… co to za teatr …

… O kulturze ostatnio jakby trochę więcej, choć nie za bardzo. No i ten Bob Dylan z tym Noblem, literackim, dodajmy… Ten Nobel dla Dylana, to się jednym u nas podoba a innym nie, bo jakże tak, jakże za piosenki tak poważne wyróżnienie, które niejako z natury winno być za co najmniej 2000 stron prozy lub 5 albo lepiej 10 tomów poezji? Więc specjalnego zachwytu w tym kraju nie wzbudziło ani zainteresowania stosownego też, a w Gliwicach to w ogóle … Ale Gliwice, to Gliwice – własne kryteria kultury mają i nieco specyficzne … Tak więc, jeśli nie liczyć krótkiego eseju Zbigniewa Lubowskiego w „Infoposterze” właśnie, to tego Dylana w Gliwicach nie zauważono, co mnie nie zaskoczyło. Tu w tym kulturalnym mieście, zupełnie nie zaskoczyło – dodam …  Pan Prezydent „gliwickie noble” dla kultury rozdał, choć się na tym nie zna, a i wyczucia nie ma w tej materii nijakiego, ale ma pewnie „doradców jakich”, czyli taki gliwicki „komitet noblowski, więc znać się nie musi … Huknęło zatem po oczach tymi „nagrodami”, aż się rozwarły ze zdziwienia, że jest tak dupnie, a nikt tego nie zauważa – poza Prezydentem oczywiście …

Teatru Miejskiego – nie wiedzieć czemu – nie doceniono w podziale nagród, słów pochwały w jego kierunku też nie rzucono, co zupełnie niezrozumiałym się wydaje, zupełnie niezrozumiałym … Inna sprawa, że z tym teatrem, teraz Teatrem Miejskim w Gliwicach, miało byś pięknie i twórczo, a … a wyszło jak zawsze – powtarzanie tego mantrą się staje, nudną już i wkurwiającą … A przez powtarzanie wkurwiającą najbardziej, a nie przez prawdę – bo że tak będzie, wiedziano od początku, więc dla nikogo zaskoczeniem to nie było, czy nie jest, a przypominanie tej prawidłowości męczy i denerwuje … Przypominać jednakowoż o tym trzeba, już chociażby dla zwykłej uczciwości, dla podkreślenia „że jak nie potrafisz, to nie pchaj się na afisz”.

Na długo przed wakacjami obiecywał nam Pan Dyrektor Krawczyk „dobrą zmianę”, Gliwicki Teatr Muzyczny uroczo rozwalając. Obiecywał – że ponieważ dotychczasowa „formuła się przeżyła”, to potrzeba zmian, metamorfozy jakiej i że On nam pokaże, On właśnie, bo ma „pomysła” na miarę czasów, ambicji i oczekiwań tego miasta i  że po wakacjach huknie z grubej rury, nowy sezon – po ogórkowym – rozpoczynając. Wpisał się tym w „marzenia” Rady z Panią Sową i Panem Dragonem na czele, którzy – dodajmy – jako wybitni znawcy kultury w „operetkowym trupie” nie dostrzegali już nic, „bo to przecież nie była wielka marka”, więc nie czuli potrzeby „popadania w euforię”, a jakichś tam aktorów i innych muzyków, czy fikające panienki, miasto potrafi „inaczej zagospodarować” – tak gadali „ci znawcy”, jak mi Pan Bóg miły, a ich słowa miodem dla spragnionych ust Dyrektora były na pewno. Przedstawił nam, przy okazji „nowa siłę”, która Go twórczo wesprze w marszu „ku nowemu”, a którego artystyczny dorobek z trudem mieści się na dwóch stronach kancelaryjnego papieru i to w kratkę. „Pożyjemy – zobaczymy” pomyślałem sobie wówczas, z nutą sceptycyzmu raczej, kłód pod nogi nie rzucając jednakże i wbrew instynktowi wierząc, że może się uda. O święta naiwności … wydawać by się mogło, że tej naiwności u mnie z upływem lat mniej jak gdyby, że mój wiek „dojrzały” uodparnia i chroni przed nią … więc wracając po ponad dwóch miesiącach do Gliwic wierzyłem, że nowy sezon w Miejskim już Teatrze huknięciem jakim się rozpocznie, a własnym przede wszystkim … huku nie było, a nawet pierdnięcia głośniejszego … Więc już sam nie wiem, czy sezon oficjalnie otwarto, czy też nie … Przestudiowałem sobie repertuar tegoż teatru, bo może i wybrałbym się do której z „czterech scen”, urzędowych dodam i sobie popatrzę na to i owo, i tylko obawiałem się czy rozstroju jakiego nie dostanę, bo przecie jednocześnie w czterech miejscach być nie mogę – rozstroju nie dostałem, w nerwicę nie wpadłem, rozczłonkowanie mi nie grozi …

Na otwarcie sezonu grzmotnięto „Wodewilem warszawskim”, z importu oczywiście, a do tego z Warszawy, co bez dwóch zdań miało zapewnić wyśmienitą zabawę i rozrywkę jednocześnie i to z górnej półki, bo nie dość, że z Warszawy to jeszcze w ramach jakiegoś tam festiwalu, bodaj metropolitalnego, czy jakoś tak, dla śląskiej aglomeracji wysmażonym i dla odchamiania „hanysów”. Niestety … dupy nie urwało, salw śmiechu nie było i nie pomógł temu nawet „taneczny happening” na Rynku, nie zauważony zresztą … z „Wodewilu” Warszawką nie powiało, no może Pruszkowem jakim. Produkcja niskonakładowa … ot takie tam pitu, pitu, u ha, ha w stroikach z zakamarków magazynów wygrzebanych … wiec „ubawu po pachy” nie było, a raczej żadnego … Po „gliwickim tourne” teatr z Pijanej Sypialni powrócił na swoje pielesze i pewnie odnosi teraz sukcesy w Kiernozi, a może nawet i w Koluszkach. Patrzę zatem na ten „nowy repertuar” tego „nowego miejskiego” i nadziwić się nie mogę, że nadal oparty jest na starej i „przedwojennej” produkcji czyli na Rodzinie Addamsów i gdyby nie ta Rodzina, to tylko „warsztaty dla dzieci” by się obstały, jako „produkcja rodzima”, choć i one „z przed wojny”. Reszta to już „import”. Na temat „importu” wypowiadać się nie warto, bo i po co. Import to import – każdy importuje to, na co go stać – jedni mercedesy klasy lux, a inni „BMW ze szrotu” – tak to już jest i inaczej nie będzie. W kinie „Amok” filmy lecą jak leciały, a od czasu do czasu „transmisja Live In HD” z Metropolitan Opera i moskiewskiego „Bolshoj Ballet” oraz coś tam dla emerytów – dobre i to. W teatrze „Victoria”, jak zawsze „victoria” i klimat coraz lepszy. Nieziemski ów klimat już w 1999 roku dostrzeżono i okrzyknięto wówczas „Moim magicznym miejscem”. O tego czasu „riuna” nieustannie jest „miejscem magicznym” i tak już pewnie zostanie, o ile wcześniej się nie zawali …

Teatr to zespół – tak mi się przynajmniej wydawało – to twórcy, to reżyserzy, no i oczywiście aktorzy, których nazwiska przyciągają tłumy, a przynajmniej „tłumki” … tak mi się wydawało … więc otwieram sobie okienko „Zespół” w witrynce Teatru Miejskiego na „dobrą zmianę” licząc, a po cichu na „porażenie gwiazdami” … no i co  – no i dupa … w „okienku” bowiem wypis, z imienia i nazwiska, bodaj 52 osób,  z czego 17 to dyrektory, menagery, PR-owcy i inna administracja, 31 to obsługa techniczna (jedyni fachowcy w tej menażerii) i 4 portierki … aktorów, muzyków, tancerek i tancerzy, chórów i chórków nie stwierdzono, ni chu, chu … kiedyś byli, a teraz ich nie ma – widać „miasto zagospodarowało ich gdzie indziej” …

… „chałpa” jest, a nawet trzy, sceny są, dyrektory są i inne menagery tyż, i …

i tylko aktorów nie ma …

co to, kurwa, za teatr ???

co to za teatr, w którym NIE MA AKTORÓW ???

              Gleiwitzer49

4 Comments on "… co to za teatr …"

  1. redakcja tekstu by się przydała, jeśli wpis traktowany ma być poważnie.

     

  2. łatwo krytykować, tylko robić nie ma komu! Chłopiec z Gliwic jest? jest! a zespół jest "w budowie". w przeciwieństwie do zespołu Teatru Polskiego we Wrocławiu, który pod nowym dyrektorem jest w rozbiórce. no to ja poczekam jeszcze trochę na zdania odrębne, z dubeltowego dyrektora zadowolonych konsumentów kultury, których przecież nie brak. na pewno dadzą panu słuszny odpór.

  3. Klub Seniora Gliwice – Żerniki, zaprasza w każdą pierwszą i trzecią środę miesiąca o godz. 17.00  na spotkania w nowootwartej siedzibie przy ul. Warmińskiej 8 (pomieszczenia dawnej biblioteki). Na najbliższym spotkaniu 16.11.2016 r., obecny będzie przedstawiciel Gliwickiego Teatru Miejskiego, który przedstawi zamierzenia związane z jego działalnością.

    Dowcip roku

Leave a comment

Your email address will not be published.


*