Dyrektorskie wylewanie łez

Jeden komentarz

To jest tak – mam do dyspozycji 3600 znaków, bardzo mało czasu (reżyseruję właśnie „Emigrantów” Sławomira Mrożka w gruzińskim Poti) i niewielką ochotę, aby wracać do sprawy osierocenia Gliwickiego Teatru Muzycznego przez Pawła Gabarę, który niedawno został dyrektorem Teatru Wielkiego w Łodzi. Nowemu dyrektorowi łódzkiej placówki życzę tym razem właściwego nurtu, a jej samej – więcej szczęścia, niż miał jej gliwicki odpowiednik.

Nie zajmowałbym się już sprawami związanymi z byłym dyrektorem GTM, gdyby on sam nie poskarżył się na odchodnym, być może pewien powodzenia „łódzkiej kariery”, Henryce Wach-Malickiej z „Dziennika Zachodniego” (A może trzeba się było słuchać władzy?” - „DZ” z 5 czerwca 2015 roku). Przeczytałem ten pożegnalny lament, to dyrektorskie adagio na fałszywą nutę i… włos mi się zjeżył na głowie. 

Nie wierzyłem własnym oczom, że można aż tak bardzo bezkrytycznie patrzeć na siebie samego i tonem właściwym dla męczenników władzy, wypaczać oczywiste fakty. Panie Dyrektorze (stary w Gliwicach i nowy w Łodzi) czy naprawdę marzyło się panu kolejne 17 lat na tym samym stołku? Jest Pan człowiekiem kultury i naprawdę nie widzi pan, że kilkunastoletnie zawłaszczenie jakiejkolwiek instytucji kultury przez tych samych ludzi po prostu ją zabija? Dla artystycznej higieny niezbędne jest przewietrzenie.

W odpowiedzi na jedno z pytań autorki wywiadu stwierdził pan: „RODZINA ADDAMSÓW była ukoronowaniem nurtu musicalowego, jaki konsekwentnie realizowałem z artystami GTM od wielu lat”. Ten nurt, o którym pan mówi, na płyciźnie „Ragtime” zatrzymałby niejedną karierę, ale na rafie „Tarzana” zatopiłby każdego dyrektorskiego „Titanica”. Niech pan nie sugeruje jakiegoś stałego, rwącego nurtu, bo to zwyczajne kłamstwo.

Pańskie kuriozalne decyzje i pomysły doprowadziły do całkowitej artystycznej katastrofy w przypadku  „Wakacji don Żuana”. A „RODZINA ADDAMSÓW”  udała się tylko dlatego, że po pierwsze – wybrano wreszcie musical na miarę możliwości realizacyjnych tego teatru i po drugie – powierzono jego reżyserię Jackowi Mikołajczykowi. W podzięce za tę decyzję wiele mogę panu doprawdy wybaczyć. Bo z całą pewnością pojawił się wielki reżyserski talent w tej branży. Gdyby tak zechciałby pan zrezygnować wcześniej ze swoich kadrowych poszukiwań, z uporem kończonych np. na Marii Sartovej, to w GTM mogłoby się dziać zupełnie inaczej.

W rozmowie z red. Henryką Wach-Malicką wyznał pan, że z powodu niechęci do pana źle ocenia się cały teatr, a także mówi się i pisze o siedemnastoletniej zapaści teatru. Czy pan czyta z gwiazd, czy z załzawionymi z żalu oczami deklamuje te brednie dla wzbudzenia litości? Oto ja sam zawsze oddzielałem artystów GTM od jego kierownictwa. Co więcej wskazywałem pozycje repertuarowe, które oceniałem bardzo wysoko, pytając, skąd ta obecna degrengolada.

„Nie wszystkie spektakle okazały się hitami” – oznajmił pan katowickiej dziennikarce i recenzentce teatralnej „Dziennika Zachodniego”. Myślę, że powinien pan się już obudzić. Za to, co wysmażył pan na scenie w przypadku „Tarzana”, dawno nie powinno pana być w Gliwicach. Przypomnę, że w swoim czasie tylko ja przestrzegałem publicznie przed kursem na „Tarzana”. Nie wahałem się tego uczynić po nadmuchanej sztucznie premierze widowiska.

Pański wywiad dla „DZ” to irytujące narzekanie milczącego przez wiele lat człowieka, który pracowicie oddawał się samorządowej celebrze, a po odebraniu mu stołka, próbującego występować w groteskowej roli nieszczęśliwego męczennika. Po takim występie powinna już tylko opaść kurtyna.

Dariusz Jezierski

1 Comment on "Dyrektorskie wylewanie łez"

  1. Serdecznie gratuluję !!!!!

Leave a comment

Your email address will not be published.


*