Kiedy reflektor i trup niestraszne… Matematyka gruzińskiego spektaklu – recenzja

Pod koniec 2013 roku miałem przyjemność reżyserować w Teatrze Dramatycznym im. Sandro Ahmeteli w Tbilisi "Policję' Sławomira Mrożka. Bardzo inną od wcześniejszych inscenizacji. Niedawno miał miejsce gościnny pokaz na scenie Współczesnego Teatru Artystycznego w Mińsku. Oto recenzja, która właśnie ukazała się na portalu Dveri:

Polska reżyseria (Dariusz Jezierski) + polska dramaturgia (Sławomir Mrożek) + gruzińscy aktorzy (Tbiliski Teatr Dramatyczny imienia Sandro Achmetieli) + białoruska scena (Współczesny Teatr Artystyczny) = spektakl „Policja”. Oto dobry przykład. Zwróćcie na niego uwagę, nawet jeśli nie lubicie matematyki. Przede wszystkim nie tak często białoruskiego widza rozpieszczają ciekawymi zagranicznymi projektami. Po drugie tym razem i tak rozpieszczali nas bardzo krótko, gdyż z przyczyn technicznych, spektaklu „Majtki” Pawła Prażko tbiliski teatr nie pokazał, a sama „Policja” to raczej niedługa sztuka – wwszystkiego jedno działanie. A zatem chwytajmy chwilę!

A przecież jest co chwytać. Sztuka przykuwa wręcz swoją konceptualnością. To taki solidny postmodernizm: uniwersalny temat można rzucić na ekran każdego totalitarnego społeczeństwa dowolnego czasu. Wszystkie występujące postaci są wszędzie podobne: władza: samowładna, twarda i oczarowana samą sobą, jej wierne sługi, zgodnie z prawami gatunku: tchórze i lizusy. I oczywiście, męczennik-indywidualista. A może raczej męczennicy-indywidualiści? Przecież wszystko się tu wymieszało… Więzień (Kacha Dżohadze), który zostaje adiutantem generała, podoficer (Giorgi Czumburidze), który zostaje więźniem. I powiem wam, że nie byłoby tej aktualnej postmodernistycznej sztuki, gdyby bohaterzy byli liniowi, bez cieni i własnych szkieletów.

I gdyby nie było ironii! Wszechpochłaniającej, niszczącej. Ona jest prawdziwą ozdobą mrocznego w swoim przesłaniu spektaklu (strzał na samym końcu jakoś nie wzbudza optymizmu). Ona jaskrawo oświetla ideę. Ideę żałosnego w istocie, a nie wywołującego strach totalitarnego społeczeństwa. Dlatego że karykatury nikt się nie boi. Wszyscy się z niej śmieją. I rzeczywiście, jak można było nie śmiać się z Naczelnika Policji (Akaki Chidaszeli), który ma na głowie zabawne, jakby dziecinne kepi? Ależ on rzeczywiście jest dzieckiem! Śmiech albo lekkie ironiczne uśmiechy wywoływali zresztą wszyscy gruzińscy aktorzy (przy czym faktem jest, że do ich sposobu gry trzeba się przyzwyczajać). Gruziński temperament zdecydowanie sprzyja pokazaniu karykatur: wyrazista mimika, plastyczność, absolutna niewymuszoność. Jaki daje to efekt na scenie widzimy: samoszyderstwo bohaterów, ich śmiech z siebie nawzajem, brutalne samoobnażenie.

Ale reżyser poszedł dalej. Aktorzy nie tylko demaskują siebie nawzajem ale też włączają w tę grę widzów. W pewnej chwili zagadkowa bohaterka „Kto?” (Tatia Tataraszwili), oświetla salę białym reflektorem. I robi się jakoś niezręcznie pod oślepiającym światłem. Jak gdybyś ty sam był przesłuchiwany. Jak gdybyś ty sam był wspólnikiem przestępstwa. A po spektaklu opuszczasz salę – i przed sobą, na podłodze, widzisz podoficera-więźnia, którego na scenie, na twoich oczach, zastrzelili. Co robić? Obchodzić? Podnieść? Znów zmuszono cię do działania i właśnie dlatego totalitarne przerażenie nie przechodzi obok ciebie jedynie abstrakcyjnie. Zespołowi udało się stworzyć spektakl nawiązujący dialog z widzem.

 

Mimo wszystko odrobina dziegciu na koniec. Spektakl grano w języku gruzińskim, z rosyjskimi napisami. Tu spartaczyli zupełnie. Napisy wyświetlano nad sceną. Przy czym, dopóki z sali nie dobiegły odgłosy oburzenia, nawet nie wszystkie linijki tekstu były widoczne. W końcu to poprawiono i tekst jakoś dał się czytać… Ale czy można siedzieć cały spektakl z wyciągniętą w górę głową?! Dobrze, dajmy na to, że jako zapaleni teatromani, wszyscy wytrzymamy dla sztuki. Ale na domiar złego także sam przekład był kiepski. Ten lingwistyczny problem stale zresztą towarzyszy teatrowi. I będzie towarzyszyć. Po prostu trzeba sobie z nim radzić. A sposobów jest mnóstwo: język angielski, synchroniczny przekład, sensowne wykorzystanie projektora. Szkoda, że strona techniczna tak zawiodła.

I jeszcze jeden egoistyczny minus – mało! Mało czasu, żeby nacieszyć się gruzińskim teatrem. Pragnie się jeszcze i jeszcze patrzeć na grę gruzińskich aktorów, dlatego że akcent kładzie się tu właśnie na nią (niech żyje minimalizm w scenografii!).

Czekamy zatem do następnego ich przyjazdu. A tymczasem wróćmy do matematyki. Końcowy przykład: Konceptualność + Ironia + Dialog z widzem + Dobrzy aktorzy – Strona techniczna – Czas trwania = spektakl „Policja”.

Polina Platova (tłum. Dariusz Jezierski)

Tekst recenzji w wersji oryginalnej: http://dverifest.org/impression-politsia/

Leave a comment

Your email address will not be published.


*