Dom Alchemika – namiastka klubu

18 sierpnia, idąc w kierunku lokalu o nazwie Stary Kufel w pobliżu Secesji, przechodziłem przez Raciborską i usłyszałem, że ktoś gra w lokalu o nazwie Dom Alchemika. Z ciekawości wszedłem i… już zostałem. Grał zespół Gotta Sugar z Gliwic. Pomimo, że byli to amatorzy grali tak, że nawet Ryszard Riedel z Dżemu mógłby im pozazdrościć.

dalchWykonywali głównie szlagiery klasyczne w rodzaju „Riders on the storm” The Doors, ale robili to znakomicie. Wszystkie miejsca w Domu Alchemika były zajęte i nie było widać, żeby ktokolwiek rzucał w nich kuflem po piwie.

Sam Dom Alchemika nie jest wielkim lokalem. Właściwie można go określić, jako niewielką sień z pomostem i sanitariatem. Muszę tutaj rozczarować tych, którzy spodziewają się, że dostaną tam „Tyskie” lub „Okocim” – przeważnie można tam dostać piwa niszowe. Dodatkowo jakieś drobne przekąski w rodzaju orzeszków frankfurterek.

Innym razem wszedłem sobie do Ministerstwa śledzia i wódki i zacząłem przeglądać jakąś broszurę, w której autor żalił się, że nie ma żadnego klubu w Gliwicach. Zaraz, zaraz… zaczęło mi się coś świtać w nieco skołowanej spożytym piwem i kieliszkiem białego wina głowie. W końcu istnieje coś takiego istnieje w Domu Alchemika. Może ten klub nie jest wielki, ale w końcu jak na Gliwice, biorąc pod uwagę katastrofę finansową w postaci Podium, taka namiastka jest całkiem dobra.

Autor tego felietonu przyznaje, że był na zaledwie 2 z 4 koncertów z cyklu „Eksperymenty muzyczne”, ale stwierdza, że iść na nie warto. Nie ma znaczenia, że lokal jest niewielki i że jeżeli nie przyjdzie się minimum 20-30 minut przed rozpoczęciem koncertu, nie ma szans na znalezienie wolnego miasta. Parafrazując słowa miłośnika „jaboli” z filmu „Arizona, Arizona”, miłośnika porządnej muzyki, człowieka niechcącego spędzić reszty dnia nad butelką ciotki z Finlandii, który ceni sobie dobre piwo, takiego paranoika narwańca nie odstraszy nawet ciasnota miejsca.

Czego można się spodziewać w najbliższym czasie w Domu Alchemika? 1 października wystąpi słynny raper gliwicki Daniel Toborek, a na początku października artyści operowi. Słowem czeka nas całkiem sporo atrakcji.

A teraz końcowe słowo do władz miejskich. Mówi się wiele o uczynieniu Gliwic atrakcyjnym miastem. Tego rodzaju kluby mogą przyczynić się do zwiększenia jego atrakcyjności i przyciągnięcia młodzieży. W końcu, co studenci mają w Gliwicach? Tylko Igry, a poza tym ewentualnie któryś lokal na Pszczyńskiej. Szczerze mówiąc raczej nie sądzę, żeby władze miasta zdecydowały się kiedykolwiek wesprzeć tego rodzaju inicjatywę. W końcu ich polityka kulturalna jest ukierunkowana na wspieranie kultu miejscowego batiuszki Zygmunta Frankiewicza. Prędzej otrzyma pieniądze jakiś nadworny apologeta w rodzaju Sławomira Hermana, za kolejną pochwalną serwilistyczną przesłodzoną pozycję pod tytułem „Żywot Zygmunta Frankiewicza, prawdziwego zwycięzcy spod Grunwaldu, którego zwycięstwo przywłaszczył sobie wor Władysław Jagiełło” albo coś w stylu „Od radiostacji gliwickiej po Berlin – szlak bojowy Zygmunta Frankiewicza”.

Profil Fb Domu Alchemika: https://pl-pl.facebook.com/DomAlchemika

Piotr Chmielarz

3 Comments on "Dom Alchemika – namiastka klubu"

  1. „…18 sierpnia, idąc w kierunku lokalu o nazwie Mały Kufel w pobliżu Secesji…”
    Piotrze !
    Ludzie za Tobą nie pójdą.
    Raz „mały” , a w dodatku pewnie „chrzczony”.
    Nie te czasy, nie te ludzie.
    G.P.

  2. A nie przypadkiem „Stary Kufel”? chyba, że to celowy zabieg stylistyczny, ciekawa jestem jedynie co oznacza.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*