GTM – bomba z pozytywką!

Jakoś z początkiem stycznia Gliwicki Teatr Muzyczny ogłosił przesłuchanie do operetki ”Życie Paryskie” mistrza Offenbacha. Niby nic niezwykłego, bowiem „teatr poszukuje utalentowanych wokalnie i tanecznie aktorów/aktorek”. Jeśli chodzi o GTM zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić. A jednak coś nie gra, w tej maszynerii…

 

W Gliwicach potrafimy przyjąć wszystko i dotyczy to również „polityki kulturalnej” relizowanej przez dyrektorstwo GTM. Nie dziwiło nas zatem dlaczego teatr co rusz robi premiery, do których ogłaszane są „castingi”. Poza tym np. w przypadku „High School Musical” potrzebni byli aktorzy młodociani, podobnie było z wieloma rolami w będącym największą klęską w Historii GTM „Tarzanie” (oczywiście finansową, bowiem w kategorii „spektakularna wtopa artystyczna” niezagrożenie prym wiodą „Wakacje Don Żuana”). Nie dopytujemy już dlaczego „zaciąg” obsadzał również większość ról „dorosłych” i dlaczego scena gliwicka od kilku lat słynie z tego, że mogą na niej dorobić artyści (lepsi i słabsi) z innych okolicznych (i nie tylko) scen.

Tym razem jednak okazuje się, że GTM poszukuje aktorów aż do 10 ról! W operetce, która wszak nadal pozostaje najlepiej sprzedającym się (i granym) gatunkiem muzycznym na gliwickich deskach. O co tu chodzi? Jak to jest zatem, że Gliwice nie potrafią sobie poradzić z obsadzeniem w zasadzie żadnej produkcji własnymi siłami? Niby nie ma nic nadzwyczajnego w zatrudnianiu artystów przyjezdnych i to jest nawet pożądane, gdyż wnosi powiew świeżości, umożliwia kontakty i rozwój. Tak samo artystów, jak i widzów. Ale zawsze i w takiej ilości? To już wynalazek gliwicki.

Wydawałoby się, że nie powinno to nikomu specjalnie przeszkadzać. W końcu co za różnica dla widzów, czy aktor jest „wyedukowany artystycznie”, czy „samorodny talent”, młodociany czy dorosły, „stąd”, czy też „stamtąd”. A jednak ma to ogromne znaczenie zarówno dla samej produkcji spektaklu, jak i jego późniejszego udostępniania. Zastanawialiście się Państwo, dlaczego różne produkcje, czy to udane jak HSM, czy wtopy jak „Tarzan” prezentowane są w kilkudniowych „rzutach”, „mini sezonach”? Po prostu – jeśli artyści uczą się jeszcze w różnych szkołach na terenie Polski, trzeba celować w „wolne”, ferie, wakacje, długie weekendy. A zastanawialiście się, o ile droższa musi być produkcja czegokolwiek, jeśli trzeba dodatkowo zapłacić koszty przejazdów, noclegi itp.? A o ile trudniej pracuje się wszystkim, kiedy trzeba całość opanować logistycznie, zgrywać harmonogramy osób przyjezdnych, ograniczać ilość prób do ustalonych „setów”… To wszystko jest oczywiste, kiedy się nad tym zastanowić.

I teraz czytam… „Teatr poszukuje utalentowanych wokalnie i tanecznie aktorów/aktorek do następujących ról:” i tu wymienionych ról 10. I zaczynam się zastanawiać – dlaczego? Co jest nie tak w Gliwicach, że mamy wręcz mikroskopijny zespół artystów, przy ogromnym według mnie przeroście różnego dyrektorstwa… Teatr dostaje jakąś tam dotację, kasuje niemałe wpływy z biletów, zatem powinien zapewnić sobie taki skład personalny, który gwarantuje mu wywiązywanie się z podstawowego swojego zadania – niezakłóconą produkcję kolejnych spektakli. Podobnie jak warsztat samochodowy nie bazuje na mechanikach których może ściągnąć z województwa „na telefon”, tak samo nie może tego robić teatr. Liczba zatrudnionych śpiewaków, aktorów, muzyków, musi zagwarantować wystarczalność pod względem kadrowym.

A jak jest w Gliwicach? Dramat jest, choć to nie teatr dramatyczny… Mamy 9 solistów (śpiewaków), zatrudnionych na podstawie umów kontraktowych. W sezonie 2013-2014 GTM dał jedną premierę. Mowa o „Wampirach i upiorach”. O jej wartości artystycznej czy jakiejkolwiek innej lepiej nie pisać. Dotacja zapisana w budżecie na 2014 rok wyniosła ponad 7 200 000 zł. Do tego doszły różne mniejsze granty, opłaty za organizację okolicznościowych imprez i wpływy z biletów i działalności typu impresaryjnego. Powtórzmy, za to wszystko otrzymaliśmy…. koniunkturalne i słabiutkie „Wampiry…”. Dodajmy jeszcze, że GTM dysponuje aż 4 scenami. Upiornie się robi…

A może wszędzie jest podobnie? No dobrze… Najbliższy nam Teatr Rozrywki w Chorzowie. 18 aktorów i aż 7 premier w ostatnim sezonie.

Teatr Muzyczny w Gdyni – aktorzy śpiewacy – 28 osób, soliści śpiewacy – 19 osób! Aż 9 premier. A na przykład „Capitol” we Wrocławiu? Dotacja blisko 10 milionów, ale 23 aktorów i 6 premier.

Na zakończenie części matematycznej wróćmy jeszcze do Gdyni, z którą tak bardzo lubią nasz GTM porównywać jego dyrektorzy. Dotacja dla tego teatru wyniosła 11 000 000 ale wpływy – 13 100 000! A jak kształtuje się ten stosunek w Gliwicach? Takie dane trzeba wydobyć – nie funkcjonują one w normalnym obiegu.

Po podaniu powyższych informacji koniecznie trzeba wskazać na ważną właściwość cechującą teatry w miastach średniej wielkości. Muszą one realizować więcej premier. Lokalny rynek po prostu zwyczajnie szybciej się nasyca. Oznacza to, że np. Wrocław, czy Gdynia mogłyby w zasadzie robić mniej premier niż Gliwice, czy Chorzów. Jak ma się do tego jedna, wątpliwej jakości gliwicka premiera? Na co zatem poszły te ciężkie miliony? Na pewno bowiem nie na artystów, skoro… mamy ich najmniej w Polsce. Jak 9 osobami, z których np. Wioletta Białk jest tak naprawdę etatową artystką Teatru Rozrywki, zrobić musical, operetkę, czy cokolwiek „muzycznego”? Konieczne są stałe, coraz większe zaciągi. I czy naprawdę produkcja spektaklu, która pochłania środki na podróże, zakwaterowania i wyżywienia artystów w tak dużej liczbie, jest bardziej ekonomiczna niż oparta na solidnym, stabilnym, zwyczajnie dobrym własnym zespole?

Nie rozumiem niczego z tej, widać na moje pojęcie zbyt wysublimowanej, „polityki” GTM. Pociesza mnie jedno – w zasadzie lada moment powinien odbyć się konkurs na dyrektora. Niemiłościwie długo nam dyrektorującemu Panu Pawłowi kończy się bowiem umowa. A ustawa jest nieubłagana. Tymczasem ptactwo gliwickie świergoli, że nad Kłodnicą pojawił się niedawno Bogusław „Wielki” Kaczyński. Kląskwa także, że ponoć udał się do zastępcy prezydenta Krystiana Tomali, wstawić się za najlepszym (dla niego na pewno!) dyrektorem…

Oj, powinno wreszcie huknąć nad mętną Kłodnicą! Wszak już wielki Lec pisał: „Sztuka? Bomba zegarowa z pozytywką.”

Dariusz Jezierski

11 Comments on "GTM – bomba z pozytywką!"

  1. CZyli kto może być teraz dyrektorem ?

  2. Z dużą częścią Pana wypowiedzi się zgadzam, faktycznie dyrekcja ma swoje za uszami, m.in. likwidowanie „stałego składu” też uważam za karygodne. Ale z tego co wiem teatr posiada 3 a nie 4 sceny- scena przy Nowym Świecie, Ruiny oraz Scena Bajka(gdzie najczęsciej są transmisje MET a nie widowiska na żywo). Co do odczuć artystycznych, to każdy ma swoje zdanie i np. dla mnie „Wampiry … ” są niczego sobie. Napisał Pan też o tylko jednej premierze w sezonie 2013-2014, jednak należy zauważyć, ze ponad pół roku w GTMie trwał remont. I jeszcze co do spektakli granych po kilka dni pod rząd, może faktycznie znaczenie ma, to co Pan napisał, jednak myślę , że wpływają na to również czysto techniczne aspekty, np. rozkładanie scenografii, sprzętów itp.
    Niemniej jednak mam nadzieję, że po zmianie dyrektora , w teatrze można będzie zauważyć zmiany, bo są one na pewno konieczne.

    • Dziękuję za komentarz. Po kolei odniosę się do poruszonych kwestii.

      1. Sceny (sale) – pewne nieporozumienie. Informacja o 4 „scenach” pochodzi z danych opracowywanych przez Intytut Teatralny, a te dane pochodzą bezpośrednio od teatrów. I tak jako scena jest także liczona podana przez GTM najwyraźniej mała sala w Kinie Amok. 

      2. Remont – jana sprawa. Ale… wróćmy do ilości scen? Premiery odbywały się zresztą na każdej z 3 scen. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kalendarz premier zsynchronizować z kalendarzem remontów. Pewne jest jedno, dysponujący 3 scenami (nie liczmy salki amoku) teatr, otrzymujący dużą dotację, nie może nas raczyć jedną premierą w roku. dodam jeszcze, że w latach bez remontu nie ma ich wiele więcej 😉

      3. Techniczne apsekty związane z prezentacją spektakli to sprawa oczywista w każdym teatrze. I owszem, dany spektakl grany jest po kilka dni, to też oczywiste. Ale chodziło mi o NIEMOŻNOŚĆ grania chociażby HSM w ciągu całego sezonu i konieczność dostosowywania terminów do cyklu, w jakim funkcjonuje edukacja. Dotyczy to zresztą innych produkcji.

      4. Ocena samego spektaklu („Wampiry…) – zgadzam się, to kwestia wybitnie subiektywna, zatem prezentuję wyłącznie swoje zdanie.

      5. Jeśli chodzi o zespół artystyczny, zgadzamy się całkowicie i to mnie cieszy. Nie do pomyślenia jest 9 aktorów – solistów w teatrze z taką dotacją, tyloma scenami i w średnim mieście. Większe mają niektóre grupy nieformalne, czy prywatne teatry.

      6. Nawet 3 premiery w roku to zbyt mało w mieście poniżej 180 000 mieszkańców, jeśli mamy mówić o „życiu teatralnym” tegoż. Optymalnie powinno być ich 5-6. Oczywiście, że trudno o „duże” inscenizacje, gdy ma się 9 osób w zespole i różne inne kadrowe braki. Inna sprawa, że dawno już i uparcie proponowałem dywersyfikację propozycji GTM, przy własnym zresztą i będących moimi wychowankami aktorów udziale. Nigdy jednak nie spotkało się to z reakcją drugiej strony. Pozostaje mi zatem praca na Kaukazie 😉

      Na koniec… O potrzebie zmiany dyrekcji GTM trąbiłem już w Gazecie Gliwickiej dobrych 6 lat temu. Zgadzam się – to pociągnięcie jest bezwzględnie konieczne.

      Pozdrawiam

  3. Pamiętam czasy, gdy na scenie Operetki występowali najlepsi polscy soliści operetki. To dawne czasy świetności tej sceny. Podupadła już dawno, bo i brak widowni, prawdziwej kultury , koneserów sztuki oraz mecenasów sztuki. Myślę, że DJ może śmialo zgłosić swoją kandydaturę.Wiele za Nim przemawia i nie musi tułać się na Kaukaz.

  4. W mieście umysłów ściśniętych, górników i wyzyskiwanych przez SSE, nie ma potrzeby robienia większej liczby premier. Nie ma też potrzeby tworzenia ambitnych przedstawień, bo nikt nie przyjdzie, a jeśli nawet, to bedzie krytykować, bo nic nie zrozumie. Tak myślę, skoro nawet wymienione pierdoły dla gminu okazały się frekwencyjnymi wtopami. W autobusie mimowolnie słuchałem zachwytów dwóch pań – nauczycielki i przedszkolanki – zachwycających się "Donżuanem…". Jeszcze bardziej zachwycone były faktem, że bilety "wyrwały" z działu socjalnego gratis. Dzięki temu przez miesiąc mogły dumnie pierś wypinać, bo takie kulturalne i na poziomie, bo w teatrze były z mężami i jeśli tylko znowu socjalny będzie rozdawać jakieś na coś bilety, to one na pewno i chętnie. Bo one są inteligencją i mają takie wyśrubowane aspiracje i wyższe potrzeby. To przypomniało mi pewien jazzowy koncert sprzed kilku lat, po którym lokalni bywalcy, znawcy i entuzjaści jazzu opuszczali salę z nosami na kwintę lub głośno pytając: "Co to, kurwa, było?". A to tylko dlatego, że przyzwyczajonym do audycji Kydryńskiego pokazano amerykański band, który zmusił ich do intelektualnego wysiłku. Dziś były klawiszowiec Kapitana Nemo razem z synem, powrócili do gliwickiej tradycji usypiania jazzfanów, więc jeśli chce się posłuchać czegoś ciekawego, to jak zawsze trzeba udać się do Katowic bądź Chorzowa. To samo dotyczy teatru. Na dobrą sprawę wątpię, żeby GTM w ogóle był potrzebny. Kiedy wystartuje Hala Podium/Gliwice, wszystkie "wielkie rzeczy" będą się odbywać właśnie w niej. Tam to dopiero będą możliwości, z których z pewnością zechce skorzystać dyrektorstwo GTM i wydział promocji prezydenta. Brazylijczycy wybudowali sobie stadion, który spłaci się za tysiąc lat, my halę, która bez zakładowych działów socjalnych i wybitnie kulturożernych Ślązaków nie opłaci rachunku za prąd. Trzeba nam więc wydarzeń na miarę hali. Jakiś bombastyczny miuzikal ze stupięćdziesięcoosobową obsadą może okazać się strzałem w przysłowiowe sedno tarczy. A przecież już nam pichcą "nowe Gliwice wersja 2", które będą tętnić nieskomplikowaną rozrywką… Patataj, patataj, patataj…

  5. Widzę, że pan DJ ma ewidentne braki w podstawowej edukacji, jaką są rachunki. Myślę, że nie powinien się zabierać za pisanie artykułów, do których nie jest odpowiednio merytorycznie przygotowany, a i nie potrafi zrobić właściwego rozeznania…

    Wiele można GTM zarzucić, zgoda. Ale ten tekst to zwyczajne "bicie piany". Autor podaje, że teatr posiada 4 sceny, mimo iż doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że sceny są 3, a właściwie ta w Kinie Amok służy jedynie do dodatkowych wydarzeń (w końcu to scena w… kinie). Powoływanie się na badania Instytutu Teatralnego dopiero w komentarzu, udając, że nie rozumie się problemu, to ewidentna manipulacja.

    Podobnie jest ze spektaklami. Przeoczenie premiery dużego i udanego musicalu, jakim są "Dźwięki muzyki" to jakiś nonsens. Trzeba się cieszyć, że w przeciwieństwie do innych instytucji, które będąc w remoncie praktycznie zawieszają działalność, GTM wyprodukował oprócz tego jeszcze w sezonie 2 widowiska. I to wcale nie najniższych lotów. Do "Wampirów" można mieć różne zastrzeżenia, ale "Dźwięki" zyskały wiele pozytywnych opinii wśród ogólnopolskiej krytyki teatralnej, toteż udawanie, że ta premiera się nie odbyła jest zagraniem wyjątkowo niskim…

    Warto również pamiętać, że GTM produkuje co sezon 2 duże festiwale teatralne – DST i GST. Przygotowanie wydarzeń tej rangi i na taką skalę przez zaledwie 1 teatr (podczas gdy np. Interpretacje czy Katowicki Karnawał Komedii robi kilka instytucji wspólnie), a także utrzymanie ich na niezmiennie wysokim poziomie pozostaje niezauważone przez pana DJ. Bo po co? Przecież to artykuł tendencyjny, którego celem jest ewidentna agitacja na rzecz jego autora… Takim ruchem jest zwłaszcza podesłanie artykułu na stronę e-teatr, gdzie przeczyta go wiele osób, ale już mało kto zweryfikuje jego treść ze stanem rzeczywistym.

    Powinien się pan wstydzić…

    • Z chęcią odniosę się do komentarza (mimo, że do części poruszonych spraw odniosłem się już odpowiadając na inny komentarz). Jedna uwaga na gorąco – wstydzić to powinien się ten, kto nie ma odwagi podpisać się pod swoim zdaniem. To jest oczywiste nie tylko dla mnie, jak sądzę. 

    • O właśnie! To jest gliwicka klasyka. Takich jak grzesiuka widzę, kiedy myślę o teatralnej klienteli w Gliwicach. Albo na opak. Niezauważenie, że idzie się do "Sceny Bajka – Kina Amoku", to jedno, lepiej, bo grzesiuka nie zauważa też, iż sala Kina Amok, do oglądania filmów nadaje się w stopniu bliskim zera, co też przekłada się na frekwencję na i tak skromnej widowni, chociaż jakieś małe formy teatralne broniłyby się. Ale tych nie ma. Natomiast Scena Bajka, nazwa nie pozostawia wątpliwości jakim celom miała służyć sala, wykorzystywana jest właściwie wyłącznie do seansów filmowych. Gdyby jednak grzesiuka miał/-a wątpliwości, to pod poniższym linkiem znajdzie potwierdzenie genezy odbudowy dawnego Kina Bajka:

      https://gliwice.eu/dla-turystow/ciekawe-miejsca/scena-bajka-kino-amok

      Wiem i rozumiem – Pod taką fotografią też bym się nie podpisał, a nota UM o tym obiekcie potrafi nieco skołować, ale nie bądźmy surowi. Opis na pewno jest dziełem wysoko wykwalifikowanego urzędnika. Zmęczonego absurdem, skoro niemodyfikowany tej dumy miasta wisi sobie już ładnych parę lat. Przy okazji, czy ktokolwiek wie, po jakiego chujawiaka tzw. Centrum Informacji Kulturalnej i Turystycznej w strategicznym miejscu przy Scenie-Kinie zaczyna działalność dopiero o 10 rano i nie wiedzieć komu wskazuje drogę do gliwickich instytucji kultury do godziny, w których o tej porze od dawna nawet prąd nie płynie, a co dopiero krew. Nie mówiąc o kulturze…

      Interesująco zabrzmiała grzesiukowa wysoka ocena wszystkich edycji dwóch "dużych festiwali". Rzeczywiście, do końca życia zapamiętam kuriozalne GST na… ekranie… Sceny Bajka. Zapamiętam też "Naszą klasę" w piździejącej zimnem "magicznej" ruderze, ale to nie równoważy dorocznej farsy i towarzyszy z puszkami napojów, paczkami cukierków i innego staffu znanego z multipleksów. Festiwaliki typu "Spotkania", proszę grzesiuki, to naprawdę nie jest wielki wyczyn, podobne od wielu lat organizują nawet małe miasteczka, wystarczy zamknąć budżet, przy czym nie wiedzieć dlaczego, tam bilety na te same objazdowe spektakle "z centrali" są znacznie tańsze, pomimo że ich budżetów nie zasilają bankrutujące kopalnie. Dziwne jakby, ale…

       Mnogość podmiotów wpółpracujących przy produkcji takich imprez nie jest dowodem słabości, przeciwnie, daje znacznie wyższy poziom i bardziej zróżnicowaną ofertę, które otrzymuje widz. Tzw. "autorskie" festiwale "pani Zosi / pana Janusza", którzy wiedzą najlepiej, to dziś egzotyczna domena Gliwic – miasta, które parceluje budżetowe środki pomiędzy kilkanaścioro zaprzyjaźnionych demiurgów i oddanych świrów. Podobnie jest jeszcze w pomniejszych Domach kultury, ale siłą rzeczy to zrozumiałe, oni i tak cieszą się, że lud przyszedł do kasy. Doskonały przykład wartościowania jest w poście grzesiuki, kiedy Interpretacje usiłuje zmiażdżyć gliwickimi "Spotkaniami". Nie rozumie, że to w ogóle różne ligi, ale niech tam… Dyskusje i publikacje w różnych mediach jakby… cóż, nie pozostawiają wątpliwości. No, ale skoro GST gliwiczanom się podoba, jeżeli biletów spóźnialskim czasem nie sposób kupić, bo akurat obsadę stanowią gwiazdy TV, a z pięciuset miejsc w GTM, a w Scenie Bajka połowa jest rozdawana znajomym królika i "działaczom od kultury"… To nie wolno mieć krytycznego zdania. Należy wyłącznie chwalić, żeby "nie kalać gniazda". A najlepiej milczeć – od słusznych recenzji jest budżet promocji.

      W tym roku z pewnością poziom też będzie Wielki. Widownię i schody Sceny Bajka podczas DST jak zwykle wypełnią nieposiadający się ze szczęścia i puchnący z dumy płodziciele małych aktorów, a GST znowu zmontuje składankę bezpiecznych banałów, a dla "równowagi" okrasi ten przesłodzony tort wytrawną wisienką. Ku uciesze widowni w garniturach z matury i kreacjach z wesela, bo cieszyć się bezmyślnie jest kwintesencją sposobu życia zasobnych i uśmiechniętych gliwiczan. Och, byle wszystkie SUV pomieściły się na w gruncie rzeczy skromnym parkingu. Teraz te chodniczki takie małe robią… Coś strasznego! No…

      • I w ten sposób zmieszawszy wszystko z wszystkim i utopiwszy gliwicką kulturę w morzu arbitralnych uogólnień sss9 po raz kolejny poprawił sobie samopoczucie. Nie ma to jak dołożyć każdemu po trochu…

Leave a comment

Your email address will not be published.


*