Gliwice nieprzyjazne dla niepełnosprawnych dzieci – list do redakcji

Poruszający list otrzymaliśmy niedawno. Wynika z niego wprost, że problemy osób zmagających się na co dzień z niepełnosprawnością swoich dzieci są w Gliwicach traktowane bez należytej empatii i zrozumienia ich potrzeb. pytanie, dlaczego w Zabrzu się da? Po raz kolejny zatem redakcja powtarza pytanie: Czy w Gliwicach ów podnoszony pod niebiosa „sukces” jest sprawiedliwie dystrybuowany?

dzieci


Prezentujemy list Joanny. Oczywiście mając świadomość, że po raz kolejny któryś z wiceprezydentów może wiedzieć lepiej od rodziców i pedagogów, co dla dzieci lepsze. Różnica jest taka, że w Info-Posterze nie będzie mógł ich obrazić (http://info-poster.eu/sesja-rady-miejskiej-kto-kogo-obrazil/)


Mimo, iż jestem mieszkanką Gliwic, mój pięcioletni, autystyczny syn uczęszcza do przedszkola w Zabrzu. Nie jest to bynajmniej mój kaprys. Po prostu miasto Zabrze potrafi zapewnić lepszą rewalidację mojego dziecka, niż miasto Gliwice.

W Zabrzu mój syn jest w dwuosobowej grupie, którą troskliwie zajmują się dwie profesjonalistki – opiekunka i pedagog specjalny, że nie wspomnę już o rzeszy specjalistów „dochodzących”- psychologów dziecięcych, oligofrenopedagogów, logopedów, terapeutów behawioralnych, a także terapeutów SI. Każdy, kto miał do czynienia ze sprawą wielokierunkowej terapii w autyzmie wie, co to wszystko znaczy.

Gliwice mają również kilka przedszkoli (w tym jedno prywatne), do których moje dziecko mogłoby uczęszczać, ale z zastrzeżeniem, że trafiłoby do grupy dziewięcioosobowej. Na całym świecie rekomenduje się kilkuletnim autystom „zatrudnienie” osobistych asystentów – czyli osób, które będą ich społecznymi przewodnikami, wskazującymi swoim podopiecznym pożądane zachowania. Spełnienie tego warunku w przypadku dziewięcioosobowej grupy autystycznych dzieciaków wydaje się absolutnie niemożliwe. Nie trzeba więc szczegółowo uzasadniać, który z dwóch systemów – zabrzański czy gliwicki – jest bliższy pedagogicznemu ideałowi.

Z powodów ode mnie niezależnych, zostałam matką samotnie wychowującą dziecko, w dodatku bez zatrudnienia (mojemu dotychczasowemu pracodawcy przeszkadzał fakt, że większość terapii mojego syna odbywa się w godzinach pracy i zasugerowano mi, że powinnam się zwolnić). Z powodu budowy DTŚ i wytyczenia objazdów, koszty dojazdu z mojego miejsca zamieszkania do Zabrza wzrosły o 100%, a czas przemieszczania się z miasta do miasta wydłużył się czterokrotnie.

Zmuszona więc jestem zrezygnować z przedszkola zabrzańskiego na rzecz gliwickiego. W mojej głowie rodzi się pytanie – czy moje dziecko temu podoła? Jak będzie przebiegać jego rozwój, gdy nagle zostanie pozbawiony indywidualnej opieki? W przyszłości wszak nadal będzie prawdopodobnie mieszkańcem Gliwic. Chyba, że w wyniku niewystarczającej opieki, rewalidacji i edukacji, stanie się pensjonariuszem jakiegoś ośrodka, których również brak w naszym mieście…

Czy w ten sposób Gliwice pozbywają się mniej przydatnych obywateli? Czy osoby chore, niepełnosprawne, są usuwane zawczasu poprzez likwidację placówek odpowiedzialnych za edukację już w wieku dziecięcym? W Zabrzu działają 3 szkoły specjalne, a w jednej z nich jest klasa dla dzieci z autyzmem. Gdy zadzwoniłam z pytaniem, czy w szkole przy ul. Gierymskiego również takowa istnieje (bo dzieci autystyczne mają zdecydowanie odmienne potrzeby edukacyjne, niż dzieci upośledzone umysłowo), usłyszałam w odpowiedzi, że nie, bo „nie ma takiego zapotrzebowania”. Oczywiście, że nie ma. Rodzice dzieci autystycznych wyprowadzają się do Zabrza, gdy te jeszcze uczęszczają do przedszkola…

Nie jestem rodowitą gliwiczanką. Wprowadziłam się tu mając kilka lat, gdy mój ojciec objął odpowiedzialne stanowisko na terenie miasta. Parę rzeczy dla Gliwic zrobił. Teraz jest emerytem, ale wciąż udziela się społecznie. Gdy usłyszał o likwidacji jednej ze szkół specjalnych, załamał ręce. Pewnie gdyby nie miał wnuka-autystyka, ten temat byłby mu całkowicie obcy. Jednakże w tej sytuacji zdaje sobie sprawę, jakie kłody rzuca się pod nogi rodzicom i opiekunom dzieci z dysfunkcjami. Może nawet nieświadomie, ale jednak…

Darku (piszę po imieniu, bo znamy się z czasów szkolnych), bardzo mnie cieszy, że poruszyłeś w ogóle ten temat. Myślę, że ktoś musi w naszym imieniu – rodziców dzieci niepełnosprawnych –przemówić, gdyż my, zajęci przewijaniem, karmieniem, przebieraniem, masażami, rehabilitacją oraz miłością do naszych innych nieco dzieci, najzwyczajniej nie mamy na to czasu.

Joanna
(nazwisko i adres
do wiadomości redakcji)
 


Komentarz eksperta:

I cóż dodać do tego listu, merytorycznego w swej istocie, ale przejmującego do głębi przede wszystkim ze względu na to, że autorem jest MATKA DZIECKA NIEPEŁNOSPRAWNEGO? Wszystkie fakty i aspekty dotyczące organizacji edukacji specjalnej w Gliwicach pani Joanna przedstawiła rzetelnie, prawie bez emocji, choć z głębokim żalem. W liście uderza mnie poczucie beznadziei i rezygnacja.

Może jednak warto walczyć, warto dążyć do modelu zabrzańskiego, rudzkiego, bielskiego czy dąbrowskiego?

Znam większość szkół specjalnych na Śląsku i zapewniam, że raczej w żadnym mieście nie jest tak źle jak w Gliwicach. Likwidacja ZSOS 6 była bardzo złym posunięciem, a już sposobu w jaki to uczyniono nie zawaham się nazwać nikczemnym. Osobiście angażowałam się bardzo mocno w walkę o utrzymanie tej placówki nie ze względów osobistych, czy z lęku przed utratą etatu, bo zaliczam się do osób, których „praca kocha”, ale właśnie dla powodów przedstawionych przez panią Joannę. Rodzice dzieci niepełnosprawnych zasługują na to, aby ich dzieci były edukowane w godziwych warunkach, aby wszystkie środki przeznaczane przez MEN na szkolnictwo specjalne trafiały do właściwych adresatów. Gdyby tak się działo, gdyby na niepełnosprawnych uczniach w naszym mieście nie „zarabiano” (czyli nie przeznaczano tych środków na inne cele), a władze miasta miałyby „ludzką twarz”, ani pani Joanna, ani pozostali rodzice dzieci autystycznych czy z innymi schorzeniami psychosomatycznymi nie potrzebowaliby załamywać rąk, czy z troską myśleć o przyszłości swoich. Wszystko można jednak zmieniać na lepsze, tym bardziej, że dobre wzorce leżą za rogatkami miasta i nie należy rezygnować.

Cytując poniżej dzisiejszy wpis z Facebooka jednej z nauczycielek zlikwidowanej szkoły zachęcam gliwiczan do zrzeszania się, wypowiadania opinii, dzielenia się sobą, swoją pracą i doświadczeniami niezależnie od tego, czy mają do czynienia z problemem osób niepełnosprawnych czy też nie. Pełnosprawność nie jest zresztą nikomu dana raz na zawsze, nie mówiąc o naszych dzieciach i wnukach.

Same dobre wspomnienia! I zawsze skojarzenie ze wspaniałymi dzieciakami, o których będę pamiętać!
Tych, w których nie ma tylko kogoś kto potrzebuje naszej pomocy, ale jest ktoś wyjątkowy, kto nas uczy pokory, cierpliwości, dobroci i tego, żeby czasem wszystkiego niepotrzebnie nie komplikować…
Szkoda, że historia tak niezwykłego miejsca, jakim był ZSOS nr 6 w Gliwicach przy ul. Ziemowita, zamyka się z dniem 31.08.2013 r.
Przykre jest, że władze naszego miasta zamiast ludzi wybrały arenę sportową… Ale mimo wszystko wierzę, że Ci, których życiem nie kierują pieniądze nie poddadzą się w dalszej walce…!!!
Trzymam kciuki za Was wszystkich!”

Joanna Iwińska

JoIwJoanna Iwińska – pedagog specjalny, wykładowca akademicki, doktorant Uniwersytetu Śląskiego. Jest autorką wielu artykułów naukowych z zakresu terapii psychopedagogicznej i pedagogiki specjalnej. Główne kierunki badań to edukacja, socjalizacja i metodyka nauczania osób niepełnosprawnych intelektualnie oraz pomoc osobom zagrożonym wykluczeniem społecznym.

2 Comments on "Gliwice nieprzyjazne dla niepełnosprawnych dzieci – list do redakcji"

  1. Opolskiego superspecjalisty, ktory nadzoruje edukacje pewnie to nic nie obchodzi, bo po pracy wraca w opolskie i zadne podjete przez niego decyzje nie maja wplywu na jego zycie. W Gliwicach moze bez przeszkod wdrazac swoje pomysly, bez konsultacji z nikim, bo przeciez on z nikim nic nie konsultuje, bo wszystko wie najlepiej. Tutaj leczy swoje fobie malego chlopca z malej opolskiej wioski, ktory w duzym miescie zlapal wiatr w zagle, wprawdzie najpierw „mniejszy – niemiecki”, ale teraz to juz huragan.
    NIE GODZMY SIE, ZEBY NASZYM MIASTEM ZARZADZAL KTOS OBCY!!!

  2. Nazistowskie Niemcy…

    „… Władze polityczne i medyczne zaczęły dzielić ich społeczności między jej” dopasowania „i” niezdatnych „Członkowie”.

    Jednym z celów polityki nazistowskiej była eliminacja szkodliwych – zdaniem nazistów – grup społecznych i etnicznych. W największym stopniu prześladowania te dotknęły Żydów, Romów oraz narody słowiańskie. Jednak wśród grup przeznaczonych do eksterminacji znalazły się także osoby chore i niepełnosprawne.

    Precz z karłami „Sukcesu”

Leave a comment

Your email address will not be published.


*