Charta non erubescit, czyli płatna miłość co tydzień

5 czerwca Marek Morawiak zapytał retorycznie: „Darek Jezierski pisze dla Gazety Miejskiej?” I odpowiedział sam sobie z optymizmem: „Piękniej nie mogło być!”

Zignorowałem, mimo że mógłbym przecież skorygować, że piszę dla Czytelników, a dla GM mógłbym pisać, gdyby mi ona za to płaciła (a póki co, jest odwrotnie)…

Nie chcem, ale muszem…

Ale oto 11 czerwca Marek Morawiak obwieścił światu: „W wyborach do Europarlamentu Paweł Strumiński vs Andrzej Potocki 1:0 dla Tygodnia. Zobaczymy jak będzie w samorządowych – Miejska już ma swojego kandydata.”

Tu już nie wytrzymałem. Wszak wszystkim obserwatorom życia politycznego w Gliwicach jest wiadomo, że do czasu opublikowania przez Pawła Strumińskiego wywiadu w Info-Posterze, Andrzej Potocki zdecydowanie wygrywał z nim w sondażach, gdyż już wcześniej dał wywiad Info-Posterowi. Wywiad Strumińskiego dla I-P odwrócił wyborcze preferencje gliwiczan. Uzurpowanie sobie przez TwG autorstwa małego sukcesu Pana Pawła jest zatem karygodnym nadużyciem.

Jaja sobie robię? Ależ skąd! To tak samo nie do podważenia jak i teza Marka Morawiaka.

Nie bez znaczenia dla podjęcia decyzji o napisaniu tego tekstu, było także złożone autorytarnie oświadczenie, że Miejska ma już kandydata. Coś mnie tknęło i pospiesznie przeglądając kilkanaście ostatnich numerów tejże zdałem sobie sprawę, że to może chodzić o mnie!!! Wspaniale! Moją radość nieco zmniejsza fakt, że jak dotąd redaktor Fabrykowski oficjalnie swojego poparcia nie potwierdził. Będę go do tego, rzecz jasna, nakłaniał.

Miłość płatna?

Tydzień w Gliwicach kandydata ma od zawsze. Jeden ci on, a imię jego Zygmunt. Tydzień w Gliwicach mógłby go rzecz jasna zmieniać co tydzień, ale robił tego nie będzie, gdyż wszystkim wiadomo, że pierwszym, największym, a w praktyce jedynym mecenasem gazety jest Zygmunt Frankiewicz, działający rzecz jasna przez swoją prawą rękę w Promocji, Ninę Drzewiecką.

Periodyk Marka Morawiaka jest dla obecnego prezydenta i jego układu prawdziwym darem z nieba. Najnormalniej w świecie robi za tzw. "niezależne medium", popierające obecny układ. Nic to, że czyni to z więcej niż pragmatycznych pobudek, przypominając w tym względzie, wypisz wymaluj, instytucję miłości za wynagrodzeniem, przwołaną przeze mnie chwilę wyżej. Tego już czytelnicza gawiedź najczęściej nie analizuje. Skoro na pierwszej stronie gazety stoi, że prezydent najlepszy, znaczy że najlepszy. Basta!

Czas jednak podeprzeć tezę postawioną wcześniej (że Tydzień w Gliwicach swojego kandydata już ma od dawna i rzetelnie pracuje na jego rzecz terenie) materiałem poglądowym. Jak obiecałem, wezmę na warsztat trzy ostatnie numery:

W każdym mamy co najmniej dwie całostronicowe reklamy pochodzące z UM (2 razy na pierwszej stronie!). Redaktor Morawiak zawsze stara się dorzucić coś tytułem premii za stałą współpracę – raz jest to materiał o spotkaniu z górnikami, drugi raz o tym, że Gliwicom zadłużanie niestraszne…

Koniecznie trzeba w tym momencie przypomnieć, że Tydzień w Gliwicach ma wszystkiego 8 stron. To istotne, gdyż po odjęciu materiałów z Zabrza, Bytomia i Tarnowskich Gór, widać wyraźnie, jaka część "strumienia informacji" jest, mówiąc delikatnie, „dyktowana” przez Urząd Miasta. Klient płaci, klient wymaga.

Porachunki w białych rękawiczkach

Odwiecznym dylematem każdego PR jest odpowiedź na pytanie – czarny, czy biały? Zygmunt Frankiewicz takiego dylematu nie ma. Dobry jest władyka i łaskawy, więc póki co, na dwie tuby sławi miasta (czytaj jego) sukcesy. Miejski Serwis Informacyjny i Tydzień w Gliwicach, wspomagane przez parę innych „trąbek”, zapewniają odpowiednie nasycenie gliwickiej ulicy przekazami w rodzaju „najlepszy prezydent”, „Zygmunt zaprasza” czy podobnymi. Rzecz w tym, że w chwilach szczególnych MSI nie załatwi tego, co zdecydowanie po ciemnej stronie mocy się lokuje. Coś mi się zdaje, że zdaniem UMowskich „spinznachorów” na taką okoliczność idealny będzie periodyk Marka Morawiaka. Nadinterpretuję? Bynajmniej. Wystarczy przypomnieć szczególnie zaangażowaną okładkę TwG z okresu, kiedy to Zygmunt Frankiewicz obwieścił miastu martyrologię uczniów gliwickich szkół, którą miała spowodować „skandaliczna” postawa radnych PO, a zwłaszcza tego oto człowieka:

09A tak podsumował TwG pojawienie się kontroli NIK, spowodowanej moją konsekwentną pracą, dostrzeżoną (wreszcie!) przez jednego z posłów:

10To było, a czy będzie znowu, dopiero się dowiemy. Bo może na przykład Marek Morawiak nie okaże się jedynie medialnym siepaczem, robiącym to wszystko, czego MSI zrobić nie będzie mógł? Może płonne okażą się nadzieje tych, którzy teraz łożą nasz wspólny grosz na wspieranie medialnego bytu, który bez tej „pomocy publicznej” raczej nie zdzierżyłby na rynku? Może… choć sam w to wątpię. Ku przestrodze tylko dodam, że nie chce mi się wierzyć, żeby niewidzialna ręka… samorządu wspierała periodyk Redaktora Morawiaka przez 4 lata po jesiennych wyborach. TwG udało się wstrzelić w potrzeby samorządzącej ekipy – czas od referendum do jesiennych wyborów to jego prosperity. Potem wieszczę bessę…

Wojna u drzwi?

Na to się zanosi. To, że Tydzień w Gliwicach – bo nie Marek Morawiak i podkreślam to mocno w tym miejscu – stanie się moim naturalnym przeciwnikiem w przestrzeni medialnej, stało się jasne od dawna, przynajmniej od momentu, w którym ogłosiłem zamiar kandydowania. Z przyczyn obiektywnych obie strony starały się nie eskalować napięcia. Ale sytuacja zmienia się z tygodnia na tydzień. Przekaz formowany przez periodyk Marka Morawiaka byłby dla mnie czymś naturalnym, gdyby podobnie jak mój, był wyrazem jego osobistych niesponsorowanych przekonań. Pójdę dalej, gdyby nawet jego treści były rażąco tendencyjne, ale pozyskiwane reklamy były efektem rzeczywistej rywalizacji rynkowej i brały się zwyczajnie z najlepszej oferty, będącej odpowiedzią na zapytanie ofertowe UM, skierowane do wszystkich mediów lokalnych, uznałbym to za przejaw normalności. Opowiadam się bowiem zdecydowanie za istnieniem mediów nawet skrajnie odmiennych w ocenach tej samej rzeczywistości. Tylko że w żadnym razie nie mogą one funkcjonować na samorządowych kroplówkach. Inaczej, nie wyrażam zgody, aby nasze wspólne pieniądze były przez Panią Ninę Drzewiecką lub kogokolwiek innego pompowane do mediów, które są wybierane tylko i wyłącznie według jednego kryterium – piszą dobrze o obecnym układzie i milczą konsekwentnie o wszystkim, o czym trzeba krzyczeć. Demoralizacja mediów praktykowana za pieniądze publiczne, to rozwiązanie cokolwiek z orwellowskiego świata. Inaczej – może niektórzy z Państwa dobrze się czują w skórze sponsorów prezydenckiej strategii kija i marchewki. Ja – nie.

Celowo w tym miejscu nie rozpisuję się na temat sposobu finansowania mediów w Gliwicach i tego, jak powinien on wyglądać w przyszłości. Wrócę jeszcze do tematu, bo do UM wyślę kolejny wniosek o udzielenie informacji w trybie dostępu do informacji publicznej. Spróbujemy się dowiedzieć, ile pieniędzy rzeczywiście otrzymał Tydzień w Gliwicach z publicznej kasy. Zapytam również o kryteria, jakimi kieruje się UM przy wyborze mediów, którym przekazuje reklamy. Zapytanie opublikuję w Info-Posterze w poniedziałek.

Aby jednak nie pozostawić wrażenia, że szukam zwady – przypominam, że ten tekst piszę, dwukrotnie zaczepiony przez Redaktora Morawiaka (patrz początek) – dam dobry przykład etycznego, rynkowego zachowania i publicznie zapytam TwG o cenę 1/4 strony (strona 2) przez 16 kolejnych numerów, z uwzględnieniem należnych w takich razach upustów i z prośbą o upust dodatkowy z racji tego, że materiał reklamowy będzie miał formę felietonu, a zatem może być atrakcyjny przynajmniej dla części Czytelników.

Proszę o potraktowanie tego pytania jak najpoważniej. Prześlę go zresztą również drogą oficjalną.

Ciąg dalszy nastąpi…

Dariusz Jezierski

2 Comments on "Charta non erubescit, czyli płatna miłość co tydzień"

  1. Jeżeli panu się uda wygrać będzie pan miał satysfakcję, lub nie gdy ten pan przybiegnie i będzie się przypochlebiał, żeby mieć reklamy. Z drugiej strony ten pan stanowi typowy przykład leminga dziennikarskiego, który w zamian za łapówkę w postaci reklam sprzeniewierzył się podstawowemu obowiązkowi dziennikarza jakim jest patrzenie władzy na ręce.

  2. Bardzo ubolewam nad tym,że nasz Pan Prezydent otacza się i podpiera ludżmi o tak niskiej moralności i etyce,a co za tym idzie – jakości!!!!!!!!!!!!!! Ciekawi mnie czy jeszcze została w Nim jakaś resztka przyzwoitości potrzebna do właściwej oceny sytuacji.Myślę że gdyby tak było nie wspierałby tych wszystkich miernot  wymienionych przez Pana w powyższym materiale.I znowu opadają mi ręce z okrutnej bezsilności jak na to patrzę jako podatnik ……ale do czasu – LISTOPAD tuż tuż !

Leave a comment

Your email address will not be published.


*