Festiwal DRZWI już za chwilę…

Od 22 do 27 kwietnia potrwa Międzynarodowy Festiwal Filmowy "Drzwi" organizowany przez Gliwicki Klub Filmowy Wrota. Z tej okazji wydano okolicznościową gazetę festiwalową, w której mnóstwo ciekawych informacji zarówno na temat samego festiwalu jak i działalności Klubu. Cała gazeta w pliku pdf do ściągnięcia pod tym artykułem. Miałem zaszczyt napisać tekst na pierwszą stronę gazety. Prezentuję go także czytelnikom Info-Postera:

Film to magiczna przestrzeń. Niedookreślona. Wciągająca każdego, kto świadomie czy też nie, przekroczy granicę. Dla każdego inną, mniej lub bardziej dostrzegalną, ale zawsze jasno oddzielającą to co rzeczywiste od tego, co wyobrażone. A może lepiej napisać upragnione, czy wymarzone? Tak, na pewno lepiej…

Granica. Jej przekraczanie zawsze wiąże się z ryzykiem. Zwłaszcza wtedy, kiedy chce się to zrobić „bez papierów”. Adrenalina, świadomość przeżywania czegoś niezwykłego, dla każdego inne uczucie doświadczania… To wciąga… Przemytnicy marzeń kursują z jednej strony na drugą. Niektórzy z przewodnikiem, zdecydowana większość na własną rękę. Jest jeszcze trzecia, najmniejsza grupa. Uprzywilejowana. Dla tych zawsze otwarte są „Drzwi”.

Drzwi do filmowej krainy marzeń otworzyli młodzi gliwiccy filmowcy amatorzy z ich szefem Marcinem Kondraciukiem. Nazywając tak symbolicznie w całości gliwicki festiwal filmu amatorskiego, otworzył pole dla oczywistych interpretacji. Bardzo dokładnie i precyzyjnie określił jednak przez to rolę, którą festiwal przyjął na siebie, wychodząc naprzeciw ludziom, którzy film pokochali ponad wszystko, stwarzając sobie drugi, często lepszy świat. Młodzi filmowcy z całej Polski już po raz siódmy zjadą do Gliwic, żeby stanąć w szranki konkursu, który dla wielu z nich rzeczywiście stanowi drzwi do innej rzeczywistości. Już sama możliwość pokazania własnych, bardzo różnorodnych produkcji jest dla nich bezcenna. Przy totalnie skomercjalizowanej, często przez to przewidywalnej, wręcz szablonowej, tzw. „branży filmowej” ich czasem naiwne, ale przez to szczere i przepojone najprawdziwszą miłością do kina obrazy potrafią często zaskoczyć niebanalnością ujęcia danego tematu, zaskakującą bezkompromisowością i brakiem poprawności.

Długo mógłbym zachęcać do przekroczenia „Drzwi”, które jak każdego roku otworzy dla nas Gliwicki Klub Filmowy WROTA, wymieniając wszystkie plusy, podkreślając walor popularyzatorski itd., itp. Ale tym razem chciałbym skupić się na czymś zupełnie innym i oddać chłopakom z GKF, to co im się należy.

Zacznę od atmosfery, w której przebiega festiwal. Ktokolwiek zetknął się z nim od środka wie doskonale, jak ogromna praca logistyczna, organizacyjna i czysto fizyczna się z nim wiąże. To jest coś niesamowitego. Dziesiątki zaangażowanych osób, bieganina, napięcie. Ale w tym wszystkim nagle szeroki uśmiech któregoś z członków klubu, szczęśliwe twarze uczestników filmoterapii planowej, profesjonalne oblicza młodych filmowców, interesujący goście. Do tego stała możliwość kontaktu widza z twórcami, miejsce na pytania i pewność odpowiedzi. Jest wreszcie czas na kawę, sok i kanapkę w miłym towarzystwie. Emocje, otwartość, przyjaźń. To wszystko się czuje. Goście festiwalu wiedzą także od razu, kiedy nagle pojawia się napięcie. Coś nie wychodzi, coś się nie składa. To takie nieprofesjonalne, prawda? Ci którzy znają te „prawdziwe”, wielkie festiwale wiedzą, że wszystko jest inaczej. W wersji „profi” nie ma miejsca na „chybione” emocje. Nic się nie wymsknie, nic się nie zawali. Wszechobecna, totalna reżyseria zawłaszcza całą przestrzeń, także poza ekranem. Wyszczerzone rzędy białych zębów, starannie kontrolowane zachowania. Wszystko sterowalne, sterylne, sztucznie rozdęte i ufryzowane. Wielkie „szoł”, wielki blichtr, ogromne pieniądze.

We „Wrotach” wszystko odwrotnie. Życie, panie, wkrada się wszystkimi szczelinami na zaaranżowaną filmową salę. Kreowany świat na ekranie i ten rzeczywisty, paralelnie snujący się wokół nas, w foyer, między rzędami widowni. Gadka – szmatka a w chwilę potem serio rozmowa. Wzruszający niepełnosprawni aktorzy, jakże normalni i prawdziwi w tym, co powinno według wszelkich prawideł być dla nich niedostępne. Lubię to – ten szczególny, jedyny w swoim rodzaju „nieprofesjonalizm” gliwickich „Drzwi”. Jest w tym magia. Oczywiście, zawsze znajdą się krytycy. Ale prawdziwą i jedyną wiarygodną odpowiedź na pytanie o wartość festiwalu „Drzwi” dają filmowcy z całego kraju, którzy przemierzają wiele kilometrów aby znaleźć się nad Kłodnicą. Często już któryś raz z kolei. I tego nie da się zanegować.

A gdzie tu miejsce dla ludzi, którzy trafią do filmowej sali festiwalowej „z buta”? Cóż, są u siebie. Dostrzegają nagle świat filmowy zupełnie alternatywny w stosunku do wyobrażonego. Częściowo oswojony, bo normalny. Co więcej, takich jak oni sami ludzi oglądają na ekranie i uświadamiają sobie, że nie inni stali za kamerą podczas produkcji oglądanych filmów.

Na tym festiwalu nie znajdziecie może (piszę „może”, bo kwestią czasu jest, kiedy trafi się perła) kina przez wielkie „K”, produkcji artystycznie wysmakowanych i intelektualnie wysublimowanych. Ale znajdziecie solidny warsztat, który sprawia, że proponowane obrazy ogląda się bez wstydu. Znajdziecie również ostrość spojrzenia i bezkompromisowość, która jest i będzie cechą młodego kina. Znajdziecie wreszcie tematy, często wstydliwie pomijane przez „zawodowców”. Wszystko to podane będzie w bardzo różnorodnym przybraniu. Nuda? Nie tutaj. Ogromna porcja muzyki, nietuzinkowo zaaranżowany czas między projekcjami, warsztaty dla zainteresowanych. Dla każdego coś.

A Ty twierdzisz, że dla Ciebie nie znajdzie się nic ciekawego? Znaczy nie byłeś, bracie… Zrób to zatem w tym roku. Wpadnij na któryś z festiwalowych dni. Przekonasz się, że warto. A przy tym zdaj sobie sprawę z tego, że będziesz właśnie uczestniczył w celebrowaniu czegoś, co jest bezcenne – ludzkiej pasji. Podstawą tego misterium jest dzielenie się z widzem. Siądź i obejrzyj któryś z często zaledwie kilkunastominutowych filmów. I zdaj sobie sprawę z tego, że złożyło się na nie setki godzin pracy wielu osób.

Bycie razem… Wspólne gapienie się w ekran… Współprzeżywanie…. Marcin Kondraciuk i jego ekipa z GKF WROTA otwierają nam „Drzwi”…

Dariusz Jezierski

gazeta

3 Comments on "Festiwal DRZWI już za chwilę…"

  1. Panie Darku. Niestety nie zgodzę się z tym co pan piszę. Poszedłem na ten cały KULTOWY festiwal i się zawiodłem. Zacznijmy od tego, że program zaczął się wcześniej i wszedłem na styk na salę kinową. A tam? Tylko kilka osób – naliczyłem może z siedmiu widzów, gdzie trójka zaraz po przywitaniu wyszła. A pozostałe dziesięć to sami wolontariusze. I proszę mówić, że nie, skoro mieli koszulki klubowe i identyfikatory. Panie Darku? Powiedzmy sobie szczerze czy to jest określenie kultowego czy międzynarodowego festiwalu? Idąc dalej, przywitanie gości? Żadnego nie było! Wyszedł jeden chłopaczek z drugim i powiedzieli "Witamy na festiwalu. Pierwszy film etc" (A ten drugi to powiedział tylko tytuł filmu). Już osobiście mnie to zniesmaczyło, bo co to za festiwal gdzie nie przywitał nas dyrektor festiwalu? Zresztą nigdzie go nie widziałem! Usłyszałem tylko strzępki rozmów, że pojechał sobie na obiad i olał całą sprawę. Tak się chyba nie robi? A goście? Widziałem tylko Pana Juliana Zawiszę, ale z tego co się zorientowałem to co roku przyjeżdża tylko z sympatii. Miała być impreza przywitalna dla gości. Był jakiś grill o którym dowiedziałem się następnego dnia. Miło wiedzieć, że biuro i festiwal tak dbają o swoich twórców.  I jeszcze jedno. Co do hasła "MIĘDZYNARODOWY". Jak to przeczytałem to byłem zadowolony myśląc, że będzie fajnie obejrzeć zagraniczne produkcje. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że nie ma ani jednej produkcji zza granicy. 

    Smutne to i przykre, że za przeproszeniem odpi****** się taką fuszerkę. Dlatego był to jedyny raz kiedy przyszedłem na ten festiwal. Wolę już chyba ściągnąć sobie filmy, które były w programie i obejrzeć w domu. Przy piwku.

    Pozdrawiam.

    • Proszę się, Twórco, nie frustrować i nie zniechęcać. Prawdziwa frustracja jeszcze daleko przed Tobą. To dopiero siódma edycja tego znamienitego gliwickiego festiwalu filmowego, a już ma… widza. Na kolejnych pokazach może być ich więcej, ale być może okaże się, że do końca tego festiwalu okażesz się jedynym widzem. To dopiero byłaby satysfakcja! Ja bym zaryzykował tym bardziej, że impreza jest kultowa i basta. Ty chyba nie rozumiesz znaczenia tego słowa, albo jesteś ofiarą marketingowego prania mózgu, które po kolei zawłaszcza na swój użytek wszystkie niekomercyjne, a więc z natury niszowe, czyli niepopularne i niemasowe idee, żeby je poprzez popularyzację dla swojego dobra spieniężać. Dlatego też możesz być pewnym, że do Hali Gliwice (d. Podium) zachęcać będą plakaty anonsujące "kultowy festiwal okuć okiennych", "kultowy seans egzorcyzmu dla każdego", czy kultowy koncert babci znanej niegdyś jako Madonna. No cóż, ten ostatni być może naprawdę okazać się kultowy…

      Impreza od dawna jest znana i ceniona. Nie wiem jak jest wyceniana, ale fakt, że od 2007 roku wyświetla dla pustej widowni musi dawać do myślenia. Tym bardziej kosztuje, a trwa. Wystarczy lektura strony internetowej tej inicjatywy, szczerze polecam klik w każdy kafelek, a zacznę od imponującej listy sponsorów, partnerów i patronów: http://www.ffdrzwi.gkf.com.pl/drzwi-wspieraja.html

      Klik w Jury zaraz po przeczytaniu Regulaminu też jest ciekawym doświadczeniem. I tak z każdym kolejnym klikiem. Ale co tam, Drzwi, skoro nie potrafią wypełnić widowni, przynajmniej starają się wypełnić czymś stronę internetową, czego nie da się napisać o słynnym z różnych niechcianych powodów Kinie Amok. To ostatnie w momencie budowy było przedstawiane przez magistrat i dyrekcję Teatru Muzycznego, które zarządza kinem, jako platforma dla różnorodnych lokalnych i niszowych inicjatyw, a więc w moim rozumieniu także dla festiwalu Drzwi. Czasu nie trzeba było wiele, żeby chętni odbili się od szyby "miejskiego mecenatu". Sądzę, że lepsza lokalizacja pomogłaby tej imprezie w zwiększeniu widowni. Ale czy naprawdę o to chodzi?

      Dla kogo jest festiwal Drzwi? Dla kogo Scena Bajka-Kino Amok? 

      Z badań na Górnym Śląsku wynika, że kulturą zainteresowanych jest zaledwie ok. 1,5% populacji, w tym 95% tzw. inteligencji kulturę rozumie jako jarmarki i festyny. Pytania? Może jaki jest odsetek gliwickiej inteligencji w tak rozumianym uczestnictwie w kulturze? 

       

  2. Byłem róznież obecny na festiwalu pierwszego dnia i nie zgodze się z opinią twórcy. Widzów było o wiele więcej niż podaje, myślę że ponad trzydzieści osób. Owy twórco, jeśli zgłosiłbys się do biura festiwalowego, co miałem okazje zabserwować, robili inni twórcy, zapewne zostałbyś poinformowany o wieczornej imprezie. Skąd organizatorzy mieli wiedzieć, że jest pan obecny na sali, skoro ich Pan Twórca nie poinformował. Boli fakt, że wielomeisięczna trudna praca tych ludzi jest stawiana w złym świetle, kilka słów urożonej dumy artysty nie przemawia do mnie. Pokazy rozpoczęły się po godzinie 18:00 a podaje Pan, że Dyrektor Festiwalu był nieoebcny bo był na obiedzie i że olał całą sprawę myślę że jest to mocno przesadzone choćby dlatego że pora obiadowa jest raczej grubo przed godziną 18. Czy Pan Twórca jest tak wziętym artystą, że potrzebuje Pan towarzystwa samego Dyrektora Festiwalu? Proponuje trochę więcej skromności. Na rozpoczęciu  nie było także Dyrketora Artystycznego na co nie zwraca Pan szczególnej uwagi. Szkoda że nie wspomniał  Pan, że Dyrektor Festiwalu oraz Dyrektor Artystyczny witali gości po zakończeniu pokazów i przepraszali za swą nieobecność, gdyż byli zajęci innymi przygotowaniami, choćby wspomnianej imprezy powitalnej dla gości festiwalu. Tutaj pragnę zacytować Pana "Usłyszałem tylko strzępki rozmów, że pojechał sobie na obiad i olał całą sprawę" Nie powinno podsłuchowac się cudzymch rozmów, a jak sam Pan zaznaczył, był to strzępek rozmowy, i z takich strzępków powstaje plotka, zazwyczja nieprawdziwa. To tyle jeśli chodzi o Pana wypowiedź, mnie natomiast bardzo sie podobało, nie była to moja pierwsza wizyta na tym festiwalu i myślę, że nie ostatnia.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*