Czary Joanny Domańskiej

Brak komentarzy, bądź pierwszy

Wielokrotnie zbierałem się do napisania ciepłego tekstu o odbywających się tradycyjnie w Willi Caro Podwieczorkach Muzycznych, wymyślonych, organizowanych i prowadzonych przez Piotra Oczkowskiego. Nie byłem na wielu, może na pięciu czy sześciu. Najczęściej z braku czasu lub po prostu z powodu nałożenia się w czasie terminów koncertów i własnych działań artystycznych. Po niedzielnej wizycie w Willi Caro wiem jednak, że będę robił wszystko, aby ominąć jak najmniej z tych spotkań.

Karol Szymanowski to kompozytor, którego dzieła grają na emocjach jak mało które. Doświadczyłem tego osobiście w ciągu nieco ponad 20 minut. Tyle trwało bowiem fenomenalne wykonanie Preludiów op. 1 przez znakomitą Joannę Domańską. Nie chcę epatować czytających te słowa opisami własnych wzruszeń. Zapewne były one efektem nawarstwiania się emocji podczas pracy nad obiema częściami „Kobiet Bergmana”, dość powiedzieć, że puściły w sposób zgoła nieoczekiwany – strumieniem łez i szlochem trudnym do powstrzymania. Wcale się tego nie wstydzę, ba, wręcz jestem wdzięczny za uświadomienie mi, że wciąż jeszcze potrafię tak reagować.

Joanna Domańska zagrała utwory, które najwyraźniej kocha. Grała skupiona, ale lekka w tym skupieniu i delikatna. Dało się odczuć, jak bardzo drogie są jej te dźwięki, jak bliskie. Właśnie to ulotne wrażenie decyduje zapewne czy słuchacz podda się takiej magii serdecznej, czy po prostu będzie słuchał. Mną Joanna Domańska zawładnęła w sposób absolutny. Pisząc te słowa słucham Preludiów Szymanowskiego, niestety na razie nie w jej wykonaniu. I znalazłem tym samym muzykę do swojego kolejnego spektaklu. To już pewne.

Szanowni Państwo, odkładajcie te kilkanaście złotych, aby raz w miesiącu skonsumować Podwieczorek Muzyczny. Co jakiś czas trafiają się bowiem rarytasy!

Dariusz Jezierski

 

Be the first to comment on "Czary Joanny Domańskiej"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*