Czego potrzeba mojemu miastu?

2 komentarze

Jesteśmy od wielu lat przekonywani, że w zasadzie nie powinniśmy już w Gliwicach niczego chcieć. Wszystko jest „lepiej”, jeśli nie „najlepiej”. Od czasu do czasu odzywające się głosy takich czy innych grup mieszkańców, to po prostu szukanie dziury w całym, by wybrać najdelikatniejsze określenie. Ale coś się zacięło w oficjalnej, grającej już przez dwie dekady katarynce…

Coraz więcej osób nie daje już sobie wmówić, że cała gliwicka mądrość, nieomylność, gospodarność i prawość zebrały się pod jednym, prezydenckim sztandarem i prowadzą naszą wspólnotę ku świetlanej przyszłości. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że ordynarnego lekceważenia prawa nie można tłumaczyć bliżej niesprecyzowanym interesem gminy, a złamanie ustawy antykorupcyjnej nie przestanie być przestępstwem tylko dlatego, że Zygmunt Frankiewicz stwierdzi że nim nie jest, lub żyjący w symbiozie z układem prawnicy, kreatywnie zinterpretują przepisy.

Coraz trudniej przekonać gliwiczan, że ich największymi wrogami są drzewa w skrajni, że na promocję prezydenta należy wyasygnować 4 miliony zł. Co więcej, już niewielu wierzy, że Hala Gliwice wyniesie nas na absolutny czub w wyścigu o powodzenie.

Częściej pytamy, dlaczego w jednym mieście jest darmowa komunikacja miejska, w innym darmowe przedszkola, a w jeszcze innym 4 ogniska pracy pozaszkolnej. Pytamy zdziwieni, bo przecież to u nas jest „lepiej” i „naj”, prezesi naszych spółek dostają nagrody, o których niewielu słyszało, a prezydent wygrywa w rankingu gazety, która w tym samym numerze drukuje „tłustą” reklamę z miejskiej kasy.

Tymczasem dryfujemy w kierunku miejsc, w których przestaje być bezpiecznie. Już teraz dług zaciągnięty na Halę Gliwice spowolni nas tak bardzo, że na długie lata mogą odpłynąć szanse, które marnujemy, bo prezydent tak za nas zdecydował. On wie, że gliwiczanom bardziej potrzeba hali niż darmowych żłobków. Nie ma wątpliwości, że zamiast obniżyć cenę za wodę, PWiK powinno generować milionowe zyski, aby móc je przeznaczyć na zakup willi na przykład. Dla oszczędności zamyka i likwiduje, co uważa za stosowne. Problem jest tylko jeden – nie my jesteśmy beneficjentami tych „gospodarskich praktyk”. Na tym co wypracowały Gliwice przez dwie dekady pasożytuje grupa prezydenckich weteranów, blokując kariery młodym, często po wielokroć zdolniejszym od nich, którym nie pozostaje nic innego jak tylko wyjechać.

Więc czego potrzeba mojemu miastu, aby rozkwitło? Synergii. Równowagi. Budżetu, otwartego na potrzeby mieszkańców, a nie zorientowanego na realizację księżycowych planów. Nowej, zupełnie innej polityki społecznej. Nie rozdawnictwa wypracowanych środków, ale dociągnięcia służby zdrowia, edukacji, transportu publicznego i kilku innych rzeczy, do poziomu adekwatnego do wypracowanego wspólnie sukcesu.

Gliwice muszą po protu odetchnąć i zrzucić plecak zbędnych obciążeń, nazywany nie wiadomo dlaczego gospodarką komunalną. A potem otworzyć się na absolutnie największą wartość, ukrytą w zapomnianym już znaczeniu słowa „gmina” – na mieszkańców.

Dariusz Jezierski

 

1 Comment on "Czego potrzeba mojemu miastu?"

  1. Lesław Nowara | 2 lipca 2014 at 12:37 pm | Odpowiedz

    A dlaczego miasto, które ma unikatowe w skali regionu obiekty, takie jak port śródrzeczny (w tym zakresie Gliwice nie mają konkurencji), lotnisko Aeroklubu (tylko Katowice mogą konkurować), Radiostację (unikat architektoniczny i historyczny), a także – niezykły obiekt teatralny (ruiny Teatru Viktoria) – nie umie wykorzystać w pełni takich atutów?

    Dlaczego miasto Różewicza, Zagajewskiego, Pszoniaka i kilku tuzinów wybitnych postaci, których nie umie wykorzystać do stworzenia atrakcyjnego wizerunku wyjątkowego miasta, przez które przewinęło się aż tylu niezwykłych twórców?

    Dlaczego? Bo Gliwice to miasto, które w sposób mistrzowski od wielu lat marnotrawi swój potencjał i możliwości, to miasto odwrócone plecami do swoich mieszkańców.  Pozostaje wiara, że może uda się w końcu to zmienić … Najwyższy czas.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*