Katarzyna Łosicka bywa hojna…

29 komentarzy

Zaczniemy nietypowo, bo od przyjrzenia się cenom wynajmu dwóch sal widowiskowych. Jedna dla blisko 400 osób, druga dla nieco mniej niż 300.

Zacznijmy od sali widowiskowej Opery Śląskiej w Bytomiu:

Duża scena – 391 miejsc
8-10 osób obsługi szatni i foyer
Dodatkowo 1 oświetleniowiec, 1 akustyk, 2 montażystów, sprzątaczka i strażak
KOSZT:
1 godz – 5000 zł
każda następna 500 zł
każda godzina na przygotowanie imprezy 150 zł
A zatem za wynajęcie na 10 godzin plus 10 godzin przygotowania zapłącimy 11 000 zł (netto, a zatem należy dodać 23% VAT)


Ktoś może pomyśleć, że może to tak tylko u nas, na Śląsku… A zatem Teatr Polski w Warszawie:

Zapłacimy tu jeszcze mniej, bo 600 zł + VAT za każdą godzinę wynajmu. Do tego niewielkie stosunkowo koszty obsługi technicznej.

Na pewno są to ceny rynkowe. Każda z tych instutucji zobowiązana regulacjami prawnymi, zmuszona jest do stosowania rynkowych, ale przede wszystkim wynikających z reguł gospodarności cen wynajmu. A teraz proszę spojrzeć na to:

umowa

Już chociażby w kontekście zaprezentowanych wcześniej cen wynajmu można wysnuć wniosek, że cena zapłacona za wynajem CK JAZOVIA jest z całą pewnością zawyżona, a wybór takiej oferty jest rażącym przykładem niegospodarności.
Powstają pytania – skoro prawie wszystkie gale i podobne uroczystości organizowane są zawsze w Teatrze Muzycznym lub na Scenie Bajka, dlaczego nie mogło tak być tym razem? Z poniższego zdjęcia wynika, że warunki do wystąpień, czy też dla koncertu po części oficjalnej, trudno nazwać specjalnie komfortowymi. Zapewne wygodne siedzenia w Bajce, czy w sali GTM oraz przestronna scena, byłyby zarówno dla prelegentów jak i dla widzów dogodniejsze.

scenajaz

Pytanie kolejne – jeśli już miasto z jakichś względów musiało wydać blisko 50 000 zł na JEDNORAZOWY WYNAJEM SALI (!) dlaczego nie dofinansowało w ten sposób działalności GTM czy Kina Amok, a zatem naszych instytucji kulturalnych, tylko uznało za celowe wpompowanie tych pieniędzy do prywatnej kieszeni?
Trudno w tym przypadku mieć pretensje do HH POLAND S,A. – z punktu widzenia interesu firmy Pana Kobylińskiego (który zresztą wraz z zespołem wystąpił w części artystycznej), to podejście jak najbardziej biznesowe, a zatem właściwe. Z całą pewnością nie można jednak zaakceptować takiego podejścia władz miasta, gospodarujących naszymi pieniędzmi. Śmiem twierdzić, że za przeznaczone na wynajem Jazovii środki, można było spokojnie zorganizować imprezę w którymś z miejskich obiektów i w dodatku wystarczyłoby na projekt GKF WROTA, który bez zmrużenia oka pogrzebała naczelniczka Katarzyna Łosicka, ta sama która lekką ręką podpisała transfer tak dużej sumy dla prywatnej firmy:
http://info-poster.eu/skandaliczny-wybryk-katarzyny-losickiej/
Warto podkreślić, że z dotacji miejskich przekazanych w różnej formie i na różne cele, do podmiotów zarządzających Jazovią trafiły już wcześniej naprawdę pokaźne środki.

Dariusz Jezierski

 

29 Comments on "Katarzyna Łosicka bywa hojna…"

  1. "i co się dziwisz"  powiedziałabym bohaterka filmu Jasminum…  Przecież wiadomo, na jakie rzeczy są pieniądze w Gliwicach, promocja powiązania biznesowe… A inicjatywy prostołeczne załatwione są w minimalnym stopniu.Osobiscie byłam inicjatorem kilku takich projektów i odbiłam się od twardej ściany urzędniczej obojętności…  To smutne ale wiele osób chcący działać Systematycznie a nie akcyjne w Gliwicach ucieka do innych miast… 

  2. Kobyliński? Ten sam Kobyliński, który wystartował z listy Kukiz 15" a potem przeszedł do .Nowoczesnej ?

  3. Toś Pan „Kasi przykutasił”, Drogi Redaktorze – nie wiem tylko czy słusznie. Zdaje Pan sobie sprawę przecież z tego, że możliwości decyzyjne naszego Blond Bóstwa ograniczają się co najwyżej, do menu Jej drugiego śniadanka, no może jeszcze do koloru rajstop. I tyle Jej – reszta zależy od kogo innego. Nie podejrzewa Pan chyba, że nasza Kasiulka wie co to CK JAZOVIA, GKF WROTA i „inne takie” lub czym się „owe podmioty” zajmują. Ot „polecono jej tak albo tak” i polecenie „tak albo tak” spełniła, bo ostatecznie po to jest, a nie od myślenia. Zresztą może to i lepiej, bo strach się bać, co by było, gdyby „pozwolono” jej „myśleć” i to jeszcze samodzielnie – doprawdy strach się bać …

    Ostatnio na portalu „24gliwice” nasza Urocza Stewardesa wypowiedziała się w związku z kłopotami Kina AMOK i GTM. Rzecz ujęła z wrodzoną sobie „lakonicznością” : „To sprawa Dyrektora, bo on całokształtem kieruje, a Jej (w domyśle) … chuj do tego”. I tu trzeba się z Nią zgodzić. Współczuję w tym miejscu Krawczykowi bo zamiast „uprawiać kulturę” musi zajmować się „nadgodzinami sprzątaczki” i wynagrodzeniem bileterki. Naprawdę Mu współczuję, choć przewidywałem to już dawno temu. Z drugiej strony to przecież inteligentny facet jest, więc powinien przewidzieć jak się sprawy potoczą w tym „mieście nieustającego sukcesu”. Dam już spokój Dyrektorowi, bo Go lubię i nie chcę mu dodatkowych przykrości sprawiać.

    W Studium Prasowym telewizji IMPERIUM chyba 18 tegoż miesiąca odbyła się rozmowa, między innymi na tematy „gliwickiej kultury”. Zaproszono do niej Panią Krystynę Sowę (Przewodniczącą Komisji Edukacji, Kultury i Sportu Rady Miejskiej – tak to się chyba nazywa, jeśli się nie mylę) oraz „jakiegoś dzidziusia” z Młodzieżowej Rady Miasta, bodaj Czaplickiego, czy jakoś tak. Pani Krystyna Sowa, co było do przewidzenia, truła jak głodna przez ładne kilka minut, jak to jest dobrze w Gliwicach we wszystkich dziedzinach oraz jak to Urząd Miejski wraz ze „swoją” Radą „robi dobrze” wszystkim mieszkańcom i każdemu z osobna też. To że mieszkańcy w swej masie, a także indywidualnie nie osiągają nieustającego orgazmu, jest tylko i wyłącznie ich winą, bo rzeczona Pani Sowa robi wszystko, we dnie i w nocy, by ich „zaspokoić”. Wysłuchałem tego do końca i tylko starcza prostata uratowała mnie przed niekontrolowanym posikaniem się, ze śmiechu oczywiście. Po tych peroracjach Pani Przewodnicząca siedziała dumna jak kwoka, która zniosła jajo co najmniej dwużółtkowe, z rzadka w dyskusję się włączając ale za to z bezdyskusyjną racją. „Dzidziusia” też do głosu dopuścili – aż się spocił boroczek. Plótł to samo co i Pani Przewodnicząca, kontrolując jej reakcje, tak na wszelki wypadek. Opowiadał radośnie jaka to ta Rada Młodzieżowa niezależna jest od partii różnych i stronnictw, bo na utrzymaniu Urzędu Miejskiego jest czyli może być jak najbardziej niezależna. Kasy wprawdzie za „swoją niezależną działalność” nie biorą, choć mają jej tyle, że im zastało jeszcze 500 złotych z zeszłorocznego budżetu, bo oszczędzali na „paluszkach i TikTak-ach” – taka to Rada oszczędna. Opiniują zasię wszystko co im łapki wpadnie albo każą. Ostatnio im z „poparciem Kasyna” nie wyszło, ale się poprawią.  „Lada zebranie” i już nie poprą. Pani Przewodnicząca bardzo z wypowiedzi zadowolona była, chłopię zostało pochwalone i cała Rada Młodzieżowa też. A swoją drogą, gdyby nie przesympatyczna i ładna do tego, Agnieszka Baron, która jako „gospodyni programu” próbowała go ratować to … to, bym sobie ekran obrzygał.  

    Sam Pan widzi zatem Panie Dariuszu, jak jest „fajnie i dupnie zarazem”, a Pan "masakruje" jakąś tam Kasiulkę Stewardesę, której los w „kulturze kazał wylądować” … Co Ona winna nieboga, że tylko „szmatką do tablicy” jest … no co …

    Wstydź się Pan …

    • Jeśli w zakres czyichś obowiązków wchodzi sygnowanie swoim nazwiskiem czegokolwiek i za to coś bierze się pieniądze – ponosi się również odpowiedzialność za sygnowane decyzje. Na szczęście dla gliwickich „decydentów” – tylko teoretycznie.

      • Pewnie masz Pan rację, a nawet na pewno ją Pan masz … ale, ale nie w Gliwicach. W Gliwicach nie działa nic … ani prawo, ani "lewo", ani do góry, ani na dół . Takie "miasto" Panie Redaktorze i … i dlatego możesz Pan pracować wyłacznie poza tym miastem – w Katowicach, w Zabrzu, w Chorzowie, możesz Pan pracować w Gruzji, a nawet na Białorusi – a w Gliwicach nie – bo to takie właśnie miasto, właśnie takie … Zastanawiam się jednakowoż, czy dożyję zmian (na lepsze oczywiście) i coraz większym staję się pesymistą w tym względzie … Takie miasto … 

  4. A może warto by napisać ile pieniędzy rokrocznie miasto przeznacza na działalność Fundacji Integracji Kultury, a ściślej na Palm Jazz. I dlaczego czyni t w dziwny sposób, poprzez tworzenie dla tej imprezy oddzielnego konkursu, choć organizuje przecież konkursy ogólne na wspieranie zadań z dziedziny kultury (teraz już wiadomo w jaki sposób te konkursy funkcjonują). A także o tym jak ojciec prezesa tejże fundacji namawia szefów gliwickich instytucji kultury aby zrezygnowali ze współpracy i wspierania inych organizacji pozarządowych na rzecz owej fundacji. To rzeczywiście swoiste pojmowanie pojęcia "integracja".

  5. Kobyliński to jest mistrz biznesu. Za śmieszne pieniądze kupił kamienicę na Rynku. Zgrywa wielkiego artystę jazzowego ale w handlu nie ma ani jednej płyty firmowanej jego nazwiskiem. Co roku czyści miejską kasę z 350 tys. na festiwal, który wymyślił do promowania siebie. Syn startował na radnego z listy Frankiewicza, potem trikiem dostał się do Sejmu i przeskoczył do popieranej przez Frankiewicza partii Petru, w której jest inna przyboczna prezydenta – Golbik. Przypadek?

    Czy wobec tego można nazwać ród Kobylińskich patriotami, choćby lokalnymi? 

    Ale wisienką na torcie jest dla mnie nowa afera wokół wiwatowanego tutaj dyrektora Krawczyka. Rok rządów kończy nieomal likwidacją powierzonych mu instytucji kultury. Bosko. Chyba trzeba się spieszyć obejrzeć puste pomieszczenia w nowym oddziale muzeum, za chwilę na drzwiach może zawisnąć kłódka. Na (nomen omen) Amen. 

     

    Pozdrawiam!

    • … no co z tego, że macie Panowie rację, i Pan i  "i ja też" i "bercik" i jeszcze paru innych, pewnie jak ja, już prawie "leśnych dziadków". Kto tego słucha, kogo to obchodzi, kogo to wzrusza. Ktoś pisał o braku świadomości mieszkańców, że może być innaczej, czy nawet normalnie. Obecnym gliwiczanom taka świadomość nie jest potrzebna, a nawet nie wskazana – bo burzy ich spokój, samozadowolenie, bo zmuszałaby do … myślenia, zastanowienia – a tego nikt nie lubi. "Nieformalne struktury" i mechanizmy nimi rządzace są w Gliwicach normą, powszechnością i nikomu to absolutnie nie przeszkadza … a paru "niezadowolonych" i tak sie nie liczy. Zwróćcie uwagę, Drodzy Panowie, jak szybko sie młodzież uczy wpisywania w te właśnie "struktury" i w te "mechanizmy", jak szybko poznaje tajniki tych gier, jak te "pryszczate dzidziusie" wręcz nieomylnie trafiają pod "odpowiednie skrzydełka", jak szybko zaczynają mówić tym "pożądanym jężykiem", pełnym demagogii, wyświechtanych frazesów. Te "dzidziusie" mają "dobrych nauczycieli', a za parę lat … Zdolną mamy młodzież, poniesie wysoko "sztandar ojców swoich" … 

      • Pyta Pan, co z tego? Ano nic. I nic nie ma być, my przecież tylko prowadzimy Polaków rozmowy – i wszystkim życzę, aby przy zawsze pełnym kieliszku – które niczego i nikogo nie naprostują. Po tym, jak dawno temu, podle oceniłem Gliwice i jego miejszkańców, przyznałem sobie bezterminowy urlop od rzucania pereł przed wieprze i dobrze mi z tym, więc rychło powrócę do olewania gliwickiego stanu pojebania. Zawsze większej powinności, czy nawet misji w dziele uświadamiania i kształtowania opinii czytelników, oczekiwałem chociażby od dziennikarzy, bo wśród czytelników jakiś autorytet chyba mają, skoro chętnie ich twórczość komentują. Tylko zauważam, że im więcej komentarzy pod artykułem, tym się robi głupiej, a już publikowanie przez jeden z portali (podobno najpoczytniejszy) tego co wytwarzają fejsbukowcy, utwierdza mnie w przekonaniu, że jak ktoś pisze z konta na fejsie, to w 90% przypadków jest idiotą. Tak więc gliwiccy dziennikarze kształtują świadomość w takim samym stopniu, jak propagandyści z Wydziału Promocji Miasta i to nie jest komplement. Jak mieć do nich szacunek, jak ocenić ich własną świadomość, kiedy od lat czytam ich zachwyty nad czymś tak trywialnym, że bąlą zęby, nad pierdołami nie wartymi uwagi albo takimi koszmarami jak planowany łącznik drogowy pod szkołą, banalną nową architekturą, trudno ukrywanym zachwytem nad halą Gliwice i zmianami w jej otoczeniu, czy DTŚ w centrum miasta. O, właśnie, czy my w ogóle jeszcze możemy mówić o mieście? Bo mam takie przekonanie, że mieszczanie zamienili się mieszkaniami z chłopstwem na chałupy i teraz chłopstwo urządza miasto po swojemu, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Na wsi nie ma tramwaju. Jak już jakaś kultura, to w walącej się stodole albo remizie, ale sporadycznie, niskich lotów i z jeszcze niższą frekwencją. Otwarcie komisariatu budzi emocje równe wizycie papieża. Autobus dla desperatów, rzadko i niedocelowy, bo wszyscy mają traktor, więc potrzeba tylko więcej dróg. Typowo wiejska tradycja zbiorowego zaliczenia raz w życiu teatru, filharmonii, muzeum, galerii, a i tak największą atrakcją jest Mc Donald's. Życie towarzyskie pod sklepami z alkoholem, ewentualnie w wiejskiej karczmie, którą stał się Rynek. Festyn i disco-polo – tłumy nieprzebrane. Urzędy i nocna pomoc medyczna coraz dalej od "miejskiej wsi". Itp, itd. Ale chciej targowiska w centrum – nigdy, bo to wsiowe. Typowe kompleksy wieśniaka w mieście… A kto o tym decyduje?

        No i muszę się powstrzymywać, tak fajnie się pastwi nad nowymi grażdanami, dla czystej frajdy z pastwienia. Nawet gdyby przeczytali, to uznają, że to nie o i nie do nich. Oni są lepsi, chodzą na musicale i palą flotem.

        A wspomniany przez Pana program w Tv Imperium wyszukałem i obejrzałem. Wyborny, jeśli nie wyborowy, aczkolwiek uważam, że nazwa Tv Imperium Zła, byłaby bardziej adekwatna biorąc pod uwagę treści, które naprawdę nie wiem do kogo kierują autorzy. Ten niezniszczalny "przegląd prasy", błagam, jakiej prasy?! Aaa… no przecież. Pojebani są wśród nas i nadają ton. Od początku do końca odczuwałem miażdżące swobodę i kreatywność piętno szkoły red. S. który się skurczył do osobliwości radiowej w internecie. Niespodzianki nie było, było tradycyjnie po gliwicku, żenadnie i nudnie, chociaż nie bez pierwiastka rozrywkowego. Ale ten akurat przez aktorów programu nie był zamierzony. 

        Pozdrawiam. 

         

        p.s. 

        Czy obecność 26, jest potwierdzona? Czy należy ubrać się ciepło?

  6. Prezes HH Poland, Pan Paweł Bronisław Kobyliński, w 2014 startował na stanowisko radnego jako kandydat Koalicji dla Gliwic Z. Frankiewicza. Nie chciałbym niczego sugerować – może to tylko zbieg okoliczności – ale pewne podejrzenia i wątpliwości nasuwają się same.

  7. Panie Darku, troszkę się dziwię Pańskiemu atakowi na Kobylińskiego. No rozumiem – nienawiśc do "miasta". Ale jakby nie patrzeć to Palm Jazz Festival (którą robi Kobyliński) to jedna z niewielu gliwickich imprez o których głośno w całej Polsce!!! Przyjeżdżają do nas najwieksze gwiazdy jazzu! Nie robi tego urząd m., tylko Kobyliński!!!! Mam wrażenie, że Pan chciałby tam zagrać……ale jakoś Pana nie zapraszają.,,,,Jestem ciekawa, czy Pan ten post zamieści…..

    • Szanowna Pani, niby dlaczego  nie miałbym tego zamieścić?  Nie odczuwam „nienawiści” do nikogo. Miło byłoby powiedzieć to o moich niektórych adwersarzach. Posługuję się tylko faktami, piszę je kulturalnie, podpisuję imieniem i nazwiskiem. To gwoli wyjaśnienia.

      Gdzie Pani przeczytała natomiast o „nienawiści” do p. Kobylińskiego, to wie tylko Pani. Bo ja w swoim tekście wręcz stwierdziłem, że rozumiem jego podejście do sprawy. I zdania nie zmienię. Nie rozumiem natomiast trownienia publicznych pieniędzy, bo wiem ile wart jest wynajem takiej sceny na kilka godzin.

      Palm Jazz Festiwal… Nawet pisałem kiedyś recenzje z koncertów. W dodatku pozytywne. Ale dopecyzujmy. Robi to oczywiście Fundacja zarządzana przez p. Kobylińskiego, ale dotacje UM (a zatem nas wszystkich) idą w setki tysiące złotych, o czym być może Pani nie wie. I zapewnię jeszcze o jednym – największe gwiazdy jazzu do nas nie przyjeżdżają 🙂 A przynajmniej większość z nich – to wciąż nie te środki. Jeśli dostanę np. 200 000 zł otacji, również będę w stanie zapraszać gwiazdy, to oczywiste. A w tym przypadku nie mówimy nawet o dotacji, tylko o zapłaceniu ceny niewspółmiernej do wartości przedmiotu sprzedaży. A zaistnienia takiej sytuacji nie dopuszcza prawo. Samorząd zobowiązany jest do gospodarnego wydawania pieniędzy. I nic do tego nie ma p. Kobyliński, lub ktokolwiek inny.

      Co do tego, że chciałbym tam zagrać…. Cóż, uśmiecham się nawet, zapewniając, że nie. To wnętrze nie interesuje mnie pod względem teatralnym. A swoją potrzebę „grania” załatwiam w innych, bardziej dla tego celu przyjaznych miastach i miejscach. Oczywiście niezmiennie wierząc, że wśród wszystkich wiecznych rzeczy akurat władzy obecnej ekipy nie ma na pewno 🙂

      Pozdrawiam

    • Ujęła mnie fraza "Palm Jazz (…) to jedna z niewielu gliwickich imprez, o których głośno w całej Polsce!!!". To ja proszę o publikacje i recenzje w krajowych mediach o tym "wydarzeniu". Koleżanka Jolanta raczej nie pamięta, że kilkanaście lat temu miasto Gliwice miało własny festiwal jazzowy, a nawet dwa, które włodarze miasta metodycznie gasili. Piłka nożna bębniła im po czaszkach przez ryczących pod urzędem kibolach. Z kim łatwiej się nawalać?  Bielsko-Biała zrobiła na tym interes. Dziś na festiwal pod dyrekcją Tomasza Stańki przyjeżdżają współczene nam gwiazdy, a nie jak w Gliwicach, emeryci i do wynajęcia na sesję z Kobylińskim. O gwiazdach na emeryturze nawet nie chce mi się gadać, bo niektóre jeszcze się szanujące, były w szoku, kiedy zobaczyły gdzie przyszło im występować. Do dziś rozśmiesza mnie buńczuczne "najlepsza miejscówka jazzowa w Polsce", którą publikowały lokalne media ukrywając, że to reklama. Może gliwickich patriotów-oszołomów to przekonuje, ale też jest dowodem na to, że nigdzie nie bywają, i niczego, prócz lokalnego gówna nie czytają, a z tym, co obecnie dzieje się w muzyce, nie mają najkrótszego nawet styku. 

      Jolanto, 😀

      • Oba twoje komentarze są super, nareszcie przypominasz mi wielkiego sss9 z przed lat. Gratuluję i proszę o więcej;)
        "Lizus" po porażce uwielbianej przez niego sekty ośmiorniczek i innych w niej zaKODowanych zaczyna nareszcie odważnie stąpać po tej gliwickiej patologicznej ziemi. I tak 3-mać. Chlopaki tacy, jak Fabrykowski(marcin) Fedorczuk( łukasz), Wawrzyczek(mieszko996), czy inny Morawiak, z którymi "kopaliśmy" się forum dyskusyjnym wybiorczej jeszcze nie tak dawno, to szpica dzisiejszej magistrackiej propagandy sukcesu, A więc, cóż można oczekiwać od tego typu komediantów oprócz cenzurowania? Pozdrawiam.

        • Podtrzymując tezę ogólną komentarza, pozwolę sobie na zdanie odrębne w kwestii zrownania kilku osób w „szpicy”. Takiej czy innej. Medium Fabrykowskiego od długiego czasu nie otrzymalo nawet złotówki z publicznej kasy służącej w Gliwicach nagradzaniu swoich. To właśnie tu publikuje się często materiały krytyczne i polemiczne. To jedyne medium w którym chociażby moje nazwisko może pojawić się w kontekście niepogardliwym czy nieprzesmiewczym. A obiektywizm nie oznacza pisania jedynie o tym co zasługuje na krytykę. Na to mmogę sobie pozwolić np ja na swoim I-P ale nie tygodnik informacyjny. Pomijam juź to, że konieczność samodzielnego  utrzymania tytułu i odpowiedzialność za pracowników uniemożliwia walkę ze wszystkimi w stylu Don Kiszota. To również raczej dla mnie ;). Reasumujac,  pozwolę sobie zanegowac to czarno-białe stwierdzenie. Dla wielu to niepopularne ale znając realia gliwickie będę bronił takich osób jak Marcin Fabrykowski czy Grzegorz Krawczyk. Jeśli oczywiście nie zmieni się nic na gorsze.

          • No to czekam aż niezłomny Fabrykowski porówna wydatki i wpływy z biletów TM i Piasta Gliwice, ich kulturotwórcze role, a potem wyciśnie z Krawczyka odpowiedź, co jeszcze robi na stanowisku dyrektora Muzeum (rzekomo urlopowany, czyli placówka obchodzi się bez dyrektora – widzę dużą oszczędność) i TM (w tym ruin teatru i Bajki-Amoku) z dwukrotnie mniejszym budżetem niż Piast. W dozowanych jak kroplówka wynikach badania opinii TNS Polska, Fabrykowski ogłasza, że 58% gliwiczan popiera dofinansowanie dla Piasta ale 79% popiera dofinansowanie TM. Oczywiście te dane gówno mówią, bo nie pytano o wysokość tych dofinansowań. A mogło się okazać, że mieszkańcy, owszem, są za futrowaniem Piasta ale w odwrotnych proporcjach niż to ma miejsce. Niestety, za takie pytanie miasto nie zapłaciło ponad 50 tys. zł. Jeszcze by coś wyszło nie tak, jak zamówiono. Zawsze po takich publikacjach pytam znajomych, czy kiedykolwiek brali udział w badaniu opinii i zawsze odpowiedź jest negatywna. Niczego nie sugeruję, po prostu mamy pecha, a wyniki zawsze są na rękę włodarzowi. A jak nie są, jak było przy okazji tramwaju zastąpionego autobusem, to się okazało, że tym gorzej dla wyników. 100% satrapia ale jak zapytać gliwiczan, to będą zadowoleeeni.

            • Przykłąd idzie z góry. To właśnie I-P opublikował kiedyś informację, że Krystian Tomala przez bardzo długi czas, pełniąc obowiązki zastępcy prezydenta miasta, był urlopowanym szefem MZUK. To ewidentne nadużycie. Urlopowanie jest jjeszcze do wybronienia w przypadku funkcji biorących się ze społecznego wyboru. Trudno za takie uznać zastępcę prezydenta, czy dyrektora teatru.

          • Panie Darku ja rozumiem , że potrzebuje Pan czystego tlenu w tym najbardziej zasmrodzonym miasteczku w europie, i to nie tylko spalinami;)  Ale proszę akurat mnie nie przekonywać, że Pana łaskawy dobrodziej jest niezależnym dziennikarzem. Startował za nasza kasę z podatków,  a teraz może już jej nie bierze, ale cholernie się wdzięczy do swojego prezia:)

            Proszę prześledzić jego niedawny wątek "o dts-ce" opanowany totalnie przez magistrackich, ile tam debilnego zachwytu nad tym generatorze trujący spalin skoncentrowanych w samym centrum. Ja tam napisałem do tych zachwycających się tak: dtś-ka będzie łatana, to być może trochę pożyje a wy? A wam jakie łatki pomogą? Czy ja tam kogoś obraziłem, że zostałem jak zwykle wyrugowany?

            Pewnie jak jakimś tam cudem zakończą budowę tego niechcianego gniota, to Pana "dobrodziej" na swoim portalu zdubluje "karnawał z Rio" a jego ulubione klonujące trolle PG, Anonim itp. przetańczą przez cala dobę słynną rumbę brazylijską 🙂

            Kończąc ja nie nalegam, żeby Pan walczył ze swoimi przyjaciółmi, ale życzyłbym sobie, żeby i oni zastosowali się do prawdy: " że przyjaciół poznaje się w biedzie". A  narzędzia do tego posiadają i tyle. Pozdrawiam.

            • Nie przekonamy się być może nawzajem co do zależności, czy też niezależności tej czy innej osoby. Nie wiem jak i dlaczego doszło do tego, że nie ukazał się Pana komentarz. Wiem jednak, że nikt nie może zabronić nawet „magistrackim wypowiadania opinii. Ja te tego nie robię, choć ich to medium raczej nie interesuje 🙂 I naprawdę byłoby przekłamaniem twierdzenie, że to tylko oni. Bardzo wielu nawet neutralnych gliwiczan po prostu popiera te inwestycje, Media z kolei nie mogą i nie będą mogły pominąć tak ważnych wydarzeń jak skończenie DTŚ, czy potem Hali. Uważam to za potrzebne, chociażby po to aby mogły pojawić się pod tekstem różne opinie.

              Słowo jeszcze sformułowaniu „dobrodziej” poświęcę. Mam nadzieję, że użyte zostało zgodnie ze swoim pięknym staropolskim źródłosłowem i odnosi się do „dobra” duchowego w postaci chociażby promowania mojej aktywności scenicznej.

              Reasumując (nomen omen), wie Pan doskonale, że u siebie nie cenzuruję niczego poza ewidentnymi pomówieniami. To się nie zmieni. Nie będzie jednak nigdy tak, abym własne opinie dostosowywał do oczekiwań i wrażliwości innych. Jaki to miałoby sens? A właśnie ze względu na przyjaźń z niektórymi (a czasem zwykłą sympatię) pozwalam sobie czasem stanąć w ich obronie, Właśnie ze względu na słowa, które Pan przytoczył: „przyjaciół poznaje się w biedzie” 🙂

      • Krzysztof Kobylinski | 25 lutego 2016 at 2:54 pm | Odpowiedz

        Do Pani Joli, Dziękuję za wsparcie!!

        Do Pana(Pani) sss9. Wie Pan,ja robię mój festiwal najlepiej jak potrafię.Jak Pan potrafi lepiej,to niech Pan po prostu to zrobi,i tyle. A miejscówka? Tak samo. Niech Pan wyda swoje pieniądze i zbuduje lepszą.  Z przyjemnością pogratuluję Panu jednego i drugiego sukcesu . Pozdrawiam i zapraszam do Jazovii. Krzysztof Kobylinski

        • A gdzie podziękowania dla mnie? Przecież "kop" może być wsparciem bardziej konstruktywnym niż maślane oczy i wyświechtane formułki powtarzane za oficjalnym tekstem reklamowym.

          Na szczęście ja nie muszę kupować i organizować, żeby wystąpić. Poza Gliwicami jest ciekawiej, mniej trupio, a "najlepsze miejscówki" zyskują takie miano dzięki długiej pracy, a nie reklamie. Ale z całego serca życzę festiwalowi odważniejszego budowania repertuaru, bo największym zarzutem jaki mam do Palm Jazz, to jego letniość, brak emocji, nuda. Tylko najpierw trzeba przepędzić ducha Yanniego.

        • Panie Kobyliński, daj Pan wobec tego innym też robić swoje najlepiej jak potrafią za pieniądze miejskie zbliżone chociaż do tych, które Pan otrzymuje. A przy okazji proszę nie szkodzić innym stowarzyszeniom, zniechęcając instytucje kultury do współpracy z nimi i proponując w zamian swoje koncerty, bo z integracją niewiele to ma wspólnego.

  8. A tak przy okazji, dlaczego oprócz mnie nikt tu nie posługuje się swoim nazwiskiem?

     

    • Pewien swojego nazwiska mogę być tylko ja ) Nie załączyła Pani skanu dowodu osobistego ani paszportu. Tak naprawdę żadnej pewności, co do personaliów mieć zatem nie można. Choć oczywiście wierzę, że są prawdziwe. To zresztą prywatna sprawa każdego. I nie tylko TU ludzie piszą anonimowo, ale w zasadzie wszędzie w sieci. Taki obyczaj się utrwalił, niestety.

    • Pani Jolanto proszę, niech się Pani więcej nie ośmiesza. To, że Pani należy do tzw. uprzywilejowanej gliwickiej "garstki" i może, nie oznacza automatycznie, że i my możemy albo musimy;)
      Najlepszym przykładem jest tutaj Pan Dariusz, który z imienia i nazwiska wziął na swoją klatę walkę z układami patologicznymi w naszym mieście i co?, Jest po prostu grillowany przez Pani mocodawców, może On lubi taki ruszt? Ja jak inni raczej nie uwielbiamy:)
      Pani bożyszcze K.Kobyliński ma problemy z poważnym ustosunkowaniem się do merytorycznego wpisu sss9, dlatego zboczył na populizm;)
      Może Pani jako "autorytet" tej garstki, o której  wspomniałem wyżej jakoś go tutaj wybroni, no choćby tylko za te podziękowania tutaj. Niewątpię, że da Pani radę 🙂

  9. … no i popatrz Pan, Drogi Redaktorze, coś Pan narobił … Kiedyś, bardzo dawno temu, pewien znajomy mi, a już wówczas i leciwy Profesor, który "nauką ścisłą" na poważnie się zajmował, powiedział (faktem jest, że był "w ten moment" z lekka "znietrzeźwiony" czyli "po użyciu", jakby to dziś powiedziano, co koniecznym jest do dodania, bo to bardzo elegancki i kulturalny Pan był i o manierach prawie arystokratycznych). Rzekł był co nastepuje: "Dwie są, mój ty drogi … (tu padło moje skromniutkie imię) osie wkół których wszystko się kręci lub zapierdala w ruchu obrotowym, jeśli językiem ludu posługiwać się będziemy, tylko dwie … to, widzisz mój drogi, oś ziemska i … i męski ciulik". "Tak było, tak jest i tak będzie" – dodał. Potraktowałem to wówczas (a i dziś w to wierzę, choć "słabiej" z racji wieku) jako "czwartą zasadę dynamiki", choć nie Newtona oczywiście. Wyraził to był jasno i klarownie i w przepięknej do tego polszczyźnie – żałuj Pan, żeś tego nie słyszał. Tak więc owa "oś ziemska" i ów "męski ciulik" były dla mnie tymi głównymi osiami, wokół których to i owo sie kręciło – i … i było mi z tym dobrze. Pan, natomiast Drogi Dariuszu, wprowadziłeś dodatkową "sztuczną oś", a do tego "bez osi" i sam już nie wiem, jak to z "tymi osiami". Zauważ Pan bowiem, że od dwóch już Pańskich tekstów (ostatnio, choć pośrednio, od trzech), kręcimy się albo obracamy wokół Katarzyny Łosickiej, która w konsekwencji (czy nam sie to podoba czy też nie) "stała się osią". Ponieważ rzeczona Pani Kasia Łosicka nijak nie pasuje do "osi ziemskiej" a i na "ciulika" też nie wygląda, przeto ni mniej, ni więcej, chyba "trzecią osią" zostanie. Nie wiem tylko czy, nasza urocza Kasiulka zasłużyła na to, by takie "zamieszanie w naukach ścisłych" uczynić … 

    • Ot, los osób postawionych w miejscu centralnym i eksponowanym. 🙂 Czasem nie wiedzą nawet, z czym to się wiąże. Faktem jest, że z wielu różnych prac „bycie osią” nie jest wcale najtrudniejszą. Choć jak widać, często ryzykowną.

Leave a comment

Your email address will not be published.


*