Kawiarnia Obywatelska – start!

Lubimy nasze miasto, lubimy rozmawiać i lubimy dobrą kawę. Właśnie dlatego wymyśliliśmy Kawiarnię Obywatelską – miejsce w samym sercu Gliwic, w którym będziemy mówić o tym, co dla nas najważniejsze. Nasza kawiarnia, niczym grecka agora, ma na celu zgromadzenie w jednym miejscu wszystkich miejskich aktywistów, którzy wspólnie pochylą się nad najważniejszymi sprawami Gliwic. Na inauguracyjne spotkanie zapraszamy już 24 stycznia br. (w sobotę) o godzinie 17 do Kawiarni KAFO przy ulicy Wieczorka 14. Temat przewodni, którym chcielibyśmy zainteresować naszych gości, to odpowiedź na pytanie: czy Gliwice potrzebują ruchu miejskiego?

Dołącz do nas:

https://www.facebook.com/events/412602788902540/?notif_t=plan_user_invited

KAWIARNIA1

5 Comments on "Kawiarnia Obywatelska – start!"

  1. Szkoda, że nie ma w naszym mieście takich kultowych kawiarni jak np. w Wiedniu u Havelka. Otoż wnętrze doprawdy od dziesiątków lat takie same. Starzyzna dookoła a klimat niepowtarzalny i caly czas ruch. Smakoszy porannej kawy, przeczytania prasy i taki luz. Kiedyś była w naszym mieście Agawa. Dla starszych i młodszych. Wiele osób też z upodobaniem tam piło poranną kawę. A potem zrobiono market spożywczy a teraz drogeria. Komercjalizm najważniejszy. A co z miłymi spotkaniami. Może teraz się uda?

  2. Owszem byłam, ale to badziewo. Ja mam na myśli klimat i tradycje. A to co jest, nic mi się z tym nie kojarzy. Aha, i jeszcze jedno. Żeby tak jak ,, U Havelka" byla czynna  np od 8 godz. zamiast 10 lub 11. Pozdrawiam.

  3. Czy będą kolejne spotkania, bo niestety nie moglam wczoraj przybyć, a jestem bardzo zainteresowana projektem.

    • Z pewnością kolejne spotkania będą się odbywać, choć niekoniecznie w tzw. "pierwszej hipsterskiej kafejce" w Gliwicach, bo ta niebawem metrażowo może nie sprostać rosnącej liczbie chętnych do organizowania debat pt. "czy/może kolejny ruch miejski?". Ponad dwadzieścia osób na spotkaniu moderowanym przez "piątkę liderów", z której 4/5 doskonale znam z bezkrytycznego umiłowania i rzecznikowania "filozofii" władz miasta, a 1/5 okazuje się zdezorientowaną przez media ofiarą losu, to w stuosiemdziesięciotysięcznym mieście potencjał nie do przecenienia, a na pewno nie do zignorowania. Fakt, że spotkanie miało charakter dyskusji, czy Gliwice w ogóle potrzebują ruchu miejskiego ma, na moje oko, wagę ciężkiego upośledzenia. Czyli, jakichś szesnastu ton absurdu, wg. skali Monty Python's. Fakt, że "ton" debacie nadały osoby od dawna kreujące się na tzw. "liderów" społeczeństwa w Gliwicach, których wieloletni "ruch" polega na klepaniu banałów w internetowe rzygacze i robieniu tendencyjnych wywiadów ku czci prezydenta Frankiewicza, robi mi okoliczność do beki dziesięciolecia, ale z nią litościwie zaczekam na "Pierwszy Wielki Zaczyn Pierwszego Ruchu Miejskiego w Gliwicach", reglamentowany przez skompromitowane indywidua. O Ile oczywiście zgromadzeni dyskutanci, albo jedynie dogani "liderzy" po wielu "gorących debatach" i wreszcie ustaleniu źródła finansowania, dojdą do wniosku, że trzeba taki powołać. Gliwice od dwudziestu lat są "miastem osobnym", w którym zasady, prawo i zwykła przyzwoitość nie obowiązują nikogo, czego już chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć. To, co gdzie indziej powstawało dzięki tzw. "zwyczajnym ludziom" i z powodzeniem rozwijało się wbrew i na przekór instytucjom, skretyniałym i złośliwym urzędasom dzięki działaniom jednostek, które w miarę czasu gromadziły zastępy podobnych im "partyzantów", w Gliwicach "ktoś" zaczyna od debaty skompromitowanych nazwisk, zadając pytanie: "czy jest potrzeba?". A przecież w tym roku każdy interesujący się czymś więcej niż "losowaniem kretyna dnia" w RMF FM, czy "skandalami" Faktu wie, że gliwickie ruchy miejskie już są, a reprezentują je Małgorzata Tkacz-Janik i Dariusz Jezierski. Ot, po latach niegroźnego dotąd oddolnego fermentu, czując się zagrożonym medialnymi doniesieniami o sukcesach "miejskiej partyzantki" w niektórych miastach, gliwicki establiszment postanowił rozwodnić i spacyfikować nowe zagrożenie, jak wcześniej zrobił z Radami Dzielnic wprowadzając do nich swoich radnych. No to zadziałał. Wcześniej Rady Dzielnic miały być głosem ludu, ale establiszment szybko powsadzał w nie swoich użytecznych idiotów, często z mandatami radnych koalicji prezydenta, którzy bardziej reprezentują miejskie władze, niż realizują interesy lokalnej społeczności. 

      Kiedy już ustalą z UM "program miejskiej partyzantki", opublikują go na stronie opłaconej z podatków gliwiczan, wybiorą zarząd i zgromadzą frajerów, którzy będą odświeżać sportowe gówna made in Stowarzyszenie GTW, Tomalowe rzygi z drutu i paproci, to zapytajcie, gdzie są radni? Gdzie są działacze RO, znani kibice-działacze? Ile kibolskich dewastacji naprawili? Krzyknąć: "kto nie skacze, ten z PO" wiele nie kosztuje, a splendor na "młynie" i wśród lumpenproletów gwarantowany. Ale żeby tak pozostawić po sobie ślad, z którego będą dumne pokolenia nieobciązone kibolską naturą współczesnych neandertali… to jest wyzwanie przekraczające ramy koncesjonowanych "liderów". I nie mam na myśli biegów pojebów, ani zmian nazw ulic, którym wstydziłbym się użyczyć nawet nicka. Bo który nowy młody radny prócz jakże "ważkich problemów" gliwickiego sportu, zauważył problem upadku kultury w Gliwicach? Proszę o choćby jeden przykład.

      Dobranoc. 😀

Leave a comment

Your email address will not be published.


*