Gliwiczanin w Belgradzie, czyli impresje z goryczką

2 komentarze

Belgrad był od kilku miesięcy tym miejscem na ziemi, o którym marzyliśmy. My, czyli ci z ekipy Teatru Nowej Sztuki, którzy akurat pracowali przy najnowszej realizacji (choć już trzeciej!) „Pod podeszwą buta” wg Adama Sroki.

Ten właśnie spektakl miał być pokazany podczas festiwalu „10 Dana Krsmanca”. Warto z całą pewnością powiedzieć w tym miejscu, dlaczego ten. Na Festiwalu „Teatralny Koufar” w Mińsku znakomicie pokazali się Mateusz Mikołajczyk (zastąpił go w tej realizacji Grzegorz Grębosz) oraz Anna Maksym (ona została) – Mateusz zdobył nagrodę dla najlepszego aktora pierwszego planu. Dodać trzeba, że rywalizował z aktorami z ponad 20 spektakli z 17 krajów świata. Tam właśnie obejrzał spektakl dyrektor artystyczny belgradzkiego teatru Vladimir Cvejic. Stwierdził, że musi go mieć u siebie. Miało to się stać już w ubiegłym roku, ale TNS nie zdobył środków na wyjazd. Vladimir ponowił zaproszenie i tak oto stanęliśmy przed okazją niezwykłą – po raz pierwszy teatr z Polski miał wystąpić na tym festiwalu i w dodatku miało się to dokonać w roku jubileuszowym dla serbskiej sceny. Okazuje się bowiem, że Akademicki Teatr z Belgradu obchodzi w tym roku… 90 rocznicę istnienia! Jest najstarszym teatrem studenckim w Europie i jednym z nielicznych, które mają własną scenę i grają spektakle repertuarowo. Cóż, to duży zaszczyt zostać zaproszonym na taki festiwal w tak ważnej edycji. Dla nas to moment również szczególny – Teatr Nowej Sztuki w tym roku obchodzić będzie 10 – lecie swojej działalności.

Niestety, zaczęło to wyglądać fatalnie. Prawie trzymiesięczne starania pozyskania z Urzędu Miasta środków na ten wyjazd w ostatnim momencie spotkały się z lakoniczną odmową.  Okazuje się, że nieco ponad 3 tysiące złotych to zbyt dużo dla TNS w mieście, w którym milionowe kwoty przeznacza się na stado małp, a Noc Świętojańska w rytmie disco polo kosztuje wg urzędników „jedynie 115 tysięcy złotych”. Tymczasem brakuje kilku tysięcy dla Teatru, który od kilku lat reprezentuje CAŁKOWICIE NA WŁASNY KOSZT swoje miasto na wielu scenach w kraju i poza nim, zdobywając nagrody i wyróżnienia. Tu nie mogę nie zacytować pełniącej obowiązki naczelnika Wydziału Kultury Katarzyny Łosickiej, która na pierwszą prośbę o pomoc w wyjeździe do Belgradu napisała w mailu taką oto kuriozalną rzecz:

Szanowny Panie,
doceniając podejmowane przez Pana inicjatywy, informuję, że podstawą do ewentualnego udzielenia wsparcia finansowego dla proponowanego przedsięwzięcia powinny być bardziej szczegółowe i merytoryczne informacje.  Proszę o przesłanie informacji dotyczących przedstawienia, które Teatr Nowej Sztuki zamierza prezentować w Belgradzie, jak również składu osobowego oraz czasu pobytu zespołu. Proszę również o informację w kwestii innych niż występ podczas festiwalu form promocji Gliwic, jakie  może Pan zaproponować przy realizacji przedsięwzięcia

Z tego wszystkiego zapytałem znajomych artystów z Gliwickiego Teatru Muzycznego jak jeszcze promują nasze miasto podczas swoich artystycznych wojaży z nadzieją, że mnie poratują jakąś podpowiedzią. Niestety, nie mogli mi pomóc…

Nie muszę dodawać, że wszelkie wymagane informacje podałem z ogromną nadzieją, że przekonają Wydział Kultury i Promocji Miasta do tak ogromnego wydatku, zwłaszcza, że takie szczegółowe pytania sugerowały co najmniej głęboki namysł. Jak było? Jak zawsze. Wyjechaliśmy jednak. Znalazły się osoby i instytucje, które pozwoliły znaleźć wyjście z sytuacji.  Jak wypadliśmy w Belgradzie? O tym napiszę za kilka dni, kiedy spłyną do nas recenzje.

Dziś chciałbym się z Wami podzielić moimi inspiracjami. Zrobiliśmy sporo zdjęć, bo Belgrad jest bardzo fotogeniczny i… egzotyczny na swój sposób. Tropiliśmy tam nawet polskie, śląskie i gliwickie wątki (o tym niedługo). Chcielibyśmy pokazać też urok belgradzkiej architektury. Dziś jednak wspomniane inspiracje…

inspiracje1Sklejanie… Konieczność pozbierania okruchów piękna i ocalenia ich z każdej pożogi, przed każdą bezmyślnością. Determinacja w przetrwaniu w momentach najgorszych. Godnym, rozumnym i perspektywicznym.

inspiracje 2

Stara cukrownia… „Akwarium”, za którego szybą zostawiono cząstkę tego, co było tu wcześniej. Jest jak gotowa scenografia. Zauważyłem, że w Belgradzie nie „unowocześnia się” niczego na siłę. Nie zamyka w geometryczne formy, nie wykłada zunifikowaną do granic absurdu kostką brukową każdego skweru. Głęboki namysł wyjdzie Belgradowi na zdrowie.

inspiracje 3A to inny fragment tej samej cukrowni. Oranżeria. Świątynia dumania. Przysiadłem tam na dwa kwadranse. Nikt chyba mi nie uwierzy, że myślałem o Gliwicach. Gorzko było…

inspiracje 4W 1999 roku NATO wywarło demokratyczną presję na Serbię, bombardując wprawdzie budynki wojskowe (sztab), ale w centrum stolicy! Dla mających problem z oceną tego ataku podam jeden istotny szczegół, który sprawia, że Serbowie nie usuwają ruin. Po bombardowaniu naturalną rzeczą jest, że ludzie zewsząd zbiegają się, aby ratować rannych. Nie inaczej było w Belgradzie. Wówczas stała się rzecz, której nie podały do wiadomości media w Polsce i innych krajach UE – samoloty NATO po 5 minutach powtórzyły nalot bombardując dokładnie to samo miejsce i zabijając wiele osób, niosących pomoc. Ja nie mam wątpliwości – to zbrodnia. Czasem warto zastanowić się, jakiej demokracji i w jaki sposób bronią nasi żołnierze w innych krajach, przecież także z Gliwic.

inspiracje 5Ten lokal nie ma nazwy. Na szyldzie widnieje znak zapytania. Władze Belgradu chciały wyburzyć ten budynek (a to jedna z najstarszych knajp!) i potem złośliwie nie dawały zgody na kolejne nazwy. Dlaczego nie wyburzyły? Otóż chcemy uczyć innych obywatelskiej partycypacji, a tymczasem sami powinniśmy się uczyć. W tej „nieunijnej Serbii” zebrano dziesiątki tysięcy podpisów w obronie budynku. Poskutkowało. W Belgradzie nie likwiduje się łatwo niczego. Zacofanie? Broń Boże! Rozsądek, przywiązanie do tradycji, świadomość siły – to wszystko po stronie mieszkańców, którzy czują się u siebie.

inspiracje 6Belgradzkie zaułki. Koniecznie trzeba zrobić ich monografię. Tam każde podwórze, każda brama to inny świat. Z niespodziankami, tajemnicami i odkryciami. Wrócę jeszcze na belgradzkie podwórka a tymczasem pomyślałem, że warto uwiecznić nasze. Te, które wciąż jeszcze zachowały duszę.

inspiracje 7Tu znajdują się miasta, w których był teatr, który nas gościł. To tylko część, bo takich cegieł jest dużo więcej. Na tej jednak są cztery polskie miasta – Warszawa, Kraków, Wrocław i Poznań. Chcę, aby dołączyły do nich Gliwice. Podjęcie współpracy z belgradzkim teatrem to był jeden z punktów mojej propozycji promocyjnej Gliwic. Po korespondencji z Urzędem Miasta wnoszę, że raczej będzie się musiało obejść bez jego pomocy.

inspiracje 8Teatr po gliwicku to ciągle konieczność gigantycznych inwestycji. Teatr Nowej Sztuki nie potrzebuje takich. Jest w stanie działać od dziś. W jaki sposób? Ot, choćby taki jak działa tak długo teatr w Belgradzie. Ta scena mieści się w budynku, w mieszkaniu w sposób genialny do tego przystosowanym. Tu wejście i korytarzyk. Cudowna atmosfera, historia… POCZUCIE CIĄGŁOŚCI. To wszystko, o co w Gliwicach coraz trudniej.

inspiracje 9W 1973 roku zagrali w Poznaniu. W Gliwicach przedstawią absolutnie wspaniałą „Lekcję” Ionesco, spektakl nagradzany wielokrotnie, objeżdżający całą Europę. Kalev Kudu z Estonii, znawca Ionesco, powiedział mi w Mińsku, że widział około 2 tysięcy inscenizacji Ionesco, ale ta jest odkrywcza i rewolucyjna. Ja dodam od siebie, że tak teatralna i piękna, że nie przeszkadza w odbiorze nieznajomość serbskiego.

inspiracje 10Serbskie piwo na kolana nie rzuca. Tu widać dość słabe, ale tanie Apatinsko wlewane do szklani po piwie Jelen. A Jelen, Moi Drodzy, to już piwo zacne. Parę puszek przywiozłem. Wypiłem…

To tyle pierwszych, zebranych już z pewnego czasowego dystansu refleksji. Do Belgradu jednak jeszcze Was zaproszę…

Dariusz Jezierski

1 Comment on "Gliwiczanin w Belgradzie, czyli impresje z goryczką"

  1. gogol przejazdem | 17 czerwca 2012 at 3:54 pm | Odpowiedz

    „…Wówczas stała się rzecz, której nie podały do wiadomości media w Polsce i innych krajach UE – samoloty NATO po 5 minutach powtórzyły nalot bombardując dokładnie to samo miejsce i zabijając wiele osób, niosących pomoc…”

    Wstyd się przyznać , ale wtedy chyba jako nastolatek, coś jadłem oglądałem transmisję w tv.
    a wszystko to działo się:
    – w XX weku,
    -sercu Europy (parę godzin lotu samolotem),
    – na oczach milionów,
    – taka „zabawa” nie komputerowa,
    -żołnierzyki nie ołowiane,
    Myślicie , że teraz byłoby inaczej…?
    trochę mi wstyd , a Wam ?

    „..Tu znajdują się miasta, w których był teatr, który nas gościł. To tylko część, bo takich cegieł jest dużo więcej. Na tej jednak są cztery polskie miasta – Warszawa, Kraków, Wrocław i Poznań. Chcę, aby dołączyły do nich Gliwice. Podjęcie współpracy z belgradzkim teatrem to był jeden z punktów mojej propozycji promocyjnej Gliwic. Po korespondencji z Urzędem Miasta wnoszę, że raczej będzie się musiało obejść bez jego po.ocy… drugie,”

    Miasto które nie ma Teatru, nie zasługuje na pierwsze miejsce,co ja mówię, nie zasługuje na drugie,nawet na trzecie miejsce, ba nie zasługuje wogóle na …PODIUM !

Leave a comment

Your email address will not be published.


*