Jak wyście wszyscy schamieli!, czyli od stanu wojennego do stanu wojny

6 komentarzy

Miałem 14 lat. W zasadzie już rozumiałem jak wielkie i ważne rzeczy dzieją się wokół, ale wciąż jeszcze bardziej cieszyłem się z tego, że wstrzymano naukę w szkołach (przecież taka piękna była zima tego roku!) a także z tego, że nieoczekiwanie TVP – jakże delikatna! – "po dzienniku" puściła film wojenny (bodajże "Jarzębina czerwona").

Wiedza i zrozumienie przychodziły potem latami. Dziś już potrafię w pełni pojąć tragizm tamtych dni i dostrzec zalążki naszych dzisiejszych problemów. Wtedy byłem zaledwie rozpolitykowanym dzieckiem (Norbert, Darek, Sławek… towarzysze naszych szkolnych rozmów "o partii, o Solidarności i o tym, czy przyjdą ruskie"… pamiętacie?).

Tak, to był wojenny stan… Żołnierze, czołgi, karabin maszynowy na bramie zmilitaryzowanego zakładu, w którym pracował ojciec… Wielka niewiadoma dla ludzi, których oderwano od rodzin, internując na długo… A jednak wyczuwało się podskórnie, że to co władza wymyśliła, to tylko odłożenie w czasie jej końca. Polacy jednoczyli się, umacniali, tężeli wewnątrz, pod milczącą maską, którą przyjęli względem władzy. Polska zdawała swój egzamin. Cierpiący za sprawę byli na ustach wszystkich. Wprawdzie ich imiona tylko szeptano, ale byli. AUTORYTETY… historia pokazała, jak wiele z nich okazało się fałszywymi…

Wielkie dziejowe zmiany działy się w żyłach tego kraju. Surowica "Solidarności" dotarła już do aorty… Lekarstwo musiało zadziałać, choć wielu zdawało sobie sprawę, że na efekty trzeba poczekać. Stan wojenny z grudnia 1981 roku stał się zwrotnicą Historii.

A po 34 latach? Mamy stan wojny. Wszystkich ze wszystkimi. Naród, który 34 lata temu rozpoznawał swoich wrogów doskonale, ale nie potrafił ich potem skutecznie rozliczyć, wybaczając zbyt wiele zbyt szybko, w tej chwili wewnętrznie skłócony daje światu spektakl nienawiści wylewającej się z mediów, przetaczającej się po domach i zakładach pracy walcem kłótni, niszczących więzi, wybuchającej setkami bitew pod teatrami, na placach, stadionach i Bóg wie gdzie jeszcze. To prawdziwa wojna, dziejąca się w naszych duszach i winni jej rozpętania znajdują się po obu głównych stronach politycznego sporu.

Platforma, PiS, inni również – przez ponad dekadę zatruwają nas wszystkich swoją tzw. "debatą". To co w nas się teraz dzieje, im właśnie zawdzięczamy. Pysznym, wypasionym na wspólnym dorobku milionów rodaków, zbezczelniałym do granic możliwości. Nie chce mi się teraz o tym pisać, pozostaje mi tylko zacytować wspaniałą frazę Basi Niechcic (poznajecie?) – "Jak wyście wszyscy schamieli!"

Dziś mam 48 lat. Kiedy wracam do kraju z kolejnych teatralnych wyjazdów i jestem przerażony. Za każdym razem kotły w naszym domowym piekle są gorętsze. Mam już dość doświadczenia, aby pojąć jaką drogę zrobili Polacy przez ten czas. Od stanu wojennego, który nas zahartował i uszlachetnił, przeszliśmy do stanu wojny, która nas wyniszcza i pozbawia energii.

Pozostaje wierzyć, że stać nas na odnowę. Trzeba się jednak obawiać, że Historia może nam nie dać takiej szansy. Europa w której właśnie erodujemy nie jest już tą sprzed lat 10 czy 15. Inne są Niemcy, inna jest Rosja. A my? Mam wrażenie, że mentalnością wracamy do rzeczpospolitej szlacheckiej. Boże, pozwól, abym się mylił.

Dariusz Jezierski

6 Comments on "Jak wyście wszyscy schamieli!, czyli od stanu wojennego do stanu wojny"

  1. Głównym problemem, który rzuca mi się wyraźnie w oczy nie tyle jest wojna, co niestety zdrada – zbyt wielu ludzi, którym zaufano w 1980 po prostu zdradziło… jak nie samą "Solidarność", to wartości, które ona głosiła… lub prawdę… jak nie w 1981 – to w 1989 i 1992, i 1997, i w 2006, i w 2007, i w 2010…
    Zbyt wielu postawiło swój własny interes nad dobro ludzi, którzy im zaufali… dzisiaj trudno przyznać im się do tego, więc dalej kłamią i wymyślają legendy i mity…
    Pojawiły się układy niczym za PRL'u… tylu ludzi mówi o wolności, ale ta wolność tylko dla niektórych…
    Obiecywano na emeryturze Hawaje… a po 14 latach ta sama ekipa, która tłumaczyła konieczność reformy – doprowadziła do jej upadku i w moim mniemaniu okradzenia ludzi z ich oszczędności emerytalnych…
    Pozamykano zakłady i stocznie tłumacząc, że tak trzeba, bo UE nas ukarze – w tym samym czasie rząd Niemiec finansował stocznie niemieckie – naszych nie ma, tamtejsze działają…
    Mówiono o solidarności europejskiej, ale zbyt wielu ludzi przekonało się, że ta solidarność działa tylko w jedną stronę…
    Ludzie się burzą i mają do tego prawo – bo nie boję się użyć tego słowa – nieprzyzwoite świnie trzeba odsunąć od koryta – najwyższy na to czas… 
    Szkoda, że dziś tak wielu jeszcze tego nie rozumie… i broni układu, który przez minione 8 lat uwłaszczył się na naszym wspólnym dobru, któremu na imię Polska…
    Bez prawdy ani kroku do przodu nie uda się zrobić… a prawda będzie niestety wielu bolała…

  2. Bóg pozwala 

  3. W Gliwicach do dzis dnia mamy stan wojenny. Dowodem sa 22 letnie rzady Frankiewicza, ktory komoletne nie liczy sie z ludzmi. Na kazda uwage reaguje agresja i obrazaniem. Przypomnijmy sobie np. jak obrazal prof. Chprazego na sesji rady miejskiej. FRankiewicz to serdeczny kolega Grabowieckiego, TW "Jana".

  4. No coż … współczuję Panu, Redaktorze, a ściślej mówiąc – zazdroszczę. Zazdroszczę zawodu jakiego Pan doznał, tak – zazdroszczę właśnie tego zawodu… To nie żart, nie kpina z niedawnych jeszcze Pana oczekiwań i nadzieji, lecz zazdrość, podkreślam zazdrość. Zawód oznacza bowiem, że miał Pan nadzieję, że na coś liczył, że jednak mimo swoich 48 lat był Pan (a może  jeszcze trochę nadal jest) optymistą. Zawód w odróżnieniu od niewiary daje jeszcze szansę, niewiara żadnej. Jestem od Pana dużo starszy i kawał powojennej historii już przeżyłem. Ile jeszcze przeżyję ? – nie wiem. Przeżyłem "odwilż 56" roku, "marzec 1968" i "grudzień 1970", przeżyłem "gierkowską euforię z owym słynnym "Pomożecie"" i "rewolucję roku 80-tego", przeżyłem "stan wojenny" i "okrągły stół", "naszego premiera i waszego prezydenta", przeżyłem "wszystkich prezydentów od Bieruta aż po Dudę" (ostatniego pewnie też przężyję – bardzo chciałbym tutaj, a nie u "Sąsiada"). Zatem kilkadziesiąt lat mojego życiowego doświadczenia, skłania mnie do jednoznacznej oceny czy tezy wręcz – ten kraj nie ma racji bytu – tu nic się nie udawało, nie udaje i nie uda w przyszłości. Tu z masochistycznym zadowoleniem i tak wybiorą rozwiązanie najgorsze z możliwych, ba, dla innych wręcz niemożliwe. Tu koło historii toczy sie z nadzwyczajną prędkością, a do tego jakże malutkie to kółko a do tego, większość obwodu tegoż kółeczka to klęski. "Solidarność" jej etos itd, to … to, proszę wybaczyć, zwykła okresowa sraczka, po której śladu nie ma, a nawet smrodu … Pisze Pan (dla mnie z widoczną naiwnością): "Polacy jednoczyli się, umacniali, tężeli wewnątrz, pod milczącą maską, którą przyjęli względem władzy. Polska zdawała swój egzamin. Cierpiący za sprawę byli na ustach wszystkich". Jakbym czytał podręcznik historii jaki lub przemówienie Prezesa … Przepraszam – kto się "jednoczył", kto "umacniał", kto "tężał", kto niby "zdawał swój egzamin – jaka Polska", na czyich ustach byli "owi cierpiący i za co cierpieli" ?. Gówno prawda, proszę Pana, podkreślam – gówno prawda. To współczesny mit stworzony przez i na potrzeby krętaczy. Znakomita większość społeczeństwa patrzyła na to z przerażeniem, z bezgranicznym lękiem o ówczesne jutro. "Rewolucjonistów" traktowano z przymróżeniem oka lub się ich bano, że rozrabiają, że im sie w dupach poprzewracało, że "rozpierdolą to co jest", że "będzie jeszcze gorzej" … itd, itp. Byłem wtedy w "kwiecie dorosłego wieku" i wielu z owych "partyzantów" znałem osobiście zwłaszcza gliwickich … Po latach, oczy przecieram ze zdziwienia, gdy słyszę jaki to "ten czy ów wielki konspirator był", jak to "walczył", jak to się "narażał", jak to się "poświęcał", jaką to "podziemną prasę produkował i literaturę tajnego obiegu" – a może … a może … mnie tu nie było, może amnezja jaka – myślę sobie – ale żeby tak wszystko zapomnieć, tak dokładnie wszystko ?. Czy to możliwe ?. "A tych konspiratorów to, kurwa, coraz więcej jest i coraz młodsze jakby" – jak mawia mój przyjaciel i dodaje: "One się, kurwa, przez pączkowanie rozmnażają chyba" – i chyba ma rację. Jeszcze trochę, a rzadkością będzie ten, co nie był w konspiracji i "komuny nie przewracał", "ruskich nie kopał' i co tam jeszcze … Tak będzie … zaręczam Panu. Optymizmem powiało, gdy do UNI nas łaskawie przyjęli (łaskawie – podkreślam), gdy drzwi otwarli i wpuścili do środka, na razie do przedpokoju, przecie nie na salony – nie można bowiem chama w waciaku i w zabłoconych gumowcach tak od razu "na pokoje" – co to, to nie … trzeba znać swoje miejsce, trzeba coś swojego dać, czymś przekonać do siebie … zanim przy stole pozwolą usiąść i talerz położą … Inni, też dopuszczeni, to zrozumieli, dotarło to nich … Do nas nie … my jesteśmy lepsi, mądrzejsi, w ogóle naj, naj … i co ? Łatwo było przewidzieć … sypnęli "eurokami", nawet obficie sypnęli … bez tych "euroków" to byśmy dzisiaj "trawę wpierniczali i korzonki", a wojsko by z pałami ganiało –  zwłaszcza, że w ramach "bezkrwawej rewolucji", "nowi geniusze" wszystko (dosłownie wszystko) rozpierdolili, nic w zamian nie tworząc, niczego nie wnosząc …  Co na to społeczeństwo, czyli "naród" (jak się to patriotycznie określa) ? – a nic … Historia nauczyła go, że i tak "gówno" z tego będzie, bo takie ma "elity", bo tylko na takie "elity" go stać, do tego jest święcie przekonany, że to najlepsze "elity"i … i, że nie będzie mu tam "głupi szkop", "tępy rusek" czy "inny czech" … ten, tego … i, że "nasze gówno" najlepsze na świecie jest, bo nasze … Dziś wyciagają nam jakieś "trupy z formaliny", "pociągają za sznureczki" a trupy machają radośnie nóżkami i rączkami – mają swoje pięć minut te trupy, a to trupy przecież, zwykłe trupy i ich miejsce jest w formalinie lub w piachu … Smutne to ? – ano smutne – i co z tego, że smutne, że tragiczne, skoro nasze …  Pan, Redaktorze, stracił optymizm, troche wiary Panu ubyło, zawiódł sie Pan … za wcześnie, zdecydowanie za wcześnie … to dopiero uwertura do opery … jeszcze nawet kurtyny nie podniesiono … spektakl dopiero przed Panem, dopiero przed Panem Redaktorze … jako profesjonalista będzie Pan mógł ocenić "reżyserię" i "wirtuozerię aktorskiej gry" – niestety jako widz tylko, tylko jako widz … czy będzie Pan w spektaklu tym "teatr swój widział ogromny …" ? – wątpię …

  5. Platforma, PiS, inni również – przez ponad dekadę zatruwają nas wszystkich swoją tzw. "debatą". To co w nas się teraz dzieje, im właśnie zawdzięczamy. Pysznym, wypasionym na wspólnym dorobku milionów rodaków, zbezczelniałym do granic możliwości. Nie chce mi się teraz o tym pisać, pozostaje mi tylko zacytować wspaniałą frazę Basi Niechcic (poznajecie?) – "Jak wyście wszyscy schamieli!"

    Dziś mam 48 lat. Kiedy wracam do kraju z kolejnych teatralnych wyjazdów i jestem przerażony. Za każdym razem kotły w naszym domowym piekle są gorętsze. Mam już dość doświadczenia, aby pojąć jaką drogę zrobili Polacy przez ten czas. Od stanu wojennego, który nas zahartował i uszlachetnił, przeszliśmy do stanu wojny, która nas wyniszcza i pozbawia energii.

    Pozostaje wierzyć, że stać nas na odnowę. Trzeba się jednak obawiać, że Historia może nam nie dać takiej szansy. Europa w której właśnie erodujemy nie jest już tą sprzed lat 10 czy 15. Inne są Niemcy, inna jest Rosja. A my? Mam wrażenie, że mentalnością wracamy do rzeczpospolitej szlacheckiej. Boże, pozwól, abym się mylił.

    Dariusz Jezierski

     

    Panie Darku zanim i na mnie się Pan pogniewa, to proszę przyjąć najserdeczniejsze życzenia Noworoczne: dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności,. również w pracy twórczej.
    Muszę przyznać, że nie rozumiem  tego Pańskiego pesymizmu? Przecież wydarzyło się wiele ważnego dla nas od zaprzysiężenia nowego rządu nadziei. Pokazano nam wieloryba z (tr) zepsutego od głowy, którego próbuje reanimować z uporem maniaka nijaki zabrzanin, który nie tak dawno pomógł uratować gliwickiego żyrandolowego; poświęcając dla niego resztę PeOwskiej przyzwoitości w Gliwicach:) Kolejny cud to, to, że psy zostały wygryzione przez  ośmiorniczki i oporniczki, które nie tyko szczekają ale i żałośnie ujadają, na nasze szczęście karawana nie zwalnia i myślę, że da radę  pod warunkiem, że nie tylko ja trzymam za nimi kciuki;)

    Awansował mocno mój "ulubiony" maratończyk i to na Wojewodę, choć był, moim zdaniem raczej bezbarwnym bezradnym, to chyba on za rondo dowalił nam gliwiczanom, tym gniotem, którego teraz prezio nie może dokończyć, a przecież wiadomo , że każdy dzień opóźnienia, to dodatkowe koszta.
    A co do monologu gleiwitzer 49? Widać, OPA wyraźnie nam zazdrości, że  w naszym średnim wieku doczekaliśmy się zakrętu w historii, którego żadne zaKODowane ośmiornice, już nie wyprostują:)
    No cóż Opa miałeś pecha trafiając w twoim średnim wieku na" misia z czekoladowym orłem". Myślę, że zrozumiałeś wreszcie, że za dużo "czekoladowej demokracji", powoduje zatwardzenie. Dawniej wystarczył beton:)
    Gleiwitzer 49 to nie oznacza, że przestałem Cię  lubić, życzę Tobie podobnie, ( jak Dariuszowi ) dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności i nadziei, ale od mojego Prezydenta wara!
    Składam podobne życzenia Noworoczne wszystkim tym, którzy się tutaj aktywnie udzielają
     

     

     

     

Leave a comment

Your email address will not be published.


*