Bukowe złoto z liści – impresja o poezji i Janie Strządale

30 maja w katowickim Kinie Rialto odbędzie się wieczór poezji Jana Strządały. Zapowiada się bardzo interesująco, gdyż usłyszymy interpretacje muzyczne wierszy gliwickiego poety. Właśnie, gliwickiego! i to doskonała okazja, żeby sobie o tym przypomnieć…

Przedstawiając Jana Strządałę, nie da się nie zacząć od konstatacji cokolwiek gorzkiej. Jeśli czegoś brakuje grodowi nad Kłodnicą, to na pewno głosu poetów, tego oka bez szkiełka, które wczytuje obrazy miasta i z miasta i wrzuca je na odmienne niż u innych ludzi matryce świadomości. Potrzeba Gliwicom szczypty poezji. Są sztywne, techniczne, niedynamiczne emocjonalnie. Mówiąc o takich projektach jak wciąż będące najczystszym futuryzmem bulwary nad Kłodnicą, zapominamy o tym, że w te bulwary musi się wlać pewna jakość, duch choćby bardzo mikrej (rozrośnie się, zmężnieje!) rodzimej bohemy, styl przebywania w przestrzeni miasta i styl obecności w jego duszy. Malarzy na ulicach, poetów w knajpach, bardów na placach – tego brakuje Gliwicom. Poetów mamy takich, że można nam ich zazdrościć. Krzysztof Siwczyk – wojujący filozof, Marta Podgórnik – zbuntowana a tak trafna w obserwacjach, Lesław Nowara – intelektualista i błyskotliwy komentator, Stefan Listosz – rozpięty między Pięknem i Historią i wreszcie Jan Strządała, któremu dziś poświęcę szczególnie wiele uwagi. Przepraszam wszystkich,  których pominąłem – nie są mniejsi, są inni, są bardzo dobrzy i znajdzie się dla nich miejsce na łamach InfoPostera. Dziś jednak nie miejsce na wykład na temat gliwickiej poezji. A właśnie, na pewno gliwickiej? Podgórnik i Siwczyk latają po kraju. I dobrze – jest rolą poezji latać. Nowara wydaje co pewien czas kolejny, zawsze bardzo dobry tomik, funkcjonując jednak w realiach raczej od sztuki i kultury dalekich. A szkoda wielka – ma konkretne wizje i jasne, choć może czasem dyskusyjne recepty. Jan Strządała również jakby mniej gliwicki, a bardziej katowicki i bynajmniej nie tylko z powodu pełnionej funkcji prezesa Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział Katowice. Dziś właśnie o nim, ponieważ otrzymałem niedawno informacje o kolejnym, planowanym w ramach Akcji Literackiej wydarzeniu pod nazwą Jana Strządały „Słoneczna noc” w Kinie, które odbędzie się w Kinoteatrze Rialto w Katowicach (ul. Św. Jana 24) 30 maja o godzinie 20. U nas takich akcji jest jak na lekarstwo. Z osiem lat temu powstała idea Gliwickiego Totalnego Przeglądu Poezji, rodzaju festiwalu poezji w każdej jej formie. Odbyła się pierwsza edycja – spektakle, konkursy, warsztaty, happeningi. Wypadło to lepiej niż dobrze. Kolejnych już nie było. Może czas na reaktywację?

Wstęp zakończony. Pora skoncentrować się na Janie Strządale. Urodził się w Wiśle w 1945 roku. Studiował w Akademii Medycznej w Łodzi. Swój pierwszy tomik wydał pod pseudonimem Jan Strehl w 1969 roku. Nosił tytuł „Przegrany semestr”. W stanie wojennym prowadził Gliwicką Grupę Literacką. Jest członkiem założycielem, Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Wydał 12 tomików poezji oraz powieść „Ciemnooka” (pod pseudonimem Dawid Glen). Jest laureatem wielu nagród literackich, a jego wiersze publikowane były w wielu czasopismach. Bardzo aktywnie działa na rzecz popularyzacji poezji, będąc organizatorem licznych imprez, także międzynarodowych. I… dość biografii. Zajmijmy się w końcu poezją, dziś skupiając uwagę na tomiku „Słoneczna noc” z 1983 roku (Czytelnik), bo to jego tytuł stał się również tytułem wspomnianego wieczoru autorskiego,  podczas którego Ewa Szydło, absolwentka Wydziału Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach, zaśpiewa wiersze Jana Strządały.

Od dawna, właśnie od Gliwickiego Totalnego Przeglądu Poezji, nieodmiennie wielkie wrażenie robi na mnie wiersz „Źródło”, który był wtedy jednym z prezentowanych.

Ten dom
miał wybite oczy
z uchylonych warg sączyła się nieobecność
motyl trzepotał w pajęczynie
zawisł na ścieżce której nie było
kwaśny chłód
i mokre światło między gontami
Złota pleśń na tarczy zegara
wypełnia nie odwiedzone lata
dzikie wino upiło się samotnością
i tańczy po ścianach
Zatoczyłem się w połamane ramiona snu
śni mi się hejnał mariacki
i suknia matki w ogromne kwiaty
Pobielane ściany wznoszą się stromo
do nieba
Gorące malwy wspinają się na palce
by dotknąć dachu
Złoty zaskroniec ognia ślizga się między krokwiami
Budzę się w garstce popiołu.

To piękny tomik poezji. Wiersze które się w nim znalazły chyba nigdy nie stracą na aktualności. Liryczne retrospekcje Jana Strządały ujmują pięknem metafory, prawie drażnią zmysły czytającego doskonale wyrażonymi słowem zapachami, kolorami i dźwiękami. Natychmiast wiemy, że poeta czuł i przeżywał raz jeszcze to wszystko, o czym pisał. „Źródło”, to wiersz, który dosłownie gra z naszymi zmysłami: patrzymy, słuchamy, nawet smakujemy.

Przypomnę jeszcze jeden przepiękny utwór z tego tomiku: „Umiera sierpień”

 Złote ekrany pól
ścięte
zemdlała trawa na miedzy
ból czerwienieje
w ziarnach
umiera sierpień.
Kosy już zawieszone
na krokwi
drżą
na ich ostrzach
wysmukłe dusze
pszenicy żyta owsa
w sierpniową noc
odlatują
do zbożowego nieba.

Trawa, która „zemdlała na miedzy” i dusze pszenicy i owsa drżące na ostrzach kos. Nie spotkałem takich metafor u nikogo.

„Słoneczna noc” to poezje, które należy smakować, ale niech to nie zwiedzie potencjalnego czytelnika – to także tomik, który należy starannie rozebrać myślą na poszczególne znaczenia. Wszechogarniająca zaduma nad losem wszystkiego i nad nieubłagalnością porządku rzeczy sączy się między strofami. W niektórych miejscach porażają sugestywne obrazy wyjęte z jakiegoś złego snu, który złośliwie wplata się w senne marzenia i wspomnienia. Źródło Strządały to nie tylko krystalicznie czysta woda. W świecie, przez który płynie, są szorstkie mury i cementowe usta, jest niemożność wzajemnego zrozumienia, są tęsknoty. Ich smak wyczuwa się wyraźnie w źródlanej wodzie.

Jak to wszystko wyśpiewać? Z wielką nadzieją na niebanalne przeżycia będę czekał na wieczór 30 maja. Może spotkam się na nim z Wami? Namawiam do udziału, a dodatkowo niech zachęcą Was takie oto strofy:

Na górze pod którą się urodziłem
bukowe złoto kapie z liści
szeleści płonie i ścieka do Wisły.

Część tego złota trafiła do Gliwic. Doceńmy to…

Być może spotykać będziemy się z Janem Strządałą w InfoPosterze. Chcę mu zaproponować ciekawy eksperyment. Być może zgodzi się, aby co kilka dni zamieszczać jeden z wierszy z jego krótkim komentarzem. Może wraz z InfoPosterem spróbujecie sięgnąć po tak niezbędną, codzienną dawkę poezji?

 Dariusz Jezierski

2 Comments on "Bukowe złoto z liści – impresja o poezji i Janie Strządale"

  1. :-)) Zapowiada się ciekawie. Szkoda że w samych Gliwicach tak niewiele się dzieje…

Leave a comment

Your email address will not be published.


*