Jerzy Cnota nie żyje …

Brak komentarzy, bądź pierwszy

Wiadomość o śmierci Jerzego Cnoty spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.

Nie, nie ma w tym ani krzty przesady, po prostu nie ma …

Będą pewnie pisać, wielki aktor, odtwórca … itd., itp.  i … i będą mieli rację.

Na pogrzeb przyjedzie pewnie wielu przyjaciół, choć tych coraz mniej, wielu znajomych i fanów wielu … i pewnie tak ma być, i … i pewnie będzie wiele wieńców i wiązanek wiele, bo tak wypada … i pewnie przemawiać będą bo i to pewnie wypada i potrzeba … Czy Cnota byłby z tego zadowolony – może tak, a może nie … kto Go wie. Cnota to Cnota – zawsze chodził swoimi drogami, taki „slonski kocur” … Wszędzie było Go pełno, ale nigdy za pełno …

Wszystkie filmy z Nim widziałem, dosłownie wszystkie … uwielbiałem jego głos, taki trochę „trzeszczący” może, ale miły, przyjacielski …

Bernard Krawczyk powiedział o nim, że „to utracjusz”, wszystko rozdał, może przehulał trochę, kochał ludzi, kochał przyjaciół, kochał życie … wszyscy go lubili …

Zastanawiam się, w których filmach „był najlepszy”, najbardziej „Cnotliwy” – i tak sobie myślę, że u tego Eugeniusza Klucznioka z tego KNF, chyba tam właśnie. Grał w wielu filmach i z wieloma reżyserami, a jednak dla mnie u tego Klucznioka właśnie był Cnotą z „krwi i kości” … w tym „Bajzel po polsku”, w tym „Byzuch”, w tym „Byzuch 2”, w „Powołaniu” i w tym krótkim epizodziku w „Tu je fajnie” był całym Cnotą, ciepłym, przystępnym … cnotliwym …

 

Zmarł wczorajm10 listopada 2016 roku …

Ludzie tak szybko odchodzą … za szybko …

Będzie mi Go brakowało …  

                                                                                                                        Gleiwitzer49

Be the first to comment on "Jerzy Cnota nie żyje …"

Leave a comment

Your email address will not be published.


*