Czy będę kandydował?

Kiedy podczas spotkania z mieszkańcami red. Małgorzata Lichecka z Nowin Gliwickich zapytała mnie, czy zamierzam kandydować w najbliższych wyborach samorządowych, a jeśli tak, to z jakiego ugrupowania politycznego, uznałem w pierwszej chwili, że to zdecydowanie pytanie przedwczesne. Pierwsza moja, wyrażona zresztą myśl, była oczywista – „nie wiem, choć oczywiście tego nie wykluczam”. Dodałem również, że być może pora w Gliwicach na jakiś znacznie szerszy niż dotychczas, apolityczny a pro miejski i pro ludzki ruch i wyłonienie takiej liczby wyrazistych i mających społeczne poparcie kandydatów, aby pozwoliło to na stworzenie własnych list wyborczych. Redaktor Lichecka natychmiast dopytała, czy widzę siebie w roli lidera takiego ruchu. Szybka odpowiedź – „lider musi pojawić się w działaniu” wyraziła prawdę tyleż oczywistą, co rzadko w praktyce stosowaną.

ja

Udzielając tej odpowiedzi zdałem sobie jednak sprawę, że pytanie redaktor Licheckiej nie było w  żadnym razie przedwczesne, a wręcz w samą porę. Postanowiłem zatem odpowiedzieć Pani Małgorzacie precyzyjniej, a przy okazji odpowiedzieć Państwu i… samemu sobie. Zdałem sobie przede wszystkim sprawę, że wczoraj, tym pierwszym spotkaniem, rozpocząłem w zasadzie… kampanię. Ale jaką? Czy na pewno wyborczą? Pośrednio tak, bo każde działania o takim charakterze są z definicji polityczne, ja sam od dłuższego już czasu jestem do ich podjęcia mentalnie przygotowany, a sama inicjatywa tego spotkania była niczym innym jak manifestacją chęci wejścia w taką kampanię. Z założenia ma ona mieć charakter informacyjny i będzie wymierzona nie tyle przeciwko osobom trwającym od 20 lat na swoich stanowiskach, co przeciwko reprezentowanemu przez nie modelowi zarządzania miastem, prowadzącemu do znacznego ograniczenia wielu swobód, które niesie ze sobą pojęcie demokracji. To zresztą temat na inny artykuł.
W tym miejscu, w naturalny sposób pojawia się konstatacja – natychmiast po reakcji powinna przyjść propozycja. Polityka nie znosi próżni i jeśli staramy się wyprzeć jakiś model, musimy natychmiast, a nawet z dużym wyprzedzeniem, zaproponować inny. Taką propozycję formułuję nie tylko ja sam, ale przede wszystkim przedstawiają ją od lat różne grupy mieszkańców, walczące o konkretne cele i czyniące to w sposób całkowicie zgodny z prawem i duchem demokracji. Całkowitym zaprzeczeniem reguł demokracji jest natomiast to, że Zygmunt Frankiewicz i jego nie tyle polityczni, co EKONOMICZNI sojusznicy, wykreowali z tych ludzi wrogów publicznych. Szykany, obrażanie, ostracyzm – długo by wymieniać sposoby ZWALCZANIA tych niepokornych mieszkańców, po które sięga ekipa sprawująca władzę. Zdałem sobie sprawę z tego, że z tak wykreowaną rzeczywistością to właśnie ja zacząłem się mierzyć w zupełnie odmienny niż dotąd sposób. Obok stosowanego przez gliwiczan od dawna bezskutecznego udowadniania własnych racji środkami, które zawsze okazywały się niewystarczające wobec prawdziwego imperium manipulacji i dezinformacji, zastosowałem metodę systematycznego i merytorycznego udowadniania, że to Zygmunt Frankiewicz nie tylko nie ma racji, ale wręcz z żelazną konsekwencją doprowadził do stworzenia systemu nieetycznego a w wielu przejawach wręcz niezgodnego zarówno z literą jak i z duchem prawa. Otwarcie i bez żadnego strachu oświadczyłem i wciąż oświadczam publicznie, że Zygmunt Frankiewicz i jego ekipa łamią prawo i że czynią to od lat z całkowitym przyzwoleniem ludzi, którzy albo o tym nie wiedzą, albo w tym współuczestniczą. Odwróciłem sytuację – ja już, dzięki nie do przecenienia pomocy doktora Waldemara Walczaka z Uniwersytetu Łódzkiego, łamanie prawa udowodniłem i nie muszę niczego więcej. Dałem instrumenty, po które sięgnąć powinny gremia i organy do tego upoważnione: Rada Miejska, Wojewoda, organy kontroli i nadzoru. Jeśli tego nie potrafią lub nie chcą zrobić, mam obowiązek sięgnąć po nie sam, a jednym ze sposobów jest aktywne włączenie się w polityczną debatę. W tym właśnie kontekście mogę odpowiedzieć Pani Redaktor, że ja już jestem liderem, choć w trochę innym, zbliżonym do znaczenia słowa „prekursor”, sensie. Dzięki pytaniu Małgorzaty Licheckiej wiem, że chcę zawalczyć i jeśli wokół tego co robię, odpowiednio liczna grupa mieszkańców opisze swoje dążenia i nadzieje, nie cofnę się przed następnym krokiem i będę kandydował. Czy do Rady Miejskiej, czy może do fotela Prezydenta Miasta? Będąc pragmatykiem mogę już teraz odpowiedzieć, że do Rady Miejskiej co najmniej. Tam, wbrew utrwalonym mniemaniom, można zdziałać bardzo wiele. Nie ma w tej chwili zupełnie sensu dyskusja o prezydenturze. Wróćmy do tego pytania za rok, kiedy przede mną samym podejmą decyzję mieszkańcy miasta. Zapewne pojawią się już teraz pytania o kwalifikacje, wszak w Gliwicach mają je od 20 lat tylko nieliczne osoby. Ale ja również, dość przekornie, postawię pytania: Jakie kwalifikacje mają Zygmunt Frankiewicz i jego zastępcy, skoro nie potrafią przestrzegać prawa w kwestii zarządzania naszym wspólnym majątkiem? Jakie kwalifikacje mają prawnicy, których błędy mogące być w niektórych przypadkach katastrofalne w skutkach, ja właśnie wytykam? Jakie kwalifikacje mają organy kontrolne UM skoro to ja wykonuję z sukcesami pracę, za którą ich pracownicy są opłacani i wskazuję drastyczne przypadki łamania prawa, których oni „nie dostrzegli”? Różnimy się znacznie – ja i ci ludzie. Ja w ciągu ostatniego półrocza nauczyłem się tak samo wiele, jak oni, od lat nie niepokojeni w swoich samorządowych gawrach, zdążyli zapomnieć. A przede mną jeszcze prawie dwa lata. Zatem, bez obaw zmierzam zastosować się do tego, o czym na wczorajszym spotkaniu mówiła Małgorzata Tkacz-Janik radna Sejmiku Śląskiego: „czynny udział w polityce i posiadanie politycznych ambicji jest naszym prawem”.
Kończąc, stwierdzę co następuje:
Po pierwsze – inauguracyjnym spotkaniem z mieszkańcami rozpocząłem kampanię. Jeszcze nie wyborczą, ale konsolidującą gliwiczan w obronie praworządności i naszych praw do współdecydowania o mieście.
Po drugie – tak, będę kandydował w zbliżających się wyborach samorządowych o ile w ciągu najbliższych miesięcy okaże się, że moja wizja i oparty na niej program będą atrakcyjne dla ewentualnych przyszłych wyborców.
Po trzecie wreszcie – w pewien sposób już jestem liderem i zostało to poniekąd usankcjonowane przez grupę ludzi (coraz liczniejszą), z którymi współpracuję. Przypomnę jednak, że lider, to jeszcze nie zwycięzca i na każdym etapie „wyścigu”, jeśli pojawi się wśród nas „zawodnik”, który zachował więcej sił i będzie miał większe szanse na zwycięstwo, wraz z całą grupą, która powstanie, będę pracował na jego sukces i w żaden sposób utrata „koszulki lidera” nie wpłynie na jakość tej pracy. Powiedzmy, że teraz właśnie ja najlepiej się spisuję na „etapach górskich”. Bo przecież wciąż jeszcze mamy pod górkę…

Dariusz Jezierski

7 Comments on "Czy będę kandydował?"

  1. GOGOL PRZEJAZDEM | 12 lutego 2013 at 4:16 pm | Odpowiedz

    „Czy będę kandydował?”
    „…Szybka odpowiedź – „lider musi pojawić się w działaniu” wyraziła prawdę tyleż oczywistą, co rzadko w praktyce stosowaną. …”
    Szybkość i celność tu może mieć zasadnicze znaczenie…
    A o to jestem spokojny !
    http://www.greenmountainregulators.org/images/gunfighter.gif
    http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif
    NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…
    (TZ)

  2. Pytanie było o tyle nie na temat, że tematem zebrania było spotkanie z mieszkańcami celem omówienie, przedstawienia sytuacji w mieście/

  3. Cóż życzę powodzenia jeżeli będzie pan kandydował oprócz zwiększenia nagonki która jest do przewidzenia niech pan weźmie pod uwagę, że tzw. gliwicka niezależna prokuratura w praktyce prokuratura i sąd oligarchy zapewne także przyśpieszą postępowania nie tylko w sprawie tych 73 podpisów ale także w sprawie tego anonimu w końcu zgodnie z ustawą przygotowaną na Leppera- nie wiem czy to się także odnosi do samorządu- człowiek skazany wyrokiem sądowym nie może zostać posłem. Nie zdziwię się także jeżeli spróbują nakłonić któregoś z aktorów do złożenia pozwu przeciwko panu. A pamiętając co się działo w okresie referendum można spodziewać się o wiele brudniejszej kampanii biorąc pod uwagę, że stawką jest przetrwanie kliki a wielu w przypadku zwycięstwa lub nawet jeżeli nie wygra pan a wprowadzi pan taką liczbę radnych że będą stanowili czynnik niezbędny przy głosowaniu uchwał może stracić.

  4. Brawo.Jestem pod wrażeniem …..dobrze , jeśli to sam kreator nowego apolitycznego ruchu dokonuje autorefleksji na swój temat, wysyłając czytelny komunikat, swoistą autodefinicję swojej aktywności 🙂

  5. marianandrzejczak | 13 lutego 2013 at 8:39 am | Odpowiedz

    Teraz poczekaj na ataki .
    Histeryczne prowokacje że on to robi bo chce itp.
    Niewielu doceni Twoje pozytywne działania.
    Wspomnisz moje słowo że dopóty robisz to co chce plebs jest dobrze.
    Popatrz inaczej ,popatrz na ogromne tchórzostwo i zawiść.
    Niewielu podpisuje się tu z imienia i nazwiska.
    Dlaczego? Czyżby się wstydzili albo kto wie ?
    Wygodniej być incognito bo zawsze i Jezierskiemu można dokopać.
    Proszę nie wpadaj w euforię Darku i nie wierz w pozytywne odruchy bo te są często fałszywe.
    Sądzę że wielu z nich kocha krytykować bo tacy są.
    Oczywiście krytykując dany stan rzeczy lecz rzeczy się zmieniają a fakty pozostają faktami.
    Skąd taki wniosek?
    Ano brak komentarzy bo a nuż ten Jezierski jednak będzie miał sukces.
    Oni Tobie będą życzyć lecz gdy już będziesz blisko wbiją nóż w plecy.
    Wielokrotnie tego doświadczyłem.

  6. Z -Gliwiczanie Razem-na pewno zajdziesz daleko.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*