DTŚ ruszy… A czy drgnie Platforma?

Prezydent miasta obwieścił swój sukces nawet na swoim profilu na Fb:

Właśnie wracam z Warszawy, gdzie podczas spotkania z wicepremier Elżbietą Bieńkowską i marszałkiem Mirosławem Sekułą udało się nam osiągnąć porozumienie w sprawie zapewnienia finansowania budowy DTŚ.

 

Wszystko to prawda. A jednak, kiedy porównać tę lapidarną notkę z doniesieniami chociażby 24gliwice.pl widać wyraźną różnicę. Jaką, pozostawię dociekliwości Czytelników. Polecam również lekturę komentarzy pod wpisem prezydenta miasta, aby przekonać się o tym, że osiągnął nim zamierzony efekt.

Nie jest moją intencją wychwalanie własnych konkurentów w wyścigu po prezydenturę miasta, ale z ogromną satysfakcją przyjmuję fakt, że w tak istotnej sprawie możliwe było współdziałanie ponad koniunkturalnymi interesami. Jeśli wierzyć doniesieniom – bo prezydent miasta póki co nawet się na ten temat nie zająknął – inicjatorem przełomowego spotkania był poseł Borys Budka, Okazało się więc, że tak ważne dla sytuacji miasta przedsięwzięcie nie stanie się dla lokalnej Platformy areną, na której będzie próbowała „pognębić” obecnego prezydenta.

Wygląda na to, że jedynym ugrupowaniem, które postanowiło tę okoliczność wykorzystać, było Prawo i Sprawiedliwość, którego lokalny lider napisał pismo. Z trudem tylko można je nazwać merytorycznym. Wskazał w nim plejadę zarzutów pod adresem kogo trzeba i obwieścił, na co nie ma jego zgody. Symptomatyczne, że gliwicka PO tej cerowanej rękawiczki nie podjęła.

Jest jednak w tym wszystkim inna kwestia. Fakt, że nie zrobiło się z DTŚ areny bitewnej nie oznacza jednak, że nie należy wykorzystać medialnie wspólnego sukcesu. Już jest dla mnie oczywiste, że nie dojdzie może do zawłaszczenia go w całości, ale z całą pewnością już udało się zminimalizować rolę lokalnej PO. Dlaczego to piszę? Już wyjaśniam…

Kiedy trwała histeryczna nagonka medialna prezydenta miasta i jego radnych na radnych PO, którzy „robili trudności” w kwestii budżetu, zniecierpliwiony zasugerowałem że radni PO powinni zwołać własną konferencję prasową, wyjaśnić nam sytuację, ich motywy, zbić absurdalne zarzuty. Jeśli dobrze pamiętam, jedynym troszkę odczyniającym kreację „prezydenckich” tekstem był właśnie ten w Info-Posterze.

Kiedy widzę całkowitą medialną nieporadność lokalnej struktury rządzącej partii, po prostu się dziwię. Temu przede wszystkim, że przez kilka ostatnich lat te osoby nie nauczyły się, że tak się nie da. Temu, że nie dała im do myślenia przeprowadzona wśród gliwiczan sonda uliczna, w której wypadli…. właściwie nie wypadli, bowiem dla miażdżącej ilości mieszkańców nie istnieją. Dziwię się temu, że nie potrafili się zdobyć na ograniczenie medialnej samowoli prezydenta miasta, że byli niezdolni nawet do wywalczenia sobie jakiegoś prawego dolnego rogu w MSI. Ręce opadają. Ten obraz jest naprawdę pognębiający.

Koleżanki i Koledzy z Platformy Obywatelskiej, czy potraficie tylko grzecznie wydawać pieniądze na reklamę w czasie kampanii wyborczej i to w dodatku także w mediach, które robią Wam koło pióra, często na stronie obok? O co tu chodzi? Bo we mnie ponad tym wszystkim już konstruuje się pytanie nadrzędne – może wy już przegraliście? Może po prostu uznajecie, że trzeba po prostu starać się ograniczyć rozmiary klęski?

Ten tekst może się wydawać naiwny dlatego, że przecież to z kandydatem PO będę konkurował wkrótce w pierwszym etapie kampanii samorządowej. Raz jeszcze bowiem podkreślam, że to właśnie kandydaci próbujący zająć miejsce obecnego prezydenta będą rzeczywistymi rywalami w pierwszej turze wyborów. I nie zmienią tego wzajemne grzeczności i czarowanie. A jednak, stawiając sobie za cel nadrzędny nie swoją własną prezydenturę, ale naprawę tego miasta, mogę jedynie ubolewać, że nie istnieje siła polityczna, na której mógłbym się oprzeć w tym, co dla nas wszystkich (o kandydatach do fotela prezydenckiego myślę), powinno być wspólne.

W tym momencie proponuję Platformie Obywatelskiej rozmowy na temat wspólnej polityki medialnej, równoważącej choć w części miażdżącą przewagę obecnego prezydenta. Propozycja, która mogłaby nam przynieść wspólny sukces, oznaczający również rzeczywisty sukces miasta, nie została przyjęta. Ta zatem schodzi piętro niżej. Ale jest też propozycją ostatnią. Wysuwam ją, jak zawsze, otwarcie i transparentnie. Nie będzie bowiem nigdy mojej zgody na politykę zakulisową w przypadku spraw z natury swojej publicznych. Tym właśnie może najbardziej powinna się różnić polityka lokalna, od tej w skali makro.

Jeśli Platforma Obywatelska naprawdę nie chce, aby w sposób najzupełniej słuszny jej dotychczasowa i obecna bierność w sprawach wagi największej, a zatem praworządności, przejrzystości samorządu itp., stała się poważnym argumentem w rywalizacji, niech się obudzi. Zostało 4 miesiące. To szmat czasu.

Nie ukrywam, że mam ogromną nadzieję, że zdobędę więcej głosów niż Borys Budka. Ale mam też świadomość, że w obecnej konfiguracji politycznej rywalizacja wyborcza między nami nie powinna być prowadzona „na wyniszczenie”. W żadnym razie nie przejdę do porządku dziennego nad tym wszystkim, czego PO w Gliwicach nie zrobiła, choć nie tylko powinna, ale wręcz miała obowiązek. Tego się po prostu nie wybacza i mogę to radnym PO powtórzyć, patrząc im w oczy. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że niemożliwe będzie działanie w próżni i jakkolwiek osłabiona, ta formacja nie przegra wyborów samorządowych z kretesem. Stanie się zatem ewentualnym poważnym partnerem na kolejną kadencję. Paradoksalnie nie ma tu znaczenia to, czy ja sam będę prezydentem i czy uda się wprowadzić jakichś radnych z moich list. Już teraz bowiem zapowiadam – i obiecuję to publicznie wszystkim moim partnerom – że nie wycofam się z lokalnej polityki. Co więcej, będę ją chciał współtworzyć.

Obecną kampanię trzeba będzie prowadzić z założeniem dwóch rund. A zatem w pierwszej rzeczywiście rywalizować. W taki jednak sposób, żeby nie przegrać niczego w drugiej. Moja propozycja jest prosta – tam gdzie możemy działać wspólnie, róbmy to, doprecyzowując wcześniej obszary takiej współpracy. W sprawie DTŚ okazało się, że współpraca jest możliwa w każdym układzie. Zobaczymy zatem.

A przy okazji, Posłowi Budce „wrzucę” wkrótce list w sprawie skandalicznej sytuacji jaka zaistniała w związku z zatajeniem prawdy w oświadczeniach majątkowych radnego Olejnika. Panie Pośle, nie da się żyć w państwie, w którym prokurator zastępuje sędziego i własnym autorytetem (istnieje jeszcze autorytet prokuratorów?) firmuje coś takiego jak Postanowienie w tej sprawie.

Dariusz Jezierski

7 Comments on "DTŚ ruszy… A czy drgnie Platforma?"

  1. Widocznie Borys Budka nie ma interesu w nadmiernym eksponowaniu swojego udziału w tej sprawie. Mogłoby to nie daj Boże przełożyć się na jego sukces w wyborach samorządowych co przekreśliłoby mu dobrze rozwijajaca się karierę w Warszawie. Przykład obecnego prezydenta, który utknąl na 20 lat w podupadającej mieścinie koło Zabrza musi być wystarczająco odstraszający dla młodego i ambitnego polityka. Szkoda, bo jak się okazuje potrafi byc skuteczny.

    Trudno uwierzyć, że lokalne Po nie potrafiło wykorzystać medialnie tej sprawy. A może ich przeceniamy?

  2. To przeciez proste. Poseł Budka chce reelekcji w Sejmie. Zatem będzie startował tylko po to, żeby zagłosowało na niego 5 tys. ludzi. Drugie 5 tys. z Zabrza da mu mandat w Sejmie, choć pierwsze miejsce na liście w tym okręgu ma i tak garantowane. Ale na wszelki wypadek lepiej mieć elektorat, bo a nuż pojawi się jakiś spadochroniarz z W-wy… Poza tym, elektorat Platformy będzie głosował w 25% na nieznanego kompletnie posła Budkę, a w 75% na Frankiewicza. Zakładając, że Frankiewicz dostanie znów 25 tysięcy głosów, Budka 10 tysięcy, kandydat PiS 5000, kandydat SLD 5000, kandydat niezależny 3000, (mniej więcej tak to wyglądało w 2010 roku), do drugiej tury znów wejdzie ZF i kandydat PO, gdzie kandydat PO grzecznie podziękuje za drugą turę, ponieważ jego cel (uzyskanie rozpoznawalności) zostanie osiągnięty. A wyniki można z 99% prawdopodobieństwem szacować na 70% poparcia dla ZF w 2 turze do 30% dla BB. 

    Nie ma się co łudzić, że Platforma pikująca wszędzie w sondażach będzie chciała walczyć w bitwie już przegranej… 

  3. Postrzegam to wszystko trochę inaczej. Nie ma dla mnie znaczenia komu przypnie się order za "uratowanie" DTŚ. I tak za każdy dzień przestoju zapłaci urzędas naszymi pieniędzmi. Wolę rozmowę o tym, kto doprowadził do tej sytuacji? I dlaczego Franca tego nie przewidziała? Przecież ma PERŁĘ!

  4. Nie wiadomo, czy DTŚ ruszy. Tym ludziom nie można wierzyć. To może być tylko propaganda przedwyborcza. Po wyborach możer się okazać, że pieniędzy na DTŚ nie ma i nie będzie i miasto pozostanie rozkopane. Istnieje też inne niebezpieczeństwo, znacznie poważniejsze, analogiczne do Podium. Kilka lat temu UE miała dać pieniądze na budowę Podium. Potem z tego zrezygnowała, bo uznała, że nie jest to obiekt użyteczności publicznej. Wtedy Frankiewicz urządził szopkę z tzw. "konsultacjami społecznymi" i wydał z kasy miasta publiczne mln zł na budowę Podium. Podobnie może być z DTŚ. Gdy okaże się, że nie ma pieniędzy na DTŚ, Frankiewicz będzie musiał wydać 460 mln zł z kasy miasta. Sam o tym mówił w ostatnich dniach. Nazywał to "wyrokiem śmierci", nie dodał tylko, że to wyrok dla miasta.

  5. PO nie kontroluje nie i nie kontruje Frankiewicza, bo to przecież ich towarzysz partyjny. To on zakładał tutaj struktury PO. W jego ugrupawaniu jest mnóstwo PO-wców, nie licząc Kaźmierczaka Jana.

  6. Panie Dariuszu, niech pan ogłosi, że to pan załatwił sprawę DTŚ, co za różnica. Bezczelność na bezczelność. ZF tylko dzięki bezczelności wygrywa wybory.

  7. Same dobre wiadomości, ZF nadal na wolności.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*