Dużo, czy mało? Finansowy relatywizm po gliwicku

Zarządzanie pieniędzmi publicznymi nie jest łatwe. Zarządzanie zaś nimi w sferze kultury bywa wręcz niebezpieczne, o czym przekonały się ostatnio władze miasta, kiedy to kilka, delikatnie rzecz ujmując, chybionych przedsięwzięć miast oczekiwanego uzysku w zakresie PR, pozostawiło raczej niesmak i poczucie zażenowania. Dziś jednak nie będziemy nic oceniać. Całą ocenę pozostawimy Czytelnikom, powtarzając – nieco tylko zmodyfikowane – pytanie z tytułu.

A zatem, Szanowni Państwo, co kosztuje dużo, a co mało?

„Koszty referendum są bardzo wysokie!”, przekonują władze miasta ustami swoich prominentnych przedstawicieli i cytujących ich mediów. Nie można się z tym nie zgodzić, wszak to 300 tysięcy bardzo potrzebnych Gliwicom polskich złotych. Ale czy naprawdę szanujemy te pieniądze wszyscy? Oto inna przedstawicielka władz chwali się, że właśnie zaoszczędzono, bowiem wydano na imprezę w stylu disco polo TYLKO 115 tysięcy złotych. To „tylko” sprawia, że jakoś inaczej patrzę na wmawiane nam „aż” gdy mówi się o demokratycznej procedurze.


No to może inaczej. Niedawno pisaliśmy o ZNAKOMITYM filmie „Rosa Alba” Beniamina Szweda (http://info-poster.eu/rosa-alba-rozslawia-gliwice-gliwice-maja-to-w-nosie/), który przyniósł miastu prawdziwy zaszczyt, zdobywając kilkanaście nagród w Polsce i poza nią. Beniamin poprosił o 5 tys. złotych. Na co? Na mrówczą, wielomiesięczną i wymagającą nakładów pracę nad scenografią, lalkami itp. Dla Wydziału Kultury okazało się to… zbyt dużo. Dostał dotację w kwocie 1600 zł. Dużo? Gliwicki twórca, już nagradzany na najbardziej prestiżowych festiwalach (!) otrzymał coś w rodzaju jałmużny. Bo co, te 1600 zł to dla Was dużo? Za film, który wszędzie obwieszcza napisami końcowymi, że został zrealizowany ze środków Samorządu Miasta Gliwice. Coś tu nie gra, prawda? Jakaś tania ta promocja, jeśli się zważy, że na ten rok na przykład Wydział Promocji ma zagwarantowane 220 tysięcy złotych na publikację ogłoszeń w prasie, 300 000 zł na realizację programów radiowych (!), 200 000 na realizację kampanii informacyjnych oraz współpracę z mediami, 314,500 zł na redagowanie i wydawanie Miejskiego Serwisu Informacyjnego, 48 tysięcy zł na redagowanie, wydawanie i dystrybucję Oświatowego Miejskiego Serwisu Informacyjnego. A jeszcze dochodzą inne OGROMNE wydatki działu Promocji. I znów pytanie, to dużo, czy mało? Podkreślam, pozostawiamy to do Państwa oceny, choć przy każdej z tych kwot cisną się na usta komentarze.
To jeszcze inaczej – na dotacje w dziedzinie kultury i sztuki na całe drugie półrocze tego roku wydano 72 400 zł. Niby dużo, prawda? Ale chwileczkę, nazwijmy to po imieniu, na całą pozainstytucjonalną działalność w tym mieście, prowadzoną przez pół roku w dużej części nakładem i siłami samych gliwiczan, wydano o prawie 40 tysięcy złotych mniej niż na 3 zespoły disco polo grające na Krakowskim przez kilka godzin! Więc jak to jest z tym dużo – mało?
A jeśli dokłada się z budżetu miejskiego 850 tysięcy złotych do musicalu teatru, który ma dotację grubo ponad 8 milionów również z naszego budżetu, to to mało, czy dużo? To pieniądze, które nigdy się nie zwrócą w żaden sposób ani dosłownie ani artystycznie. Za pieniądze dołożone do małp, zgodnie z danymi z tego roku można dofinansować np. 10 festiwali Jazz w Ruinach PLUS 10 festiwali bachowskich i jeszcze zostanie nieco tylko mniej niż wydano na całe pół roku na kulturalne dotacje (o tych ostatnich napiszemy wkrótce).
Na koniec taki przyczynek, który pominąłem wcześniej. Działalność Galerii M(pi)K, bez oceniania jej relatywnej wartości, bo modne jest totalne dyskredytowanie tego, co tam jest robione (możliwe chyba tylko wtedy, gdy się tam nie bywa wcale), kosztuje nas przez cały rok 89 tysięcy złotych i… chciano ją zamknąć. Cóż, Dagadana, Szcześniak, wiele wystaw, imprez, warsztatów i to przez cały rok, to również ma być warte mniej, niż 115 tysięcy, z których tak dumna była urzędniczka magistratu. Póki co czas skończyć, bowiem mówienie o tym „zrównoważonym wydatkowaniu publicznych pieniędzy” może naprawdę wyprowadzić z równowagi. Nie skończymy jednak w dowcipnym tonie, stawiając ważne pytanie: Czy nie widzicie, Szanowni Czytelnicy, że absurd goni absurd? Nie dostrzegacie, że niezbędne jest nie tylko przewartościowanie „promocji po gliwicku” tak, aby naprawdę promowała to, co w Gliwicach jest tego warte, ale przede wszystkim sprawienie aby „dużo” i „mało” znaczyły zawsze i dla wszystkich to samo?

Dariusz Jezierski

3 Comments on "Dużo, czy mało? Finansowy relatywizm po gliwicku"

  1. gogol przejazdem | 4 lipca 2012 at 3:52 pm | Odpowiedz

    „…A zatem, Szanowni Państwo, co kosztuje dużo, a co mało?…”

    Powiem tak jak dużo emerytów w tym kraju:
    „za dużo żeby umrzeć, za mało żeby żyć…”

    Jeżeli wizualizacja jest formą sztuki takiej nowoczesnej, komputerowej- takim współczesnym malarstwem-
    to warta jest każdych pieniędzy i … na to stawiamy słusznie w Gliwicach.

    „Maluje się tylko po to, aby oszukać oczy.”
    Michał Anioł Buonarotti

  2. Przypomnijmy ile wydał prezydent z kasy miasta na akcję nad morzem „Gliwice nadają ton”. Wysłał nad morze kobiety lepiące garnki i w ten sposób promował nasze miasto. Otóż miasto wydało na to prawie milion zł.

  3. Sztuczna choinka na Dworcowej kosztuje tyle ile referendum.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*