Czy władze miasta wymusiły rezygnację Pawła Gabary?

Wielka szkoda, że premierą tego musicalu żegnał się z Gliwickim Teatrem Muzycznym i jego wierną publicznością dotychczasowy dyrektor Paweł Gabara, którego władze miasta zmusiły do złożenia rezygnacji z kierowania teatrem, któremu poświęcił kilkanaście lat życia. To dzięki jego pracy i determinacji Gliwicki Teatr Muzyczny stał się jednym z najważniejszych tego typu teatrów w kraju. Ten teatr od kilkunastu lat zadziwiał poziomem realizowanych premier i trafnością doboru repertuaru. Czy to wszystko ma zostać teraz przekreślone jednym ruchem, który trudno zrozumieć, a jeszcze trudniej zaakceptować.

Takie słowa napisał Adam Czopek w swojej recenzji spektaklu „Rodzina Addamsów” (www.maestro.net.pl )

 

W związku z powyższym do zastępcy prezydenta miasta Krystiana Tomali przesłałem następujące pismo:

 

Szanowny Panie,

w związku z publikacją recenzji Adama Czopka zwierającej w podsumowaniu następujące stwierdzenia (patrz wyżej) zwracam się z prośbą o wyjaśnienie, w jaki sposób władze miasta miały „zmusić” dyrektora Gabarę do rezygnacji? Jeśli zaś ta była rzeczywiście efektem presji ze strony władz miasta, proszę o wskazanie rzeczywistych powodów, dla których tę presję wywierano.

W społeczeństwie demokratycznym, w którym standardem jest transparentność życia publicznego nie powinna mieć miejsca sytuacja, w której wobec oświadczeń samego zainteresowanego formułowane są publicznie skrajnie odmienne sądy, które wszak nie biorą się z niczego.

Wydaje się również zasadne, aby po „poświęceniu kilkunastu lat życia” dyrektor Gabara został w sposób rzetelny oceniony jako osoba odpowiedzialna za obecny stan Gliwickiego Teatru Muzycznego. Już chociażby po to, aby pewnych błędów móc uniknąć w przyszłości. Nie sposób przecież wziąć za dobrą monetę peanu na temat znakomitego kierownictwa Pana Gabary wyrażonego w powyższym tekście.

Zwracam w tym kontekście uwagę, że w wyrażonej opinii „jeden ruch” (czytaj zmuszenie dyrektora Gabary do rezygnacji) ma przekreślić „to wszystko” (czytaj pracę i determinację dyrektora Gabary przekładające się na „zadziwiający poziom premier”). Wydaje się zatem niezbędne – skoro już kreuje się winnego za przekreślenie dorobku Pana Gabary – wyjaśnienie, czy jego decyzja o rezygnacji jest wynikiem nacisku władz miasta, a jeśli tak, jaka jest rzeczywista ocena osiągnięć i obecnego stanu GTM z ich strony? 

Z całą pewnością wyjaśnienie cokolwiek dwuznacznej sytuacji wokół teatru przysłuży się jego późniejszemu kierownictwu i widzom.

Bardzo proszę o poważne potraktowanie moich pytań i udzielenie wyjaśnień w powyższych kwestiach.

 
Z wyrazami szacunku
Dariusz Jezierski

10 Comments on "Czy władze miasta wymusiły rezygnację Pawła Gabary?"

  1. Tusk i Komorowski do prokuratury, a kiedy Frankiewicz i jego poplecznicy?
    http://www.fakt.pl/Tusk-i-Komorowski-beda-sie-tlumaczyc-w-prokuraturze-,artykuly,224838,1.html
    Frankiewicz wprost mowil publicznie, ze nikt przyzwoity nie powinien brac udzialu w referendum.

  2. Wątpię, czy wiceprezydent Tomala jest w stanie udzielić wiarygodnej odpowiedzi. Jestem za to przekonany, że po najdroższym szkoleniu świata, nauczył się swoje infantylne przemyślenia zawierać w 140 znakach, które są limitem Twittera, a być może nawet poznał sposób na "oszukanie" go i jednorazowo wysyła 1250 znaków. Nie sprawdzam, bo nie lubię czytać dziecinnych przygłupów.

    Sam Gabara, chociaż powodów rezygnacji nie podał, to dał do zrozumienia, że dłużej nie pociągnie. I wcale nie dlatego, że nie chce, że zdrowie nie pozwala, że zabrakło mu pomysłu. Kto z własnego wyboru rezygnuje z tego, co kocha robić i jeszcze mu za to dobrze płacą? Zobaczmy jak wygląda restauracja ruin Teatru Victoria, dopytajmy na jakim etapie jest realizacja jego utopijnej wizji interdyscyplinarnego centrum kultury w Gliwicach i jaki budżet będzie mieć TM w kolejnych latach. Powodów może być bez liku, ale dyrektor na pewno nie wymiękł bez pomocy silniejszych od niego. 

    Jeśli mielibyśmy się dowiedzieć "dlaczego", to przecież nie od Tomali, czy innego jaśnie pana na urzędzie, tylko od Gabary, lub kogoś zza kulis. Chociaż mało kto tu kibicował Gabarze, to rozumiem obecny stan popłochu i trwożne pytania "kto po nim?". Bo jeśli ekspertami w dziedzinie reaktywacji ruchu kolei wąskotorowej są tzw. "informatycy" z ŚSM, wsiowi gadżeciaże z ZDM mają uczynić Gliwice miastem przyjaznym mieszkańcom, a w prowadzeniu i napędzaniu wysokiej rangi imprez hali widowiskowo-sportowej ekspertami mają być "pompy" z PWiK, jeśli wreszcie szefem gliwickiej kultury jest jakaś "disco-polowa lola", to być może dyrektorem TM zostanie inna "pani Zosia", która dotąd miała nadspodziewane dobre winiki w "obsłudze powierzchni pionowych i poziomych".  Właściwie czemu nie? Codziennie widzę, że gliwiczanie w swojej przytłaczającej masie są niemili i niekulturalni. Najwyższy czas, żeby oferta usług i atrakcji miasta w pełni zaspokajała mentalność mieszkańców.

    Hmm… Co to było przed wojną w TM?

  3. Aaaa… Zapomniałbym dodać, że przecież to jest wydumany problem, bo w tym po…nym mieście po…nych ludzi bez świadowmości, są wyłącznie wydumane problemy. Ochoczo podsunę rodzącym się w wielkich bólach kawiarnianych rozważań aktywistom miejskim jeszcze dwa, które o dziwo dotąd nie walą ich po oczach i nosach (może "hipsterskie" brody nie doświadczyły jeszcze precyzyjnej ręki lokalnego "barbera"? bo przecie w zaściankowo-megalomańskim Centrum Wszechświata pojęcie golibrody uwłacza). Pierwszy, to tony ton piachu i soli zalegające ulice i (zwłaszcza) chodniki w Gliwicach. To, że miejskie instytucje, szkoły i wspólnoty mieszkalne idą za złym przykładem MZUK jakoś mnie nie dziwi, teraz już prawie nikt nie sprząta, ale przedmuchuje brud z chodników na ulice i odwrotnie.  Drugi cynk, to absurdalnie wysokie zanieczyszczenie powietrza w pozbawionym przemysłowych trucicieli mieście. Nie dziwi was ten paradoks? Nie widzicie źródła chorób i przedwczesnych zgonów gliwiczan, permanentnego brudu w zestawienu z liczbą samochodów w choćby tylko centru miasta? Tu nasuwa mi się taka obseracja: władze miasta właśnie tchórzliwie stwierdziły, że ul. Zwycięstwa mogłaby być deptakiem, ale to będzie kosztować miliony PLN. Nie wiem dlaczego i za co, bo odkąd jest zamknięta, samochodowy ruch na większości ulic w centrum epokowo zmalał, przy czym wcale nie widać, żeby liczba pasażerów PKM wzrosła. Nikt ze znanych mi, czy też portalowych kierowców nie pochwalił tzw. "inteligentnego systemu sterowania ruchem" naszych specjalistów od wycinek drzew. Może jakiś socjolog, znawca i fan komunikacji publicznej to wyjaśni, bo ja nie potrafię. A chętnie poznam przyczynę dotąd nigdzie nieopisanego fenomenu, że prowincjonalne miasteczko na granicy przemysłowego i wiejskiego regionu, powietrze ma tak złe, jakby zamiast czystej SSE, miało Hutę Sędzimira na rzekomo kurewsko rozrywkowym Rynku! Chyba, że SSE wcale nie jest czyste? Bo żeby o każdy pył na gliwickich ulicach obwiniać Rybnik i braci Czechów, to trzeba być skończonym ch… albo p…. Wiem, tych w UM nie brakuje.

  4. Oooo! Cenzura niezależnego blogera "sięgła" szitu. Winszuję miętkości odwagi. Życzę miliardów.

    • Jeśli stawia się samemu kropki po „ch” dlaczego oczekuje się, że po „p” kropek być nie powinno? Nazywać mieszkańców miasta „pojebanymi” proszę natomiast na własnym blogu lub innych, których właścicielom to nie przeszkadza. To wszystko z mojej strony. To nie cenzura, tylko zasady, które tu są niezmienne od początku. Dla każdego. A dlaczego mogę ich przestrzegać? Ano dlatego, że jestem niezależnym blogerem właśnie 😉

      Dodam jeszcze tylko, że gdyby szanowny komentator zrobił to samo pod własnym nazwiskiem (znaczy na własny, a nie mój rachunek) zapewniam, że nie ingerowałbym w żaden sposób.

      • A dlatego, że gdybym tak uznał, tobym postawił te kropki. Rozumiem, że komuś, kto ubiega/-ł, czy będzie się się ubiegać o stanowisko reprezentanta mieszkańców nie wolno nazywać ich pojebami, ale mi tak! Nawet Gazeta Wyborcza nie cenzuruje wyrażenia "pojebany", że o stosującym podwójne standardy 24gliwice.pl nie wspomnę. Nawet oni to puszczają mimo, że "filtruje" żywy człowiek, a nie automat, jak w Wyborczej. Ale skoro zrobiło się tak sztywno, to co będzie, jeśli napiszę "zajebiście"? Przejdzie bez ingerencji, czy nie? Wg normy nie powinno, ale przejdzie, wiem też dlaczego. A "kutas"? – przejdzie jeśli będzie "wisiał u pasa", a jeśli określał bezimienną osobę? Wreszcie, skoro już jesteś takim językowym pedantem, że "poprawiasz" moje teksty, to na Bozię! róbże to dokładnie! Kilka literówek przeoczyłeś, a dla czystości przekazu bardziej potrzebowały redaktorskiej korekty, niż stawianie wielokropków w miejscu liter. Zrozum, znacznie bardziej dziś bolą mnie własne błędy w tekście, niż Twoje kropki, choć nadal się na nie nie godzę.

        Jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy Gliwice i gliwiczanie są "pojebani", to niech się wybierze na spacer i dokładnie rozejrzy, jak ten nasz magistrat i "prekariat" traktuje własne miasto. Może powinienem podpowiedzieć, co mam na myśli? Bo zdaje się, że coraz więcej z nas przyzwyczaja się do powszechnego bezhołowia i wandalizmu i zaczyna je traktować jak zwyczaj i normę. Co prawda, kiedy jesteście w obcym mieście, gały wybałuszacie, że tam czysto i pięknie, ale we własnym przywykliście do średniowiecznego rynsztoka. Właśnie mijałem ścianę w centrum, na której ciągle powiewa plakat jakiejś "wielkiej patryjotki", niespełnionej kandydatki na radną, anonsujący dawno już odbyty patriotyczny bieg ku czci i po zdrowie. Sama nie biegła, więc mimo iż przepełniona jest czcią, aż chlupie w butach, to na pewno obywatelskiego zdrowia najwyraźniej ma deficyt. I chociaż, być może, nigdy nie klnie, to z kulturą jest na bakier. Tak jak znaczna większość lokalnych patriotów.

        I proszę, daruj sobie kawałki o podpisywaniu się nazwiskiem, bo zainteresowani (w tym ci mi niechętni) dobrze je znają, a niezainteresowanym nic nie powie, w końcu po coś są nicki. Jeżeli jednak niezależny bloger z zasadami chce udawać, że wulgaryzmów nie ma / nie wypada ich publikować / obawia się zbiorowego pozwu pojebów o ochronę czci i dobrego samopoczucia, to wystarczy to zadeklarować w zakładce "o mnie". Wtedy już nigdy nie użyję tutaj w piśmie wyrażeń "niecenzuralnych", powszechnie jednak używanych w każdym, najznamienitszym i najbardziej świątobliwym nawet towarzystwie. I obiecuję, że w trosce o zagrożone rachunki gospodarza bloga, będę starać się tak piętnować głupotę i chamstwo naszych współmieszkańców, żeby nigdy nie musiał drżeć jak osika, publikując mój kolejny tekst. Na wszystko wszak jest sposób. "Chuja" zastąpię np. ujem, "pojebanego" pobanym" i od razu wszystkim będzie lżej, chociaż wszyscy z nich pozostaną "…".

        • Niczego nie udaję. Zasady są jasne dla każdego. Nie wiem o co, kiedy i gdzie będę się ubiegał, ale nie jest to w żadnym związku z brakiem czy obecnością kropek w jakichkowliek Twoich wyrażeniach. Co do GW, wszyscy doskonale wiemy na czym polega ich cenzura, zwłaszcza na Forum Gliwice. A tu jest odwrotnie – krytyka KOGOKOLWIEK przejdzie, a pewne sformułowania nie. Cóż, zasad nie zmienię nawet pod presją krytyki najostrzejszego z ostrych komentatorów. Oczywiście w tym przypadku czynię zasadny wyjątek, żeby każdy czytający wiedział, czego rzecz dotyczy.

          PS. Zajebiście przejdzie 🙂

          PS2. Tekstów nie poprawiam (to trochę co innego) a tym bardziej nie zajmuję się poprawianiem literówek, bo nie mam czasu na korektę cudzych komentarzy. Aczkolwiek – także w Twoim przypadku – czynię to, jeśli trzeba. Nawet kilka ort w pośpiechu się trafiło. Tylko, na Bozię, że użyję Twojej strzelistej antyfony, nie radź mi już co, kiedy i z czym powinienem robić. Na zapłatę mnie nie stać, a darmochy nie chcę. 😉

          • To ja tutaj kolejny raz wręcz wymuszam Debatę "o i na temat", a Ty się wymigujesz banalikami i przemilczeniami, gasząc jednocześnie w stanie prenatalnym polemiczny zapał potencjalnych setek, jeśli nie tysięcy komentatorów naszych towarzyskich sporów. Kura, tak się nie da rzyć! Zajebiście, przechujowo jest czuć w mieście, że wieje z kurzej fermy. 

            • Jak sam dostrzegasz, nasze towarzyskie spory niewiele wnoszą. Informacje podaję często takie, których inni nie podadzą. I pozwalam sobie najczęściej na komfort zostawienia ich samym sobie. Dla zainteresowanych – są. Co i tak nie zmienia niczego, bowiem z kolejnym zwycięstwem ZF znowu zwiększyła się liczba osób, które zastraszone informują, ale pod warunkiem, że… Bo wie pan, praca itp. Z wieku „Siłaczki” wyszedłem dawno, robię tyle, żeby móc wchodzić do łazienki bez strachu, że zobaczę swoją twarz. Żyjemy w szczęśliwym mieście, szczęśliwych ludzi i nasze małe niezgody na rzeczywistość, najwyraźniej są potrzebne wyłącznie nam samym plus może grupce innych. Zapewne to się zmieni za kilka lat, ale pewności nie mam 🙂

  5. Temu dwie dekady z górką więcej nas sądziło, że coś się zmieni. Zmieniło się tak wiele, że obecnie dziwimy się jak źle i za mało. W naiwnym oczekiwaniu ostało się niewielu, a mniej jeszcze ma jakieś nadzieje. A już hurrahiperoptymizmu potrzeba, żeby liczyć na to, że już za kilka lat dzisiejsi zombie przeobrażą się w żywych i myślących ludzi. Przecież koniunkturalni dorośli, matki i ojcowie dzieciom, wychowują swe pociechy na swoje, a nie Boże podobieństwo. Spodziewać się, że następne pokolenie nie będzie kalką tchórzliwych rodziców, jest wybitnym optymizmem. Więzienna społeczność ma swoją sztywną hierarchię, dzięki której jest tam specyficzny "porządek". Jakby więzienne zasady przełożyć na Gliwice, to mieszkańcy wcale nie są tak obraźliwie nazwanymi przeze mnie "pojebami". Są  zwykłymi "cwelami" i czują się z tym dobrze. A jeśli tak, czy mogą czuć się obrażeni? 

Leave a comment

Your email address will not be published.


*