Kabała na planie miasta (2)

3 komentarze

Prezentujemy dalszy ciąg bardzo ciekawego tekstu jednego z naszych Czytelników. Nietuzinkowe spojrzenie na Gliwice. Ciekawa przygoda intelektualna i literacka…

kabała1

Hod

Kierując się ścieżką Szin, wiodącą z sefiry Malchud, czyli od ulicy Basztowej w lewo i na zachód ulicą Pod Murami, a potem nieco bardziej na północ, bo została łukowo w miejskiej przestrzeni ukształtowana owalem nieistniejących już murów i obwałowań, mijając po lewej stronie średniowieczną bryłę budynku dawnego arsenału grodzkiego, a dziś jest tu oddział muzeum miejskiego, przecinając ulicę Wysoką, dochodzi się do ulicy Bankowej. Na skrzyżowaniu z nią kończy się ulica Pod Murami i na północny zachód przedłuża ją już dalej ulica Kaczyniec. Jej nazwa rozciąga się też na przyległe do niej sąsiedztwo, na ten fragment starego miasta, które ma bardzo kiepską, zapuszczoną latami niedbałości infrastrukturę i jeszcze gorszą reputację. Wcześniej dzielnicę tę była zamieszkiwała głównie biedota miejska, nierzadko przestępczy, a niekiedy i zbrodniczy margines, ogólnie mówiąc było to, zlokalizowane w samym sercu miasta, siedlisko lumpenproletariatu. Dziś się już postarzała i wskutek celowych działań naprawczych, polegających między innymi na wykupie za tanie pieniądze nieruchomości i w konsekwencji eksmisji z nich dotychczasowych trudnych lokatorów, także się bardzo wyludniła i też dzięki temu nieco złagodniała. Nieopatrzne zaplątanie się w te rejony, szczególnie po zmierzchu, wiązało się dawniej i choć dziś już tu znacznie spokojniej, to z uwagi na ciągły brak troskliwych mieszkańców, nadal się sporadycznie wiąże z ryzykiem utraty mienia, a nawet zdrowia bądź życia. Ulica Bankowa, graniczna dla Kaczyńca i krzyżująca się z ulicą Pod Murami, w wyznaczonej wraz z nimi żeńskiej sefirze Hod, która znaczy Chwała, jakby chroniąc przechodniów przed zapuszczaniem się w niebezpieczne i cieszące się złą sławą zaniedbane uliczki, gorliwie kieruje każdego w stronę Rynku i dalej, do znacznie młodszych i bezpieczniejszych śródmiejskich dzielnic. Jak na gęsto i ściśle zabudowaną starówkę jest tu nieco zieleni. Kilka wysokich i starych drzew, rosnących na okolicznych placykach ma powodzenie nie tylko u czarnych, żywiących się na śmietniskach odpadkami kruków i wron, ale też u licznych tu i bardziej kolorowych ptaszków, gustujących głównie w dobrym ziarnie, które siadają na gałęziach i ożywiają miejsce pięknym artystycznym świergotaniem. Zabiegani przechodnie najczęściej szybko gnają gdzieś dalej i niestety nie zauważają tej ulotnej sztuki. Szkoda. Na rogu Bankowej i Pod Murami jest lokal gastronomiczny, kiedyś zwał się Barem Mlecznym i serwował jarskie dania, mleczną z makaronem lub z ryżem, leniwe, kluski śląskie, naleśniki z serem, a czasem jakieś pierogi. Do popicia był kubek letniego wodnistego mleka, nierzadko ze strzępami kożucha nabranego szybką chochlą z kotła, lub kakao z łusek z jeszcze drobniejszymi farfoclami, które można było przecedzić przez zęby i dyskretnie wypluć w serwetkę. Bo serwetki zawsze były na stolikach, czy to w plastikowych lub drewnianych serwetnikach, a gdy tych brakło, to artystycznie roztrzepanych w zwykłych szklankach. Zaś w latach głębszego kryzysu stały łatwo dostępne na ladzie przy kasie. Jeśli ktoś miał talent i czas, to bez najmniejszych sprzeciwów ze strony personelu mógł z nich zrobić na przykład żyrafę, łabędzia, albo baletnicę. Potem bar zmienił nazwę i rozszerzył nieco skromny asortyment potraw o bigos, flaki, jakieś zupy, a nawet i o sznycle i schabowe z ziemniakami i z mizerią. Bar miał zawsze w tym miejscu powodzenie. Często celem szybkiego i taniego posiłku, ci pędzący gdzieś dalej i skupieni na innym celu przechodnie, zatrzymywali się w nim na krótko. Można jednak śmiało wątpić, by przez ich dogłębne i całkowite zamyślenie przebiło się cokolwiek zewnętrznego, czy nawet ważniejszego od ich własnych problemów, nie mówiąc już nawet o cichym świergotaniu ptaków przysiadających na gałęziach pobliskich drzew, które i tak trudno oddzielić słuchem z miejskiego szumu. Jednak szkoda. Ci tylko, co nie muszą nigdzie pędzić, bo zawsze i wszędzie są u siebie, doświadczający nieustannie doskonałości harmonii, ładu i piękna, bywają jedynym słuchaczami ptasich wokalnych popisów i tylko oni są zdolni w pełni pojąć tę cudowną magię.

Netzach

Z sefiry Malchut do znajdującej się stąd na północ sefiry Netzach prowadzi, ulicami Pod Murami i Bednarską, ścieżka zwana Kof. Jest tu w ciągu dnia nieustający ruch pieszych i pojazdów, bo w przyległych do ulic budynkach znajduje się wiele drobnych sklepów, kilka lokali gastronomicznych i zakładów usługowych, jak kaletnik, czy fryzjer, a także mają tu swoje siedziby rozmaite biura. Ale jeszcze większym generatorem ruchu ciągle jest jeszcze główna ulica miasta, od dziesiątków lat najbardziej wystawna, zawsze rojna i reprezentacyjna i także dość długa ulica Zwycięstwa, łącząca Rynek z dworcem kolejowym. Nawet do niedawna jeździły tu bardzo lubiane i cenione tramwaje, a jeszcze wcześniej była to główna miejska promenada sprawiająca, że mieszkańcy znali się przynajmniej z widzenia, jeśli nie bliżej, bo wówczas nigdzie lepiej nie można się było pokazać publicznie niż właśnie tu, przy okazji, albo pod pretekstem robienia zakupów, załatwiania jakichś spraw. Dla nastoletniej i nieco starszej młodzieży było to najdogodniejsze miejsce dla podrywu. W czasach Polski Ludowej, odbywały się tu zawsze tłumne i jak przystało na państwo totalitarne, szczególnie uroczyste pochody pierwszomajowe. Potem ulica była świadkiem innych, często już nielegalnych manifestacji, które miały zupełnie inne przyczyny. Teraz jeszcze bardziej zmieniła charakter. Miejsce licznych tu ongiś sklepów, kawiarni, restauracji zajęły rozmaite banki, kantory wymiany walut, biura oraz filie bogatych, głównie obcych firm i korporacji. W mieście mniej niż w poprzednich latach rodzi się dzieci i z tego względu miasto się znacznie postarzało, a i mieszkańcy częściej poruszają się samochodami niż piechotą. A i wtedy też się bardzo śpieszą. Niewielu już dziś tu można spotkać spacerowiczów, czerpiących zadowolenie z tego, że sobie tak idą bez powodu i bez celu, dla samej przyjemności. Z pewnością nie zachęcają do tego zmiany, jakie w ciągu ostatnich dziesięcioleci zaszły w tym miejscu. Można uznać, że cała ulica Zwycięstwa właściwie stanowi sefirę Netzach, a nie tylko ten jej fragment, gdzie dochodzi do niej ulica Bednarska i ma początek Plac Inwalidów Wojennych. Jednak jej właściwe centrum należy zlokalizować wewnątrz starego miasta. Natomiast podłużny Plac Inwalidów Wojennych jest w tej kabale ścieżką Kaf, prowadzącą z sefiry Netzach do sefiry Chesed. Zaś lekko odchylony odcinek ulicy Zwycięstwa, dochodzący stąd do Rynku, z tego kierunku to lewy jej chodnik, przechodzący dalej w podcień kamienic jego południowo wschodniej pierzei i następnie przedłużony lewym chodnikiem ulicy Bankowej, stanowi ścieżkę Pe, kończąca się w opisanej już poprzednio sefirze Hod. Przeciwny, prawy chodnik tego odcinka ulicy Zwycięstwa, dochodzący do pacu Rynku, stanowi fragment ścieżki Nun łączącej sefirę Netzach z sefirą Tifereth, promieniującą z samego centrum Rynku, dokładnie z jego geometrycznego środka, gdzie w piętnastym wieku wzniesiono charakterystyczny budynek ratusza miejskiego z wysoką, ponad czterdziestometrową wieżą, który zajął wtedy miejsce wcześniejszego, wbudowanego jeszcze w trzynastym wieku. Analogiczną dla Nun ścieżką wiodącą z sefiry Hod i łączącą ją z Tifereth, zwaną w kabale Ajin, jest przeciwny dla ścieżki Pe, chodnik ulicy Bankowej, biegnący w stronę Rynku i dalej, po przekątnej prostokątnego palcu, do południowego narożnika ratusza.

Tifereth

Centrum drzewa życia jest szósta, symbolizowana przez Słońce, sefira Tifereth, połączona kabalistycznymi ścieżkami, wyjąwszy Malchut, z wszystkim pozostałymi sefirami. Tifereth to Piękno, należy ona do świata kreacji i reprezentuje też równowagę, pokój oraz współczucie, którymi emanuje też miejski Rynek, niezależnie od tego jak on sam i wszystko się wokół zmienia i przeistacza. Jest miejsce wyjątkowe, szczególne i najbardziej wyróżnione, odkąd powstało to miasto. Można powiedzieć, że jest to esencja jego indywidualności. To jest też jego urbanistyczne serce, które zdaje się pulsować, ssąc i tłocząc żyłami i tętnicami ulic niezmożony ruch miejski. Czasem, z różnych przyczyn to serce miasta pęka, prawdziwie, gdy niedocenione, a nierzadko niszczone jest bezcenne dziedzictwo, jednak częściej tylko symbolicznie, z dumy albo dzieląc szczęście, radość i zadowolenie tych, którzy się tu z różnych względów pojawiają. Powodów bywa wiele, a w przypadku tego szczególnego miejsca, przeważnie przyjemnych. Rynek jest przecież naturalnym miejscem spotkania, czy to znajomych, czy przyjaciół, czy zakochanych, nawet jeśli niekiedy potem pójdą gdzieś dalej, ale wcale nie muszą, bo jest tu dość mniej lub bardziej kameralnych lokali oferujących gościnę. Najłatwiej jest umówić się pod fontanną z Neptunem. Wieża ratusza wyposażona jest w dokładnie wskazujący czas zegar, z tarczami dobrze widocznym z każdej strony Rynku, co ułatwia umówienie się nie tylko w konkretnej przestrzeni, ale i w precyzyjnie określonym czasie.

Gewurah

Skrzyżowanie ulicy Kaczyniec z ulicą Krupniczą wyznacza piątą sefirę Gewurah, znaczącą Srogość. Połączona jest ona z sefirą Hod ścieżką Mem, tożsamą na tym odcinku z ulicą Kaczyniec, wiodącą od początkującego ją skrzyżowaniami z ulicą Bankową. Ta ulica potem, na przedłużeniu w kierunku północno zachodnim, zmieni swój kabalistyczny charakter, czy raczej może emanację oraz nazwę ścieżki, na Chet, wiodącą już z Gewurah do wyższej sefiry zwanej Bina. Gewurah jest jeszcze połączona z sefirą Tifereth ścieżką Lamed, wiodącą od zachodniego narożnika ratusza do także zachodniego naroża Rynku, biegnącą potem na południowy zachód lewym chodnikiem ulicy Krupniczej. Z bliźniaczą sefirą Chesed łączy Gewurah ścieżka Tet, wyznaczona drugim chodnikiem ulicy Krupniczej, potem biegnąca wzdłuż północno zachodniej pierzei Rynku, a dalej analogicznym chodnikiem ulicy Krótkiej, do skrzyżowania z Placem Inwalidów Wojennych. W kabalistycznym ujęciu te trzy sefiry, Tifareth, Chesed i Gewurah tworzą wyższy poziom boskiej ekspresji, który przekracza wcześniej opisane poziomy drzewa życia i jednocześnie je zawiera. To przekraczanie-zwieranie tego co niższe przez to, co jawi się wyższe, jest kluczem do mistyki. W tym właśnie ujęciu sefira Chesed, sprzyjająca wyższym uczuciom i sefira Gewurah, będąca do niej niejako w kontrapunkcie i sprzyjająca wyższej woli, tworzą wspólnie mistyczną otchłań, dzielącą świat kreacji od świata duchowego. Na planie miasta sefira Gewurah lokalizuje się w niepozorny dość miejscu, gdzie jednakowoż zaczyna się najmroczniejsza ongiś strefa dzielnicy Kaczyniec. Było tu przed laty niejako centrum miejscowego rozboju i bandytyzmu, wylęgarnia i kolebka groźny i dość niebezpiecznych osobników. Prawie każde większe miasto ma takie trudniejsze, bądź podejrzane, a przynajmniej niezbyt przyjazne dzielnice. Nieraz nawet kilka, z których niedopilnowana przez starszych i szkołę młodzież organizują się, we wzajemnie zwalczające się gangi i bandy, groźne zresztą dla każdego. Grupy te nie musiały narzekać na brak świeżej krwi, którą zapewniał im powojenny wyż demograficzny. Ludzie ciesząc się pokojem, stałą pracą i bezpieczeństwem zakładali szybko rodziny, dostawali mniej lub bardziej skromne mieszkania i dziatwy przybywało w szybkim tempie. Wspomnienia wojny i obawy przed kolejną były silne i bezustannie obecne w świadomości mieszkańców. Głównie dbała o to cała propaganda państwowa, szkoły wszystkich stopni, kultura masowa i wyższa nieco od niej twórczość artystyczna bez zahamowań sięgały po motywy okupacyjne, partyzanckie i ludobójstwa. Dlatego, mimo upływania czasu, wojna długo jeszcze po jej zakończeniu, była żywa w pamięci zbiorowej i indywidualnej, i zapładniała też umysły najmłodszym, którzy jej nie przeżyli i ciągle też brała swoje żniwo, zarówno moralne jak i fizyczne. Chłopcy w tamtych latach chętnie bawili się żołnierzy, w partyzantów i z zabawkowych pistoletów i karabinów do siebie strzelali, ale nie wszyscy malcy byli szczęśliwymi posiadaczami takich zabawek, więc musieli często, chcąc uczestniczyć w tych między ulicznych i podwórkowych walkach, wykombinować sobie coś zastępczego. Najczęściej był to kawałek drewna, jakiegoś patyka, albo gałęzi, przypominających formą, czy to karabin, czy choćby pistolet, z których mógł „strzelać”, wykrzykując głośno hałaśliwe terkoty i takoż wyhukując pifpafy. Zdarzało się jednak, że taki sześcio, dziesięciolatek, pod nieobecność rodziców, wybiegał z domu z ciężkim, prawdziwym mauzerem i wlókł go za sobą biegając po podwórkach i ulicach. Czasem w domowej skrytce znalazł coś poręczniejszego, na przykład poniemieckiego lugera, zwanego też parabellum i doprawdy skóra cierpła, gdy się widziało jak chłopczyna celuje z niego do kolegów. Prawdziwa, sprawna broń, pociski, miny, granaty i rozmaite niewybuchy, nie były czymś nadzwyczajnym w tamtych latach. Można je było czasem znaleźć na miejscu, poukrywane przez poprzednich mieszkańców w różnych przemyślnych schowkach i zakamarkach domów, w piwnicach, na strychach, pod podłogami, między belkami stropów i w ścianach. Nadal też przez nie ginęli ludzie i bardzo często były to dzieci. Zawsze niewinna to była śmierć i boleśnie niesprawiedliwa, bowiem często traciły życie takie, które urodziły się już w czasach pokoju.

Chesed

Północno wschodnia strona starówki jest, w porównaniu do pozostałych jej części, uprzywilejowana. Rozwinęła się w zamożne i okazałe wielkomiejskie centrum, z wysokimi kamienicami o pięknie dekorowanych fasadach, z parterami zajętymi przez wystawne, luksusowe sklepy i restauracje, z pysznymi willami i pałacami dawnych bogaczy, którzy z rozmachem rozwijali w mieście przemysł, z piętrowymi i bogato zaopatrzonymi domami towarowymi, z tramwajami, które dowoziły tu mieszkańców nie tylko z odleglejszych dzielnic, ale też z sąsiednich większych miast. Ulica Zwycięstwa, główna i reprezentacyjna śródmiejska promenada, ciągle świadczy o dawnej świetności miasta, które miało szczęście być pod opieką znakomitych planistów i architektów, absolwentów znakomitych akademii i uczniów prawdziwych mistrzów w tej sztuce, nadążających jednak za co jakiś czas zmieniającymi się trendami i dlatego kształtowali przestrzeń miejską w duchu aktualnie obowiązujących standardów, stylów i mód. Skrzyżowanie Placu Inwalidów Wojennych z ulicą Krótką emanuje afektami przynależnymi do czwartej sefiry Chesed, która oznacza Łaskę i Miłosierdzie. Połączona jest nie tylko z wcześniej opisaną sefirą Gewurah, ale także z niższymi sefirami Tifereth i Netzach i z wyższą Chochma. Z sefirą Netzach łączy ją ścieżka Kaf, którą stanowi wydłużony w tym kierunku Plac Inwalidów Wojennych, a z sefirą Tifereth ścieżka Jod, biegnąca przeciwnym, niż ten przeznaczony dla ścieżki Tet, chodnikiem ulicy Krótkiej. Z sefirą Chochma łączy ją ścieżka Waw, biegnąca na północny zachód przez dalszą część Placu Inwalidów Wojennych, w stronę ulicy Kościelnej.

ddn

3 Comments on "Kabała na planie miasta (2)"

  1. GOGOL PRZEJAZDEM | 27 lutego 2013 at 4:08 pm | Odpowiedz

    „…Nietuzinkowe spojrzenie na Gliwice. Ciekawa przygoda intelektualna i literacka…”
    http://fotozrzut.pl/zdjecia/dc0cf8c9ac.png
    „Gliwicka Grupa Bilderberg” :)))
    http://www.youtube.com/watch?v=jqkQO_OEAsg
    lektura do poduszki…
    Cytat z książki:
    http://fotozrzut.pl/zdjecia/ef91b4f3ad.png
    http://libertarianin.org/Ebooks/TAJNA%20WŁADZA%20ŚWIATA%20–%20Texe%20Marrs.pdf

    • Jaki jest związek tych linków z opowiadaniem?
      Kabalistyczne drzewo życia to zaledwie schemat dla opowieści, jest tylko zabiegiem formalnym. W opowiadaniu liczy się opowieść i szukanie nazbyt odległych konotacji jest niejako śladem innych problemów tego, kto tak czyni.
      Kabała, jak zresztą sami kabaliści przyznają, czerpie z Platona i neoplatonizmu. Tam są korzenie tego systemu mistycznego.
      Neoplatonizm (cyt.) postrzegał świat jako hierarchię bytów, które wyłaniają się (emanują) z absolutu – bytu doskonałego, niepoznawalnego rozumowo, który nie jest ani duchem, ani ideą, ale czystą jednością. Z absolutu emanują kolejno coraz mniej doskonałe hipostazy:

      * świat ducha, obejmujący dostępne rozumowi idee,
      * świat duszy, której częścią są jednostkowe dusze ludzkie,
      * świat materii, na której emanacja się kończy.

      Światy te są wzajemnie ze sobą powiązane, dzięki czemu możemy odgadnąć ziemską przyszłość za pomocą astrologii i wróżb. Można też poprzez magię wpływać na procesy w wyżej położonych światach.

      Schemat emanacyjny Plotyna był uszczegółowiony przez następnych filozofów neoplatońskich: Jamblich opracował szczegóły procesu emanacyjnego, do którego włączył jako nowe hipostazy mitologicznych bogów, aniołów, demonów i herosów. Do spekulacji religijnych dodano nowy wątek: zmuszania bogów za pomocą odpowiednio sprowokowanych zdarzeń do działania. Sztukę tę określano jako teurgię.

      Neoplatonizm wywiódł nową etykę, która opiera się na myśli, że jak dusza ludzka zmuszona jest przez wcielenie, to znaczy narodziny w ciele, zejść do najniższego świata, popadając w grzech, tak może ona przebyć drogę powrotną w kierunku absolutu. Do tego celu służyły specjalne rodzaje cnoty: oczyszczające i upodabniające dusze do Boga (uświęcające). Jamblichos dodał do nich cnoty kontemplacyjne i paradygmatyczne. Syntezę etyki neoplatońskiej dał Proklos w nauce o Erosie, Prawdzie i Wierze. Eros – miłość do wyższego bytu – przygotowuje do poznawania Prawdy, Prawda doprowadza duszę do Wiary, a Wiara kończy wszelkie poznanie: dusza staje się pochłonięta przez to, co najdoskonalsze i w tym stanie spoczywa w milczeniu. To jest kres wszelkiego wysiłku i wszelkiego poznania.
      Za Wikipedią http://pl.wikipedia.org/wiki/Neoplatonizm

  2. GOGOL PRZEJAZDEM | 28 lutego 2013 at 9:00 am | Odpowiedz

    „…Jaki jest związek tych linków z opowiadaniem?…”
    „…Nietuzinkowe spojrzenie na Gliwice. Ciekawa przygoda intelektualna i literacka…”
    Pozdrawiam
    …:)

Leave a comment

Your email address will not be published.


*