Do jakiego miasta wracam?

13 komentarzy

foto www.24gliwice.pl

Bo wracam często, skoro często muszę wyjeżdżać. A wyjeżdżam często, bo moje miasto ponoć mnie nie potrzebuje. Oczywiście, że tego nie przyjmuję! Zdaję sobie sprawę jak wielu mam tu przyjaciół, a nawet sympatyków takiego teatru, jakim ja go widzę i tworzę. To prawdziwe szczęście i grupka mentalnych terrorystów, która wykorzystując służbowe zależności i ludzki strach przed utratą stanowiska, czy nawet pracy, może mnie wyrugować z miejskiej przestrzeni, nie jest w stanie mnie dotknąć inaczej. Funkcjonuję w drugim, czy nawet trzecim obiegu. I dobrze mi z tym. To jednak dygresja tylko, bo przecież ma być o wracaniu…

Niedokochane miasto

To, że wracając z bardzo różnych miejsc Europy wysiadam w Gliwicach o różnych porach i przemierzam całą ul. Zwycięstwa, pozwala mi na wyciągnięcie ogólnego wniosku, że wszechobecność brudu i bylejakości jest niezależna od pory dnia i nocy. Gliwice po prostu takie są, niedosprzątane, niedorobione, niedopomyślane i przede wszystkim niedokochane przez władze miasta. Trójprezydentostwo Gliwic dla własnych potrzeb zawęziło pojęcie miasta do konkretnych parametrów, wskaźników i mniej lub bardziej fantastycznych koncepcji. Realizuje je zresztą z naprawdę dużą wytrwałością, rzekłbym determinacją. Może to robić, dzięki prawie całkowitej bierności większości mieszkańców, którym do usprawiedliwienia ich bezrefleksyjności wystarcza oficjalna rozbuchana propaganda, za którą zresztą sami płacą.

Zwodzeni i truci

High tech, innowacyjność, megahale, węzły autostrad…. Miasto przyszłości według Zygmunta Frankiewicza. Czy ta wizja jest w jakikolwiek sposób zgodna z rzeczywistymi interesami większości gliwiczan? Nie ryzykując pomyłki, mogę stwierdzić, że nie. Tzw. „gliwicka dolina krzemowa” to zwyczajny propagandowy wykwit wyobraźni naszych samorządowców i dość pokaźnej grupy osób, które z tego żyją. Kilka, czy nawet kilkadziesiąt firm produkujących elementy do skomplikowanych wyrobów, czy nawet produkty finalne, to nie tylko nie światowi, ale i nie krajowi potentaci. Takich „inkubatorów”, „parków”, cudów-niewidów jest w całej Polsce od groma. Powstały – niestety – w większości po to, aby zagospodarować ogromne w skali kraju środki, przeznaczone na wciąż jeszcze całkowicie niezrozumianą tutaj „innowacyjność”. Pod tą nalepką powiela się dawno już schodzone schematy, przepracowane do bólu i bynajmniej nie innowacyjne. Sympozja, spotkania, szkolenia…. cała ta innowacyjna dewiacja przynosi jedynie dochód wciąż tej samej grupie szkolących. Ot, daleko nie szukajmy – do naszego „Parku” jeszcze wrócę innym razem.

Hala Gliwice z mitycznymi zawodami i mistrzostwami Europy, Świata, póki co jeszcze nie Galaktyki…. Dla kogo? Dla Was matki kilkorga dzieci, które dopiero co cieszyłyście się z kwoty 500 zł lub jej krotności, dodanej do budżetu? A może dla Was, pracownicy rzeczywistego źródła gliwickiego sukcesu jakim jest KS Strefa Ekonomiczna (tak, to wcale nie ponadludzkie cechy naszego prezydenta!), wstający codziennie w najdziwniejszych porach aby zdążyć „do roboty”? Ile i jakich imprez będzie rzeczywiście w zasięgu tysięcy nas, którzyśmy wraz z naszymi dziećmi sfinansowali tę fanaberię?

Autostrady, średnicówki, drogi… Pętle, ronda, estakady… Niczym powróz na szyi podduszanych i trutych gliwiczan, którym zafundowano jedną z najbardziej toksycznych atmosfer w Europie. Zastanawiacie się matki rodzące dzieci, które tu właśnie spędzą całe dzieciństwo, jak to wpłynie na ich rozwój? Nie… Machina medialna robi swoje. Odbiera zdrowy rozsądek, plącze pytania i uniemożliwia wyciągnięcie wniosków. Płacicie za nią 3-4 miliony rocznie. Właśnie wy. A ja napiszę wreszcie to, czego nikt wcześniej nie napisał – pociągnięcie średnicówki przez centrum dławionego i trutego miasta, już jak w kleszczach znajdującego się między dwiema autostradami, to prawdziwa zbrodnia. I kiedyś to Państwo zrozumiecie, kiedy nieubłagane wyniki takich czy innych badań lekarskich okażą się być dość częste, a nawet częstsze niż gdzie indziej.To co zrobiono Gliwicom dotknie nas wszystkich boleśnie za lat 20, 30 i 50. Tak będzie, choćby nie wiadomo kto reagował teraz na te słowa wyparciem.

A nam zostanie duma – z największego truchła hali i z tego, że jesteśmy miejscem gdzie krzyżują się autostrady.

Genius loci na geriatrii

Tego co stało się w Gliwicach nie da się już w pełni odwrócić. Niestety. Gigantyczne pieniądze, które jako mieszkańcy zarobiliśmy przez dwie dekady (tak, właśnie my, a nie przezydent), zostały utopione w realizacji jego nieproludzkiej koncepcji miasta. I stało się to z olbrzymim długiem w dodatku. Nie zrobiono komunikacji, nie uczyniono Gliwic miejscem przyjaznym do życia i tętniącym kulturą. Nie, przeciwnie! Storzono zalążek tworu podzielonego drogami, wyłożonego chińską kostką, nasyconego wyziewami i sprawiającego, że jedynym miejscem prawdziwych spotkań są knajpy w weekendowe wieczory.

Skąd te refleksje? Wróciłem właśnie z Mińska. Pięknego, zielonego, z ogromną liczbą skwerów, parków, placów zabaw. Czystego i świetnie skomunikowanego. Byłem tam dostatecznie długo, żeby odwyknąć od syfu po gliwicku. Zapewne przeczytam, że mam tam zostać. Rozważę. A zatem wyszedłęm z dworca i po kilku minutach ujrzałem ponownie jeden z najkoszmarniejszych skwerów, jakie oglądałem. Tak, ten nad „średnicówką”. Ta kostka, te przytłaczające jak głazy nad grobowcami ogromne donice z rosnącymi w nich rachitycznymi drzewkami. Ciężkie, zabijające fantazję, zalegające na krajobrazie jak rakowate narośla. Kto to projektował? Kto te projekty przyjął? W imieniu i w interesie kogo? Ile nas to kosztowało? Wiem, pytam retorycznie. Was to, Drodzy Gliwiczanie, nie interesuje.

Po przejściu tego koszmarnego odcinka dotarłem pod twór, który widziałem jedynie na fotografiach i o którym czytałem. Tak, mam na myśli trwały ślad architektonicznego mordu na wspaniałym niegdyś Hotelu Oberschliesen. Przystanąłem i – nikt mi w to nie uwierzy – walizka mi z ręki wypadła. Jakim prawem grupka osób pozbawionych jakiegokolwiek gustu, smaku i kompetencji historycznych i kulturowych na naszych oczach morduje to, co przetrwało wojny, komunę i powinno było trwać nadal? Genius Loci Gliwic znajduje się już na historycznej geriatrii. Gaśnie. Nie na naszych rękach, bo odwróciliśmy się od niego. Ale wciąż na naszych oczach, bo przymuszeni, patrzymy na jego umieranie. Zgodziliśmy się na to.  Zamiast MIASTA, otrzymamy coś zupełnie innego. Bez historii, tradycji, bez duszy. COŚ NOWEGO.

Wciąż jeszcze można wybrać. Zmieńmy tę władzę, albo dokończmy jej dzieła. Nie, właściwie dokończcie. Swoje plany zawodowe, życiowe i duchowe zmuszony jestem ulokować w innym miejscu. Nic tu po mnie, jak widać. I chyba tylko mnie to boli.

Dariusz Jezierski

13 Comments on "Do jakiego miasta wracam?"

  1. Ducha nie traćcie! heheheh… są w mieście jeszcze wybitni radni, z troską o każdy aspekt życia tegoż miasta i mieszkańców się pochylający… nad listą płac za tę troskę. są też brawurowo się reklamujący tzw. "aktywiści miejscy". wielu "nowy" gmach UM już się bardzo podoba, a przecież dopiero po ukończeniu, w pełnej, nocnej iluminacji nie tylko walizki, ale i szczęki niedowiarków opadną z hukiem na brudny chodnik. i jeśli szybko nie zostaną podniesione, to nie będzie litości! straż miejska, specjalnie na tę okoliczność wypędzona z ciepłych biur i barów z tanim jedzeniem, będzie srodze karać mandatami, jakich nie widzieli liczni kierowcy parkujący swe klekoczące rupiecie, gdzie tylko zechcą. generalnie musi też podobać się plac-wizytówka przed Dworcem PKP, który musiałeś przejść, a nawet ty, po długiej nieobecności, nie zauważyłeś jego powalającego piękna. czyżby ciemność tylko widziałeś po opuszczeniu dopiero co odnowionego brudnoróżowego budynku? a może przedtem walnąłeś głową w jedną z podpór nowego wspaniałego dachu na peronie i stąd zamroczenie niepozwalające w pełni docenić ślicznej "małej architektury", którą niedługo zastąpi nowa, jeszcze bardziej bezużyteczna, acz tradycyjnie absurdalnie droga, i z dużym prawdopodobieństwem nagrodzona przez jakieś gremium deweloperów, czy innych finansistów w jednym z setek egzotycznych konkursów na najlepszą "rewitalizację". niedawno taką nagrodę zdobyła willa prezesa PWiK, którą zamieniono w biały pałac Królowej Lodu. niestety, komentujący internauci portalu Gazeta.pl, byli bezlitośni w krytyce.

    a choinka w miejscu fontanny z faunami, ta, za budowlanym parkanem, nie rozgrzała ci serca ciepłym wspomnieniem wszystkich wspaniałych świąt w Gliwicach? a namiotowa buda pubu Hemingway, która tak mocno podkreśla urok Rynku, nie okazała się stylową i przyjazną przystanią dla zmęczonego podróżnego, którego wszystkie zmysły jednak się nie poddają, bo tyle atakującego zewsząd piękna naraz, po prostu nie pozwala na sen? 

    zadziwiasz mnie. nowy "skwer" z trawą posianą na gruzie wymiesznym z ziemią, z fantastycznym widokiem na brudne kamienice i parking oraz średnicówkę też nie zachwycił? ty musisz mieć, jakby po prostu, złe intencje. zaczekaj z narzekaniem, zaraz rozpocznie się kolejna bujna "rewitalizacja" terenu w miejscu Fabryki Drutu. nasz dynamicznie niszczący każdą funkcję miasta Zarząd, przy aktywnym poparciu zatroskanych radnych, zrobi ci powtórkę "Silicon Valley". to "na bank" spowoduje, że kolejny obszar centrum miasta stanie się parkingiem i pustą, odhumanizowaną przestrzenią, jak dzielnica Bank w Londynie. no dobra, z tą różnicą, że tam samochody są pochowane w podziemnych parkingach, a naprawdę świetna szybka kolejka miejska wozi tysiące ludzi w garsonkach i garniturach, co przez środowiska urzędnicze "smart city Gliwice", jest uznawane za totalną aberrację.

    a co do syfu, którym oddychamy… prezydent zaraz ci odpowie swoją dupą, że w ub. roku przeprowadził krótką rządową akcję wymiany pieców. nie jego wina, że reklamowana (nawet w autobusach) akcja, nie cieszyła się zainteresowaniem palaczy. bo koszt wymiany starego superpieca, który spala nawet pociętego na kawałki diesla z niemieckiego szrotu, na supernowoczesny i ekologiczny, do którego nie można wrzucić nawet zasranej pieluchy, zwyczajnie się nie kalkuluje gliwickiej rodzinie, która ma już dwie, albo i trzy niebite nówki tdi po niemieckich emerytach, co to tylko na mszę i do Aldika, pińset metry i nazad…

    radnemu Wygodzie radziłem przekonanie prezydenta do prezentu dla policji, w postaci sprzętu do pomiaru dymienia z rur wydechowych samochodów przemierzających Gliwice. ma to w dupie, tak samo, jak prezydent i… policja. ci pierwsi, niegdyś w opozycji, dziś współpracują. owocnie. dlatego, kiedy znowu będziesz wracać z długiej podróży, najlepiej samochodem, powita cię coś, co gliwiccy urzędnicy-poloniści nazwali "witaczami". taki "witacz" na rogatkach miasta rozpali twoje zmysły. będzie dupny, będzie świecić i migać, i będzie zachęcać do obejrzenia na własne oczy tego wszystkiego, co już opisałeś. jak mnie znasz, to wiesz, że mam nadzieję, że każdy taki "witacz" będzie kosztować koło miliona PLN. żeby gliwiczanie poczuli jeszcze bardziej (tu wpisz czym, lub jak)…  trzy w tej cenie też nagrodzę owacją na stojąco. bez wstawania z fotela. ale ciągle nie wiem, ile z tego zgarniają urzędnicy i radni.  na zdrowy rozum, czy będąc radnym głosujesz za czymś, co zuboży twoich wyborców? chyba tylko będąc chujem.

    patrzę na nędzną, jak z epoki kamienia Internetu, stronę Szpitala Miejskiego nr 4, d. "wojskowego". oddział chirurgii nie działa. to jest – na moje oko – kilkaset pacjentów miesięcznie, pozbawionych prawa do opieki medycznej. pamiętam, że blok operacyjny nie miał klimatyzacji, chociaż lifting oddziału przeprowadzono z wyłączeniem męskiej toalety. sala pooperacyjna była desperacko schładzana przenośną kolumną klimatyzacyjną – pełna partyzantka.

    żenada, to nie jest odpowiednie okreslenie, kiedy chcesz podsumować irracjonalne wydatki z twojego budżetu, ale nie chcesz bezmózgiej nastolatce, wgapionej w kolorowy ekranik wypominać, że wydaje na balony coś, co nigdy i jeszcze długo nie będzie jej własnością. 

    ale "ciężko pracujący" etatowcy w Muzeum Miejskim pod dyrekcją Grzegorza Krawczyka, który jednocześnie dyrektoruje Teatrowi bez imienia i repertuarowi, od ub. roku mają klimatyzację. mają też darmowy parking, który ten dyrektor zrobił z dawniej publicznego skweru. niestety nie mają nic do zaoferowania w piwnicznej "Czytelni Sztuki", martwej od lat, ale soczyście finansowanej z budżetu miasta. w czyjej posesji wylądowały ławki z Muzeum?  pytajcie Krawczyka! dlaczego nikt go o nic nie pyta? ale dobrze pamiętam, gdzie wylądowały stylowe latarnie ze Starówki, i co się z nimi ostatecznie stało. ale kogo to w tym pojebanym mieście obchodzi… wiem też, kto od lat ma wyłączność na remontową obsługę wswszystkich odddziałów Muzeum. wiedzą radni, kontrolerzy… 

    z innej beczki… czy smart Miasto wie, ile z zameldowanych osób, od lat nie mieszka i nie pracuje w Gliwicach? hehheh…

    z jeszcze innej beczki… czy radni przeciwni przyjęciu uchodżców wojennych, zatrudniają od dziesięcioleci w charakterze gospodyń, Ukrainki, a do innych prac Ukrainców, zwyczajowo  bez podadku? heheheh…

    pytam o takie oczywistości, bo jestem przerażony, jak wiele ryzykują bez pojęcia o zagrożeniach. rozumiecie – z jednej strony siedem tysięcy uchodźców wojennych, pierdolony sukces chrześcijańskiego rządu PO, który swój rzekomy chrześcijanizm strachem i nieprzystosowaniem do niskich temperatur, rozpierdolą z gruntu katolicką, a jednak chełpiącą się tradycją wielokulturowości i różnoreligijności Polską, a tu nagle przecież wszyscy Ukraińcy mają pochowane, poświęcone w Cerkwiach noże, siekiery, piły i zwykłe pały żeby nareszcie wyrównać rachunki z "polskimi panami". dziś, dzięki poniżaniu w domach nowych polskich panów, mają nowe powody do zemsty, a kumulacja… cóż.

    kiedyś, u schyłku świetności klubów studenckich, usłyszałem pewnego wieczoru taki tekst, a mam na myśli lata 90-te ub. wieku, jak on dziś brzmi?! chudy, kolowowo ubrany koleś z irytującą wadą wymowy, wykrzykuje do mikrofonu: "powierza można tu dotknąć – powietrze można zobaczyć" – śpiewał parę dekad temu Die Kruck im Kamerlik. a dziś różni "ważni" ludzie inicjują "obywatelskie" debaty o tym, jak walczyć ze smogiem. kiedy niewymawiający eR wokalista, krzyczał o smogu na Śląsku, chyba jeszcze pracowała Koksownia Gliwice, a samochodów, było… ile dziesiątek tysięcy mniej? 

    tak sobie myślę, że nowi aktywiści miejscy powinni mieć na sztandarach cytat z Kamerlików, a nie złom ruskiego czołgu. zresztą… co to kogo w Gliwicach obchodzi, co myślą ludzie wymagający więcej, niż zapiekanka ze śmieci, nocą, za równowartość godziny pracy w SSE… tu jest future. is here.

     

     

  2. Oczywiście nie ze wszystkim mogę się zgodzić, choć fakt, nasze miasto jest niedokochane… Hala Gliwice to jakieś koszmarne nieporozumienie, parking i skwer nad DTŚ-ką wyglądają paskudnie… rynek po strasznie drogim remoncie wcale nie wygląda lepiej… budynek UM… cóż… poprzedni wiatrołap był koszmarny, więc jest choć minimalna poprawa…

    Racja, że brakuje nastawienia na ludzi, ale wcale nie czepiałabym się autostrad czy DTŚ-ki, nie w tym rzecz. Nawet powietrze bardziej niż spaliny zatruwają wyziewy z pieców…

    • A ja będę się upierał właśnie przy tym, że jest niedokochane. Napisałem wyraźnie, przez władze miasta. I ta teza potwierdza się dla mnie na każdym kroku. Pani Joanno, nie możemy udawać, że dodatkowa emisja związana z przebiegiem DTŚ nie pogarsza sytuacji miasta, które już wcześniej znajdowało się między autostradami. Dobry, proludzki samorząd nigdy nie zgodziłby się na taki przebieg, właśnie ze względu na przekroczone normy zanieczyszczeń. A nasz forsował ten ślad, dosłownie miażdżąc sprzeciwiających się mieszkańców, do uznanych naukowców włącznie. Tu się zatem różnimy w ocenach, choć wydźwięk naszych wypowiedzi tak naprawdę jest podobny.

      • kiedy znowu będziesz szedł ul. Zwycięstwa, to obejdź UM dookoła. zobaczysz wtedy, że kawałem solidnego kloca betonu "udekorowano" też wejście od strony skweru Doncaster. osobiście nie mogę się zdecydować, które prezentuje się dostojniej…

  3. JezierNajlepszy | 9 grudnia 2016 at 8:25 pm | Odpowiedz

    Głupoty Pan mówisz. Jakie zakończenie walki z urzędem?

    Jakie wycofanie się z obrony mieszkańców? Potrzebujemy tej strony i Pana ostrych artykułów o nieudolności w zarządzaniu miastem. Potrzebujemy, bo jak zniknie jeden z głośniejszych przeciwników, to co zostanie w tym mieście? Nowiny? 24Gliwice? Potrzeba nam konkretnych tekstów o głupocie urzędniczej i o wpadkach. Pewnie, przeprowadzi się Pan. Ale czy to wyklucza tworzenie śledztw, albo dzielenia się swoją opinią? Ja tam codziennie zaglądam i szukam czegoś ciekawego o mieście, w którym mieszkam. I nie wyobrażam sobie tej strony bez tekstów Pana autorstwa. 

    Tyle lat dobrej roboty za Panem, proszę się nie poddawać. Albo chociaż zaczekać do wyborów – ktoś musi komentować kampanię wyborczą, ktoś musi wytykać błędy.

    Pozdrowienia

  4. Problemy Gliwic dzielę na takie, które mogą spowodować, że miasto kiedyś opuszczę, na takie, które mogą spowodować utratę zdrowia lub życia, a trzecia grupa to te pozostałe, ale również ważne.

    Pierwszy typ problemów to tematy tabu, o których nie mówi się głośno, choć w moim przypadku nie ma takich tematów, o których nie napisałem do UM. Urzędnik zawsze powie, że działa zgodnie z prawem, tyle że zgodnie z prawem Gliwice mogą stracić nawet 100 tysięcy mieszkańców, bo nie ma takiego przepisu, aby ludzi zatrzymać.   

    Używając języka filozoficznego, potrzeba zatem czegoś, co jest duchem, a nie literą.

    Gliwice kochane czy niedokochane?

    Nie tylko władza ma Gliwice kochać. Jeśli DTŚ szkodzi, to wszyscy z miłości do Gliwic, powinni przestać z niej korzystać. Wszyscy ankietowani powinni byli zablokować budowę Hali, skoro się nie opłaca.

    I tutaj należy się zastanowić, co zrobić, abyśmy wszyscy kochali Gliwice, bo Prezydent Miasta nie ma uprawnień miłościwie panującego monarchy, który sam przemieni Gliwice w krainę mlekiem i miodem płynącą.  

    Charyzma władzy to nie jest sprawa samego wykształcenia. Jeżeli sercem odnowy Gliwic staną się ludzie sztuki, to nie ma nic w tym złego. Może doczekamy czasów, w których będziemy mogli mówić tak o politykach.

    Na charyzmę składa się niezłomność ducha, a kto tej siły ducha szuka na poważnie? Bo zapewniam, że duchowość jest to dziedzina wiedzy, w której można się specjalizować.

    Są sprawy na które nie opłaca się narzekać, przynajmniej na razie. Drzewa w donicach zrobiono w Warszawie po wybudowaniu II linii metra. Czy cokolwiek teraz da się z tym zrobić? Pewnie niewiele, ale z tym da się żyć.

  5. Jezierski nigdy na powaznie nie walczyl z Frankiewiczem. To byly tylko pozory. Pamietajmy o tym.

  6. kolejna dobra wiadomość z frontu nieustających sukcesów "miasta przyszłości". po oddziale chirurgii szpitala miejskiego nr 4, działalność zawiesza oddział chirurgii dziecięcej w GCM. tam też niedługo padnie oddział wewnętrzny. a kiedy dawno temu napisałem, że to jest pojebane miasto, to się ze mną spierano, że wcale nie, że nie jest najgorzej, co później okazało się zaledwie, a może jednak aż, niedostatecznym kochaniem. tylko co tu kochać?

  7. Mieszkam tu od niedawna. Na poczatku to miasto wydawało mi sie miejscem gdzie móglbym się rozwijac. Jak bardzo się myliłem ;( 

    Kumoterstwo, brak wykształcenia i kompetencji wszechobecnej świty. Zaś najbardziej boli arogancja i poczucie wyższości tej kasty urzedniczej wobec nas mieszkanców.

    Panie Jezierski jak ma to miasto wyglądać jak w urzedzie pracują ludzie, ktorzy wiedzy na ten temat nie maja, ba nawet pokory nie posiadają, bo gdyby byli pokorni to by chociaz poszerzyli horyzonty ;]

    Im dłużej w tym miescie jestem  i im dłużej sie temu przyglądam to po prostu mam ochotę stad wyjechać. I mówię to ja człowiek młody, świetnie wykształcony. Już szukam miejsca przyjaznego dla mojej rodziny i dla siebe. Pozdrawiam serdecznie. 

    • Witam drogi Gallu, nie zamierzałem już w tym roku tutaj się wypowiadać, ale Twój wpis bardzo mnie poruszył. Wiem,że jestem winien riposty KODbereto-pieniaczowi, ale może poczekać, bo może się ostatecznie wypieni, a więc mam jeszcze trochu czasu:)
      Przyznaję, że nie zamierzałem wypowiadać się w tym wątku, bo jeżeli Dariusz, który był w Mińsku i wielu innych miastach na wschodzie, (którego bardzo cenię stwierdził )"że musi wracać do tego miasta, to ręce opadają. Moim zdaniem gliwicki nieudacznik przez ponad 25 lat zrobił wszystko, żeby to kiedyś Miasto Ogród utraciło taki statut, a rezygnacja z ekologicznych i nowoczesnych tramwai, ostatecznie to przypieczętowało;)

      I żaden melomański GNIOT, który już zaczyna kosztować tego nie przykryje, a im dalej będzie to ho,ho , że  hej!
      Opa Gleiwitzer też cienko w tym wątku, choć często wietrzy się w odbudowanym prawie od zera Dreźnie, to coraz częściej  używając tutaj swojej dolnej części ciała, chyba się chłop zagubił, i tyle;)

      Wracając do Twojej oceny Magistratu mam podobne wrażenie, wydaje mi się, że tam tzw. "stan wojenny"trwa nadal;) Gieneraly dziś naczelnicy, poza ramy brewiarzu napisanego im przez podobnych im nieudaczników wolą się nie wychylać, bo i po co? Kasiora  miesięczna im gra, to i po co się im męczyć jakimś myśleniem w w trosce o obywatela?
      A jak jakiś Pisior np. ten "środkowym palcem" zrobi obiecany audyt samorzadowy, to nasz tutejszy kaberetciarz zorganizuje dla nich protest w obronie demokracji:)

       

       

  8. wreszcie zaczęli bić kolorowych w Gliwicach. tak długo trzeba było czekać w najwspanialszym mieście Polski na prawdziwych patriotów, którzy nareszcie pokażą miejsce asfaltom? słowa wygodnych polityków zaczynają zbierać żniwa. w innych niż Gliwice smart city już od dawna ciapaci musieli się kryć, albo kanałami zadupiać, jak kiedyś warszawscy powstańcy przed hitlerowcami. ale teraz jest obywateli duma, minister potwierdza bezpieczeństwo, a katolicki patriotyczny naród szykuje lincz na dobrym uchodźcy, który nie dość, że założył własny biznes w pozbawionym perspektyw mieście, to w obronie koniecznej wybawił społeczeństwo od notorycznego przestępcy, z którym ani policja, ani państwo nie dało rady i jeszcze długo płacilibyśmy za jego istnienie.  a poszkodowanym przez niego krajanom, państwu, jak i parafii, z której popłynęły jak zawsze spóźnione prośby o szacunek dla drugiego człowieka, należy się kop w dupę. bo jak widać – w Ełku, jak i w wielu innych jeszcze nie naznaczonych śmiercią miastach opanowanych przez polską narodową dzicz, jest znacznie więcej patriotów na wolności, których miejsce jest nie tyle w więzieniu, co w piachu.

    szkoda, że w przypadku "Obcych" z Ełku zamilkł tradycyjnie nadzwyczajnie głośny chór obrońców własności prywatnej w Polsce, który jest adwokatem każdego właściciela czegokolwiek, który jest napadany w jakiejkolwiek postaci.

    jak widać ochrona własności i nietykalności osobistej dotyczy wyłącznie białych katolików z udokumetowanym pochodzeniem buraka.

     

  9. JeBuDu! za chwilę PREMIERA! a tu nic, cisza, jakby przed generalną jeszcze, jakby naprzykład i dajmy na to… nikt nie wiedział co się święci. a się święci! dramatyczny repertuar muzyczny, usiłujący przypomnieć widzom lata '90 w rytmach ówczesnie popularnej w Polsce muzyki a to wszystko w teatrze przy pętli A4.

    Błagam! o recenzję błagam, albo o ich wielokroć! Toć musi będzie imć dwururowego dyrektora Tarcza.

    tego, co to się konkursom nie kłania. a i tak ma poklask wśród tych, co się prawa domagają.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*