Diariusz Dariusza: Obowiązkowe wybory?

„Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek” – te słowa Norwida przemawiały do nas z wielu szkolnych gazetek, powtarzane były na akademiach, cytowane przy różnych okazjach. Zdarzało się to tak często, że przestały dla nas znaczyć cokolwiek głębszego. Idąc dalej w naszym radosnym korzystaniu z dobrodziejstw pokoju i demokracji, zwykliśmy sankcjonować przekonanie, że w zasadzie – skoro płacimy regularnie wszelkie podatki – „jesteśmy z ojczyzną kwita”.

Tylko bardzo nieliczni z nas postrzegają za swój obowiązek względem kraju udział w powszechnych wyborach, parlamentarnych, czy samorządowych. Korzystając z naszych demokratycznych praw, bez chwili wahania rezygnujemy z realnego wpływu na losy całego państwa, jak również najbliższego otoczenia.

Alibi mamy różne. Czasem jest to wszechobecne „nie interesuję się polityką”, ale coraz częściej „to i tak nie ma sensu”, „oni i tak zrobią to, co zechcą”. O ile jeszcze pierwszy argument ma w zasadzie moc rozstrzygającą (bo przecież każdy ma demokratyczne prawo „nieinteresowania się”) o tyle drugi opiera się na swoistym paradoksie. Bo rzeczywiście „oni” (kimkolwiek są) zrobią to co zechcą tym łatwiej, im większy odsetek z nas – rzekomo na znak protestu – nie będzie czynnie zabierał głosu w takich czy innych wyborach. Istnieje oczywista zasada, że im mniejsza frekwencja tym bardziej policzalny, czy jak kto woli, przewidywalny wynik. A zatem bierność wyborcza społeczeństwa ZAWSZE wzmacnia struktury utrwalone przez wiele lat i demokracja z samej swej mocy tego nie zmieni.

Okazuje się też, że wyborcza bierność nie wszędzie jest akceptowana i bynajmniej nie dotyczy to jedynie państw cokolwiek egzotycznych. Oto np. w Belgii i w Luksemburgu istnieje przymus wyborczy. Istnieje też np. we Włoszech, ale za regulującymi go przepisami nie poszły regulacje, dotyczące egzekwowania odpowiedzialności. Jako ciekawostkę można podać, że o ile w Belgii za uchylenie się od wzięcia na siebie wyborczej odpowiedzialności można ponieść sporą karę finansową, to już np. w Wenezueli można trafić do aresztu.

Trudno w tej chwili przewidzieć, w jakim kierunku będą zmierzać ustroje poszczególnych państw, w tym wchodzących w skład Unii Europejskiej. Nie wiadomo bowiem, czy uda się zahamować coraz wyraźniejszy w wielu demokracjach spadkowy trend wyborczej partycypacji. Może zatem dojść do tego, że utrzymujące się niskie frekwencje będą stanowiły w swojej istocie zaprzeczenie głównej idei demokracji, a zatem – jakkolwiek nie eksperymentowalibyśmy z definicjami – rządów ludu, opartych na woli większości. Nie ma jednoznacznych argumentów mogących rozstrzygnąć, czy przymusowe głosowanie stanowi samo w sobie zaprzeczenie demokracji, czy też okaże się w efekcie jej gwarantem. Są zwolennicy jednego i drugiego rozwiązania. Z całą pewnością jednak najbardziej pożądany społecznie będzie samoistny wzrost świadomości społeczeństwa i idący za tym wprost wzrost odpowiedzialności za losy kraju, gminy, najbliższych.

Bardzo ciekawe będą głosy czytelników wyrażające ich przemyślenia i odpowiedzi udzielane na pytania wynikające z tekstu. Przypomnę je zatem: Czy udział w wyborach powinien być obowiązkowy? Jakie są przyczyny niskich frekwencji wyborczych? Co zrobić, aby zachęcić społeczeństwo do udziału w wyborach? Proszę o komentowanie tekstu i nadsyłanie własnych opinii na adres redakcja@info-poster.eu – chętnie je opublikuję. Przecież najbliższe wybory już w listopadzie…

Dariusz Jezierski

7 Comments on "Diariusz Dariusza: Obowiązkowe wybory?"

  1. Obowiązkowe wybory w kraju biedy , bezrobocia i kupy kamieni to jakiś żart. Z takiego rozwiazania korzystają – Belgia, Cypr, Grecja i Luksemburg.  Najpierw niech ludzie godnie żyją, potem może będą głosować. Frazesik o obowiązku nie siada, jak burczy w brzuszku. Dlaczego? Ponieważ nasza demokracja w skali do 10 jest na 1. Choć władza epatuje nas rzekomą wolnością i wzrostami. Do władzy garną się cyniczni i genetycznie skorumpowani. Ludziska czują, że przepływ energii między władzą a społeczeństwem to ściema. Płynie tylko w jedną stronę, razem z brzękiem pieniędzy rabowanych z naszych kiermanów.

  2. "Władza (na każdym poziomie) to braterska służba". Kto to realizuje? Są media, które będą krzyczeć – że "oczywiście aktualnie panujący politycy" i to media nie tylko w naszym kraju. Czyli jesteśmy świadkami totalnej manipulacji. A wystarczy dodać do kart do głosowania dwie dodatkowe możliwości wyboru:

    1. W wykazie brak kandydata godnego skreślenia

    2. Chcę oddać głos nieważny

    Wówczas będzie można mówić o wyborach i prawdziwym testowaniu nastrojów społecznych. Teraz np. w wyborach do europarlamentu 7,4% uprawnionych głosuje na PO, 7,3% uprawnionych głosuje na PIS, 2,2% uprawnionych głosuje na SLD … i partie mówią o sukcesach ! Jakich sukcesach? To są demokratyczne wybory ? – NIE – To jest obraz bezsilności społeczeństwa, które ma świadomość braku wpływu na dobro wspólne.

    A media pieją, sprawnie manipulując wynikami: 30%, 32%, 10% .. nie dodając, że tych którzy jeszcze wierzą w swój wpływ na politykę Państwa – a pozostało ich ok. 1/5 społeczeństwa.

  3. Jakie są przyczyny niskich frekwencji wyborczych?

    Kiedyś popełniłem taki post na innym forum, gdzie trwała dyskusja na temat udziału w ostatnim referendum. Była to moja odpowiedź dla pewnego "filozofa", w całości ją wklejam:

    A ja Ci podam najprostszą przyczynę dlaczego ludzie nie chodzą na wybory. Bo ja to wiem.
    I to nie na to ostatnie referendum, ale ogólnie, na żadne.
    Podam Ci przykład mojej ciotki i jej sąsiadek. One by nawet poszły, gdyby miały po drodze.
    Gdzie w niedzielę ludzie chodzą? Jeszcze chodzą. Ano do kościoła.
    Ciotka mieszka przy ulicy Kopalnianej.
    W niedzielę idzie do kościoła na Łużycką, czy Krzywoustego no mniejsza ale tam. Parafia św Michała. Ciotka z Kopalnianej skręca w Pszczyńską, Później gdzieś tam się przemyka obok Lidla i wychodzi na Łużycką. Z powrotem uduchowiona myśląc już o niedzielnym rosole i roladach z modrą kapustą lezie TĄ SAMĄ DROGĄ. Lokal wyborczy ma na Żwirki i Wigury. Powiedz mi jaka siła jest w stanie nakłonić ją i jej zacne kumy, żeby nadkładały dobre 2 km z ogonkiem i zapieprzały do tego lokalu? Kiedyś "za niedobrych czasów" głosowały w Komagu albo w Kombinacie Budowlanym na Pszczyńskiej (nie wiem czy on jeszcze istnieje ale o to mniejsza), później był lokal albo w stołówce studenckiej naprzeciw tego kościoła, albo na zapleczu Komagu czyli jeszcze dogodniej.
    Jedźmy dalej.
    Cała Pszczyńska, a więc w dużej części też ta wspomniana parafia ma lokal wyborczy w jakimś tam przedszkolu , które niby adres ma Pszczyńska ale gdzieś tam głęboko przy Sobótki stoi. No komu tam jest po drodze z tych, którzy z tego kościoła wyleźli? Podobno 13 osób do tego przedszkola zajrzało.
    Weźmy Brzezinkę, która podobno miała najniższą frekwencję z wszystkich dzielnic.
    Jeden (słownie: JEDEN) lokal wyborczy w szkole na samym początku dzielnicy 2 km od kościoła. Komu tam jest po drodze?
    Mam jechać dalej czy wystarczy?
    Masz melodię to obejrzyj sobie rozkład obwodów wyborczych i przypisanych do nich ulic.
    To jest prawdziwa przyczyna niskiej frekwencji na referendum, a nie rzekome bałwochwalcze uwielbienie wodza nad wodzami.

    • Powody niskiej frekwencji jakie podał Lutek są nie do obalenia.Nie mniej jednak nawet w lokalach na trasie powrotów z kościoła frekwencja też nie oszałamia. Z moich obserwacji wynika,że w wyborach nie uczestniczą głownie 30 do 60- letni mieszkańcy,a oni tak bardzo do kościoła też nie chodzą.Babcie i dziadkowie głosują tak jak dobrodziej zasugeruje.

  4. Jeszcze zapomniano o jednym bardzo lubiącym być rozpowszechnianym hasłem : nie idę na wybory bo nie ma na kogo głosować. I nam w to graj, a potem dziwujemy się, że akurat ten został w demokratyczny sposób wybrany, chociaż co 16-ty potencjalny wyborca na niego oddał głos (zresztą i o tym mowa wyżej)..

  5. gazeta wyborcza dodatek Katowice z dnia 6-7 lipca 2014 str.2  Przemysław Jedlicki "Ślązacy będą mieli…" :

    " Efektem rozczarowania "starymi" partiami mogą być głosy na "antysystemowe " ugrupowania takie jak Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego oraz na tyych kandydatów, którzy z partiami nie mają – przynajmniej oficjalnie – nic wspólnego. Dlatego już dziś wydaje sie pewna wygrana w wyborach samorzadowych takich prezydentów jak Zygmunt Frankiewicz z Gliwic, małgorzata Mańka-Szulik z Zabrza, Andrzej Dziuba z Tychów czy Piotr Uszok z Katowic. Partie nie maja z nimi większych szans. Po części zawdzięczają to same sobie.

    • Niezawodny „Przemo” robi swoje – kiedy może i jak może. nawet jak nie może 😉
      A poważnie – właśnie zaczyna się systematyczne, cierpliwe kreowanie rzeczywistości przez te media, które… żyją z samorządów. Każdy drobiazg „odprezydencki” ma rangę newsa dnia. Kontrkandydaci znajdują się w takich mediach najczęściej wtedy, jak odnotują jakąś wpadkę 🙂 Nic nowego pod Słońcem…

Leave a comment

Your email address will not be published.


*