Co Pan bredzi, Panie Prezydencie? – komentarz do wywiadu w NG

W przedostatnim numerze "Nowin Gliwickich" ukazał się wywiad z Zygmuntem Frankiewiczem: http://info-poster.eu/zygmunt-frankiewicz-bez-maski-wywiad-dla-nowin-gliwickich/. Tygodnik odmówił mi opublikowania własnego stanowiska na temat zagadnień w nim poruszonych: http://info-poster.eu/korespondencja-z-problemami-czyli-tygodnik-obywatelski-ng-odpowiada/. W związku z tym prezentuję to stanowisko na łamach Info-Postera.

Wywiad z Zygmuntem Frankiewiczem opublikowany przez Nowiny Gliwickie już samym tytułem powienien chyba sugerować jakiś moment zawieszenia, w którym ten się znajduje. Prezydent na rozdrożu kojarzy się jednoznacznie z koniecznością wybrania kierunku, tej najwłaściwszej drogi. Jakże inny niesie przekaz niż wyborcze, sztandarowe hasło całego obozu prezydenckiego Gliwice na dobrej drodze. To hasło sformułowano z wielkim hukiem na potrzeby kampanii z 2010 roku, a tu się okazuje, że wytyczono raczej krótki odcinek, skoro pan prezydent wyraźnie się rozgląda…

To wrażenie jeszcze się pogłębia, kiedy czytamy bardzo wymijające odpowiedzi na bardzo proste pytania. Kandydowanie do europarlamentu? Pogłoska! Ok, wierzymy, bo to byłaby inicjatywa raczej bez szans na powodzenie. A poza tym, trzeba napisać bez ogródek, "układ gliwicki" nie dopuściłby do takiej rejterady kogoś, kto daje mu twarz. Poparcie dla partii Gowina? Czekam na program – popierałem tylko ruch. Poparcie w przyszłości? Chcę być nadal niezależny od partii. Jakie to pragmatyczne, głębokie i czyste ideologicznie, nieprawdaż? A jednak prawda jest zupełnie inna. Zygmunt Frankiewicz mocno przeszacował gowinowe aktywa. Widział w nowym politycznym tworze większy potencjał niż ten, który ta formacja sygnalizuje już po społecznej weryfikacji. To dlatego pozwolił ochoczo wymieniać swoje nazwisko w gronie ekspertów Jarosława G., publicznie się przez niego wychwalać i dopieszczać. Już teraz zanosi się jednak na powazną porażkę w wyborach do europarlamentu, a tyle to nawet niemający jakoś dobrego nosa do politycznych przedsięwzięć Zygmunt Frankiewicz musi już wiedzieć. I stąd cała jego rezerwa i niechęć do deklaracji.

Ale oto w wywiadzie odbijamy od politycznych fantasmagorii i dochodzimy wreszcie do realiów naszego podwórka. Zapytany o to, czy będzie kandydował w jesiennych wyborach na prezydenta miasta, Zygmunt Frankiewicz odpowiada, że… odpowie. Ale w maju, po wyborach do europarlamentu. Jaka wstrzemięźliwość! Warto w kontekście tego zastanawiającego niezdecydowania podkreślić, że w poprzednich latach padały zupełnie inne deklaracje i to w zbliżonym czasie. A tutaj nagle samorządowy dwudziestolatek zaczyna mówić o "następcy", co więcej sugeruje, że może mieć dłuższą ławkę rezerwowych. Biorąc pod uwagę całkowitą, narastającą z czasem, nieumiejętność dobierania sobie współpracowników, należy się tylko bać tych "wybrańców". Swoją drogą, czy Państwo też dostrzegacie znamiona feudalizacji gliwickiego samorządu? Oto obecny samorządca wyraźnie mówi o namaszczaniu następców. A wcześniej, po referendum, oświadczył, że odda władzę jeśli pojawi się odpowiedni kandydat. Naprawdę nadal rozmawiamy z człowiekiem będącym częścią demokratycznego (?) systemu, czy też jednak z takim, który zupełnie zapomniał w jakim miejscu historii się znajduje? Odpowiedź na to pytanie wymyka się próbom skrótowego potraktowania.

Tymczasem w połowie wywiadu dotykamy tematu, który jak najbardziej powinien być w sferze zainteresowania prezydenta miasta. Za sprawą kontroli NIK odżyły zarzuty o nieprawidłowościach w miejskich spółkach rzuca redaktor Pikul. Muszę tu jednak sprostować pewną, zapewne mimowolną, ale wypaczającą odbiór nieścisłość. Otóż te zarzuty nie odżyły w związku z kontrolą NIK. Ta kontrola stała się efektem konsekwentnego, trwającego ponad rok stawiania przeze mnie tych zarzutów. Nie moją jest winą, że mimo obecności na kolejnych konferencjach prasowych dziennikarzy Nowin Gliwickich, gazeta zrobiła dosłownie wszystko aby nic nie przedostało się na jej łamy. A potem skutkuje to właśnie niebezpieczeństwem publicznego wypowiadania niczym nieuzasadnionych opinii, które może stwarzać wrażenie częściowego oderwania się tygodnika obywatelskiego od obywateli (a przynajmniej niektórych z nich). Redkator Pikul przypomina, że Zygmunt Frankiewicz nie wyciągnął konsekwencji w stosunku do Henryka Małysza, który złamał ustawę kominową i zostało to potwierdzone (po moich kolejnych interwencjach!) przez Sąd KRS. odpowiedź Zygmunta Frankiewicza jest na tyle szokująca, że pozwolę ją sobie zacytować w całości:

Nie sądzę, że doszło do sytuacji, o której pan mówi. Moglibyśmy podyskutować o tym na gruncie prawa. Przyjmując mimo to, że naruszenie było faktem, miało miejsce przez bardzo krótki okres i zostało usunięte bez ingerencji z zewnątrz, na podstawie działania naszych służb nadzorczych.

Z czym mamy do czynienia? Oto Sąd KRS niepozostawiającym żadnych złudzeń Postanowieniem jasno oświadcza, że Henryk Małysz złamał ustawę kominową i doprowadził tym samym do rozwiązania rady nadzorczej z mocy prawa i potwierdza to w innym Postanowieniu, uniemożliwiając Henrykowi Małyszowi ponowne osadzenie się w tej samej radzie nadzorczej (!!! co może nawiasem mówiąc oznaczać jedynie, że ten zupełnie nie rozumie prostych sformułowań zawartych w aktach prawnych, albo jest zwyczajnie bezczelny !!!), a prezydent miasta nie sądzi, że doszło do takiej sytuacji. A zatem, Zygmuncie Frankiewiczu, Sąd się pomylił? A może był tendencyjny? Jeśli Pan podważa w mediach prawomocne Postanowienie Sądu KRS, który nawiasem mówiąc w sposób rażący dopuszczał do łamania prawa w spółkach z udziałem miasta, to co dla pana oznacza "porządek prawny" i jakimi nierelatywnymi wartościami opisywać "praworządność", której wszak jest pan w naszej gminie gwarantem? Sugerując psucie państwa na dużą skalę "u góry", podkopuje Pan to państwo, wykonując krecią robotę "na dole" kierowany małym, koniunkuralnym interesem firmowanego przez Pana układu. Jesli uznamy za normę, że rzucanymi od niechcenia wypowiedziami samorządowiec może podważać podstawy ładu prawnego (a jedną z nich jest respektowanie decyzji niezawisłych sądów), zgodzimy się właśnie na nic innego, jak tylko na najbardziej rażącą formę psucia państwa. Chce Pan dyskutować na gruncie prawnym? Nie możemy. Pan stara się usankcjonować bezprawie, posuwając się do podważania decyzji sądu. Żadna dyskusja z Panem nie ma zatem sensu. Jest Pan najprawdziwszym, samodefiniującym się szkodnikiem.

A potem Zygmunt Frankiewicz pogrąża się już tylko bardziej. Oto bowiem dla zrównoważenia łamania prawa, wskazuje że dla niego ważniejsze jest porządne zarządzanie, uczciwa praca. Pracę pana Małysza – jak i szefów innych miejskich spółek – oceniam właśnie tak, wysoko. Mamy bardzo dobre, silne, działające według najwyższych standardów przedsiębiorstwa, mamy sprawny nadzór właścicielski. Przede wszystkim oznacza to albo, że prezydent Frankiewicz zupełnie nie ma pojęcia o czym mówi, albo, że wypiera rzeczywistość. Nie miejsce tu na szczegóły, ale potrafię udowodnić (już udowodniłem zresztą), żen nasz nadzór właścicielski nie jest w stanie przygotować zgodnego z prawem statutu spółki, zweryfikować zgodności z prawem ukonstytuowania rad nadzorczych, długości ich kadencji, trybu powoływania prezesów. Ten nadzór właścicielski bez mojej skromnej pomocy dotąd "nie wyłapałby" rażących przykładów łamania ustawy kominowej i antykorupcyjnej. O jakich standardach mówi prezydent? O tych wyznaczanych licznymi tytułami i nagrodami, które przyznaje sobie nawzajem samorządowo – biznesowe towarzystwo wzajemnej adoracji? I pracę pana Małysza ocenia wysoko? Dlatego, że ten "porządnie zarządza"? To właśnie "porządne zarządzanie" ulubieńca prezydenta jest powodem tego, że o patologiach w spółkach grupy PRUiM pisze się już opracowania naukowe (również przy skromnym udziale moich ustaleń). Ten "porządnie zarządzający" złamał ustawę antykorupcyjną i kominową i doprowadził wręcz do prawnego paraliżu jednej ze spółek, czego najlepszym dowodem jest utrzymujaca się niemożność połączenia z inną spółką. A tu dodam tylko, że to nie koniec problemów. Z pismem o kolejnych wystąpię już w poniedziałek do Sądu KRS. Podsumowując zapytam – co Pan bredzi, Panie Prezydencie?

W tym artykule nie wspomnę szerzej o oczywistym pomówieniu mnie przez Zygmunta Frankiewicza, bo jest to tematem moich kroków przed odpowiednimi sądami, które tak chętnie kontestuje pan prezydent, kiedy w końcu zdarzy się im rozstrzygnięcie nie po jego myśli. Pisałem też o tym dość szeroko:

http://info-poster.eu/tresc-pozwu-przeciwko-zygmuntowi-frankiewiczowi/,

http://info-poster.eu/wojewoda-nie-chce-zatem-sam-zaskarze-uchwale-rady-miejskiej/

Wróćmy do wywiadu… Padło stwierdzenie, że Henryk Małysz dzieląc spółki pomnaża swoje zyski, a prezydent przechodzi nad tym do porządku dziennego. Ja dodam tylko, że pomnaża zyski łamiąc prawo, ale to najwyraźniej romówcy Nowin Gliwickich nie przeszkadza. Odpowiedź:

Nie ma mnożenia spółek, każda została powołana w konkretnym celu. Prowadzimy nadzór i wiemy, co tam się dzieje. W sytuacji, gdy firmy budowlane padły jak muchy, nasz PRUiM zarabiał.

Zacznijmy od końca. Pan prezydent zapomniał dodać, że PRUiM "żyje z miasta" i mówiąc delikatnie jest to wymarzona sytuacja dla każdej spółki. Potem Zygmunt Frankiewicz dodaje: "Około 70% robót drogowych wykonywanych przez PRUiM nie dotyczy miasta Gliwice". przede wszystkim dobrze, że doprecyzował, że chodzi o roboty drogowe, bo bynajmniej nie tylko z nich "żyje" PRUiM. Ale właśnie… przecież to spółka komunalna! Może gdyby przynajmniej 50% robót drogowych wykonywała na terenie miasta, niektóre prace nie ciągnęłyby się tak długo? Ale wtedy nie można by było np. zatrudnić podwykonawców, nieprawdaż? A istnieje w Gliwicach inna spółka, która własnie z takiego podwykonawstwa czerpie wcale niemałe zyski. Znacie Państwo?

Może jeszcze słów kilka na temat "mnożenia spółek". Jeśli z PRUiM SA wydzielono jeszcze dwie spółki, które zajmowały się dokładnie tym samym, czym zajmował się PRUiM przed podziałem, to czemu to służyło? Bo zatrudnienie wzrosło na pewno. Gdzie? W dwóch nowych radach nadzorczych, nowych zarządach i pewnie w innych równie potrzebnych sferach. A jeśli do tego dodamy, że większość nowych stanowisk "zgarnęli" Henryk Małysz i inni "funkcyjni" PRUiM, to rzeczywiście należy zodzić się z Frankiewiczem, że wszystkie spółki powstają w ściśle określonym celu. A swoją drogą, ciekawe, że bardzo szybko zapadła decyzja o połączeniu dwóch spółek-córek. To jak to jest? Potrzebne, czy niepotrzebne? Ja skłaniam się ku drugiemu rozstrzygnięciu. No bo skoro udało mi się doprowadzić do sytuacji, w której uznano jednoznacznie, że pan prezes Małysz i koledzy wyciągać z nich kasy nie mogą, to rzeczywiście – po co im one?

Na koniec zacytuję krótki dialog Pikul – Frankiewicz na temat innego ulubionego człowieka pana prezydenta:
 

Adam Pikul: Skoro nadzór urzędu działa doskonale, to jak przepuścił obecność Andrzeja Nowaka, skazanego prawomocnie za przywłaszczenie mienia publicznego, w Radzie Nadzorczej spółki zależnej PRUiM?
Zygmunt Frankiewicz: Ale o czym mówimy? Miasto – poprzez PRUiM – jest mniejszościowym właścicielem spółki Silesia Asfalty. To firma z decydującym udziałem kapitału prywatnego i może powołać do rady nadzorczej, kogo chce. Poza tym Nowak jest kompetentnym i mądrym człowiekiem. To jakaś nagonka, człowieka chce się wdeptać w ziemię i ściga wszędzie, gdzie się pojawi.
Adam Pikul: Panie prezydencie, mówimy o sytuacji, w której dopuszczono, by kontrolę nad w części publicznym majątkiem oddać człowiekowi, który jako szef strażników miejskich ukradł kostkę brukową, powierzoną jego pieczy.
Zygmunt Frankiewicz: Popełnił błąd i w mojej ocenie słono za niego zapłacił. W związku z tym incydentem nie ma prawa żyć? Powtórzę, spółka jest w większości prywatna – o składzie rady nadzorczej decyduje podmiot prywatny.

Ten dialog dziś zostawię bez komentarza, aby wszyscy czytelnicy mogli go poddać własnej refleksji. Jednak poziom manipulacji, przeinaczeń i skandalicznych tez postawionych w tej krótkiej wymianie zdań przez Zygmunta Frankiewicza, zmusza mnie do tego, abym poświęcił mu oddzielny artykuł (co też wkrótce zrobię). Ten fragment należy Frankiewiczowi regularnie przypominać, bowiem z jednej strony świadczy o jego rzeczywistej niewiedzy na temat skomplikowanych zagadnień nadzoru właścicielskiego, a z drugiej o o doprawdy szokującym relatywizmie, który stosuje on rzecz jasna tylko wtedy, gdy przydaje mu się to do "udowodniania" własnych pokrętnych racji.

Dariusz Jezierski

7 Comments on "Co Pan bredzi, Panie Prezydencie? – komentarz do wywiadu w NG"

  1.  Wrzodak (bredzi), czyli wspólny mianownik bredzących. http://wiernipolsce.wordpress.com/2014/03/07/list-otwarty-do-piotra-dudy-szefa-kk-nszz-solidarnosc/

    Zakłamanie ma jeden cel niezależnie od bredzącego. Władza, kasa, przywileje. Można list odebrać negatywnie lecz gdy się w lekturze zagłębicie zrozumiecie że obrona i kłamstwa ludzi systemu są tak samo brzmiące. Przeciwnik to szkodnik, czerwona gnida, komuch albo antysemita. Oni zaś to obrońcy… tylko czego i kogo…?

  2. Frankiewicz bredzi w wywiadach, P. Wieczorek kłamie i bredzi przed Komisją Rewizyjną. Bredzenie jest objawem paniki i permanentnego stresu. Zaczynają zdawać sobie sprawę, że ich dni w U M Gliwice są policzone!  Protasiewicz też  bredził po aferze na lotnisku. To ze strachu i w panice. Gdyby nie Bild sprawa nie ujrzałaby światła dziennego. Dlatego niezmordowana próba nagłaśnianiania sytuacji w Gliwicach musi przynieść efekty. A kłamstwa w wywiadach będą dowodem w sprawie. Frankiewicz najchętniej nie udzielałby żadnych wywiadów ale musi robić dobrą minę do złej gry. Niedługo dowiemy się, że ma problemy zdrowotne.

  3. A pamiętacie jak wstawiał się za Andrzejkiem N. i mówił że on nie mógł nic ukraść! Teraz gość jest w radzie nadzorczej. Wydaje mi się ze sam Franki… powinien dążyć aby usunąć złodziei z rad nadzorczych. Dlaczego tego nie robi – bo podobno Andrzejek ma jakiegoś haka na Franka…

    • Andrzej Nowak po rozstaniu się (przymusowym) ze Strażą Miejską zasiadał aż w dwóch radach nadzorczych. Po ujawnieniu tych faktów przez Info-Poster z obu został bez rozgłosu usunięty.

      • A tam, od razu "usunięty" – zrezygnował na własną prośbę. Taki zacny (w/g Zygi) złodziej. Tylko raz ukradł i wszyscy się czepiają. 

Leave a comment

Your email address will not be published.


*