Fejkowa tradycja, czyli ryba psuje się od głowy

Czytam na Facebooku te płomienne apele osób z różnych środowisk, wzywające jednego z kandydatów na fotel prezydenta do „odniesienia się do fejkowych kont”, wyzywających dziennikarza, który „wpadł” od trolli, a nawet zapowiadające, że „tak tego nie zostawią”.

Oburzenie jest święte, już sama jego skala czyni z postępku tego, który „wpadł” jakieś niesamowite, jakby niepospolite przestępstwo. Napiszę Wam krótko, oburzeni. W większości przypadków nie mogę was czytać! Szlag mnie zwyczajnie trafia. I zaraz Wam napiszę dlaczego. Pamiętacie jak ujawniłem pajęczą sieć fejkowych kont rzecznika Jarzębowskiego? Powtarzam, RZECZNIKA PREZYDENTA GLIWIC! (http://info-poster.eu/wirtualna-pajeczyna-wojtka/) Pomijam fakt, że nie zareagowali nawet dziennikarze, którzy już na pewno powinni zrobić to po tym, gdy okazało się że to nie wszystko i po uzyskaniu sądowego nakazu dowiedliśmy, że rzecznik Jarzębowski wykupił domenę na Karaibach bodajże, a na tej domenie postawił stronę stopreferendum, na której obelżywie atakował politycznych przeciwników jego pryncypała. Nie zareagowała dalej W ŻADEN SPOSÓB, Rada Miasta, której przedstawiciele teraz publicznie atakują trolli. Pewnie dlatego, że nie ma pryncypała. Bohaterowie…

Dlaczego teraz powstaje ruch oburzonych praktykami, na które byli ślepi, gdy się rodziły?

Kiedy pisałem o korupcji, polegającej na tym, że nowa specjalistka od promocji daje zarabiać swojemu biznesowemu partnerowi, również milczano. (http://info-poster.eu/w-promocji-towarzysko-niedopuszczalne-w-swietle-ekspertyzy/). Kiedy NIK potwierdziła praktycznie wszystkie moje zarzuty ciężkich naruszeń prawa w miejskich spółkach (http://info-poster.eu/prawda-o-kontroli-nik/), duża część mediów powtarzała przygotowane wcześniej kłamstwo, że kontrola zakończyła się wynikiem pozytywnym. Kandydat na prezydenta również. Teraz „mi to wisi”, ale wtedy zamiast być przez nie chwalony jako człowiek, który nauczył prezydenckich prawników prawa spółek handlowych, byłem przez większość z „państwa oburzonych” omijany szerokim łukiem. Przy waszej milczącej aprobacie – bo jak to nazwać? – odcięto mnie od możliwości jakichkolwiek działań i tylko garstce przyjaciół zawdzięczam, że dałem radę nie utopić się w tej grząskiej, gliwickiej rzeczywistości.

Dziś Adam Neumann oświadcza, że nie ma nic wspólnego z fałszywymi kontami na Facebooku”. Jak pięknie, ale to w Pana służbie, jako urzędującego wiceprezydenta działała maszynka, która teraz została ujawniona. To rzecznikiem Pańskiego szefa (a zatem i Pana) był Marek Jarzębowski. Kajetan Gornig wzywa do zajęcia stanowiska. Dlaczego nie zajął go we wszystkich sprawach, będąc radnym Rady Miasta? Janusz Moszyński, mimo że pochodzi z formacji Frankiewicza miał to wielkie szczęście podarowane przez Historię, że nie miał już w tych sprawach nic do gadania, bo wyleciał na aut. Ale gdyby został w ekipie, pewnie nie byłby inny od kolegów.

Tak, to już wszystko było, to przeszłość. A jednak, Panowie, przyznajcie, że pod Waszym bokiem, na Waszych oczach, choć za NASZE pieniądze, rodziła się w Gliwicach patologiczna medialna rzeczywistość. Chcę wierzyć, że wszyscy chcecie ją zmienić. Tylko, do cholery, nie zakładajcie kandydackiego ruchu oburzonych. Nie wzywajcie płomiennie do odcinania się od czegoś, w czym tkwiliście po uszy. Mogą to robić media, choć też nie są bez grzechu, bo takim patronatem nad medialnymi łobuzami, ingerowano w rynek, karząc niepokornych (czytaj myślących inaczej). Ale nie mają takiego prawa ówcześni radni, a już tym bardziej zastępcy Zygmunta Frankiewicza.

Dariusz Jezierski

Be the first to comment on "Fejkowa tradycja, czyli ryba psuje się od głowy"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*