Czytelnicy piszą: szykany za obronę drzewa?

Oto list przysłany mailem przez mieszkankę Gliwic:

W zimowym numerze Przyrody Górnego Śląska opublikowany został mój artykuł nt. niszczenia drzew w Gliwicach. Wkrótce po tym zaczęły mnie spotykać kolejne szykany ze strony wspólnoty z mojej klatki, która dąży do wycięcia drzewa przed budynkiem, czemu się kilkukrotnie sprzeciwiłam, oraz ze strony ZBM. Pisałam już o tym w liście do NG w numerze z 31 lipca 2013r.
We wcześniejszym okresie zdarzały się pod moim adresem incydenty ze strony sąsiadów, wrogo nastawionych do drzew i mojej działalności, a potem osoby ze wspólnoty nasłały na mnie pracownice opieki społecznej, mimo, że nie składałam nigdy wniosków o pomoc ani też nie skarżyłam się sąsiadom na sytuację materialną (…)
W dn. dzisiejszym ok. godz. 11.00 pod moim oknem pojawiła się grupa osób, w tym 2 strażników miejskich, 2 panie z administracji i jakieś bliżej nieokreślone osoby. Pani z ZBM wołała mnie po nazwisku pod oknem, więc podeszłam i zapytałam o co chodzi. Druga z pań zapytała mnie czy wychodzę z psem – bo sąsiedzi zgłaszają, że z nim nie wychodzę. Zbyłam ją, natomiast moje zainteresowanie skupiło się na strażnikach miejskich, których zapytałam o podstawę prawną interwencji. Na to oni zaczęli się wykręcać, że to niby przy okazji rutynowych patroli tak sobie podeszli, bo zgłaszano im szczekanie psa. Na to ja pytam – na jakiej zasadzie, skoro na klatce jest 10 psów, wszystkie szczekają, zatem jest to wybiórcze skupienie uwagi na moim psie i dlaczego w tym celu potrzebne było aż tyle osób. Oni na to: my nic nie wiemy, skoro było zgłoszone szczekanie, to przyszliśmy. Czy w takim razie pod oknem się to stwierdza? Nadmieniam, że byłam cały czas w domu, a pies zaczął szczekać, dopiero, jak na klatce zaczęło się coś dziać, i przy tym szczekały psy sąsiadki z mieszkania obok – jak to psy w sytuacji gdy ktoś się kręci pod drzwiami. Panowie ze straży miejskiej nie byli w stanie logicznie wytłumaczyć mi, dlaczego w godzinach dziennych szczekanie jednego z kilku psów na klatce schodowej spowodowało interwencję pod moim oknem tak licznej grupy osób łącznie z nimi. Stwierdzili przy tym, że zastrzeżenia co do uciążliwości szczekania psa w godz. dziennych mogą być dochodzone wyłącznie na podstawie przepisów cywilnych, a zatem nie mieli żadnej podstawy do złożenia u mnie wizyty.
Co ciekawe, jedna z pań z ZBM zwracała się do strażnika miejskiego po imieniu.
Przesłałam pismo do komendanta Straży Miejskiej w Gliwicach o wyjaśnienie podstaw tej interwencji, do wiad. Nowin Gliwickich oraz stowarzyszenia "Gliwiczanie dla Gliwic".
W piśmie nadmieniłam o istnieniu konfliktowej sytuacji w zakresie nieprawidłowego zarządzania nieruchomością, w szczególności postępowania wbrew przepisom ustawy o ochronie przyrody z dn. 16 kwietnia 2004r. w zakresie ochrony drzew.
Liczę, że wykorzystacie Państwo ten fakt jako dowód na kulisy tej działalności, z której skutkami walczymy.

Pozdrawiam
(nazwisko znane redakcji)

Poniżej pismo Pani Małgorzaty skierowane do Komendanta Straży Miejskiej w Gliwicach:

STRAŻ 001STRAŻ 3

Redakcja dziś jeszcze zwróci się do Straży Miejskiej z prośbą o dodatkowe informacje. Z pytaniami skierujemy się również do ZBM I TBS (ROM Nr 3) z prośbą o wyjasnienie powodów opisanej interwencji, a także przyczyn, które spowodowały konieczność wystosowania wezwań do Małgorzaty Bajki. Odpowiedzi zostaną opublikowane.

Prezentujemy również wspomniany przez Panią Małgorzatę list, opublikowany w Nowinach Gliwickich:

6 Comments on "Czytelnicy piszą: szykany za obronę drzewa?"

  1. Jakieś dwa lata temu, rano w sobotę, zobaczyłem na podwórzu zwyżkę i pilarzy, którzy szykowali się do ścięcia starego drzewa i to bez jakiejkolwiek formalnej zgody. Okazało się, że wspólnota uwarunkowała zmianę zarządcy, jeśli ten wpierw załatwi to ścięcie. Zablokowałem je domagając się pozwolenia i wskazując też na ptasie gniazdo, którego nikt nie widział oprócz mnie 🙂

  2. Przewiduję odpowiedź SM i ZBM: "Opisywana sytuacja nie miała miejsca, a oskarżenia tej pani są bezpodstawne i nie poparte żadnymi dowodami. SM i ZBM działają zawsze zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa."

    To tak w skrócie. Albo standardowa odpowiedź: "sprawa zostanie przez nas zbadana".

  3. Pod moim blokiem rośnie piękna wierzba mandżurska. Jest to gatunek o smukłym pokroju i skręcanych pędach i lisciach. Sięga czwartego piętra. Z daleka widać jej efektowną sylwetkę, szczególnie ciekawie prezentująca się na tle ściany budynku. Od lat kilku lokatorów z tego pionu zabiega o jej ogławianie, w tym osoba pełniąca funkcję w zarządzie wspólnoty. Wraz z mamą sprzeciwiałyśmy się tym bezsensownym działaniom, co wywoływało złość tych osób. Drzewo nie może przeszkadzać, bo ma ażurową, jasną koronę, nie zacienia i rośnie w odpowiedniej odległości od budynku. Gnieżdżą się na nim chronione gołębie sierpówki.

    Ekipy do jego obcinania wzywane są co roku, i gdyby nie interwencje mojej mamy i moje, zapewne dziś byłby to już usychający kikut. Było mimo to intensywnie przycinane na dużą wysokość. Osoba z zarządu wspólnoty, kiedy interweniuję w obronie drzewa, wykrzykuje pod moim adresem ubliżające stwierdzenia, stara się negatywnie ustosunkować do mnie innych lokatorów, wzywa przedstawicielki ZBM. Co ważne – wszystko po to, żeby złamać prawo. Art. 82 ust. 1a ustawy o ochronie przyrody całkowicie wyklucza dowolne cięcia koron drzew, dopuszczając je wyłącznie w kilku koniecznych przypadkach, które tu oczywiście nie zachodzą. Nie ma żadnych obiektywnych przesłanek do cięć tego drzewa.

    Kiedy na tablicy ogłoszeń wewnątrz klatki wywiesiłam wydruki z dziennika Ustaw zawierające fragmenty ustawy o ochronie przyrody z przepisami o ochronie drzew ( w/w i art. 88 – kary za zniszczenie wskutek cięć ), były one kilkukrotnie zrywane. Komu zatem zależy na łamaniu prawa?

    Na pewno jednak komuś zależy na szykanowaniu mnie i podważaniu autorytetu, biorąc pod uwagę, że po stronie moich racji stoi prawo – a ich racją jest agresja i kierowane niskimi pobudkami prowokacje, których przykładem jest wczorajszy incydent.

     

  4. W dn. dzisiejszym do ogłowienia drzewa została ponownie wezwana ekipa, która dokonała znacznego obcięcia korony na życzenie jednej z osób z zarządu, która stale zabiega o jego ogławianie. Na drzewie tym obecnie przesiadują gołębie, para grzywaczy, która wyraźnie zamierza tam zakładać lęg, zapewne na istniejącym tam gnieździe. W zeszłym roku i poprzednich gnieździły się tam chronione sierpówki, które obecnie też przylatują. W tej grupie drzew zaobserwowałam liczne gatunki ptaków, m.in. sikory, w tym modre, rudziki, liczne wróble, w tym mazurki, gołębie skalne ( pod ochroną częściową ), kowalika, zimą – jemiołuszkę, kwiczoły w stadkach, gawrony.

    Pracownicy ekipy nie zwracali uwagi na moje słowa o tym, że drzewo stanowi siedlisko gatunku chronionego. Wezwałam policję, która przybyła w towarzystwie pani z ZBM, tej samej która pojawiła się z ekpia opisaną w powyższym liście, spisali sobie coś i pojechali. Ja w tym czasie wykonywałam zdjęcia z okien sąsiadki, dokumentujące obecność na drzewie gniazda. Najwyraźniej wola pani z zarządu wspólnoty stoi ponad prawem.

     

  5. Mam przekonanie, że afera z drzewami i szykanami wobec ich obrończyni zakończy się interwencją urzędów centralnych, bo sprawy zaszły za daleko

  6. Jak długo koneksje rodzinno -"koleżeńskie": nepotyzm, prywata, interesowność, ograniczonść myślenia – brak świadomości o tragicznych skutkach dewastacji zieleni w imię fałszywych idei – ze strony urzędniczej "wladzy" szczególnie tej lokalej, nie zostanie okiełznana, tak długo ludzie wrażliwi i świadomi tego, co się dzieje z naszym otoczeniem będą traktowani wrogo.  ("masa ciągnie w dół ") Jedyne co może coś zmienić, to oddolne – solidarne działania ludzi światłych w ich miejscach pracy, mieszkania – przebywania. To wymaga odwagi i odporności, ale powoli zmienia i ma pozornie niezauważalny, ale duży wpływ.   

Leave a comment

Your email address will not be published.


*