Czy chcieć, to móc?

3 komentarze

Oto pismo przesłane przez radnego Bartłomieja Kowalskiego do MZUK, dotyczące inwestycji w infrastrukturę sportowo – rekreacyjną przeznaczoną dla mieszkańców:

W związku z wymaganą renowacją placu zabaw przy ul. Świętej Anny w Gliwicach, zwracam się z ogromną prośbą o interwencję w tej sprawie. Moja prośba poparta jest konsultacjami z mieszkańcami tej okolicy.

Chciałbym także poddać pod rozwagę rozbudowę tego placu zabaw o siłownię na świeżym powietrzu, a doskonałym przykładem popytu na tą formę aktywności fizycznej jest plac zabaw przy ul. Horsta Bienka, który przyciąga tłumy. Pod uwagę wchodzą dwie działki o nr. 309 i 303. Proszę zbadać możliwość ich zaadaptowania, ponieważ jest to najrozsądniejsza lokalizacja w tej dzielnicy. Ze względu na połączenie placu zabaw i siłowni, gliwicka Straż Miejska miałaby także ułatwioną możliwość doglądania czy nie dochodzi tam do aktów chuligańskich. 

W terminie wiosennym warto przyjrzeć się jaki jest stan techniczny boiska, które znajduje się na terenie placu i wzięcia pod uwagę wymianę jego nawierzchni.

Z poważaniem,
Radny Rady Miasta Gliwice
Bartłomiej Kowalski.

 

 

A oto odpowiedź:

odp mzuk

Nadal zatem pozostaje pytanie: jak doprowadzić do korzystnych zmian? Czy na pewno "chcieć, to móc"? I pytanie o fundamentalnym znaczeniu: czy naprawdę decydentom trzeba przypominać, że nawierzchnie boisk należy regularnie remontować, a czasem wymieniać? Już nawet nie dla funkcjonalności czy estetyki, ale dla bezpieczeństwa ich użytkowników, najczęściej dzieci.

A propos, jak naprawdę wygląda nawierzchnia wspomnianego boiska? Może ktoś posiada zdjęcia? Jeśli tak, proszę o nadesłanie.

red.

3 Comments on "Czy chcieć, to móc?"

  1. Nawierzchnia wspomnianego pisma wygląda tak jak na zdjęciu powyżej 🙂

  2. jacy specjaliści pracują w urzędzie miasta,że nie potrafią sprawdzić kto jest zarządcą danej działki na terenie miasta?tylko muszą występować pisemnie do innego urzędu chyba podległego urzędowi… słów brakuje na określenie…

  3. Nie dołączył selfie z pisania samoponiżającej prośby w przyklęku pod ołtarzykiem wiadomo Kogo. Już sam styl pisma zachęca każdego urzędbuca do pokazania poddańczemu burakowi, gdzie jego miejsce. Naprawdę, ilekroć czytam takie "kwiatki", nie mam wątpliwości, dlaczego UM Gliwice w rankingach obsługi obywatela osiąga szczytowe noty, którymi później, jak sztandarem, macha gdzie tylko może i bez względu na cenę.  Ale co dwa-cztery dni idę sobie bez pośpiechu ulicą Zwycięstwa, od Dworca (wielki i piękny) do Rynku (średni i wspaniały), obserwuję wymianę najemców parterowych lokali, "ciemne oczodoły" i ceny, np. buty można nabyć już za 9 PLN! czosnek od baby w towarzystwie śmierdzących fioletowych męskich ryjów pod "szpanerskim miejskim światowskazem", obok renomowany bank, dalej barak-zapiekanka na przeciętym przez jakiegoś idiotę ścieżką rowerową donikąd deptaku, i "Mc. restauracja". Na "najlepszej ulicy Gliwic" dziś mijają mnie biedota i menty. Nikt nie pyta: dlaczego? Ale miasto rozwija się tak dynamicznie, że wybudujemy sobie "nowe centrum", z "nową rozrywką". Już śmierdzi kolesiami, którzy kiełbasami i wsiową rozrywką świętowali z Frankiewiczem deptak dla samochodów z kostki, która kosztowała cztery tyle ile asfalt. I nikt nie jest zadowolony, oprócz niedorobionych architektów i urzędników, którzy opłacili sobie nagrodę jakichś cwaniaków. Ale już chwilę później ci sami "działacze" celebrowali "niebotyczny sukces" nowej płyty Rynku. I nie wstydzą się do dziś. Dziś debatują, czy i jak okiełznać i sformalizować ewentualny wytrysk społecznej niekontrolowanej niezgody na wieloletnie i coraz bardziej aroganckie traktowanie mieszkańców, przez coraz bardziej rozkapryszone władze miasta? Jakby to "społeczeństwo" było jeszcze do czegokolwiek zdolne… Czyli jest jeszcze trochę kasy. A gdzie i w czym, tego dowiemy się po wielkich inwestycjach miejskich w… np. trawnik na tunelu DTŚ, gdzie wg zapewnień władz Gliwic miały mieścić się parkingi, biurowce, restauracje, i conajmniej pięć innych cudów Świata. Takie chrześcijaństwo mamy i takiego bronimy jak niepodległości. Owszem, ma fajne legendy, jedna o diable, który we własnej sprawie coś tam miał niby sądzić i orzekać… eee bujdy… Kaska tu i teraz. Potomni do piachu.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*