpowiedź i potwierdzenie otrzymania pisma.                                                                                                                                            Bronisław Keller                                                                                                                 

3 Comments on "Bronisław Keller nie daje za wygraną"

  1. Pan Keller, po raz kolejny obnaża, jak Władze Miasta Gliwic, kompletnie nie liczą się z mieszkańcami i nie przestrzegają prawa!

    Zachowanie urzędników ewidentnie wskazuje, że zamiarem bynajmniej nie jest bezpieczeństwo ludzi, ale inny sprzeczny z interesem mieszkańców cel!

  2. Panie Keller przyznam ze już od dawna śledzę ta Pana walkę z zdm. Trzymam kciuki bo tu nie chodzi o to czy tamto drzewo, o ten znak czy tamten ale o to ze banda nieudoli ma nas wszystkich za kretynów. Prosze nie odpuszczać

  3. Słusznie że pan Keller pokazuje prawdziwe intencje ZDM. Przykro obserwować jak urzędnicy i władze naszego miasta często w pozornej dbałości o bezpieczeństwo i dobro mieszkańców  nie tylko daleko odbiegają od  pragnień w jakim mieście chcielibyśmy żyć ale także od obowizujacych przepisów .

     

     

     

Leave a comment

Your email address will not be published.


*