GCOP, czyli mit dobrodzieja

Gliwickie Centrum Organizacji Pozarządowych to „twór”, którym władze Gliwic chwalą się od dawna i gdzie tylko można. Jeśli ktoś z Czytelników jeszcze tego nie zauważył, to oznacza co najwyżej, że najprawdopodobniej w ogóle nie czyta propagandowych tekstów magistrackich. Może to i lepiej dla niego?

Od dawna zadaję sobie pytanie, czy ktoś rzetelnie zastanowił się nad rezultatami działalności kolejnych filii GCOP, rosnących kadr, coraz większych środków, trawionych każdego roku przez tego molocha, którego odpowiedników próżno szukać nawet w większych od Gliwic miastach. Wmawia się nam, że GCOP to powód do dumy i satysfakcji. Próbuje się też wpoić gliwiczanom przekonanie, że bez tej fasady, nieszczęsne organizacje po prostu nie mogłyby działać.

Inkubator Społecznej Przedsiębiorczości, Centrum Wolontariatu, Strefa Seniora, Centrum Organizacji Kulturalnych, Strefa Aktywności Społecznej, Dom Aktywnej Młodzieży – przeczytajcie, Drodzy Czytelnicy, jeszcze raz te nazwy, ale tak ze zrozumieniem. I spróbujcie mi, niedouczonemu pismakowi, wytłumaczyć dlaczego „Społeczna Przedsiębiorczość” nie może być częścią „Społecznej Aktywności”. Albo dlaczego ze „Strefy Społecznej Aktywności” wyłączono „Aktywną Młodzież”?

Czy „Wolontariat” naprawdę nie pomieści się w „Strefach” i musi mieć „Centrum”? A dlaczego z tego wszystkiego zupełnie wykluczono „Seniorów”, których zamknięto w ich własnej „Strefie”. Nie mogą być „Przedsiębiorczy”? A chociaż „Aktywni”? Jaki jest cel wydzielenia odrębnego getta pod nazwą „Organizacje Kulturalne” ze zbioru organizacji pozarządowych? Czyżby każda organizacja kulturalna w mieście nie była tworem pozarządowym, lecz antyrządowym?

Podkreśla się, że w ramach pomocy organizacjom pozarządowym GCOP udostępnia im lokal i umożliwia skorzystanie ze specjalistycznego sprzętu, na przykład z projektora. A czy na pewno wszyscy zdają sobie sprawę z tego, co im grozi, jeżeli nie daj Boże, podczas ich „zmiany” zgaśnie ostatecznie lampa, która przecież po określonej liczbie godzin się psuje? Oto 17 punkt Regulaminu GCOP na 2015 rok:

Użytkownik zobowiązany jest oddać sprzęt, z którego korzystał, w stanie niepogorszonym i ponosi pełną odpowiedzialność za szkody powstałe w czasie dysponowania nim. Przejęcie materialnej odpowiedzialności za powierzony sprzęt dokumentowane jest drukiem Zapotrzebowania. W wypadku wystąpienia uszkodzenia/usterki, Użytkownik zobowiązany jest do naprawienia i ustalenia z pracownikiem GCOP terminu oddania sprawnego urządzenia. Użytkownik pokrywa koszty związane z naprawą lub wymianą zepsutego sprzętu.

Szanowni Państwo, przecież tak naprawdę ten skandaliczny zapis świadczy tylko o jednym – koszty reperacji nieubłaganie starzejącego się w wyniku eksploatacji sprzętu, tak bardzo pomagające organizacjom GCOP zrzuca na barki pechowców, którzy np. jako ostatni wypożyczą projektor z kończącą swój żywot lampą. A taka lampa to wydatek co najmniej kilkuset złotych. Naprawdę tak wygląda pomoc? Aż strach pomyśleć co będzie, gdy przydarzy się poważniejsza awaria.

Do spraw związanych z GCOP zamierzam niejednokrotnie powracać. Teraz zdecydowałem się na poruszenie tego tematu, aby skłonić przynajmniej niektórych Czytelników do refleksji, że zdecydowanie za rzadko mówimy „sprawdzam!” w tym i w wielu innych przypadkach. Zbyt łatwo przyjmujemy na wiarę to, co raczą nam obwieścić władze miejskie, korzystające ze swoich narzędzi propagandowych. Zapominamy przy tym, że z opracowanych przez Miltona Friedmana czterech sposobów wydawania pieniędzy najmniej efektywny i najbardziej dotknięty negatywnymi zjawiskami jest przypadek wydawania cudzych pieniędzy na cudze potrzeby.

Dariusz Jezierski

5 Comments on "GCOP, czyli mit dobrodzieja"

  1. Panie Darku, sprawy nie wyglądają tak prosto. Problem polega na czym innym. Otóż cały budżet Gliwic służy jednemu tylko celowi, jakim są dożywotnie rządy prezydenta Frankiewicza. Obok tego (powtarzam: jedynego) celu – kto może, powinien robić coś dobrego na miarę takich możliwości, jakie ma do dyspozycji. GCOP robi to dobrze; proszę czasem zajrzeć do któregoś z kilku punktów. Niektóre działania mają śmieszne nazwy i osobliwe formy, bo akurat jakiś głupkowaty urzędnik tak poukładał priorytety, decydujące o przydziale pieniędzy. Innych bardzo potrzebnych działań w ogóle nie można uruchomić. Dotyczy to zwłaszcza polityki senioralnej, o której Pan pisze. Prezydent Frankiewicz, choć sam ma 60 lat, nie zauważa, że miasto gwałtownie się starzeje i zachowuje się jak żaba w podgrzewanym garnku: nie reaguje na zmiany. Gdy woda się w końcu zagotuje – żaba też nie zareaguje, bo już nie żyje, o czym sama nie zdąży się nawet dowiedzieć. Z pozdrowieniami – Andrzej Jarczewski

    • Panie Andrzeju (oficjalnie – zatem i forma oficjalna), poznał mnie Pan już na tyle, że wie, że piszę wszystko zdecydowanie dopiero po analizie faktów. Nie neguję w żadnym razie wartości pracy wykonywanej przez GCOP, ale już sposób jej wykonywania, wielkość środków w stosunku do efektów – tak. Sądzę, że także bez dublowania niektórych zadń organizacje mogą działać i rozwijać się tak samo dobrze. Zamiast rozmnożenia w ten sposób etatów (do tego wrócę wkrótce) wolałbym, żeby organizacja, której się POMAGA, nie musiała zapłacić parę stówek, bo właśnie ona miała pecha i wypaliła się umęczona lampa. Nie mam żadnych wątpliwości, że „nadbudowa” GCOP jest najzwyczajniej w świeie zbyt kosztowna w stosunku do wpływu na jakość pracy organizacji pozarządowych. Innym mankamentem jest – niestety – polityka kadrowa w niektórych przypadkach zwyczajnie niezgodna z prawem. To te kwestie mnie interesują i będę do nich wracał. Podkreślę raz jeszcze – nie neguję potrzeby istnienia takiego podmiotu, podaję w wąpliwość adekwatność ponoszonych kosztów do efektów. Jak zapowiedziałem, do tych spraw będę wracał. „Rybkę” wypuściłem właśnie w celu rozpoczęcia dyskusji. Wszystkie stanowiska będą przeze mnie chętnie publikowane. Gdzie jak gdzie, ale w tym sektorze duskusja musi być normalną formą załatwiania dyskusji.

      Podkreślę jeszcze coś ważnego – sprawą zająłem się po kilku sygnałach pochodzących właśnie od organizacji pozarządowych (otrzymanych w trakcie ostatniej kampanii wyborczej). Zajęcie się tymi sprawami planowałem ok końca ubiegłego roku.

  2. No cóż w internecie jest trochę informacji na temat działalności tejże organizacji,ale ten twór powoływany uchwałą Rady Miejskiej to wydaje się być instytucją do której kierowani są odpowiedni ludzie do zatrudnienia. Ze sprawozdanń finansowych zarówno Urzędu Miejskiego jak też GCOP nie wynika jakie koszty są ponoszone na zatrudnionych tam ludzi.Dyrektora powołuje prezydent miasta,jako swojego pełnomocnika,jest tam jeszcze kilkanaście osób, którzy prawdopodobnie nie są wyłącznie wolontariuszami. Kto jest ich pracodawcą? Urząd Miasta?Rzeczywiście wygląda to ciekawie.

    • GCOP jest jednostką budżetową UM. Pracowników zatrudnia się zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym i ustawą o pracownikach samorządowych. Temat wymaga kontynuowania i wrócę do niego już wkrótce. Osobiści podzielam zdanie wielu osób i doceniam pracę niektórych pracowników i dyrektora Andrzeja Gillnera, ale niestety, niektóre sprawy wymknęły się spod kontroli.
      A media pełnią funkcję kontrolną, nieprawdaż?

  3. GCOP pewnie bierze przykład ze spółek miejskich w których mamy spółki matki, córki i kochanki, a tutaj podział jest podobny i  struktury dokładnie takie same tylko się inaczej nazywają bardziej przyjazne  dla naiwniaków, którzy wierzą, że to dla naszego dobra to miasto tak niby dba o seniorów, aktywną młodzież, wolontariat.

    Tylko gdzie ten wolontariat?

     Nawet jak jest USTAWA O WOLONTARIACIE I POŻYTKU PUBLICZNYM to ona nie dotyczy gliwickiej młodzieży, bo w Gliwicach wolontariusz musi mieć skończone 18 lat, a nie 14 lat  jak mówi Ustawa, dlatego wolontariatu w Gliwicach takiego prawdziwego po prostu nie ma, nawet  młodzież 16 letnia nie może za zgodą  rodziców brać udziału np. w wolontariacie na terenie gliwickiego schroniska dlaczego?  Bo jak ładnie to ujął na którymś z kolejnych spotkań dyr.MZUK-u , schronisko jest zakładem pracy i kieruje się zasadami obowiązującymi w takich miejscach, a to że jest Ustawa o wolontariacie, to akurat nikogo nie interesuje, jak wiele innych rzeczy, które dotyczą nas mieszkańców tego miasta, bo jakby to powiedzieć ‘’My władza wiemy lepiej’’

Leave a comment

Your email address will not be published.


*