GKS Piast SA, akcje i inwestor widmo… Historia pewnego wywiadu

6 komentarzy

W GKS Piast SA najwyraźniej nic nie może odbywać się normalnie. 15 listopada ubiegłego roku media podały informację, że Zbigniew Kałuża, właściciel firmy Kar-Tel, nabył od Stowarzyszenia GKS PIAST 26% akcji spółki. Nazajutrz infogliwice.pl obwieściło: „26% akcji Gliwickiego Klubu Sportowego kupił od Stowarzyszenia GKS Piast Zbigniew Kałuża. Właściciel firmy Kar-Tel od dłuższego czasu wspiera finansowo Piasta.”


Pomijając enigmatyczne „wspieranie finansowe” (zwłaszcza że „od dłuższego czasu”) warto dodać, że nowy akcjonariusz zapłacił za akcje 800 000 zł, a zatem cena akcji wyniosła tylko nieco ponad 4 zł przy cenie nominalnej 10 zł. Tanio, nieprawdaż?

akcjonariuszeOkazuje się jednak, że miało być zupełnie inaczej i Zbigniew Kałuża wcale nie miał stać się akcjonariuszem posiadającym ponad 1/4 akcji Klubu. 26% akcji przeznaczonych na sprzedaż miało kupić dwóch udziałowców. Zanim opublikujemy korespondencję między Spółką, Urzędem Miasta oraz Stowarzyszeniem w tej sprawie zaczniemy od akcentu, który byłby może humorystyczny, gdyby nie był…. żałosny!

Oto bowiem gotowy był już wywiad z dwoma akcjonariuszami, którzy „mówili” nawet dlaczego kupili akcje Piasta. Oczywiście wypowiadał się również Jarosław Kołodziejczyk, wtedy jeszcze wprawdzie wiceprezes, ale już wypowiadać się lubiący.

Prezentujemy dziś prawdziwy rarytas – wywiad, który był już gotowy i „przeprowadzony” został z… dwoma nabywcami akcji Piasta. Jak był robiony widać po tym, że pod właściwym tekstem są różne wersje odpowiedzi na niektóre pytania. Co ciekawe, w wywiadzie który ukazał się w gazetce Piasta już z jednym nabywcą Zbigniewem Kałużą, dokonano swobodnego kolażu odpowiedzi (Piast_Gliwice_21). Mamy zatem jak na dłoni sposób, w jaki tworzy się „oficjalny” PR w Gliwicach. Zatem ostrożnie, drodzy Czytelnicy! To, że czytacie iż ktoś coś powiedział, nie oznacza bynajmniej że ten ktoś powiedział to na pewno!

A teraz już cały tekst „wywiadu” oraz odpowiedzi „do wykorzystania”. W rolach głównych: Jarosław Kołodziejczyk, Zbigniew Kałuża i tajemniczy inwestor widmo – Marek Błaszczyk…

Dariusz Jezierski


NOWI AKCJONARIUSZE PIASTA

Od dzisiaj GKS Piast S.A. ma dwóch nowych akcjonariuszy, którzy zakupili 26 procent akcji od Stowarzyszenia GKS Piast Gliwice. Transakcja wyniosła 800 000 złotych. Prywatne pieniądze zainwestowały osoby prywatne: Zbigniew Kałuża (13 procent akcji) oraz Joanna i Marek Błaszczyk (13 procent).

Aktualna struktura właścicielska klubu wygląda następująco: Miasto Gliwice 66 procent akcji, Zbigniew Kałuża 13 procent akcji, Joanna i Marek Błaszczyk 13 procent akcji oraz Stowarzyszenie GKS Piast Gliwice 7 procent akcji.

– Dzięki prywatnym właścicielom z pewnością będziemy klubem nowocześniejszym i bardziej atrakcyjnym dla biznesu. To wyraźny sygnał dla środowiska, że warto inwestować w gliwicką piłkę. To zmiana, która poprawi wizerunek klubu i będzie miała także wpływ na jego markę. Jestem przekonany, że będzie to także dodatkowy bodziec dla rozwoju Piast Business Club skupiającego przedsiębiorców i firmy z całego regionu. Nie ukrywam, że liczę także na wsparcie finansowe ze strony nowych akcjonariuszy, którzy takiej możliwości na dzień dzisiejszy nie wykluczają – uważa Jarosław Kołodziejczyk, wiceprezes GKS Piast.

Nowi akcjonariusze nie kryją, że od dawna są kibicami Piasta Gliwice i podjęli decyzję o zakupie akcji z troski o przyszłość klubu. Niezależnie od tego ich zdaniem Piast Gliwice to marka, która fantastycznie nadaje się do promocji biznesu, co zamierzają wykorzystać w prowadzonej przez siebie działalności.

– Na naszych oczach piłkarze i klub piszą fantastyczną historię Piasta Gliwice. Już osiągnęli sukces, a przecież ta drużyna dopiero buduje solidne podstawy swojej działalności. Kupiliśmy akcje klubu, bo chcieliśmy w tym wszystkim uczestniczyć. I na pewno na tym nie stracimy – tłumaczy Marek Błaszczyk.

W każdym kolejnym meczu piłkarze udowadniają swoją wartość stopniowo budując solidną markę klubu. Dzięki temu wartość akcji stale rośnie.

– Jestem wiernym kibicem Piastunek i kibicowanie na stadionie przestało mi wystarczać. Postanowiłem wspierać drużynę od wewnątrz. Teraz jest dobry moment, bo wystarczyło wyłożyć relatywnie rzecz ujmując niewielkie pieniądze. Zakup akcji traktuję jako inwestycję. Jestem przekonany, że jeśli kiedyś będę chciał je sprzedać – tylko na tym zarobię – przekonuje Zbigniew Kałuża.

Nowi akcjonariusze zapowiadają, że w tej chwili zamierzają zapoznać się z sytuacją wewnętrzną klubu, z dokumentacją, finansami i organizacją. Nie wykluczają wprowadzania zmian, ale też nie zamierzają wykonywać żadnych gwałtownych, czy rewolucyjnych ruchów.

– Nowi, prywatni akcjonariusze są najlepszym dowodem na to, że Piast się rozwija i jest na dobrej drodze do prawdziwego sukcesu – uważa Kołodziejczyk.


Pytania i odpowiedzi:

Dlaczego zdecydował się Pan na zakup akcji Piasta?

– Jestem kibicem, oglądam mecze Piasta i emocjonuję się rozgrywkami piłkarskimi. Może powiedzieć że to spełnienie marzeń, albo próba uczestniczenia w tworzeniu drużyny i klubu, który na stałe wpisze się w obraz rozgrywek ekstraklasy. Mam nadzieję wnieść trochę świeżych, biznesowych pomysłów w struktury klubu. Muszę się przyjrzeć organizacji i finansom, żeby powiedzieć coś więcej.

– To był dobry moment, bo akcje klubu można było nabyć relatywnie tanio. Później może być z tym kłopot, bo ich cena będzie rosła w miarę, jak zespół będzie odnosił sukcesy. Warto w tym uczestniczyć. Mam nadzieje, że zmiany przyciągną jeszcze szersze grono firm i biznesmenów do klubu, wpływając znacząco na poprawę kondycji finansowej klubu.

Piast Gliwice to marka, która może pomóc w promocji własnego biznesu i to również zamierzam wykorzystać. Pieniądze wydane na klub nie są stracone czy wyrzucone w błoto – to dobra inwestycja kapitału.

Klub liczy na wsparcie finansowe

– Nie wykluczam takiej możliwości, ale w tej chwili jest zdecydowanie za wcześnie, żeby o tym mówić. Muszę zapoznać się z dokumentacją, organizacją i finansami klubu. Nie chcę żadnych rewolucyjnych zmian, żadnych gwałtownych ruchów. Siłą piasta jest stabilizacja – i mam nadzieję, że tą stabilizację klubowi zapewnimy jednocześnie poprawiając organizację.

Prywatni akcjonariusze są atrakcyjniejsi dla biznesu?

– Bardziej wiarygodni, jesteśmy gwarancją, że celem działania klubu będzie sukces. W końcu ta nasz interes. Jeśli nie chcemy stracić pieniędzy musimy działać skutecznie. Nikt do tego nie dopłaci, to nasze prywatne pieniądze włożyliśmy w klub. To dobry sygnał dla biznesu. Nikt nie wyrzucałby pieniędzy w błoto – więc na pewno warto współpracować z Piastem. To poprawi pozycję klubu i wierzę, że wpłynie na rozwój Piast Business Club

A co Pan z tego będzie miał?

– Ogromną satysfakcję. Tworzymy historię Piasta, wierzę że to będzie dobra historia. Wierzę w sukces i chcę być jedną z osób, która ten sukces umożliwiła. Poza tym proszę mi wierzyć, zamierzam wykorzystać możliwości promocyjne i wizerunkowe, które oferuje Piast.

5 Comments on "GKS Piast SA, akcje i inwestor widmo… Historia pewnego wywiadu"

  1. Dlaczego „inwestor – widmo” zrezygnował? I to najwyraźniej w ostatniej chwili, skoro „wywiad” był już gotowy…
    może dlatego (?!)
    http://www.nettg.pl/news/109067/gieraltowice-wniosek-przeciwko-przewodniczacemu-rady-gminy-w-prokuraturze

  2. „nasza” miejska ferajna przy Błaszczyku to kryształ 🙂 Łamanie prawa chociaż w oświadczeniach majątkowych wykazują:)) Nie to co Przewodniczący Rady Gminy Gierałtowice Marek Błaszczyk ,który nie wie w jakich radach nadzorczych zasiada i gdzie jest jedynym wspólnikiem ,bądź udziałowcem
    http://www.nettg.pl/uploads/docs/2013-03/1364209629-gieraltowice-zawiadomienie.pdfTaki

    Tak czy siak na ‚wspólnika” spółki gliwickiej ferajny GKS Piast pasował jak ulał 😉

  3. „Aktualna struktura właścicielska klubu wygląda następująco: Miasto Gliwice 66 procent akcji, Zbigniew Kałuża 13 procent akcji, Joanna i Marek Błaszczyk 13 procent akcji oraz Stowarzyszenie GKS Piast Gliwice 7 procent akcji.”

    A właścicielem jednego procenta jest tajny posiadacz kierujący całym klubem?

    Dobre, tam nawet do stu policzyć nie potrafią, a kasę będą robić. Na nas Gliwiczanach chyba jak zwykle.

  4. Co tam inwestor za pół ceny, czy nawet widmo. Oto już kilkoro dyrektorów szkół (jak sądzę z błogosławieństwem magistratu, ale wątpię by za przyzwoleniem Kuratorium Oświaty) przystało na apel kibolskiej braci, żeby uczniów legitymujących się biletem ze stadionu nie odpytywać w dniu następującym po meczu drużyny Piasta.
    Czyż to nie wspaniałe? Teraz uczeń, który pomacha nauczycielowi biletem ze stadionu nie będzie mieć obowiązku bycia przygotowanym do zajęć. Nieważne, czy to będzie jego bilet, czy kolegi z podwórka. Ważne, że ma bilet z meczu, więc „nie mógł” się nauczyć. Jeżeli inni uczniowie byli w tym czasie w teatrze, bibliotece, kinie, na koncercie, a nawet na mszy – sorry, pała! No, pewnie z ostatnim „przedmiotem” nie będzie aż takiej szykany.
    Na usta ciśnie mi się, że to już totalne przegięcie w mieście, gdzie rozum dawno zasnął i nie ma budzika, który by go obudził, ale nie zdziwię się, jeżeli po takim kuriozalnym zachęcaniu uczniów do nasiąkania stadionową „kulturą”, której wg moich skromnych obserwacji i wiedzy nie akceptuje normalny rodzic, kibole i powolni im gliwiccy pedagodzy(?) pójdą jeszcze dalej. Nauka? A po chuj? Specjalna Strefa Ekonomiczna czeka.
    Oto za bycie młodocianym kibolem z „młyna” bilet będzie przepustką do ochrony przed sprawdzeniem wiedzy przez cały tydzień. Posiadacz karnetu będzie zwolniony z pisania kartkówek przez cały semestr, a kibol wyjazdowy z automatu będzie mieć zapewnioną promocję do następnej klasy. Można też zastosować jakieś punkty za obecność na meczach Piasta owocujące podniesieniem oceny z zagrożonych przedmiotów.
    Nieuczestniczącym w meczach Piasta obniżać oceny ze sprawowania, a co! niech się przystosują.
    „Niegłupim” pomysłem będzie wprowadzenie do programu lekcji historii, j. polskiego, muzyki, w.o.s. i religii krótkich wykładów o drużynie Piasta (historia, słynni gracze i działacze, wyniki, okrzyki i przyśpiewki, czym jest „klubowy patriotyzm” i „prawdziwa miłość do miasta”, itd.)
    O! Niech młódź na zajęciach z plastyki kroi szablony i maluje transparenty z homofobicznymi treściami. Dzięki pozyskanym w ten sposób umiejętnościom wymalują Gliwice na sportowo tak, że piękni inaczej autorzy wspomnianej akcji i z trybuny tzw. „V.I.P.” ze szczęścia dostaną wielotygodniowej biegunki, co powinno pozytywnie wpłynąć na ich przetłuszczone, balonowe sylwetki. A za parę lat kordony policji nie będą już eskortować kiboli na i ze stadionu, a zwyczajnie, w całym mieście dotąd normalnych obywateli nieskażonych piłkarską szajbą. To oni wtedy będą powszechnie pogardzaną mniejszością. Bo jak tu szanować kogoś, kto nie jest patriotą i nie kocha miasta?
    A gdyby ten pomysł ochrony nieuków, godny uśmiechniętego od ucha do ucha debila w szaliku i birecie, rozszerzyć na przedszkola? I na szkoły wyższe? Takie mamy prestiżowe… No, wtedy to już na pewno trzeba będzie rozbudować stadion, który dziś jest zbyt pojemny dla niedostatecznej ilości patologicznych patriotów. Bo przecież w całej tej paranoi chodzi tylko o to, żeby na stadionie było … (wybierz: „Nas” / „Was”) jeszcze więcej, do cholery!

Leave a comment

Your email address will not be published.


*