Ile jest warte słowo władzy?

6 komentarzy

Jeden z mieszkańców naszego miasta poprosił o interwencję w ważnej dla niego sprawie. Przyjrzeliśmy się jej bardzo dokładnie. Okazało się, że problem braku niezbędnego zagospodarowania infrastrukturalnego działki nr 809 przy ul. Kozielskiej (obręb Stare Gliwice) daje się naszemu Czytelnikowi we znaki już od 8 lat. Władze miejskie prowadzą z nim natomiast  osobliwą grę…

 

Z pierwszym pismem skierowanym do Urzędu Miejskiego gliwiczanin wystąpił jeszcze w lipcu 2007 roku, apelując w nim o „określenie terminu oraz warunków sprzedaży działek budowlanych projektowanego osiedla w Gliwicach przy ul. Kozielskiej. Mimo upływu kilku lat od sporządzenia planu zagospodarowania tego terenu, nie widać postępu w tej kwestii. Władze miasta zainteresowane są jedynie tzw. „dużym inwestorem”, natomiast budownictwo indywidualne traktowane jest po „macoszemu”.

Korespondencyjny ping-pong

Po kilku tygodniach gliwiczanin otrzymał odpowiedź z UM. Stwierdzono w niej, że „obecnie trwa procedura przygotowawcza mająca na celu zapewnienie odpowiedniej infrastruktury towarzyszącej dla budownictwa mieszkaniowego na terenach przy. ul. Kozielskiej. Chodzi o zapewnienie przyszłym nabywcom możliwości korzystania z niezbędnych mediów. Jednocześnie pragnę poinformować, że teren przy ul. Kozielskiej nie jest przedmiotem rywalizacji pomiędzy „dużymi inwestorami”(jak Pan to określił w piśmie) a traktowanymi rzekomo „po macoszemu” indywidualnymi nabywcami” – wyjaśnił Adam Neumann, zastępca prezydenta Gliwic, w swoim piśmie z 24 sierpnia 2007 roku.

Dopytywany przez obywatela o daty udostępnienia stosownych działek (pismem z 3 października 2007 r.) zastępca prezydenta miasta odpowiedział 13 listopada 2007 roku (a więc po upływie rekordowo krótkiego czasu 40 dni): „Zgodnie z zawiadomieniem Wydziału Architektury i Budownictwa jest prowadzone w rejonie ul. Kozielskiej postępowanie administracyjne w sprawie zatwierdzenia projektu i pozwolenia na budowę inwestycji, obejmującej między innymi: budowę sieci wodociągowej, kanalizacji sanitarnej i deszczowej, drogi, regulacji cieku wodnego, przebudowę gazociągu. W związku z powyższym oczekuję na rozpoczęcie budowy przedstawionej infrastruktury budowlanej” – oznajmił Neumann.

Ale uparty mieszkaniec nie dał za wygraną i w piśmie z 13 stycznia 2009 roku ponowił swoją prośbę sprzed 18 miesięcy, postulując znów „określenie terminu oraz warunków sprzedaży działek budowlanych projektowanego osiedla w Gliwicach przy ul. Kozielskiej. Mimo upływu ok. 8 lat od sporządzenia planu zagospodarowania tego terenu, brak choćby przybliżonych dat rozpoczęcia inwestycji. Rozumiejąc złożoność procedur przygotowawczych (od Waszego pisma z 2007 roku minęło kolejne 1,5 roku), nadal nie widzę jakiegokolwiek postępu robót” – pisał rozżalony obywatel.

Czy Adam Neumann przejął się kłopotami mieszkańca? Bynajmniej. Odpisał mu w kancelaryjno-urzędowym stylu, że „aktualnie trwa opiniowanie wstępnego projektu podziału nieruchomości położonej w Gliwicach, na południe od ul. Kozielskiej, obejmującej działkę nr 829, obręb Stare Gliwice”.

Do akcji wkroczył Frankiewicz

Korespondencyjny ping-pong pomiędzy gliwiczaninem a lokalną władzą przyniósł tylko taki efekt, że 25 stycznia 2010 roku poirytowany obywatel złożył oficjalną skargę na działalność Wydziału Gospodarki Nieruchomościami UM w Gliwicach oraz zastępcy prezydenta miasta, Adama Neumanna. Skarga został skierowana do Rady Miejskiej. Czytamy w niej m.in.: „Przed około ośmiu laty powstała koncepcja budowy osiedla w Gliwicach przy. ul. Kozielskiej. Prawdopodobnie powstały trzy takie koncepcje – niewątpliwie kosztowne. Niestety mimo upływu lat nie przystąpiono do realizacji zapowiadanej inwestycji”. Gliwiczanin poskarżył się również na niewystarczającą – jego zdaniem – podaż terenów pod budownictwo jednorodzinne oraz na niezrozumiałe zainteresowanie władz miasta tylko dużymi inwestorami.

Wówczas zareagował prezydent miasta – Zygmunt Frankiewicz jako bezpośredni przełożony Adama Neumanna. Uznał całą skargę za bezzasadną. W swojej odpowiedzi zawarł on m. in. następujące sformułowanie: „Aktualnie teren jest nieuzbrojony i proponowanie go inwestorom byłoby błędem. Skutkowałoby to ponoszeniem ogromnych kosztów przypadających na poszczególnych nabywców. Byłoby również niemożliwym zobowiązanie nowo-nabywców do ponoszenia w jednym czasie wspomnianych nakładów. Wobec powyższego zamierzeniem jest takie przygotowanie nieruchomości, aby indywidualny nabywca nie był uzależniony od terminów i chęci inwestowania „swoich sąsiadów”. Dlatego też wystawienie działek na przetarg w chwili obecnej jest niemożliwe”.

Z wypowiedzi Adama Neumanna i z opinii zaprezentowanej przez Zygmunta Frankiewicza przebijała wyraźna troska o przyszłego nabywcę nieruchomości, którego nie można przecież obciążać kosztami doprowadzenia mediów (wody, energii elektrycznej, gazu). Na pozór brzmiało to bardzo miło i sugestywnie. Niezorientowany w szczegółach całej sprawy czytelnik mógłby nawet odnieść wrażenie, że mamy w Gliwicach wyjątkowo troskliwego ojca miasta. Szkopuł jednak w tym, że objawiona przez Frankiewicza  troska była z gruntu fałszywa, a zainteresowany mieszkaniec miasta został najzwyczajniej w świecie okłamany.

Czarodziejska różdżka

Wyszło to na jaw dopiero po latach. Zmieniająca się ekonomiczna sytuacja miasta sprawiła, że w całej sprawie pojawiło się osobliwe POST SCRIPTUM. Zapewne w związku z rozdętymi, karkołomnymi inwestycjami w rodzaju gigantycznej Hali Gliwice konieczne stało się pilne poszukiwanie „wolnego pieniądza”, zwanego dawniej „gotowizną”. I oto działka 829 w rejonie ul. Kozielskiej stała się nagle (jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki) przedmiotem publicznego przetargu. Zapowiedziano go na 18 grudnia 2014 roku. Cenę wywoławczą nieruchomości ustalono w imponującej wysokości 21, 7 mln zł (minimalne postąpienie – 217 tys. zł).

A co z zapewnieniem dostępności mediów? W ogłoszeniu przetargowym napisano czarno na białym, że „doprowadzenie mediów i uzbrojenie terenu leży w gestii przyszłego nabywcy. Warunki doprowadzenia i przyłączenia poszczególnych mediów przyszły nabywca winien uzgodnić z ich dostawcami”.

No to jak to właściwie jest, Panie Prezydencie? Dlaczego popełnił pan taki karygodny błąd? Co stało się z „projektem i pozwoleniem na budowę inwestycji, obejmującej między innymi: budowę sieci wodociągowej, kanalizacji sanitarnej i deszczowej, drogi, regulacji cieku wodnego, przebudowę gazociągu”, o których to dokumentach  wspominał pan w 2007 roku? Czyżby dopuścił się pan wtedy świadomego kłamstwa?

To jednak nie koniec kuriozalnych okoliczności związanych ze sporną działką. Ustalona cena nieruchomości okazała się – jak to często bywa – zaporowa. Nie rozstrzygnięto więc przetargu. Na 18 czerwca (a zatem kilka dni temu) zaplanowano drugi przetarg. Ale cena wywoławcza jest już inna i wynosi 10,85 mln zł, a zatem połowę kwoty z pierwszego przetargu! Czy znajdzie się tym razem nabywca? A może chodzi po prostu o to, aby doprowadzić do trybu sprzedaży w drodze rokowań, przewidzianym przez ustawę po nierozstrzygnięciu drugiego przetargu?

Kto na tym skorzysta?

Cóż, zasadne wydaje się pytanie, czy aby na pewno osoba, z którą przeprowadzi się ewentualne rokowania, nie jest już znana? A jeśli jednak drugi przetarg zostanie rozstrzygnięty, to czy sprzedaż gruntu za połowę żądanej wcześniej ceny jest zgodna z regułami gospodarności i dobrze pojętym interesem gminy? Myślę, że w tej sprawie powinni  się wypowiedzieć się rzeczoznawcy (ale prawdziwi i rzetelni eksperci, którzy w żaden sposób nie są powiązani personalnie z Frankiewiczem).

Mam jeszcze jedną wątpliwość. Czyżby władze miasta tak bardzo uwierzyły w atrakcyjność Gliwic dla inwestorów, że „odleciały w kosmos”, określając swoje finansowe oczekiwania? Nie można wykluczyć takiej ewentualności. Pewne jest natomiast jedno – obywatel, który został oszukany przez swojego prezydenta (wynika to przecież z korespondencji) miał w pełni rację, twierdząc, że miastu chodzi – przynajmniej w opisywanym przypadku – jedynie o dużych inwestorów.

Dariusz Jezierski

6 Comments on "Ile jest warte słowo władzy?"

  1. marianandrzejczak | 21 czerwca 2015 at 10:52 am | Odpowiedz

    I za to kocham Zygmunta Frankiewicza. On jedyny martwi się prywatnych inwestorów przewidując koszta jakie musieliby ponieść. O całą prywatną Strefę się martwił i nadal marwi.

    Chociaż o nieprywatne spółki miejskie i agendy i Podium też się martwi. Boję się że z tego martwienia może nastąpić jakaś martwica organów i nie zagrają zgodnie. Myślę że Podium będzie powodem.

    Niekiedy bywa inaczej ale zawsze z sukcesem

    Kocham Pana Panie Sułku

  2. Takie jak nizej zagrozenie Frankiewicz wprowdza do scislego centrum Gliwic od lat wprowadzajac tutaj nieustanny ruch tirow.

    http://moto.onet.pl/aktualnosci/karambol-i-ogromny-pozar-na-a4-w-brzegu/fchw1e

     

  3. Jest obiegowa opinia, ze Podium bedzie gwozdziem do trumny rzadow Frankewicza. Po zmianie wladzy w Polsce zainteresuje sie tym prokuratura krajowa.

  4. marianandrzejczak | 22 czerwca 2015 at 6:07 pm | Odpowiedz

    Gwóźdź do trumny? Nasz napewno nie jego. On już swoje ma i za nic nie odpowie. No chyba że zmieni się władza w mieście Sukcesu i paru mądrych ludzi zada mu Pytanie a potem posadzi na ławve i zwyczajnie rozliczy.

     

    Szanowny Panie.. jak dokonał Pan cudu na liczbach bo 6,92% według  Pana to ponad 50%.

    Gliwice posiadają politechnikę a na jej wydziałach chcąc niechcąc królować musi matematyka. Żaden z wykładowców nie odniósł się do tematyki gdy Gość czynił konsultacje? Dlaczego? Czyżby liczyć nie potrafili jak ja?

    Acht und achtzig Professoren Vaterland du bist Verloren

    • … ma Pan całkowita rację …

      W powiedzonku Kanclerza Bismarcka, przytoczonym przez Pana wkradł się błąd (chyba z pośpiechu). Winno być: " Acht und achtzig Professoren und Vaterland, Du bist verloren" ( "88 profesorów i Ojczyzno, Ty jesteś zgubiona") – ważny tutaj oprócz "und" przed, jest przecinek po "Vaterland" – co wynika z akcentacji wypowiedzi Kanclerza w określonych dla niej okolicznościach. "Du" przed "bist" piszemy, w tym przypadku, z dużej litery bo dotyczy Ojczyzny tracąc tym samym niejako "bezosobowy" charakter potocznego "du" czyli ty, pisanego z małej litery. Przepraszam za przydługi wywód i pozdrawiam …

  5. Darku

    W 2000 /ok/ miasto zapłaciło za projekt osiedla 400tys – trzeba spytać na piśmie.

    Gdy pojawiła się rok temu kwota 21 mln – od razu dostałem informację że pójdzie za połowę – i poszła. Bo w końcu ilu jest gliwiczan posiadających i chcących wydać takie pieniądze? 

    Teraz  nowy właściciel – pisze o sobie architekt z wykształcenia – zrealizuje swoją wizję osiedla… Ja my myślę że teren podzieli i w kawałkach sprzeda. Cena za m2 gruntu w tym miejscu to ok 200zł – więc dwa razy więcej jak zapłacił.

    Czy miasto nie mogło dokonać wydzielenia działek? Mogło ale tu nie chodzi o to il miasto zarobi ale ile zarobią decydenci pod stołem.

    Pozdrawiam Cię Darku – kjn

Leave a comment

Your email address will not be published.


*