Kiedy radni szkodzą…

Z wielkim szacunkiem odnoszę się do radnego Jana Wiśniewskiego, jako do człowieka wiekowego i doświadczonego, a także obywatela, któremu wciąż jeszcze się chce zajmować sprawami naszego miasta. Doszło jednak do sytuacji, w której radny Wiśniewski złożył – ponoć 26 lutego – oświadczenie w sprawie do końca nierozpoznanej (wszak z pisma nie wynika bynajmniej, że radny ma po prostu zamiar opuścić Klub Radnych Platformy Obywatelskiej).

Jego skan zamieszczam poniżej:

JW


Dlaczego sprawa nie jest oczywista? Otóż radny Jan Wiśniewski oświadcza, że od 1 marca zostanie radnym niezależnym. Informuje o tym za pośrednictwem przewodniczącego Zbigniewa Wygody całą Radę Miejską i, za pośrednictwem mediów, mieszkańców miasta. Cóż, pozostaje nam wszystkim mieć nadzieję, że radni są niezależni i "przynależność klubowa" im tej niezależności nie odbiera. Praktyka, nawiasem mówiąc, pokazuje coś zgoła innego.
Korzystając jednak z okazji, chcę zabrać głos w zupełnie innej sprawie i zadać jedno, brdzo istotne pytanie: Jak mianowicie mam wierzyć, że radny, który nie dość że myli daty, to jeszcze w krótkim tekście nie wyraża w sposób jasny swojej woli, ma być w stanie wniknąć w istotę nieraz bardzo trudnych zagadnień dotyczących spraw miasta, rozstrzygnąć skomplikowane kwestie i podjąć właściwą, "niezależną" decyzję? Niemożność znalezienia pozytywnej odpowiedzi prowadzi do oczywistej konkluzji: w Radzie Miejskiej muszą znajdować się osoby, co do których jesteśmy pewni, że są w stanie udźwignąć ciężar odpowiedzialności. Niestety, kierując się sympatiami i przeświadczeniem, że ci którzy okazali się dobrymi fachowacami w swoich dziedzinach, będą tak samo dobrzy w sprawach publicznych, popełniamy często błędy, skutkujące potem "milczącymi głowami", które przez całą kadencję odezwały się być może kilka razy, mówiąc np. "przepraszam" przy wychodzeniu z sali sesyjnej, lub "dziękuję" za podanie wody mineralnej… Osoby te wykonują jedynie proste gesty, polegające na wciśnięciu guzika i  podniesieniu ręki podczas głosowania, przy czym o tym drugim geście często zapominają. Ich "praca" dla miasta polega niestety na "byciu" na sesjach i posiedzeniach komisji i kierowaniu się opinią swoich sprawniejszych kolegów. Tak, wiem że to gorzkie słowa i zapewne nie przysporzą mi zwolenników wśród samych radnych, ale prawda rzadko bywa słodka. A w przypadku, o którym mówię, prawda jest wręcz brutalna: rozdźwięk między ogromnymi mimo wszystko kompetencjami rady gminy a rzeczywistymi kwalifikacjami radnych jest gigantyczny! Obserwując przez ostatnie 3 lata pracę Rady Miejskiej w Gliwicach, mogę stwierdzić, że może połowa radnych wykazuje aktywność świadczącą dobrze o ich predyspozycjach. I nie ma tu znaczenia, po której stronie politycznej sceny te osoby się znajdują. Polemizują, są aktywni, przekonują. Na tym również polega dla mnie bycie radnym, wszak z natury rzeczy na sali sesyjnej ścierają się różne wizje miasta.
Tymczasem w naszym ustroju samorządowym istnieją dwa główne mankamenty funkcjonowania organów stanowiących:

1. Na swoje barki lekkomyślnie biorą odpowiedzialność ludzie często wręcz zapracowani, czasem na kilku etatach. Kiedy mają oni znaleźć niezbędne godziny na rzetelne przepracowanie budżetu, zastanowienie się czy wejście w taką czy inną spółkę, albo przekazanie lekką ręką kolejnych nieruchomości, naprawdę są w interesie gminy?
2. Radni nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Dlaczego? Wszak pobierają rocznie policzalne pieniądze właśnie za tę pracę? A potem jest tak, że jednogłośnie podejmują uchwały, których im podjąć nie wolno, jak choćby ta o "wyznaczeniu" Zygmunta Frankiewicza do rady nadzorczej KSSE SA.

Inną zupełnie kwestią jest odpowiedź na pytanie, jak to zmienić. Są oczywiście takie możliwości, ale musiałyby być wprowadzone zmiany ustrojowe, co samo w sobie jest procesem trudnym i złożonym. A przecież temat jest poważny i niewydumany. Wielokrotnie rozmawiałem z różnymi radnymi w sprawach, którymi się zajmuję. Mogę napisać szczerze – nie wszyscy są w stanie zrozumieć bardzo złożone nieraz zagadnienia (a może raczej nie chcą zrozumieć?). Jak zatem mają kontrolować? Jak rozstrzygać?
Co można zrobić już teraz? Wzmóc presję na radnych. A w następnej kampanii wyborczej nie tylko pytać, co mają zamiar zrobić, ale JAK TO CHCĄ ZROBIĆ. Tych, którzy będą się starać o ponowny wybór zapytać nie o to, co zrobili, ale DLACZEGO CZEGOŚ NIE ZROBILI. Tyle, że mogą to zrobić mieszkańcy, którzy w życiu miasta chcą uczestniczyć. A gliwiczan partycypacji oduczano skutecznie przez ostatnią dekadę co najmniej, dziwiąc się teraz, że ci gremialnie odpuścili nawet decyzję w sprawie rozdzielenia samorządowej jałmużny, szumnie nazywanej "budżetem obywatelskim".
Tak, to trudne sprawy. i niech Pan Jan nie bierze tego do siebie. Wszystkie stwierdzenia nie zmieniają mojej sympatii i szacunku do niego. Rzeczywiście, do Rady Miejskiej już się zdecydowanie nie nadaje. Niech jednak ma świadomość – jest jednym z wielu.

Dariusz Jezierski

8 Comments on "Kiedy radni szkodzą…"

  1. Cytuję:  "A gliwiczan partycypacji oduczano skutecznie przez ostatnią dekadę co najmniej, dziwiąc się teraz, że ci gremialnie odpuścili nawet decyzję w sprawie rozdzielenia samorządowej jałmużny, szumnie nazywanej "budżetem obywatelskim". Swego czasu w czasie dyskusji nad "budżetem obywatelskim"  zaproponowałem  zwolnienie z Urzędu Miejskiego  niemałej ilości pracowników,  przeznaczając  pewną  część  budżetu  na  odprawy  dla  nich. Z pozostałej części budżetu,  dla  reszty  urzędników  dać  podwyżki  i  poprawić  ich  wydajność  i  oczywiście  jakość  pracy. Najbardziej sensowne wykorzystanie budżetu.    

  2. Zartowniś z Pana Redaktora. Ankieta jest trochę źle skonstruowana, można zagłosować "za" lub "w ogóle". A ja jestem przeciwko im wszystkim bez wyjątku, choć ankieta tego nie przewiduje.

  3. Sądze, że (po części w sposób niezamierzony) ta ankieta utrwala i popularyzuje określone nazwiska osób, które "już się w samorządzie popisały" (relacja z sesji, protokoły komisji, odpowiedzi na otrzymywane pisma, itp), a bardziej zasadne byłoby zaprezentowanie (wypromowanie) sylwetek nowych osób, które mogłyby z powodzeniem ich zastąpić. Liczba oddanych głosów, niestety nie poraża…w zestawieniu z podawaną niedawną statystką odwiedzin portalu, Co więcej, sondowanie (w efekcie podświadome rekomendowanie) lokalnej społeczności wyboru z tej samej talii kart jest zagrywką przerabianą od lat, dlatego też warta zastanowienia byłaby propozycja stworzenia alternatywnej listy kandydatów, i taką myśl można skierować pod rozwagę Czytelników.

    • Efekt, o którym komentujący pisze był w całości niezamierzony. Ankieta koresponduje raczej z tekstem „Kiedy radni szkodzą”. Podkreślić przy tym należy, że czytelnicy Info-Postera należą raczej do tej części społeczeństwa, która w sposób świadomy podchodzi do rzeczywistości. Skłania to do przyjęcia, że samo wymienienie nazwisk obecnych radnych nie będzie wystarczającym powodem do oddania na nich głosu. Podobnie zresztą musiałoby działać powtarzanie nazwisk radnych w innych artykułach, nawet w negatywnym kontekście. Nie ulega bowiem wątpliwości, że w taki sposób się utrwalają.

      Warto również dodać, że na wniosek jednego z Czytelników dodano do ankiety możliwość stwierdzenia, że żaden radny w RM nowej kadencji nie powinien się znaleźć. Zarówno to uwaga, jak i komentarz na który właśnie odpowiadam, świadczą o umiejętności czytelników I-P refleksyjnego spojrzenia na rzeczywistość.

       

  4. świecka tradycja | 1 marca 2014 at 12:16 am | Odpowiedz

    Mało kto analizując treść tego dokumentu dostrzegł, że Panu Janowi oprócz daty zapewne pomyliły się znaczenia dwóch określeń: radny niezrzeszony a radny niezależny, może będzie teraz "taka nowa świecka tradycja"….Jeśli to oświadczenie staje się podstawą do wyrażania przez I-P sądów wartoścujących o szacunku dla tej osoby, to skłania do refleksji. Szanując prawo do wygłaszania autonomicznych poglądów nie zamierzam z tą opinią polemizować, ale ciekawią mnie przyjęte kryteria oceny. Pamiętając wcześniejsze zdania kierowane pod adresem innych radnych, opierały się one na konkretnych przesłankach merytorycznych w odniesieniu do formułowanych publicznie wypowiedzi, przejawianego zaangażowania, wzorców zachowań i przyjmowanych postaw. W porównaniu do uprzednich wypowiedzi I-P na temat kompromitacji wszystkich radnych, takie aprecjonowanie jednej osoby z racji napisania oświadczenia tej treści, może skłaniać do myślenia.

    • „Z wielkim szacunkiem odnoszę się do radnego Jana Wiśniewskiego, jako do człowieka wiekowego i doświadczonego, a także obywatela, któremu wciąż jeszcze się chce zajmować sprawami naszego miasta.”

      Ten cytat, to pierwsze słowa tekstu. Wyraźnie mówią o szacunku naleznym człowiekowi wiekowemu, doświadczonemu przez życie, tak chrakterystycznemu dla naszej kultury. Nie ma on nic wspólnego z szacunkiem dla postawy jako radnego. I jednoznacznie jest to w tekście potwierdzone sformułowaniem, że Pan Wiśniewski do rady miejskiej się nie nadaje.

      Pomylenie „niezależności” z „niezrzeszeniem” również zostało w tekście ironicznie podkreślone. Reasumując, ten tekst mówi o nieprzydatności p. Jana do RM, podobnie jak wielu innych radnych tej kadencji. Krytyczna ocena postawy jako radnego nie upoważnia rzecz jasna nikogo do traktowania danej osoby bez należytego szacunku.

    • Bez ironii stwierdzam, że teatralne gesty 5 min. przed wyborami skłaniają do myślenia bardziej ( przynajmniej mnie ). I raczej odbierają miru Panu Radnemu. Co robił do tej pory?! 

Leave a comment

Your email address will not be published.


*