GTM – M = Gliwicki Teatr?

Z komentarza pod poprzednim tekstem poświęconym Gliwickiemu Teatrowi Muzycznemu dowiedziałem się, że dziś rozwiązane zostały umowy o pracę z kolejnymi osobami. Tym razem zwolnione zostało 8 osób z chóru oraz z baletu. To bardzo poważna redukcja, gdyż w obu grupach było po 7 osób.

To posunięcie dyrektora Grzegorza Krawczyka sugeruje już jednoznacznie, że teatr zostaje poddany restrukturyzacji. Tym bardziej, że wcześniej licząca 39 muzyków orkiestra, została zredukowana do stanu 21 osób. Pewne wnioski nasuwają się same.

Najważniejszym z nich jest według mnie ten, że z całą pewnością nie mamy do czynienia z wygaszeniem instytucji. Po drugie, na pewno nie jest planowana całkowita zmiana charakteru teatru – ilość pozostawionych muzyków jest tu, sądzę, wystarczającym argumentem. Wyraźnie jednak widać, że najprawopodobniej literę "M" z akonimu nazwy teatru możemy już powoli wymazywać.

Wydaje się, że następnym krokiem dyrektora Krawczyka powinna być stopniowa odbudowa całkowicie zniszczonego zespołu aktorów. Zapewne mało kto z czytających ten tekst zdaje sobie sprawę, że po odejściu dyrektora Gabary w GTM było zatrudnionych na umowę zlecenie 3 (słownie 3) aktorów śpiewaków. Dla porównania w Teatrze Rozrywki w Chorzowie aktorów jest ponad 20.

Gliwicki Teatr Muzyczny był zatem teatrem bez aktorów. Aby powiedzieć inaczej – doprowadzono w nim do stanu, w którym samych członków ścisłego kierownictwa, było tyle samo, co aktorów, a po dodaniu kierowników chóru, baletu, muzycznego i literackiego, zdecydowanie więcej niż osób, które miały grać w produkowanych spektaklach. Proszę o wybaczenie obrońców dyrektora Gabary, ale to, do czego doprowadził, to całkowite kuriozum. Prawdopodobnie możliwe tylko w Gliwicach, w których resort kultury traktowany jest jak piąte koło o samorządowego wozu.

Wydaje mi się, że stawiane są właśnie wielkie kroki do stworzenia teatru bardziej uniwersalnego, odpowiadającego na realia współczesności, sięgającego do różnych dziedzin sztuki teatralnej, przede wszystkim nowocześnie produkującego przedstawienia. Kibicuję tym zmianom z całego serca. Jeśli się nie powiodą, teatr w Gliwicach nie przetrwa.

Grzegorz Krawczyk ma jeszcze 4 lata na zreformowanie instytucji, znajdującej się w kosztownej agonii. Mam nadzieję, że mu się uda. Z całą pewnością trzeba mu patrzeć na ręce. To oczywiste. Ale jeszcze bardziej potrzebny jest nasz kredyt zaufania. Choć wiem, jak bolesne jest to dla zwolnionych osób, mój ma.

Dariusz Jezierski

15 Comments on "GTM – M = Gliwicki Teatr?"

  1. "Derektor" vel likwidator Krawczyk ma 2 lata …zblizaja sie wybory samorzadowe..bye bye derektorstwo, be bye dotacje na gazetkę pana J. :]

    • Dość zagadkowy komentarz. Jego autor nawet pod pseudonimem nie chce nam przybliżyć tajemniczego „pana J.” i tytułu jego gazetki… 🙂

  2. To chyba jakiś nieśmieszny żart, że tylko część osób zostało zwolnionych, więc formuła teatru się nie zmieni. Zostały osoby, które do końca sezonu też dostaną wypowiedzenia. Nie dostały już teraz, bo mają umowy na czas okreśłony, więc obowiązuje ich krótszy okres wypowiedzenia. To nie jest trudne do wydedukowania. A w końcu do czerwca ktoś musi grać to, co zostało już zaplanowane. Jeśli chodzi o aktorów śpiewaków zatrudnionych na umowę, słaby argument. W wielu teatrach muzycznych, nawet operach zatrudnia się osoby na kontrakty. Co więcej, najlepsze osoby mają właśnie kontrakty nie etaty, bo nie chcą być uwiązani. Ile w takim razie śpiewaków muzyków miało z teatrem kontrakt? Nie wprowadzajmy ludzi w błąd pisząc, że nie miał kto występować, bo to jest kuriozalne. Nie chodzi o obronę Gabary, ale o fakty, których się Pan nie trzyma.

    • Nie wnikam dalej w komentarz, skoro odnosi się on do twierdzenia, które nie padło, o tym, że formuła teatru się nie zmieni. Już sam jego tytuł mówi coś innego. Piszę o restrukturyzacji, która się zaczęła i jest WYMUSZONA przez obcięcie dotacji a w zasadzie konsekwentne jej obcinanie od lat. Na pewno nie bedzie to już teatr muzyczny w sensie dosłownym i o tym piszę. A to właśnie jest, wcale nie żart śmieszny lub nie, ale zwykłe stwierdzenie stanu faktycznego

      Byłem tym dziennikarzem, który od lat zwracał na to uwagę. Pisaliśmy o tym także w Gazecie Gliwickiej. Raz jeszcze powtórzę, nie przypominam sobie głosów zespołu w tej sprawie. Sam pytałem o komentarze – wszystko po cichu, bez możliwości powołania się. A dlaczego nikt nie bronił tylu wyrzucanych artystów? Gdzie Wasze głosy proszę Państwa? Co do aktorów i śpiewaków na scenie było i jest właśnie tak, jak mówiłem. GTM miał ich najmniejszą ilość spośród wszystkich scen tego typu. Pyta komentator ilu było ich na kontraktach? Odpowiem – na kontraktach było, jak się dowiedziałem, kilku śpiewaków, część chóru i kierownik muzyczny (oczywiście piszę o zespole artystycznym), łącznie 6 osób.

  3. Argument o ilości pozostawionych muzyków jest moim zdaniem nietrafiony. Zwolniono teraz tylko 8 osób, bo tylko tyle miało umowy na czas nieokreślony. Im należy się trzymiesięczny okres wypowiedzenia. I podanie powodu zwolnienia, a jest nim m.in. likwidacja zespołu baletu np. Całej reszty -ani informować o ich losie, ani zwalniać nie trzeba, ponieważ wszystkim umowy kończą się w czerwcu, i lipcu… Zmiany są konieczne, nikt temu nie zaprzeczy, ale wprowadzane są w sposób nieludzki, bez poszanowania godności artystów. I ciągle mam przeczucie, że nie chodzi tu o zmiany spowodowane troską o jakość, czy poziom artystyczny, a raczej o prozaiczną sprawę, jaką są…pieniądze. Pieniądze, które chce zaoszczędzić UM. Śmieciowe umowy na których przez kilkanaście lat zatrudnieni są muzycy orkiestry, soliści, wielu chorzystów i tancerzy, to przecież efekt "wielkiej reformy" z 2000/2001 roku, kiedy teatr zlikwidowano po to, by pozbawić artystów umów o pracę. Czy można winę przypisać wyłącznie Gabarze? Moim zdaniem nie. Posunięcia zarówno dyrektora Gabary, jak i dyrektora Krawczyka spowodowane są widzimisię urzędników. A ci gliwiccy kulturę mają w d… 

    • Likwidacja baletu, czy chóru to z całą pewnością element restrukturyzacji. Można go krytykować z wielu pozycji, ale z całą pewnością jest jednym z rozwiązań i na takie rozwiązanie dyrektor się zdecydował.  GTM został postawiony przed koniecznością drastycznych cięć z powodu polityki samorządu. To tylko efekty. W razie nieznalezienia oszczędności jest jeszcze jedna alternatywa – likwidacja. A sposób przeprowadzania konkursu, który został unieważniony, świadczy w moim mniemaniu, że była ona brana pod uwagę. Niestety, zatrudnianie zespołu wokalnego, czy tancerzy do konkretnych projektów, zwłaszcza wtedy, gdy rozszerza się formułę poza gatunki muzyczne, zawsze jest tańsze. Całej sytuacji winna jest narzucona gliwickiej kulturze polityka oszczędności. Pieniędzy zaczyna w kasie dramatycznie ubywać. Kiedy Paweł Gabara likwidował Mgazyn Kulturalny (również protestowałem i zorganizowałem akcję z petycją do RM), naprawdę sądził ktoś, że zaczyna się zabieg kosmetyczny? Już wtedy kasy nie było. I doskonale wiecie Państwo (zespół GTM), że brakowało na Wasze ostatnie w ubiegłym roku wypłaty. To są realia. Fatalne, narzucone przez urzędników. A to, co tak bolesne, jest próbą dostosowania się do tych warunków i uratowania teatru. Pozdrawiam

  4. Czytam tak te artykuły czytam i jedyne do czego dochodze, to, że Pan Jezierski bardzo nie lubi p. Gabary a bardzo lubi Pana Krawczyka. Pan Krawczyk niezależnie jaką ma wizję, niezależnie co chce zrobić obecnie jawi się szarym gliwiczanom jako egzekutor. Bo co się robi ? Niszczy teatr a w tym samym dniu rada miejska daje 30 mln zł. na doposażenie podium. Za 30 mln to cała aglomeracja śląska w dzień w dzień jeździłaby do Gliwic na przedstawienia. 

    • Oj, pomieszanie z poplątaniem… Krawczyk nie niszczy, bo dyrektor Gabara ZNISZCZYŁ. I to nie Krawczyk dofinansowuje Halę, tylko RM jak słusznie Marcin zauważył. Czy bardzo nie lubię poprzedniego dyrektora? Jest mi całkowicie obojętny. Czy lubię obecnego? Nie zastanawiałem się. Ale CENIĘ na pewno. I zaczynam coraz bardziej rozumieć jego wstrzemięźliwość w komentarzach.

  5. Nie rozumiem, jak można restrukturyzować zwalniajac wszystkich. To jest likwidacja! Jestem widzem. Jeździłam do Gliwic jeszcze wtedy, gdy była tam operetka. Potem że znajomymi, z grupami dzieci. Na piękne operetki, musikale, bajki muzyczne jakich nie mają inne teatry na Śląsku. Do teatru jeździli ludzie z Katowic, Tych, Sosnowca, Chorzowa,  spod Częstochowy, Żywca, Zakopanego… Proszę nie opowiadać bajek, że zwolnienia to zatrudnienia. Ktoś nie chce teatru, a tym samym kultury przez duże K na Śląsku. Jeżeli miasto ma inne plany, a dyrektor je wykonuje, to kto się miał buntować?! Każdy kolejny bal się o swoją pracę i w końcu wszyscy ją tracą. To teraz się buntuje i odzywają. Panu, zdaje się, też zależy na likwidacji. Smutne. Czy jako widzowie możemy cis zrobić, czy już jest posprzątane?

    • Pisanie do mnie, że „zależy mi na likwidacji”, może oznaczać jedynie, że zupełnie wyrywkowo zapoznała się Pani z tym, co piszę od lat. Bo moje intencje są zgoła odmienne. Pozwolę sobie więc n kilka wyjaśnień. Po pierwsze absolutnie nie będzie zwolniony cały zespół. Orkiestra jest sprowadzona do poziomu właściwego dla takiej instytucji i szczerze mówiąc nie jestem pewien – bo nie wiem – czy zostanie utrzymana w takiej formie. Praktycznie likwidowany będzie – co widać – chór i balet. Ewidentnie zatem odchodz się od formuły teatru wyłącznie muzycznego. A jeśli tak, ekonomia przemawia za kontraktowaniem tych artystów w razie potrzeby. Z żalem muszę też stwierdzić, że niestety od kilku lat nie było w GTM „kultury przez duże K”, choć oczywiście zdarzyły się pozycje bardzo dobre, artystycznie udane, jak choćby „Rodzina A.”

      Kolejna sprawa to to, że właśnie bliskość dwóch bardzo ważnych i bardzo dobrych „konkurencji” w pobliżu sprawia, że ma to duże znaczenie dla sytuacji GTM i ich także. Zwłaszcza Teatr Rozrywki w Chorzowie, to ta sama branża właściwie. Fakt, nie robi on operetek, ale przez ostatnie lata kierownictwo GTM zajmowało się raczej musicalem.

      Niestety, Pani Małgosiu, jako widzowie niewiele możemy tu zrobić. Jako widz świadomy, doskonale rozumiejąc sytuację artystów, ich żal, gorycz i wszystkie inne problemy, muszę stwierdzić po wielodniowej analizie dokumentacji finansowej, że na taki teatr nie stać miasta w tej chwili. Zapewne duży wpływ na to ma fakt, że kiedy sytuacja była lepsza, nie próbowano teatru uzdrowić od środka. Efekty mamy teraz. I tu mam ogromny żal do artystów teatru, którzy całe lata siedzieli jak mysz pod miotłą. W obecnej sytuacji ratować teatr, oznacza całkowicie zmienić formułę. Wierzę, że repertuar muzyczny nie odejdzie z Gliwic całkowicie, ale z całą pewnością nie może być podstawowym. Z wielu przyczyn.

      Pozdrawiam z nadzieją, że w Gliwicach jest więcej osób zainteresowanych losem kultury podobnie jak Pani.

      • Tylko jaką formułę proponuje Pan w zamian ? Bo mi się osobiście wydaje, że głównym problemem GTM jest to, że dość daleko "odjechano" od formuły operetkowej na rzecz wszystkich innych form teatralnych, przez co ciężko było widza z Zabrza, Bytomia, Chorzowa czy Katowic sprowadzić do naszego miasta. Oczywiście jestem zdania, że w Gliwicach przydałby się także "klasyczny" teatr ale jego scena nie powinna znajdować się w GTM. 

        Jakie ja widzę problemy na teraz ? 

        – Niedoinwestowanie ze strony miasta – GTM znajduje się w budynku, który czasy swojej świetności pełnił "za Niemca" a wtedy też nie był projektowany na teatr tylko bardziej na kabaret 

        -Brak jasnej wizji i znalezienia swojej niszy w rynku teatralnym 

        -Kiepskie skomunikowanie z resztą miasta i aglomeracji – w kategorii Komunikacji Miejskiej po zakończonym przedstawieniu pozostaje tylko autobus linii A4, a i trzeba mieć jeszcze szczęscie żeby jechał

        -Brak życia wokół teatru – w Chorzowie, Katowicach sceny znajdują się w środku miasta i mozna w 10 minut dostać się do fajnej restauracji – w Gliwicach…

        • Panie Marcinie, jak Pan wie, w wielu kwestiach mamy to samo zdanie. Natomiast pytania, które Pan postawił, nie nadają się na ramy komentarza. Oczywiście odniosę się do problemu, bo mam go starannie przemyślany i popełnię dziś/jutro tekst na ten temat.

  6. Szanowny Panie Dariuszu!

    Ja Pana nie rozumiem. Przepraszam za takie osądy, ale po przejrzeniu Pana artykułów zaczynam je odczytywać jako zwyczajne lizodupstwo w stosunku do nowego dyrektora, tak, jakby liczył Pan na jakaś ciepłą posadę.

    Zaprzecza Pan sobie. Jeszcze za czasów dyrektora Gabary był Pan zdania, że tatr zatrudnia za małą ilość aktorów, tancerzy, śpiewaków – be, zły dyrektor. Porówynywał Pan – teatr w Gdyni ma X aktorów, Teatr w Warszawie – Y,  a Gliwicki? A Gliwicki ma za mało! A teraz – nowy dyrektor wywala cały zespołu; super, cieszmy się! Tak powinno być!

    Niedawno w artykule pisał Pan że teatr szuka artystów "z zewnątrz", z poza teatru", że do jednej ze sztuk ogłoszono casting na 10 ról, a następnie udowadniał Pan, jakie to nieopłacalne i złe; że trzeba płacić za noclegi, że trzeba dopracować harmonogramy, że jest to zły wybór i tak dalej i tym podobne. A teraz w komentarzach zachwala Pan zatrudnianie arytstów do "konkretnych projektów". Jakich projektów? Ten teatr umiera.

    Mam wrażenie, że jakby nowy dyrektor zasądził wyburzenie sceny i postawienie tam pomnika misia puchatka, też byłby Pan zachwycony. 

    • Zarzuty na tyle poważne, że chętnie się do nich odniosę. Przede wszystkim, pisząc o zatrudnianiu z zewnątrz, ZAWSZE pisałem o odtwórcach głównych ról. NIGDY o balecie i chórze. Z prostej przyczyny – te mieliśmy zawsze. Mieliśmy do czynienia z dziwolągiem, w którym jest chór, balet, spora orkiestra i… 3 aktorów na umowach. Przepraszam, ale coś się komuś…. Jki to teatr?

      Lizodupstwo, ciepła posadka… Cóż, już nie chce się nawet komentować. Nie mam za co i po co lrobić tego nikomu w tym mieście. Bo też w kwestiach artystycznych niczego od niego nie oczekuję. A dyrektor Krawczyk, gdyby nawet chciał, nie może „zrobić mi dobrze” z racji mojego konfliktu z władzami miasta. Ten zaś ma charakter trwały. Próby awansów w moją stronę były już kiedyś czynione. Spotkały się z reakcją, którą można znaleźć w internecie.

      Prawda jest brutalna – na ratowanie GLIWICKIEGO TEATRU MUZYCZNEGO był czas kilka lat temu. Niestety, byłem jedynym który o tym pisał i mówił. Skoro Córko czytałaś moje artykuły wiesz o tym.  Gdzie byli „ratujący GTM” wtedy, kiedy naprawdę można było ratować nawet tę formułę? Właśnie… Koniunkturalni ratownicy przyszli, jak zwykle, poniewczasie. Tearz można ratowaj jedynie GLIWICKI TEATR. „Muzyczny” uratować już się nie da.

      Pomnik Misia Puchatka? Wszystko możliwe. Przy taki „ratowaniu” teatru jak obserwuję od kilku dni może się zdrzyć i tak. Proszę wybaczyć surowość ocen. Kiedy podobnie próbowaliśmy ratować Magazyn Kulturalny (byłem autorem petycji i osobiście zbierałem głosy na ulicach) środowiska GTM milczały. Dlaczego? Bo czuły się bezpieczne? 🙂

      Uratować teatr można jedynie w nowej formule. Mści się na nas decyzja utworzenia z Operetki Śląskiej teatru muzycznego (mimo, że taki istnieje w Chorzowie). i wzięcie go na wyłączne utrzymanie przez Gminę Gliwice. GTM nie ma szans przetrwania. No chyba że jako marginalne zjawisko w polskiej i śląskiej kulturze, ytrzymywany minimalnymi dotacjami. Teatr Gliwicki ma szansę nie tylko przetrwać, ale nawet znaczyć wiele. To proces na jakieś 5-10 lat. Niestety, na początku bardzo bolesny.

      Pozdrawiam

  7. Dziękuję za odpowiedź i za umieszczenie mojego komentarza pomimo zawartej w nim krytyki, jednak nie zmienia to faktu że żal jest dawnego teatru i trudno uniknąć wrażenia, że zadaniem nowego dyrektora jest likwidacja teatru, a jego przyszłość zmierza bardziej w stronę "teatru-impresariatu", co nie jest specjalnie chwalebną formą. 

    Warto pamiętać, że w starym zespole były też osoby którym zależało na jego przyszłości, ale ciężko odmówić Panu racji kiedy pisze pan, że środowisko milczało. Faktycznie, teatr chylił się ku upadkowi już od dawna i żal, naprawdę żal, że z powodu złych decyzji (Tarzan) i milczenia wielu osób został spisany na straty. 

    Niemniej uważam, że UM powinien zapewnić byłym pracownikom chociażby jakąś godną odprawę, bo z posiadanych przeze mnie informacji wiem, że niczego takiego nie ma w planach. Wydaje mi się również, że wskazany byłby powrót starej operetki. Surowo ocenia pan program GTMu, ale przecież miał on też naprawdę dobre przedstawienia, jak footlose, Wiedeńska Krew czy też propozycje dla dzieci; Pinokio, Skarby Złotej Kaczki. Poza tym mogłabym się z Panem założyć, że aktorzy również niedługo zostaną zwolnieni.

    Jedno się zgadza – trzeba było zostawić przy życiu operetkę, bo było to coś oryginalnego i dobrze zrobionego w naszych stronach.

    Pozdrawiam.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*