Jakich radnych szukam, czyli nasze listy kandydatów…

14 komentarzy

Nawet usiłując zbudować zamek na piasku, nie wolno zaczynać od wieżyczek. Tym bardziej należy zachować właściwą kolejność czynności, podczas konstruowania projektu politycznego, który zdaniem jego twórców powinien zaważyć na wspólnej rzeczywistości.

Do właściwej, formalnej kampanii samorządowej jeszcze dość daleko. Wszystko zacznie się tak naprawdę dopiero wtedy, gdy przebrzmią echa wyborów do Parlamentu Europejskiego. Zdecydowałem się jednak poinformować opinię publiczną o swojej decyzji ubiegania się o fotel prezydenta miasta i rozpocząć rozmowy z osobami, z którymi chciałbym współpracować zarówno w czasie przyszłej kampanii wyborczej, jak i być może później, jako z radnymi Rady Miejskiej, wybranymi z list, które wspólnie stworzymy. Podczas tych rozmów padają rzecz jasna pytania o przyszły program. Przebija z nich jednak również coś innego – głęboka niewiara w to, że Rada Miejska coś naprawdę może zdziałać. Niestety, te wątpliwości to efekt rzeczywistej, utrzymującej się „niemożności” tego organu w przypadku Gliwic. Zmieniać to ogólne wrażenie trzeba będzie bardzo długo, ale będziemy to robić bardzo cierpliwie. W tym tekście chciałbym odnieść się do kilku sygnalizowanych wątpliwości.

Jacy reprezentanci?

No właśnie, jacy? To podstawowy problem, z którym musi sobie poradzić każdy, kto myśli o stworzeniu odpowiednich, odpowiedzialnie zestawionych list kandydatów.

Rada Miejska w Gliwicach w pełnym składzie liczy 25 osób. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że dysponując możliwością obsadzenia tylu miejsc, bez problemu można umieścić w organie fachowców w bardzo różnych dziedzinach i reprezentantów wszystkich dzielnic i różnych środowisk. Organ taki mógłby pracować bardzo wydajnie i rzeczywiście dla dobra mieszkańców. Jak to wygląda w praktyce, wiemy wszyscy. 25 miejsc dzielonych jest między najbardziej liczące się siły polityczne i to w dodatku z pełną determinacją, gdyż potem liczy się już tylko arytmetyka – bezpośrednia lub wynikająca z różnych tymczasowych koalicji. Tak być nie powinno, ale tak jest. Determinująca wszystko magia ilości mandatów, którymi się potem dysponuje wg politycznego klucza, wzmacniana jest w dodatku naszą ordynacją wyborczą, która sprawia, że bardzo istotne jest zestawienie list kandydatów. Zaczyna się gra nie tyle o fachowców i ludzi społecznie wrażliwych, co o „nazwiska” – osoby rozpoznawalne, które „pociągną listę”, to znaczy znajdując się na przykład na miejscu 6 zbiorą więcej osób niż ci, którzy na konkurencyjnych listach znajdą się na miejscu 4. To w dużym uproszczeniu, ale jednak oddaje całą technikę wyborczą.

Rozpoczyna się zatem pogoń za „nazwiskami”, niczym za zawodnikami w przerwie między kolejnymi sezonami piłkarskiej ekstraklasy. Kto do kogo trafi pierwszy, kto na liście zbierze więcej nazwisk „uniwersalnych”, rozpoznawalnych w całym mieście. Pojawiają się konfabulacje i insynuacje. Aż trudno uwierzyć, jakie docierają do mnie informacje podawane na mój temat w trakcie „agitacji” (żeby nazwać to po imieniu). Z goryczą, ale podkreślę, że ja słowa o „pokojowym nastawieniu” w stosunku do ewentualnych kontrkandydatów do zastąpienia Zygmunta Frankiewicza dotrzymuję i dotrzymam. Nie powielę wszechobecnego „syndromu wojny”. Proszę o to samo, bo w końcu zareagować będę musiał. Tak się po prostu nie robi. Moja decyzja o kandydowaniu podjęta została z powodów które już wyłuszczałem. Nie musi się nikomu podobać, ale należy ją uszanować tak, jak ja zrobię to w przypadku decyzji innych (swoją drogą jeszcze takich nie ogłoszono publicznie). Mam nadzieję, że zainteresowani też czytają ten tekst. To jednak tylko dygresja z nutą goryczy. Nie będę już teraz roztrząsał dłużej „procedury mobilizacyjnej” do kampanii wyborczej. Chcę tylko podkreślić czym będą się cechowały stworzone przeze mnie listy radnych.

To będą Wasi ludzie!

Niektóre z nazwisk, jakie pojawią się na tych listach będą znane ogólnie. Bo nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Część spraw dotyczy miasta rozumianego bardzo szeroko, jako ludzka zbiorowość. Nic dziwnego zatem, że ze względu na charakter własnej działalności będą to osoby ogólnie znane i szanowane. Widzę je w charakterze autorytetów. Ale przecież oprócz nich niezbędni są ludzie znani w środowiskach, które mają reprezentować, znający ich potrzeby i oczekiwania. To ludzie z Waszych ulic – rozpoznawalni, bo nigdy nieprzechodzący obojętnie wokół bezprawia, bylejakości, ludzkiej krzywdy. To oni piszą, postulują, biegają do mediów i urzędów – reprezentują Was faktycznie już teraz, bez formalnego mandatu, ale z mandatem moralnym. Prawdziwi społecznicy. Będę gorąco prosił tych ludzi, aby zechcieli uwierzyć w możliwość zmian nie tylko kosmetycznych, ale wręcz fundamentalnych. Będę ich prosił, aby stali się moimi pośrednikami w nieustannym dialogu z osobami, które chcę skłonić w przyszłości do oddania głosu na wspólne Gliwice. Nie wszystkich jeszcze znam, liczę na Państwa postulaty i sugestie. Takie osoby bardzo często pozostają w cieniu, nie afiszują się z tym co robią. A jednak ich działania widać na co dzień. Niestety, wielu z nich wzdraga się przed możliwością uczestniczenia w samorządzeniu miastem. Rozumiem to i szanuję, ale przekonywać nie przestanę.

Oczywiście na naszych listach muszą się znaleźć fachowcy. Znający się na wielu dziedzinach, w których zbyt często ekipa obecnie sprawująca władzę pozwalała sobie na zwyczajny blef. Będą takie osoby. Z całą pewnością. Już się zbierają, dyskutują i radzą. Mm pewność, że przed wyborami powstaną listy potencjalnych radnych, pod którymi z dumą będą się mogli Państwo podpisać. 50-osobowy sztab fachowców i ludzi wrażliwych społecznie, w większości łączących obie te cechy. A jednak tylko nieliczni z nich trafią do Rady Miejskiej. Co zatem zrobić, aby nie zmarnować tego potencjału. Znalazłem autorski sposób. Ja nie zapraszam na listy kandydatów do Rady Miejskiej. Zapraszam do grona współpracowników na całą 4-letnią, mam nadzieję, kadencję.

50 serc i głów, 100 rąk, oczu i uszu…

Tak to widzę właśnie. W przeciwieństwie do wielu innych statutów gmin w naszym statucie nie ma zapisów o doradcach prezydenta. Nasz prezydent doradców, zwłaszcza społecznych, nie potrzebował i może właśnie dlatego sprawy w wielu dzielnicach nie wyglądają tak jak powinny. To się zmieni. Kandydatów do Rady Miejskiej będę dobierał bardzo starannie, bowiem jeśli tylko się zgodzą, czeka nas ścisła współpraca przez najbliższe lata. Już teraz mogę zapowiedzieć powołanie i ukonstytuowanie gremium, które będzie się nazywało Społeczną Radą przy Prezydencie Miasta. Nie czas na omawianie zasad jej funkcjonowania, ale napiszę tylko, że będzie pracowała w stałym składzie 50 osób (wakaty po osobach, które znajdą się w RM zostaną uzupełnione), przy czym zostanie opracowane rozwiązanie zapewniające wymienność części członków w trakcie trwania kadencji. Gremium to będzie miało jedno tylko zadanie – odpowiednio wcześniej informowane o sprawach podstawowych dla mieszkańców (także z uwzględnieniem interesów dzielnic), będzie opiniowało ich rzeczywiste skutki i postulowało ewentualne zmiany na lepsze. Dotyczyć to będzie budżetu, inwestycji niezbędnych w poszczególnych dzielnicach, rozwiązań komunikacyjnych, spraw społecznych i wielu innych. Będę prezydentem o wielu oczach i uszach, będę cenił tych, którzy potrafią być szczerzy i bezkompromisowi. Przede wszystkim jednak będę bardzo ważył opinie ludzi, z którymi w ciągu najbliższych miesięcy dobrze się poznam.

Tak, właśnie… Zapomniałem o jednym słowie: „jeżeli”. A może tak lepiej? Wiara w powodzenie to podstawa każdego projektu. A ja wierzę, że zostanę wybrany wraz z całym programem, który zaoferuję. Gliwice nie mają chyba innego wyjścia. To ostatni moment na zmiany. Przede wszystkim w naszej mentalności. Przy całej krzykliwej propagandzie sztucznej dynamiki – usychamy, rozleniwiamy się, z każdym kolejnym miesiącem zasługujemy na pogardliwe socjotechniczne określenie „masa wyborcza”. Zawalczmy. O miasto i o nasze charaktery.

Zapraszam do współpracy: redakcja@info-poster.eu

Wysyłajcie propozycje kandydatów do RM, czyli również przyszłej SRpPM. Zgłaszajcie własne kandydatury. Skromność nie ma tu nic do rzeczy.

Dariusz Jezierski

14 Comments on "Jakich radnych szukam, czyli nasze listy kandydatów…"

  1. Casting na kandydatów jest oryginalnym, ciekawym i nowatorskim pomysłem, dodatkowo może stanowić odzwierciedlenie zainteresowania projektem i wyraz skłonności do współpracy z osobą, która przedstawia określoną wizję zmian. Partycypacja i chęć aktywnego zaangażowania będzie z kolei pochodną identyfikacji z celami planowanego przedsięwzięcia oraz może być postrzegana jako stopień zaufania do lidera. Od tego jak zostanie przyjęta ta propozycja będzie wszystko zależeć, a dlaczego? … niech każdy sam spróbuje sobie odpowiedzieć …

    • Nie jest to zaden nowatorski pomysl Jezierskiego. Zmalpowal go z innegoi pomyslu sprzed kilku lat dotyczacego kandydatow na prezydenta. A fe, panie Jezierski.

      • Pomijając fakt, że „autorski” to nie znaczy „nowatorski” jak sobie pozwolił napisać mijając się z prawdą komentator, pozwolę sobie wskazać, że jeśli był już taki pomysł (bo nie natknąłem się, a wskazywanie „innego pomysłu sprzed kilku lat”, który nawet może poza sferę pomysłu nie wyszedł raczej mnie nie przekonuje), to były już również pomysły budowania dróg, przedszkoli. Wszystko inne pewnie też już było. Pozdrawiam poświątecznie.

        PS. Proszę o wskazanie tego tajemniczego „programu sprzed kilku lat”. Z radością wykorzystam inne rozwiązania i z jeszcze większą podam publicznie ich autora.

  2. Spdziewać się można, że ta utopia nie wypali. Niezależnie od sposobu rekrutacji radnych, to co przyciąga amatorów jakiejkolwiek władzy, to przede wszystkim koryto. To dotyczy jednako Frankiewicza, jego mafii i także będzie dotyczyło ew. gromadki Jezierskiego, jakkolwiek chciałby temu zapobiec. Poza tym ludzie już wolą, gdy są rządzeni przez podobnych im skurczybokom, bo wiedzą czego się spodziewać, niż przez nieobliczalnych idealistów, bo naprawiacze świata byli, są i będą zawsze przyczyną największych cierpień.

    • Stąd już bardzo blisko do apokaliptycznej wizji ogłaszanej ostatnio przez megafon na gliwickich ulicach. Na szczęście świat jest trochę piękniejszy niż u Andersena. Swoją drogą, poważną częścią mojego programu będzie pakiet rozwiązań, zabezpieczających miasto przez pączkowaniem nowego tworu z nowej ekipy. Póki co zaczynam od w pełni transparentnej, otwartej kampanii. Najistotniejsze sprawy będą gliwiczanie widzieli jak na dłoni. Zakulisowe, stolkiowo-kanapowe rozstrzygnięcia nie są niezbędne.

    • I naprawdę uważasz, że nic w tej kwesti nie można poradzić? Jesteś w stanie to ogarnąć swoim umysłem, jesteś więc w stanie wpłynąć na to i zmienić. Musisz po prostu tego chcieć w mniej abstrakcyjny sposób. To działa. Żeby zmienić swoje życie, musisz zmienić swoje życie.

      • Niestety zmienić siebie jest znacznie łatwiej, choć wcale nie tak znów łatwo, niż zmienić innych, a tym samym zmienić bieg zdarzeń. Takie próby były podejmowane i na dłuższą metę bez powodzenia. Często z odwrotnym rezultatem do zamierzeń. Np. co dziś pozostało z próby Jezusa zreformowania judaizmu? Mamy oto w konsekwencji tych działań chrześcijaństwo, religię najbardziej zbrodniczą w histori świata. Gdyby Jezus to wiedział, z pewnością siedziałby sobie na jakimś odludziu i nie podjąłby misji reformowania swojej religii.

        • Kontynuując temat, to myślę, osądzając dziś rezultaty, że Frankiewicz zaczynając swoją przygodę samorządową, też był idealistą pragnącym naprawiać świat. Zapewne do dziś uważa się za prawego i uczciwego prezydenta, a wszelkie bezprawie przypisuje innym tudzież "obiektywnym" okolicznościom. Wydaje się, iż tego rodzaju idealiście nigdy do głowy nie przyjdzie, że tak naprawdę to jest skończonym draniem.

  3. O tym, że pewne scenariusze przygotowuje się od dłuższego czasu może świadczyć ten tekst: "Przejęcie władzy w sejmiku śląskim – to cel jaki ma osiągnąć tworzona właśnie inicjatywa prezydenta Gliwic". A dlaczego? To bardzo proste: w samorządzie województwa dzieli się pieniądze unijne w ramach RPO. Druga kwestia dotyczy tego, że sprytni gracze partyjni (mają to przećwiczone od lat, nie są nowicjuszami, choć kreują się na "niezależnych") stosują sprawdzoną metodę kumulowania stanowisk: rozpoznawalny kandydat startuje jednocześnie na prezydenta miasta i do sejmiku wojewódzkiego, aby dzięki zebranym głosom "pociągnąć listę". Sam fakt, że ZF inicjuje takie przedsięwzięcie świadczy o tym, że dostrzega szanse (chce) i dąży do poszerzenia swoich wpływów oraz rozbudowania układu zależności i powiązań. Chodzi o to, że radny ma zagwarantowaną przez prawo nietykalność jeżeli chodzi o miejsce pracy, tak więc ustawienie prezesów spółek i wysokich rangą urzędników umacnia ich, nawet jeśli by doszło do zmiany władzy w UM.

    http://radioplusslask.pl/zygmunt-frankiewicz-tworzy-liste-niezaleznych/

  4. Posłowie i radni już się promują na portalu i składają życzenia świąteczne gliwiczanom…a tymczasem kontrola w spółkach się przedłuża … ciekawe "czy jest więcej spółek niż spodziewali się kontrolerzy", czy też okazało się, że jest więcej nieprawidłowości… Nie trudno dziś przewidzieć, że będą liczne procedury odwoławcze, wszak w grudniu 2013r. władze miasta radykalnie zmieniły zdanie w temacie interpretacji przepisów prawa, na co niestety mało kto poza Info-posterem zwrócił uwagę.

    http://www.24gliwice.pl/wiadomosci/?p=59857

  5. Dlaczego w gazecie pana Jezierskiego Zycie Gliwic sa wierutne klamstwa? Napisano tam ostatnio, ze 10 kwietnia tego roku (czwartek) Gliwice wprowadzily zakaz ruchu ciezarowek powyzej 12t w okreslonych godzinach. Owszem, wprowadzona taki zakaz, ale 2 lata temu, panie Jezierski, o czym pan dobrze wie. Pusci pan ten tekst?

    • Dlaczego komentujący dopuszcza się „wierutnego kłamstwa” twierdząc, że to gazeta „pana Jezierskiego”, skoro już w październiku ubiegłego roku zrezygnował on nawet z bycia jej redaktorem naczelnym, pomijając fakt, że nigdy nie była ona jego gazetą.

      Oczywiście, że jest to ewidentny błąd, który całkowicie obciąża redakcję gazety. Ewentualne uwagi proszę zatem kierować do tejże. W Info-Posterze zaprezentowałem jedynie okładkę gazety, na której znalazłem się z cokolwiek innych niż ruch ciężarówek przyczyn.

      Odpowiadam w pełni jedynie za treści zamieszczone w Info-Posterze. Komentujący, który wykazuje błędy innych powinien natomiast sam zadbać o to, aby przy okazji nie formułować „wierutnych kłamstw” 😉

  6. Panie Dariuszu, z całym szacunkiem, ale to, co Pan proponuje, to może i piękne, ale utoooopiaaaa. Jeśli Pan zostanie prezydentem,to przez bite 4 lata będzie Pan to organizował.. Jak świat światem ludzie nie potrafią się porozumieć,a co dopiero grupa 50 osób.. 50 osób, 150 różnych spojrzeń na ten sam problem. Nie dojdzie Pan ładu z tymi swoimi doradcami.. Polityka, na każdym szczeblu, to jest bagno, tego Pan nie zmieni, a ludzi przyciąga do niej właśnie koryto, jak to ktoś napisał wyżej.. Sad but true.

    • No to będzie ich 20. Plan doskonały to plan elastyczny. Tu ważna jest sama idea kontaktu. A Pan Redaktor nie da się zarazić koncepcją "karmy" i jej akceptacji. Na świecie jest dobro i zło. Teraz potrzeba dolać sporo dobra. A że będzie trudno i może się nie uda? Nie robiąc nic nie tworzymy szansy na lepsze jutro. Postaraj się szukać zalet a nie tylko wad. Defetyzm to przykra dolegliwość. Ale można z tego wyjść 🙂

Leave a comment

Your email address will not be published.


*