Kobiece emocje na teatralnej scenie

8 komentarzy

To ironia losu, że Dariusz Jezierski prezentuje reżyserowane przez siebie spektakle teatralne w różnych miastach aglomeracji górnośląskiej (Chorzów, Świętochłowice), a nie może tego legalnie i oficjalnie robić w swoich rodzinnych Gliwicach. W mieście nad Kłodnicą jest bowiem traktowany – z powodu swojego krytycznego stosunku do miejscowego władcy – jako wróg publiczny nr 1 dla lokalnej ekipy prezydenckiej.

Tylko raz (w listopadzie zeszłego roku) udało mu się wystawić własne przedstawienie na deskach gliwickiej BAJKI, ale tylko dlatego, że spektakl był częścią tzw. „Jarmarku artystycznego”, przygotowanego przez Radę Osiedla ŚRÓDMIEŚCIE, która – na szczęście – nie jest podporządkowana prezydentowi miasta.

W środę, 15 marca, Jezierski nie musiał już korzystać z żadnych podstępnych wybiegów i z pełną aprobatą lokalnego samorządu zaprezentował w Teatrze ŚwiętochłOFFice premierę spektaklu „Trzy kobiety” wg poematu amerykańskiej pisarki, eseistki i poetki – Sylvii Plath.

Offowa scena istnieje od września ubiegłego roku w Centrum Kultury Śląskiej w Świętochłowicach, a pieczę nad jej artystycznym profilem repertuarowym sprawuje Grzegorz Kempinsky, znany reżyser filmowy, teatralny i telewizyjny, uhonorowany w 2007 roku – co warto odnotować – orderem ministra kultury „Zasłużony dla kultury polskiej”.

Jezierski nie miał łatwego zadania. „Trzy kobiety” – to trudny w odbiorze poemat Sylvii Plath (1932-1963), zaliczanej przez krytyków literackich do grona tzw. „poetów wyklętych”. Obfitująca w dramatyczne zdarzenia biografia poetki miała istotny wpływ na charakter jej twórczości.

Tomy jej poezji zostały wydane pośmiertnie (schorowana i cierpiąca na brak środków do życia popełniła samobójstwo). Dziś jest – w dość powszechnej opinii – bożyszczem amerykańskich feministek.

Tekst poematu dotyczy macierzyństwa – prawdziwej esencji kobiecości, która dla bohaterek spektaklu jest momentami czymś w rodzaju histerycznej obsesji. Trzy sceniczne kobiety, w których role wcieliły się sugestywnie Marta Dobrowolska-Rezinkin, Agata Śliwa i Anna Maksym, są pełne rozterek, wątpliwości i życiowych dylematów, związanych z ich relacjami z mężczyznami i problemami macierzyństwa. Specyficzną atmosferę przedstawienia tworzą ich przejmujące monologi – od szeptu do ekspresyjnego krzyku.

Ascetyczna scenografia pozwala widzom skupić się wyłącznie na zawartym w monologach potężnym ładunku emocji. Symboliczne zwieńczenie spektaklu stanowi zaś rozbrzmiewająca na koniec z głośników wzruszająca pieśń „Serce matki” w wykonaniu Mieczysława Fogga.

Gorące brawa licznej publiczności zgromadzonej w teatrze świadczyły aż nadto wymownie o ciepłym przyjęciu takiej właśnie inscenizacji „Trzech kobiet” w reżyserii Jezierskiego. Muszę tylko sprostować informację przekazaną widzom przed świętochłowickim spektaklem. Wszystko wskazuje na to, że nie była to jednak polska prapremiera sztuki opartej na poemacie Sylvii Plath. Przed 39 laty – 7 marca 1978 roku – Teatr Telewizji przedstawił już „Trzy kobiety” w reżyserii Andrzeja Marczewskiego. Nie zmienia to wszakże faktu, że współczesny wysiłek reżyserski Jezierskiego zasługuje naprawdę na słowa uznania.

Zbigniew Lubowski

Komentarz DJ: Teatr Telewizji, to jednak trochę inna dziedzina niż "żywa scena", a tę właśnie miał na myśli zapowiadający przedstawienie. Z całą pewnością jednak poemat jest szerokiej publiczności prawie zupełnie nieznany.

8 Comments on "Kobiece emocje na teatralnej scenie"

  1. litości… gdyby półprzytomny w kacu Dyrektor Krawczyk, zaprosił do teatru spektakl "Klątwa" w reżyserii Frljić'a, to by wyleciał miesiąc przed datą przedstawienia. a gdyby w pijackiej dezynwolturze postanowił pokazać kto tu "…urna żondżi", to by dawno temu wziął Strzępkę i Demirskiego. tłumy na widowni gwarantowane. ale też ruchawka uliczna możliwa. dlatego lepiej, żeby DJ miał w mieście swoją niszę, bo zamilk i już nie podgryza. i wdzięczny będzie jak nigdy, i miły, a jak dobrze bedzie, to i kasa i honor bedzie. jak to u nas, w Krużewnikach. tffuu. co ja… ale to już Jezierski sam wypoleruje, albo wytnie, żeby szacunku jego donatorów nie pokalać. czy cuś… 

    • Jak zwykle, trudno coś odpowiedzieć….
      PS. Strzępka i Demirski? Nie pieję z zachwytu 🙂 Przepraszam 🙂

      • nie trzeba od razu piać. można pogdakać. zgromić to i owo i jednocześnie coś pochwalić, w czym niejakie doświadczenie masz. S+D to tylko przykład, celowo jaskrawy, żeby pokazać miałkość gliwickiej sceny i widowni, która w nogach śpi i MSI się nakrywa. może być Wojcieszek! chyba o to chodzi, żeby teatr żywy był i prowokował do myślenia i dyskusji. a do czego prowokowała Operetka, Teatr Muzyczny, a obecnie Teatr Miejski – oprócz kpin? twój dawny "Ksiądz gej" (nie pamiętam już tytułu monodramu wystawionego w "Czytelni Sztuki") zgromadził 50 osób? bo sala była za mała, czy widz jest niewyedukowany? dziś miałbyś reklamę w relacjach mediów pokazujących protestujących rozmodlonych fanatyków religijnych. jeśli ktokolwiek mający jakieś pojęcie o współczesnym teatrze, kto oprócz zabawiania widza, zachęca i zmusza do myślenia zdobędzie się na szczerość i zechce recenzować gliwickie inscenizacje, to je zmasakruje. o ile się na nie w ogóle wybierze. owszem, nawet najlepsi miewają strzały poza tarczę, ale próbują i o to chyba w każdej z dyscyplin sztuki chodzi. czy ktoś w Gliwicach próbuje? miernoty nie próbują, bo nie potrafią. odtwarzają już wyrzeźbione i czekają na kogucie pienie. tak jak obecnie w zdegradowanym "Polskim" we Wrocławiu pod dyrekcją Morawskiego, którego rozpaczliwie i desperacko broniłeś wbrew stanowisku środowiska artystycznego. gość zwyczajnie skundlił dobrą scenę i oby szybko wyleciał. czy "dobra zmiana" odbuduje znaczenie "Polskiego"? ŚMIECH!

        która z gliwickich tzw. "elit" kiedykolwiek wypowiedziała się w kwestii jakości kultury i rozrywki promowanej przez UM? czy w ogóle są takie? bo nie słyszałem. inżynierowie? hhehehehe…

        "jak zwykle trudno coś odpowiedzieć". z takim powtarzającym się problemem, na twoim miejscu, zamknąłbym działalność i-p. albo wyłączył dostęp dla komentatorów. o! to dobre będzie. znajomi, których cenisz, będą publikować swoje listy, korespondencje, odezwy, relacje, itp. pierdoły tylko do czytania. zrób im "wall'a" i czesaj za wyświetlenia, podobno masz więcej niż upadająca "gazeta miejska".

        ideał. ale… można dać szansę listom od zadowolonych czytelników i takie publikować. nawet taki kontakt z czytelnikami dobrze robi wizerunkowi portalu.

        a potem zmienić nazwę na i-fMSIGliwice. albo dodać przekierowanie i jeszcze na tym zarobić! dane logujących się oddać cienkim chujkom z UM i głupio się uśmiechać.

        rogal.

        • Rzecz w tym, żeś Ty nie na moim, a ja nie na Twoim, co zapewne obaj sobie chwalimy. Ps. Gdzie rozpaczliwa i desperacka obrona Morawskiego? Z wiekiem masz skłonności do coraz większych hiperboli 😉 Wyraziłem opinię na temat publicznego linczu. Miałem prawo. Nawet nie oceniałem kwestii artystycznych. Co więcej – zdania nie zmieniłem. Jak zwykle bito nie w te łby, co trzeba 😉

          Póki co tyle… robota. Ale… może 😉

          • dziwny to lincz, którego uczestnikami były i są nadal najznaczniejsze nazwiska tzw. "środowiska". trudno o linczu wobec osoby mówić, jeśli już procedura tejże wyboru stała się zarzewiem konfliktu. a dziś, co widać? na czyje wyszło? miała rację "linczująca" większość ludzi kultury, czy internetowe trolle, do których chóru w zagadkowym odruchu obrony "linczowanego" przystałeś? trudno przyznać się do pomyłki? 

            ale… dobra, od tej pory tylko peany. dobrze to zrobi wątrobie.

    • … he, he – daliście sobie po razie, delikatnym raczej i co ? … i gówno. I po co to, i po co, do kurwy mendy. By się inni mogli pośmiać, tak jakby. Obaj wiecie o co chodzi, więc po co. Jest jak jest i inaczej nie będzie, a może być jeszcze gorzej, bo nikogo to nie interesuje, bo nikt niczego nie potrzebuje, a z przyjemnością se popatrzy jak się napierdalają, choć z lekka tylko, ostatni, którym pewnie jeszcze na czymś zależy, a może i nie i im. A jak się patrzy jak zdycha dookoła, jeśli nie wszystko, to może to coś co akurat zdechnąć nie powinno, a przynajmniej tu, więc jak się patrzy na to zdychanie, to jeśli nawet się dostrzeże jakieś tam objawy rzężenia przed zgonem, to i tak konającemu nikt ręki nie poda, bo i po chuj, niech zdycha. To może jednak lepiej do tego Buka, do tego lasu bukowo sosnowego, gdzie o bufet można oprzeć to i owo i próbować razem, co nie oznacza, że pod rękę, co nie oznacza, że sobie nie można nawrzucać … ja tam wolę tego Buka …  

      • Świat się kurczy do nieznośnej, gnuśnej polskości, do naszej "kultury błota", a jeszcze chwilę temu otwierał się szeroko na różne barwy i kultury. przecież MY, POLACY! kulturowo z Europą jesteśmy tożsami mniej niż turecki gastarbeiter, chociaż polskie eurosieroty z niemieckich zasiłków żyją jak królewięta. więc kto te nasze przepychanki o nać czyta, kto się nimi ekscytuje, jeśli nie wie nawet o co kaman? jest Polak w UE tylko dla unijnej kasy, którą tu pompują, żeby nas z błota wyciągnąć, ale to beznadziejna desperacja, z której zaraz się wycofają. MY POLACY jesteśmy w UE tylko dla bezcłowego importu złomu, którym tam już nie wolno jeździć i paru podobnych głupot, którymi szpanujemy przed tymi na wschód od Buga. zachodnie prawa i idee są nam obce. mentalnie Polska jest w ruskiej strefie, trochę się jeszcze duże miasta opierają, ale prowincja, jak ta gliwicka, kulturowo ciagle z lubością brodzi po łydki w błocie i z podziwem ogląda kolorową szyldozę oblepiającą rudery od kolan w górę. 

        co to za głosowania w Parlamencie UE odbyło się ostatnio? coś o równouprawnieniu kobiet i osób LGBT. nasi "europejscy" posłowie zwący się liberałami dali popis buractwa. kolejny raz potwierdziło się, że zbitka konserwatywno-liberalny oznacza: zakuty łeb w kwestiach kulturowych i swobodę w złodziejstwie. pisowcy takich dylematów nie mieli – wszystko na nie. ale w UE deklarują się pozostać. tylko nikt nie wie jaką UE sobie wyśnili.

        i tu mamy Gliwice Frankiewicza. jak w pysk strzelił, to samo, co wyżej. czy kogoś może jeszcze dziwić cicha akceptacja wszystkich tzw. sił politycznych dla polityki (nie tylko) kulturalnej w Gliwicach? jest tu jakiś postęp? coś oprócz kosztownych gadżetów ŚSM i ZDM. bo oporu wobec europejskich rozwiązań wzbogadzających życie ludziom jest tu bez liku. kolejny pas dla aut na ul. Dworcowej do takich naprawdę nie należy, choć wiem, że są tacy, którym na tę wieść po raz pierwszy od lat korzeń stanął dęba.

        a Buk, to taka kolejna wersja "naszej chaty z kraja". ale tam też palą w piecach flotem, bo tanio, po polsku.

  2. Cudownie panamski Dom Spokojnej Rozrzutności i jego krotochwilni dyrektorzy z bigbitowym Józkiem Pirxem o psim sercu w tle.

    A fructibus eorum cognoscetis eos…

    Tak. Miałem wątpliwą przyjemność obejrzeć muzyczny, reklamowany pierwotnie jako SPEKTAKL MOCNO ROCKOWY pod dźwięcznym tytułem „Dom Spokojnej Młodości” napisany i wyreżyserowany przez nowego dyrektora artystycznego teatru miejskiego w Gliwicach. (*małe litery zamierzone)

    Wiele w życiu widziałem, w tym i parę „sztuk” popełnionych przez rzeczonego wyżej dyrektora nie tylko w Gliwicach. Ale nie o tym, nie o tym…, choć pewnie niektórzy widzowie, czy pracownicy pamiętają te awantury przy kasie biletowej GTM i żądania zwrotu pieniędzy za bilety…

    „Dom itd.”, reklamowany, jako spektakl mocno rockowy, niemalże teledysk i objawienie ostatnich lat, okazał się niestety, jak to już ktoś napisał wcześniej, jedynie montażem słowno-muzycznym niskich lotów…

    Ani to mocno rockowe, dzięki zabiegowi precyzyjnej kastracji oryginalnych numerów dokonanej przez Marcina Partykę, ani też nie leżało to na półce obok teledysku. Dobrze, że choć teraz, kiedy grane jest dla 3 (słownie) trzech niepełnych rzędów widzów (18.03.2017) w opisie pojawiły się bliższe prawdy słowa: „zabrzmią motywy znane z repertuaru rockowego”

    Monumentalna, bezsensownie wielka scenografia, pusta scena, permanentny półmrok (a przecież na potrzeby spektaklu kupowano w wieeEEelkim pośpiechu oświetlenie i nagłośnienie….), niezrozumiałe momentami dialogi, jakaś tam, nie urywająca tzw. doopy, choreografia (do Ave Maria można wstawić hiphopowy balet – tylko po co?) i co? I nic – nuda, nuda, nuda. Nużąca akademia ku czci… właśnie kogo lubo czego? I na nic próby podpierania się po premierze miłymi wpisami, miłego i znanego aktora, którego miła partnerka od lat współpracuje z reżyserem… takie wpisy trącą jednak kumoterstwem i hipokryzją.

    Miały być w tym dziele gliwickie wątki i zastanawiałem się, skąd się weźmie i jakie będzie owo gliwickie tło, w rzeczy o latach 90 XX wieku, kleconej misternie przez osoby niemające z Gliwicami nic wspólnego (poza epizodycznymi chałturami…) i zupełnie nieznające gliwickich realiów lat 90…

    No i coś tam stworzylii, nie do końca wiedząc o co i o kogo chodziło, gdzie rzecz się działa… dopytywali pracowników teatru, ustalali zeznania i tyle… fajnie, poszło… niby jest, niby nie… Nieważne. Ważne, że kasa się zgadza…

    Proszę Państwa. Autorzy, aktorzy i bożek rozrzutności wie, kto jeszcze… odbębnili 100 (słownie: sto) prób do tego wybitnego dzieła. 100 prób! Toż to po prostu niesłychane… 100 prób! Zrozumiałbym, gdyby to była „kobyła” z solistami, chórem, baletem i 40 osobową orkiestrą, czyli jakieś 80 osób, ale to!?!? Dopytajcie w innych teatrach, ile prób potrzeba na takie dzieło…

    Myślę, że warto sprawdzić też, ile ta syzyfowa praca kosztowała budżet teatru/miasta…

    A efekt końcowy… oceńcie sami…

    Za rządów Pawła Gabary i Krzysztofa „Karola” Korwin-Piotrowskiego vel Pendereckiego podnoszono często, (również na stronie Info-poster) kwestię castingów i zatrudniania ludzi z zewnątrz i tym podobnych działań o podejrzanym podłożu i znacznych kosztach… Dziś nikt o tym nie mówi, a przecież cały tzw. zespół stały jest przyjezdny i gdzieś musi mieszkać będąc w Gliwicach, to samo dotyczy wszystkich pozostałych aktorów angażowanych tym razem po cichu i bez castingów… Mało tego – OBCE TEATRY zatrudnione do produkcji bajek pod auspicjami TMwG są z drugiego końca Polski…

    Coś dziwnego i dziwnie chorego wyprawia artysta dyrektor Czuj… nie tak dawno próbował ubrać gliwicki przybytek w eksploatację pewnej sztuki w reżyserii… Łukasza Czuja, a w ostatnich dniach gruchnęła wieść o tajnym projekcie – kooperacji być może… Szkoda tylko, że tzw. stały zespół aktorski, który sam sobie dyrektor dobierał, dowiaduje się o tym z zewnątrz, a nie od niego…

    Gliwice w niedalekiej przeszłości topiły już pieniądze w kooperacjach m.in. z Zabrzem – „Tarzan” i Bytomiem – „The Beatles & Queen”. Jak będzie tym razem? Ma być tak pięknie, a wyjdzie jak zwykle?

    Ciekawe, jak długo jeszcze uda się (już nie tak nowemu) tandemowi dyrektorskiemu opowiadać bajki, wydzierać się i zastraszać pracowników, czy wreszcie omijać prawo, ze szczególnym naciskiem na Prawo Pracy – „wy się nie zasłaniajcie Kodeksem Pracy, tylko jak jest robota, to trzeba zap…”.

    Wiele by tu można pisać, ale po co? Nikogo to już nie interesuje. Żadna kontrola gliwickiego PIPu przez wiele lat panowania PG i KK nigdy nie wykazała nieprawidłowości i łamania kodeksu pracy, myślę że obecnie gliwicki PIP tym bardziej nie dopatrzy się niczego niewłaściwego w polityce kadrowo-płacowej gliwickiej jednostki tzw. kultury. Brak dróg ewakuacyjnych z utworzonej niedawno za ciężki szmal tzw. małej sceny, syf i zgnilizna w Ruinach, do których lada moment przeniesione zostaną spektakle – to nic.

    Nikt nad tym teatrzykiem nie sprawował i nadal nie sprawuje kontroli, a pokorne chłopczę po cichutku dwie matki ssie… choć w zasadzie jedną, tylko z dwóch źródełek…

    Skrót TM można więc chyba śmiało tłumaczyć, jako Teraz My… (Wycyckamy Gliwice)…

    Jest też kolejne novum – jeszcze chwila i w TMwG nawet asystentki będą miały swoje asystentki, a te asystentki asystentek asystentek… Dlaczego? – no moi drodzy przy takiej ogromnej liczbie pracowników i projektów ciągniętych równolegle… no co za pytanie w ogóle!

    Na początku dyrektorowania obiecywano podwyżki, cuda wianki i baranie rogi… Nie ma już chóru, baletu, orkiestry, stada solistów… Podwyżek też nie ma… Cuda, wianki i baranie rogi są zaś na porządku dziennym. A dyrektor, jakby się tak dobrze przyjrzeć, więcej czasu spędza w Muzeum niż w teatrze…

    Grzegorz Krawczyk zdaje się być najlepszym uczniem i zarazem kontynuatorem sztandarowego dzieła Gabary – bezzwiązkowego zarządzania fabryką gwoździ pod nazwą Teatr Miejski w Gliwicach.

    Kasa się zgadza, auto służbowe jest, telefon służbowy – a jakże, Ł. Cz. wszystko ogarnia w teatrzyku… Żyć nie umierać! TerazkoorvaMy! TerazkoorvaMy!

    A w kwestii wspomnianego wcześniej mentora – Gabary, który dzięki niesłychanej uprzejmości włodarzy miasta nad Kłodnicą, katapultował się cały i zdrów na dyrektorski stolec Teatru Wielkiego – Opery w Łodzi…

    Tamże nadzór nad działalnością jednostki sprawuje jej organizator, czyli Urząd Marszałkowski, a co najważniejsze, jak w każdym cywilizowanym zakładzie pracy – a zakładem pracy bez wątpienia (być może niekoniecznie cywilizowanym…) jest również Teatr Miejski w Gliwicach, działają związki zawodowe…

    W łódzkiej Operze na dzień dzisiejszy finalizują sprawę, pozytywnie zaopiniowanego również przez ZASP, wniosku o odwołanie tegoż Gabary ze stanowiska dyrektora. W Gliwicach nikt nie nadzorował i nie nadzoruje (w dobrym tego słowa znaczeniu) teatru. Prezydentowi Krystianowi wydaje się tylko, że wie, jak powinna funkcjonować placówka kultury pt. TEATR i gdzie w papierach szukać fanaberii finansowo-kadrowych… Brak nadzoru i kontroli rodzi niestety patologie…

    Póki co, jedynie bajki się sprzedają, bo bajki zawsze się sprzedają, o czym wiedzą wszyscy.

    Przed nami zaś wysyp – maraton – dwóch premier dla dorosłej widowni. „O Józku…” na małej scenie i „Psie serce” na dużej scenie – dla małej widowni siedzącej również na scenie… – a kto bogatemu zabroni!

     

    Proponuję przygotowanie kolejnych premier – oczywiście jednoaktówek, o znanych gliwickiego półświatka, np. bluesowy spektakl muzyczny „O Franiu, co zbierał złom”, groteska „Adam o Złotym Sercu”, tragifarsa „Mój Mąż Kierownik”, monodram harcerski „Czuj, Czuj, Czuwaj”, dziwowisko muzyczne „Gliwice – 8 rano”, dramat muzyczny „Między nami szpicel jest” i np. widowisko plenerowe „Obiecanki, cacanki, a głupiemu…”, zaś na Sylwestra np. koncert „Asy i Przydupasy”

     

    A tak z ostatniej niemal chwili:

    Dyrektorze Łukaszu! Jeżeli uważasz, że Gliwice to zaścianek i prowincja, gdzie tubylcze buractwo nie potrafi docenić, ni nawet dojrzeć rozbłysków twojego geniuszu, jeżeli uważasz, że masz prawo wydzierać się na pracowników, to… zabieraj swój cały majdan, menażerię, asystentki, wizjonerskie pomysły na trwonienie miejskiej kasy, odkup od gliwickiego teatrzyku przecudowną scenografię i najprościej w świecie vypierdaalayy do tego artystycznego raju, ziemi obiecanej twórców rzeczy dziwnych, o której ciągle opowiadasz…

    Możesz też spróbować w Łodzi – szykują się tam co najmniej 2 vacaty…

Leave a comment

Your email address will not be published.


*