… karły rodzą karły …

9 komentarzy

… karły rodzą karły, bo co innego.

Wprawdzie rozmnażać się w zasadzie nie mogą, czy też nie powinny, ale w Gliwicach mogą i rozmnażają się wbrew oczywistym wydawałoby się prawom przyrody. Przyroda broni się przed degeneracją już chociażby tą niemożliwością rozmnażania, już chociażby tym. Obrona to połowiczna, bo przecie zdegenerowana jednostka czy jednostki żyją i co najgorsze, wykazują aktywność wcale nie najmniejszą, co kretynizmem na ogół skutkuje, bo czymże miałoby skutkować. Gliwice są miastem karłów. Nie jest to tutaj efekt jakiejś tam „dobrej zmiany”, czy innej sraczki lub „żołądkowej obstrukcji” – chwilowej przecie, a po której jest jednak szansa powrotu do normalności, lecz przypadłość to stała – słowem rak, rak gliwicki dodam. Trawi on gliwickie trzewia od samego początku, a po 1989 ze zdwojoną siłą. Rozwinął się był już do postaci nieuleczalnej i nawet rozległy zabieg chirurgiczny nie jest w stanie pacjenta uratować. Pacjent jest trupem i choć oddycha jeszcze a nawet potrzeby fizjologiczne załatwia, to jednak już „warzywo”  i na ratowanie czasu szkoda, a pewnie i pieniędzy. Rak zaatakował nie tylko członki wszelkie, ale także, a może przede wszystkim, mózg. Faktem jest, że mózg, nigdy w tym mieście nie był narządem uprzywilejowanym, ale teraz wyeliminowany został całkowicie, co widać, słychać i co najważniejsze, czuć.

Szkoda, doprawdy szkoda, bo przecie zastąpić się go niczym nie da.

Mimo wszelakich wysiłków, nie jest możliwym zmuszenie dupy do myślenia, co gliwiccy mędrcy dawno już powinni zrozumieć i załapać – ale nie załapali.

Więc tak jak na początku, tak i teraz dupą myślą, mózg w spokoju pozostawiając i nie mitrężąc go wcale. No tak – pewnie trzeba by wykazać jako i uzasadnić tę moją tezę o myśleniu dupą w Gliwicach, dupą tylko. Ale może i nie trzeba, bo przecie na pierwszy rzut oka widać, że coś tu jest nie tak, a nie jest to przysłowiowa „kraina czarów” od tej Alicji, co do niej wlazła. Ta jednak szansę miała, bo wyleźć z niej potrafiła, a w Gliwicach to niemożliwe, bo wyleźć się z „tej krainy” nie da.

Więc mamy tu ową „krainę czarów”, ale nie bajkę niestety.

Pewnie zaraz spotkam się z protestami, ale będą to protesty tych, którzy i tak ślepi są i tym gliwickim wirusem od dawna i nieuleczalnie porażeni, i będą to protesty tych, którzy na smród własnych nóg, wymianą skarpetek tylko odpowiadają, mycie tychże wykluczając.

Więc tym odpowiadał nie będę – niech sobie najpierw nogi umyją.

… więc karły rodzą karły – powtórzę to jeszcze raz, a pewnie częściej powtarzać by to trzeba, a może i stale.

Czyż karłem nie jest ten Prezydent, co w zachwyt nad tym dworcem wpada, choć przecie zamknąć się go powinno, bo to badziewie. I nie chodzi tu o jakąś architekturkę zasraną, czy syf przed dworcem, skutecznie informującym przyjezdnego z jakim „miastem” będzie miał do czynienia, lecz o to, że perony nie nadają się do użytku, bo po prostu niebezpieczne są i tragedią grożą, bo jakiś kretyn tak podpory zadaszeń wykombinował, by bezpieczny ruch uniemożliwić, by można sobie o nie uroczo ryj rozbijać lub potykając się o nie pod pociąg wpadać.

Takich „patentów” i twórczych rozwiązań to na tym dworcu jeszcze parę jest, ale ich się nie widzi, bo lepiej nie widzieć, bo lepiej pierdolić o kolorku elewacji, czy mozaice jakiej, bo to łatwiej.

Pan Prezydent też tego nie dostrzega, ale dziwić się nie ma co, bo przecie On z dworca nie korzysta, bo mu dupkę wożą auteczkiem, służbowym dodam.

Kretynizmów ci u nas dostatek, a może i ponad miarę.

Bo jakże inaczej niż kretynizmem, nazwać tę całą DTŚ-kę, która do miasta wprowadza dziesiątki tysięcy samochodów, czyli dodatkowe tony spalin, węglopochodnych, kurzu, hałasu i Bóg jeden wie czego jeszcze, więc jak inaczej nazwać, jak kretynizmem.

Być może dla niegliwiczan to jakieś udogodnienie jest, ale nie dla miasta, nie dla jego mieszkańców.

Przecie od początku wiadomym było, że ta „wagina” żadnego komunikacyjnego problemu nie rozwiąże, a tylko skomplikuje, a jeszcze do tego kawał miasta zdemoluje i zniszczy.

Przecie wiadomym było od początku.

No to po tej wpadce, zmądrzeć karły winny i winno coś do ich łbów dotrzeć – winno, ale nie dotarło.

Więc nowy patent miastu szykują, nowy sznur na tę i tak wątłą i przyduszoną szyję. Centrum Przesiadkowe to się nazywa i ma być kolejnym „gliwickim cudem”, bo Gliwice to miasto cudów. Ponieważ smrodu, spalin, kurzu i hałasu mało, to trzeba go jeszcze w tym miejscu dołożyć, to trzeba wprowadzić tam dziesiątki autobusów miejskich i pozamiejskich, setki aut, pewnie i mikrobusów jakich i innego czterokołowego badziewia, i zatkać wszystko co asfaltem w okolicy pokryte, każdą drogę, dróżkę, a pewnie i chodnik. I nie ma żadnego znaczenia, czym i w jaki sposób się to przesiadkowe dziadostwo przekryje, i nie ważna jest jakaś tam kolejna architekturka, nad którą iluś tam onanistów toczyć dyskusje będzie i kopie kruszyć, bo przecie nie o nią chodzi, lecz o samą ideę tego karlego pomysłu, o skutki dla miasta, i o prostą odpowiedź – czy miastu to potrzebne jest, czy jakiś problem rozwiąże i czy to w tym miejscu być powinno, czy w innym jakim, i wreszcie by to wszystko na rzeczywistej jakiej analizie oparte było i fachowej, a nie tylko na widzimisię karłów i oszołomów.

Analizy takiej miasto nie zrobiło, nie robi i nie zrobi, bo by się okazało, że wizja „miasta bramy”, to wizja tych, co na łeb upadli, z katastrofalnymi skutkami dla mózgów swoich.

Konsekwencje tych upadków miasto ponosić będzie i jego mieszkańcy – jak zawsze.

A przecie takich gliwickich kretynizmów więcej jest, a ściślej mówiąc, wszystkie pomysły „wielkiego budowniczego” do nich zaliczyć trzeba.

O hali jako „milenijnym pomniku głupoty” pisać już nie warto, bo papieru szkoda i jedyna szansa ratunku, w jakichś nadzwyczajnych opadach śniegu tkwi, dzięki którym może ten dziwoląg się zawali i zostanie rozebrany.

Ale o to, to do Pana Boga modlić się wypada, a Ten podobno już nad Gliwicami nie płacze, a tylko wymiotuje na nie.

… karły rodzą karły, a w Gliwicach ich coraz więcej i rozmnażają się tutaj jak nigdzie. Karmią się ersatzem tematów zastępczych, bo to karma łatwostrawna i wymiotna.

W Gliwicach nie jest ważne, że szpitalnictwo dogorywa w obiektach nie nadających się do użytkowania, nie jest ważne, że system kanalizacji miejskiej zdycha, nie jest ważne, że nie istnieje system ochrony przeciwpowodziowej, nie jest ważne, że miasto zakorkowane jest dokładnie samochodowym badziewiem, nie jest ważne, że świadomie zarżnięto kulturę i wszystko co z nią związane, nie jest ważne, że wszechobecny brud to nie tylko estetyka ale przede wszystkim zdrowie, nie jest ważne, że …, nie jest ważne, że … – mnożyć to można w nieskończoność.

Ważne natomiast stają się „tematy zastępcze”, które to co ważne i trudne przysłaniają i zamulają, a przede wszystkim odwracają uwagę od istotnych i życiowo najważniejszych.

Więc, jakiś dotknięty obsesją profesor i paru innych też, pierdolić będą w nieskończoność o ścieżkach rowerowych, jakieś lalusie i cipcie inne z tekturki wycięte, o spacerkach „w przestrzeni miejskiej” ulicy Zwycięstwa, Plebańskiej czy Rynku jakiego, zgrabnie upstrzonych parasolami kawiarenek i kwiatkami, to znów spacerki nad gliwicką Sekwaną marzą się jeszcze innym, koniecznie chodniczkami z deseczek wykonanymi i z pieskami obsrajduchami, to znów czy fontanny sikają tak czy też powinny inaczej, albo ile ma być i czy w ogóle, rowerów miejskich i gdzie ich serwis, bataliony w walce na śmierć i życie bronią czołgu choć tych batalionów nie widać w walce o czystość.

Więc dupczyć w Gliwicach będą dyskutanci, czy na Piastów autobus skręcać w prawo powinien czy w lewo, albo o parkingach dupczyć będą, czyli o ich braku, albo o tym Urzędzie co go tak „pięknie” kretyn-projektant wyszykował a inni zrobili, albo o tych faunach, co to ich nie ma ale wrócą tam, choć w ich miejsce chuja betonowego, tak na cztery metry, powinno się postawić, by wiadomo było kto w urzędzie i jak cię potraktują, by od razu wiadomo było.

Więc dyskutować będą, ile ścieżek zdrowia ma być na Sikorniku czy Sosnicy jakiej i czy lebry ławki podpierdolą tam i kiedy, i czy kolejne rondo z „brzozą” wiązać, czy „innymi świętymi”, i tak dalej, i tak dalej … a jeszcze, czy można pieszego rozjechać i kiedy, też ważnym i twórczym temacikiem jest.

Wszystko to karmą smakowitą karłów jest i pożywką … a jeszcze przecie dodać trzeba nieustającą dyskusję nad tymi kominami, co to niby tak zatruwają środowisko i pył zawieszony produkują, choć tych kominów to parę tylko zostało, a i pyłu zawieszonego w zimie mniej niż w lecie, choć w lecie kominy nie pracują, ale karły kit kupią i za swój uznają i piece wymieniać będą na takie, co to tego pyłu ponoć nie dają, a może i tego CO2 też nie, a może w ogóle nic nie dają, ale że zarobić na nich można, to są git i polecane, i władzy milutkie, i temacikiem zastępczym idealnym, a nie spaliny aut, nie brud i błoto na ulicach …

Bo wymiana się podoba, a sprzątanie to już nie …

Więc portale gliwickie i inne „środki społecznego przekazu” zawalone są i będą, tymi „mi się podoba”, albo „mi się nie podoba”, bo w Gliwicach „misie” są najważniejsze, bo „misie” to najlepsza zabawka dla karłów…

Więc tutaj nie zauważy nikt, że Gliwice to miasto brudu, że brud jest niejako organicznym składnikiem przestrzeni miejskiej i każdego jej elementu.

Brud jest wszędzie, na ulicach, chodnikach, na miejskiej zieleni, parkowych alejkach, korytarzach urzędów, w knajpach, w kiblach, dosłownie wszędzie.

Gruba warstwa brudu i błota zalega wzdłuż krawężników wszystkich gliwickich ulic, uliczek i alejek. Uliczne błoto zatyka miejska kanalizację, wciska się do mieszkań, latem w płuca. Nikt tego nie sprząta, nikt nad tym nie panuje już, a nawet nie zależy mu na tym, nikomu to nie przeszkadza.

Gliwice to najbrudniejsze miasto Śląska i to jedyne i prawdziwe „naj” i Gliwic uprzywilejowanie. Tysiące aut demolują każdy trawnik, każdy skrawek zieleni, na który można wjechać czterema kołami. Strefy parkowania powodują całkowitą degrengoladę otoczenia bo „oszczędni właściciele aut” parkują gdzie się da, a nawet gdzie się nie da. Władze miasta są bezsilne, tak jak i jego służby – są bezsilne, bo takie chcą być, bo ich to nie interesuje, bo mają to głęboko w dupie.

Powie ktoś – bo nie ma parkingów – no i co z tego, że nie ma – co z tego, się pytam. Nie ma miejsca do parkowania, to się nie parkuje i kropka – tak jest w całej Europie i nikt się tym nie przejmuje. Nie wolno, to nie wolno – zażalenie do Pana Boga, a na ziemi mandaty i auta na szrot.

Trzeba też jednakże uczciwie przyznać, że przyczyną genetycznie zakorzenionego i wszechobecnego brudu, są nie tylko nędzne miejskie władze i jej służby, ale także, a może przede wszystkim, sami gliwiczanie. Gliwiczanie – nazwijmy rzecz po imieniu – to brudasy i flejtuchy śmierdzące, i nie ma tutaj żadnego znaczenia wykształcenie czy tzw. status społeczny. Flejtuchem jest bowiem zarówno akademicki profesor jak i śmierdzący leber-nierób. Gliwiczanie flejtuchami byli, flejtuchami są i flejtuchami będą na zawsze, bo przecie jak się kto flejtuchem urodził, to i flejtuchem zdechnie.

I dlatego syf i brud mieszkańcom Gliwic absolutnie nie przeszkadza, a może nawet nobilituje ich. Smród i brud w Gliwicach uszlachetnia.

Więc współczuję temu Jezierskiemu, że się tak rozczarował, gdy szedł był po tej Zwycięstwa z tego dworca, do którego przybył po dłuższym pobycie w Mińsku.

W tym Mińsku, o którym sądzi się tutaj, że tam niedźwiedzie po ulicach ganiają, ludzie spod siebie żrą i w gumofilcach śpią. Tak się sądzi, bo przecie tu „Everest kultury” jest i miasto cudu gospodarczego …

Więc współczuję Mu, bo sam to przeżywam, wracając tutaj, choć z przeciwnego kierunku …

Ale o czym ja gadam i do kogo ?. Święta idą, idą Święta – śnieg syf trochę przyprószy i na trochę, kwiatowe żaby i inne czołgi zastąpią zajebiste choinki, świecące girlandki i półkule czarowne. Gawiedź obdarowana zostanie życzeniami i „znak pokoju” wymieniać będzie, a to i w syfie robić można, i nie szkodzi …

 

… karły rodzą karły …

… karły rodzą karły …

                                                                                                                        Gleiwitzer49

9 Comments on "… karły rodzą karły …"

  1. Treści może z 5 linijek, treści ważnej jeszcze mniej. Cała reszta to nic nie wnoszące "pięknosłowie". A szkoda, bo akurat poruszane tematy w większości ważne. Dobrym zwyczajem jest też, jeśli się coś krytykuje, napisanie dlaczego. Niestety brak jakichkolwiek argumentów na poparcie tez. A szkoda.

  2. Aleksander Lubina | 22 grudnia 2016 at 10:49 am | Odpowiedz

    Panie Marku, proszę uzasadnić Pańskie sądy.

  3. a mnie ostatnio rozbawiła "afera fotoreportera". oto podobno młody wiekiem, a doświadczony zawodowo fotograf i długoletni pracownik "Nowin Gliwickich" został przez ochroniarza Dworca PKP zmuszony do zaprzestania fotografowania oraz zniszczenia już wykonanych zdjęć. bez większego oporu wykonał polecenie i udał się z płaczem na skargę do naczelnej gazety. ta świętym oburzeniem z nagła opadnięta, list wystosowała do zarzadcy Dworca, ale nie poprzestała na tym. gdzie tylko się dało, wezwała mieszczan do "obywatelskiego nieposłuszeństwa", skutkiem czego w wyznaczonym dniu na Dworcu zebrał się tłumek "obywateli" wyposażonych w aparaty fotograficzne pod przywództwem pani redaktor naczelnej, która po krótkim przemówieniu dała sygnał do ataku. i dawaj! naraz wszyscy, jak jeden, zaczęli kompulsywnie fotografować każdy szczegół nowego pięknego cudu gliwickiego. a łączył ich zbiorowy bunt w słusznej sprawie rangi najwyższej i niecierpiącej zwłoki, a najmniej zastanowienia i wspólna gdzieś tam w najciemniejszym zakątku ducha niewyzwolonego dotąd opozycjonisty nadzieja, że jednak jakiś oddział znudzonych ochroniarzy sromotnie polegnie w starciu z Nimi, bohaterami walki o wolność fotografa-amatora. z początku nieśmiale, czujnie rozglądając się na boki, z każdym kolejnym spustem migawki nabierali pewności siebie i robili się coraz odważniejsi w kadrowaniu i kompozycji. nagle! kiedy już emocje fotografujących osiągłęły Zenit… jak piorun dotarło do nich, że jedynymi osobami, które im się z rozbawieniem przyglądają, są szybko przemykający przez obiekt podróżni. ani jedna klisza nie pękła, ani jedna soczewka nie skruszyła, ba! nawet nikt nie podszedł, żeby walki o wolność fotografa zabronić, ani nawet ograniczyć! nie ma nic gorszego, niż rozczarowanie, więc nie pozostało nic innego, tylko się rozejść. do domu, na zakupy, pobawić się w fotografa gdzieś indziej… ostatecznie w Gliwicach trudno znależć miejsce, w którym nie jest coraz piękniej!

    może powstanie galeria fotografii z tego wydarzenia, warto o taką zadbać. i słusznym śladem Straży Miejskiej, co miesiąc dotować ją kolejnymi dowodami coraz lepszego działania służb i zachowań gliwiczan i gości.

    fajne to było. absurdalne jeszcze bardziej, bo naczelna nie spojrzała głęboko w zapłakane oczy fotoreportera i nie zapytała – ile masz, synku, lat? od 2004 r. nie ma zakazu fotografowania obiektów publicznych i o tym nie wiesz? bywają ograniczenia w ściśle określonych wypadkach, ale żeby ktoś mógł zabronić czegokolwiek, przedtem musi podać akt prawny, lub wewnętrzy przepis. ale NIGDY nie możesz zgodzić się na skasowanie już zrobionego materiału tylko dlatego, że tego żąda jakiś cywil w uniformie ochroniarza!!!

    i to jest mój komentarz do powyższego tekstu, który po rzeźnickiej redakcji wg "standardów dziennikarstwa", czyli skrojony do kości, powinien być drukowany we wszystkich lokalnych gazetach, portalach, itp. ale tu może być tak jak został napisany.

    właściwie, to dlaczego jeszcze nie ma takiej rubryki na info-poster? albo dwóch. w jednej będzie się opisywać największe zdziwienia/rozbawienia, a w drugiej publikować zdjęcia. albo w jednej robić wszystko. aaa… dla pana Kellera trzeba zrobić osobną, gdzie będzie się dzielił porażkami i zwycięstwami z ZDM na najdłuższej wojnie nowoczesnej Europy w walce o jeszcze lepszy byt kierowców.

    jakby to nie należało do naszych zajebistych radnych, którzy czasami RM traktują jak trampolinę do parlamentu, na wygodną posadę dla kasy.

     ale z jego (lobbingowej? hobbystycznej?) działalności wynika, że i tak ma więcej sukcesów niż piesi, dla których miasto powinno być najbardziej przyjazne. no ale, o takim pieszym "aktywiście miejskim" w smart city Frankiewicza, jeszcze nie słyszałem. za to diler samochodów, który żyje z przekonywania mieszkańców do tego, żeby zamiast (kiedyś) tramwajem, a dziś autobusem pokonać dystans 3-6 km, zrobili to własnym kopciuchem, jest godzien każdej nagrody Frankiewicza, który Gliwice, dawniej miasto dla ludzi, zamienił w rynsztok, który ma być usprawniany jedynie dla wygody kierowców!

    p.s. 

    ciągle mam takie małe, ale rosnące pragnienie, żeby ktoś normalny i wiarygodny zajął się SSE Gliwice w kontekście komunikacji miejskiej, bo na lokalne media nie ma co liczyć, chociaż rozwó komunikacji trwa rzekomo od 20 lat, Frankiewicz chwali się, że ta katowicka strefa tylko w Gliwicach zatrudnia największą liczbę pracowników nie tylko, a możliwe że w mniejszości z Gliwic. czym codziennie tych kilkadziesiąt tysięcy pracowników dojeżdża do i wyjeżdża z gliwickich zakładów? z rokładówki KZK GOP wynika, że największego przewoźnika w regionie nie interesuje usługa dla tysięcy pracowników gliwickiego oddziału KSSE. udziałowca tegoż przewoźnika, czyli prezydenta Gliwic też nie obchodzi, żebyu trzy zmiany pracowników Strefy rozwozić komunikacją zbiorową! być może niektórzy z was zaobserwowali nagle rosnący, jak powódź, ruch samochodów w mieście o powtarzających się z dnia na dzień w tych samych godzinach. to dla nich wydajemy pierdyliardy PLN na "inteligentny" system zarządzania ruchem i etaty dla przygłupów, którzy rzekomo na bieżąco wprowadzają korekty do sygnalizacji świetlnej. 

    no… ale to tylko ja, coraz niechętniej odwiedzający Gliwice dysydent.

    fantastyczne jest to, że co dekadę wypływają na wierzch kolejni zachwyceni miastem, jego dynamicznymi przemianami, rozwojem, na których mieszczanie nie korzystają… niby ich mniej, a ci co niby ze szczenięcej epoki zachwytu powolutku przechodzą w dojrzałą świadomość, i tak protestują tak, jakby już nie tylko jaj, ale i zębów byli pozbawieni. 

     

    czy rację ma Darek, kiedy w zamordystycznym Mińsku widzi ład i porządek, niewidząc upodlonych ludzi, a inni starsi od niego gliwiczanie poklask niby jemu, a naprawdę Łukaszence oddają?  

    przecież są miasta inne, gdzie pałą i więzieniem się ładu nie wymusza, a ludzie są sobie przyjaźni – nie wilkami.  pamiętam jeszcze, kiedy chodniki sporzątano tu miotłami, dało się zauważyć różnice w barwie płyt – dziś przedmuchiwany przez pracowników MZUiK teren, jest nadal brudny i nie zobaczysz z jakich klepek kiedyś zrobiono chodnik. ale dziś paru debili w nausznikach chroniących tylko ich przed chałasem przez parę godzin niszczy ci słuch i wolność, bo akurat mają absurdalne zadanie oczyszczenia skweru z liści, które i tak jutro znowu spadną i będzie tak jeszcze przez pół roku… jakby to liście robiły problem. ale oni mają do zrobienia Misia i go, kurwa, robią. i nie pogadasz, że dmuchając te jebane liście podnoszą pył, którego nawet nie zamierzają sprzątać – gapią się na ciebie, jak na chorego – i dmuchają całym tym syfem w ciebie, bo przecież z daleka widziałeś, kretynie, że się sprząta. to było spierdalać! 

    to nie tylko MZUiK. Polibuda też wyposażyła swoich cieciów w spalinowe dmuchawy (ekologia, wiecie, te nowoczesne ustrojstwa montowane na kominach, ale broń boziu, nie w Gliwicach. wiecie, czy nie?) no i jadą ci biedni bezsenni kretyni tymi spalinówami od 5 rano, w centrum miasta. niby cisza nocna, ale on sprząta, więc jak durniom w taxi stojącym przez 5 godzin pod domem mieszkalnym wolno rechotać dieslem. bo jest zimno. z powyższego wiadomo, żeby pan rektor o 10 był zadowolony, że o 9 jakaś doktorka nie złożyła skargi, bo o 8 jakiś mgr skręcił kostkę po przejechaniu trumienką w tdiku 3 km z domu do "roboty".  wspólnoty mieszkalne też idą tropem wygody. dmuchawa dla każdego dozorcy. piwny rogal na ogożałych twarzach. odpalasz i zdmuchujesz na ulicę, a co! nikt nie pyta, nikt nie sprawdza, nikt nie karze. hasztag POCHUJ, albo:

    #NA POLAKA!

    bo to chyba ten sam chuj.

  4. Proszę Marku napisz esej pieciolinijkowy o mieście w którym "przyszłość jest tu"

  5. Nie mam co uzasadniać bo nie ma się do czego odnieść. Ten (nawijmy go tak) artykuł to beltrystyka w czystej postaci. Żadnych konkretów, żadnych faktów (poza podporami na dworcu – ale tu akrat też nie mogę się odnieść bo nie byłem jeszcze). Z lektury można wyczytać, że podium jest do D, bo jest do D. Że szpitale dogorywają bo dogorywają, i że DTŚ psuje krajobraz bo psuje krajobraz. Że Gliwice są brudne bo są brudne. Gdzie fakty, gdzie liczby, gdzie konkretne przykłady, wyliczenia. To byłoby dopiero ciekawe, bo prywatnie mam niemal takie same odczucia i chętnie poznałbym szczegóły takiego stanu rzeczy.

    Inaczej nadal będę się upierał że 95% to piękno(pusto)słowie, reszta to opis spostrzeżeń autora. Skąd inąd słusznych. Chyba że od razu umawiamy się, że artykuł nie ma na celu pokazania tego co złe w mieście a tego co dobre w stylu pisania autora (akurat ja takiego nie lubię). Koniec kropka. Nie mam nic do dodania. Pozdrawiam  

     

  6. Słabe ten tekst. Miał być wylew żalu, a skończyło się chyba wylewem krwi w głowie autora.

  7. Wulgarny, pełen tzw. hejtu tekst. Wszystko można wykpić, wszystko można wulgarnie opisać.

    Argumenty? DTŚ = spaliny itd. Mówienie o zielneni etc. = głupoty i tematy zastępcze.

    Nie dogodzisz. Po prostu jest źle i tylko jeden autor jest tym oświeconym, który wie, które tematy są ważne i jak powinny Gliwice wyglądać.

     

    Brawo!

    • wyjeżdżasz z panią żoną, dajmy na to, do Chorwacji na wakacje. ona jest zachwycona porządkiem, czystością, brakiem szyldozy i tysięcy gratów zaparkowanych byle jak i byle gdzie, dobrze czuje się wsród tubylców może nie bogatych, ale wyraźnie szczęśliwych, spędzających każdy wieczór w gospodach i otoczeniu zadbanej starej architektury. ty przez cały pobyt męczysz się, nie wypoczywasz. brak ci powszechnego w Gliwicach syfu. 

      wszystkim nie dogodzisz. dlatego następne wakacje spędzicie albo na Ukrainie, albo w domu.

  8. Jak można wyśmiewać wszystkie przytoczone na wstępie artykułu problemy, a największą wagę przypisywać kupce ziemi przy krawężniku i papierkowi na trawniku? Chyba tylko ktoś bardzo ograniczony mógłby nie zrozumieć, jak działa miasto. Być może posądzić trzeba by o to jakąś tam dużą cześć społeczeństwa – ale z całą pewnością znalazłby się w niej autor, który swoim tekstem dał świadectwo ignorancji. Ignoranci zarażają ignorantów. Na szczęście to choroba do wyleczenia. Rocznik 49 – na emeryturce? Jeszcze chwilka i otrzymać będzie można darmowe leki dla seniorów.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*