Drugie wejście do Europy

8 komentarzy

 Bartosz Łapszyński w swoim artykule zamieszczonym w 2 numerze Życia Gliwic bardzo sugestywnie skomentował perspektywy młodzieży po studiach humanistycznych w Gliwicach i chyba nie tylko tu. Miejsca pracy, które w oficjalnej propagandzie sukcesu są wskazywane jako jedno z głównych osiągnięć (i relatywnie tak jest), w rzeczywistości są miejscami poniżej aspiracji młodych, wykształconych osób, które właśnie wchodzą na rynek pracy. Czy to sytuacja bez wyjścia? Jeśli tak – odpływ młodzieży z grodu nad Kłodnicą jest nie do zatrzymania. Zapraszamy do dyskusji w tej ważnej sprawie. Opinie będziemy publikować zarówno w Info-Posterze jak i w Życiu Gliwic. Proszę pisać na adresy: redakcja@info-poster.eu lub redakcja@zyciegliwic.pl 

Bartosz Łapszyński

„Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Osiem lat podstawówki, cztery lata liceum, potem bite pięć lat studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki i oto mi płacą, jakby ktoś dał mi w mordę…”. Powyższy cytat z kultowego już dzisiaj filmu pt. Dzień Świra, stał się dla nas – roczników końca lat osiemdziesiątych – pokoleniowym przekleństwem. Dlaczego? Ponieważ to, co wywoływało w nas, oglądających ten film, smutny uśmiech, stało się rzeczywistością.

My też pokończyliśmy wymarzone studia – nasze „szkoły poetów” i chcielibyśmy godnie żyć, pracując w wyuczonych zawodach. Rzeczywistość jednak brutalnie rozmija się z tymi marzeniami i tak, wykształceni, z zapałem, wiarą i głowami pełnymi ideałów wchodzimy po raz drugi do Europy, tym razem Europy Centralnej

Nie od dzisiaj wiadomo, że tendencje na rynku pracy wskazują, iż coraz mniej potrzebni będą w Polsce humaniści. Wiedzieliśmy o tym, kiedy decydowaliśmy się na studia historyczne, kulturoznawcze czy polonistyczne. Wtedy jednak nic nie wskazywało na to, że będziemy po nich, tutaj, po prostu zbędni. Gliwicki rynek pracy przywitał nas pełną gamą ofert zatrudnienia w branży sprzedażowej, absolutnie nie związanej z naszymi kompetencjami.

Wiąże się to, oczywiście, z powstawaniem w naszym mieście kolejnych galerii handlowych, chętnych do przyjmowania ludzi bez doświadczenia zawodowego, którzy chcąc nie chcąc, godzą się pracować za śmieszne stawki, w nieciekawych, często, warunkach. Gdy, jako dumni posiadacze uniwersyteckich dyplomów, chcemy iść w świat,  niosąc „kaganek oświaty”, a w zamian za to, jedyne, co możemy nieść, to kartony po ciuchach, butach, czy psiej karmie, do śmietnika na tyłach sklepu – frustracja narasta.

Dla mnie, spacer po każdej z gliwickich galerii handlowych, to wycieczka sentymentalna. Po prawej stronie pasażu spotykam kolegę – anglistę sprzedającego zegarki. Dwa sklepy dalej, moja koleżanka z liceum (magister slawistyki) niczym Al Bundy w popularnym niegdyś serialu, z wyuczonym uśmiechem, wciska na nogę klientki za mały o kilka rozmiarów but.

Na wprost, w sklepie ze sprzętem sportowym, widzę kumpla historyka w trakcie pompowania worków służących do formowania plecaków. Zatrzymuję się, aby zapytać,  jak mu się wiedzie: „Nie jest źle! Dzięki temu, że tu pracuję mam przynajmniej po co wstawać. Okres szukania roboty, to był koszmar. Wysyłałem codziennie kilkadziesiąt CV (słowo klucz!), jednak <w tym kraju nie ma roboty dla ludzi z moim wykształceniem>. Tutaj przynajmniej mam ekipę na moim poziomie”.

Cóż… dobrze, że przynajmniej nie opuszcza nas poczucie humoru. Sytuacja jednak wcale nie jest zabawna. Myśleliśmy do tej pory, że już od dawna jesteśmy w Europie, okazuje się jednak, że dopiero teraz wchodzimy do niej naprawdę. Nowo powstała w Gliwicach galeria stała się przyczółkiem świetnie wykształconych kasjerów i sprzedawców. Czym to grozi? Całkowitym zmarnowaniem potencjału intelektualnego, który mógłby służyć rozwojowi lokalnej kultury, oświaty i nauki.

Z własnego doświadczenia wiem, że taka praca kompletnie otępia. Nawet najbardziej zagorzały miłośnik swojej dziedziny, nie ma, po dwunastu godzinach użerania się z klientami, ochoty czytania dzieł Tatarkiewicza. Sądzę, że należałoby pochylić się nad tą sprawą, póki nie będzie za późno. Póki wszyscy sprzedawcy po uniwersytetach nie staną się ofiarami handlowego prania mózgu… Czego sobie i Państwu życzę.

Bartosz Łapszyński    

8 Comments on "Drugie wejście do Europy"

  1. nihil novi sub sole :) | 20 marca 2013 at 9:39 am | Odpowiedz

    Ci co kończyli studia w latach 80 ub.w. byli w zbliżonej sytuacji, choć praca była im konstytucyjnie zapewniona. Była tak marnie wynagradzana, a przy tym tak smutnie nudna, że nawet inżynierowie woleli być stolarzami, mechanikami, kafelkarzami itp. Niektórzy dorabiali w handlu bezpośrenim na straganach lub nawet łóżkach polowych wystawiając nieraz i skradziony towar. Ponoć Frankiewicz zdobywał szlify menadżera w Amwayu, wciskając ludziom jakieś g..na, co w końcu stało się jego główną umiejętnością.
    Dziś młodzi bezrobotni humaniści powinni wycałować go kosmatych łydkach, że kosztem lokalnego kupiectwa, które już dawno zbankrutowało, zapewnił im jakieś tam utrzymanie się przy życiu z pracy w hipermarketach itp. budach. Ba, zbuduje im DTŚkę, którą będą mogli dojechać do blaszaków dalej od miasta położonych, albo przyjechać do miejscowych. Takich luksusów młodzi absolewncji lat 80tych nie mieli. Musieli bo wertepach na rowerach jdojeżdżać do okolicznych wsi, gdzie robili za sztywtów u mistrzów rzemiosł rozmaitych.

    • nihil novi sub sole :) | 20 marca 2013 at 10:22 am | Odpowiedz

      Wydaje się, że przyczyn kryzysu jest wiele. Jednym z nich jest nadprodukcja wykształciuchów, którzy dostają dyplomy i otrzymują często niestety mizerne wykształcenie, m.in. w wyyyyybitnej gliwickiej szkole wyższej przedsiębiorczości, co jak raz wystarczy by sprzedawać w galeriach handlowych szwajcarskie noże, zegarki i zapalniczki, wyprodukowane małymi zółtymi rączkami gdzieś we wschodniej ci Azji. Uczelnie wszystkie nabierają (dosłownie i w przenośni) maksymalne ilości studentów i wypuszczają niedokształconych absolwentów, bo od wielkości tego przerobu nauczyciele akademiccy też dostają swoje grosze na przeżycie. Tym więcej im więcej maturzystów przyjmą i potem niedorobionych magistrów i inżynierów wypuszczą w świat, który boleśnie weryfikuje te marne produkty. Najlepsi i najsprytniejsi i tak się wybiją. Innym rodzice itp. układy zapewnią pionowy start. Reszta ma się tak jak w znanej piosence Agnieszki Osieckiej
      …Wymęczeni, wychudzeni,
      z dyplomami już w kieszeni,
      odpływają pociągami,
      potem żenią się z żonami.
      Potem wiążą koniec z końcem
      za te polskie dwa tysiące.
      Itp., itd.,
      itd.

      Sama diagnoza oczywiście nie załatwia problemu.
      Nie wystarczy go widzieć, a nawet wskazać przyczyny.
      Jeśli się nie jest cynicznym, to trzeba podsunąć choćby tylko hipotetyczne rozwiązanie.
      Młodzi i ambitni, którzy mają coś do dania z siebie innym, którzy mają interesujące pomysły, jeśli nie potrafią sami nim zainteresować społeczeństwa, przebić się do zbiorowej świadomości, to powinni to robić w grupie, której członkowie wyznają podobne wartości. Przykładem dla takich grup może być m.in. De Stijl sprzed blisko stu lat.
      http://pl.wikipedia.org/wiki/De_Stijl

      • nihil novi sub sole :) | 20 marca 2013 at 4:17 pm | Odpowiedz

        To jeszcze pociągnę temat 🙂
        Za PRLu wszelka legalna inicjatywa musiała być odpowiednio zgodnie z wytycznymi komitetu centralnego skanalizowana. Teraz jest większa wolność, może z wyjątkiem Gliwic, gdzie wsparcie dla takich inicjatyw ze strony samorządu miasta, czyli prezydenta, jest dokładnie takie jak powszechne było w PRLu. Gdy jest zgodne z interesem Frankieicza, to nawet jakąś sumką z budżetu rzuci na dofinansowanie takich zamierzeń. Szczególnie mają szanse rozmaite pozarządowe wdupowłazy. W każdym razie, dla młodych oportunistów jest jakaś tam realna ścieżka przebicia się poand resztę apatycznego, mroczącego się browarami na rynku, gminu, który czeka na DTŚ i Podium, bo wierzy, że tym zostanie uszczęśliwiony. Frankiewicz go o tym od lat zapewnia.
        Ambitniejsi, mogą wyjść poza ten prowincjonalny grajdół, ale to wymaga geniuszu wizjonera i charyzmy lidera, zdolnego antycypować przyszłość, zarazić do czynu innych i ją z rozmachem wykreować.
        Kogoś na miarę Kotańskiego, Owsiaka, Ochojskiej.

  2. Gliwicom potrzebnch jest tysiądz pracowników opla tysiądz kasjerek w marketach i tysiądz ludzi prezydenta taka będzie przyszłość naszego miasta nad piękną czysta kłodnicą

  3. GOGOL PRZEJAZDEM | 20 marca 2013 at 10:54 am | Odpowiedz

    KOREA X 2

    „…Nie, no to nie do wiary. …”
    Spokojnie , spokojnie.
    Nie tylko w Gliwicach, robotę znajdziesz…..
    Tu mamy Polibudę, albo….Wodza. Co kto lubi !
    Albo, albo.
    Porównaj oba linki:
    http://www.youtube.com/watch?v=7RcevPCwW7s
    http://www.youtube.com/watch?v=zh5NwdApUJY

    Widzisz różnicę , bo ja nie…
    Wierz mi, zatoczymy „kółeczko”…
    http://fotozrzut.pl/zdjecia/911121de9b.png
    Czekamy …H U M A N I S T O !
    Na razie proponuję: ucz się i… zmywak.
    *********************************
    http://www.emotka.pl/emotikony/klasyczne/0529.gif
    NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE JAK BYŁO…
    http://fotozrzut.pl/zdjecia/5c1791aac8.png

  4. I przy okazji tysiąDZ słowników..

  5. To wszystko prawda. Jak do tego dołożyć przedłużenie wieku emerytalnego, to mamy katastrofę. Nie mogę patrzeć, jak marnuje sie potencjał młodych, wykształconych ludzi, szczególne po uczelniach humanistycznych. Bardzo dobry tekst, trafne spostrzeżenia, tylko czy ktoś się tym przejmie?

  6. Pan Bartosz się tak nie martwi, bo on i jego młodzi przyjaciele mają znacznie więcej możliwości ciekawej i rozwijającej pracy przynoszącej każdego dnia ogromną ilość trudnej do udźwignięcia satysfakcji.
    Oto prezydent był dziś po raz drugi gospodarzem konferencji pt. „Inwestycje. Logistyka. Przyszłość”.
    Tak więc niech każdy młody „poeta” szybko zaopatrzy się w dokument Prawa Jazdy wymaganej przez firmy transportowe kategorii, ewentualnie niech szybko zdobędzie uprawnienia do kierowania wózkami widłowymi. To jest, oprócz upragnionej, acz trudno dostępnej pracy fizycznej w SSE, Wasza przyszłość w Gliwicach chyba, że GWSP będzie rozwijać się równie dynamicznie jak miasto i zaproponuje Wam etaty wykładowców-statystów. Humaniści i humanistki, do maszyn! Na ciągniki osiowe, na wózki widłowe, na regały!

    Bogatą w szczegóły relację z konferencji informującej o przyszłości Gliwic zapewnia medialny patron wydarzenia: Gazeta Miejska i portal 24gliwice Marcina Fabrykowskiego, bohatera mediów, który propagandzie się nie kłania(ł).

Leave a comment

Your email address will not be published.


*