Kobiety Bergmana wejdą na scenę!

Wraz z literacką Nagrodą Nobla dla Swietłany Aliksiejewicz z całą pewnością wzrosło zainteresowanie białoruską literaturą. Cieszy mnie to niezmiernie, gdyż moje artystyczne poszukiwania wielokrotnie już kierowałem ku białoruskiej dramaturgii.

Mój kolejny spektakl oprę na znakomitej, dotychczas nietłumaczonej na język polski sztuce Nikołaja Rudkowskiego „Kobiety Bergmana”. Kończę już jej przekład i dosłownie nie mogę się doczekać pracy nad samym spektaklem.

Rudkowski to jeden z najwybitniejszych, rozpoznawalnych w Europie dramaturgów białoruskich. Jego dramaty były inscenizowane w wielu krajach, także w Polsce. Głębokie sensy, nienaganny warsztat i przede wszystkim subtelna gra z odbiorcą, to cechy jego pisarstwa, które cenię najbardziej.

Od jakiegoś czasu przymierzałem się do sięgnięcia po któryś z jego utworów. Wybór padł na niesamowite w moim mniemaniu „Kobiety Bergmana”. Dlaczego? Sam Bergman dla ludzi teatru znaczy wiele. Zasłynął przede wszystkim jako reżyser filmowy, ale sposób prowadzenia kamery, gra światłem, niezwykle wrażliwe podejście do aktora, jego mimiki i gestów – wszystko to czyni go jednym z najbardziej teatralnych reżyserów w historii kina. A jego kobiety? No właśnie… Określenie to jest jak najbardziej odpowiednie. Wiele z nich było „jego” nie tylko na planie, ale i w życiu. Zmieniały się u jego boku, były o niego zazdrosne, ale… kochały go. I zapłaciły mu najlepszą monetą – własnym talentem na zawsze związanym z jego nazwiskiem.

Bergman odpłacił im równie piękną walutą – takie filmy jak „Persona” stanowią głębokie, niczego nietracące na wartości studium kobiecości. Bez głębokiego wzajemnego związku aktora i rezysera takie filmy po prostu nie powstawałyby.

Rudkowski wybrał trzy ze słynnych kobiet Bergmana – Liv Ullmann, Ingrid Thulin i Harriet Andersson. Uczynił je bohaterkami swojej sztuki. Ale, proszę, ostrożnie! Autor podjął bowiem pewną grę z uważnym odbiorcą. Za oś swojego dramatu wybrał oś fabularną z filmu „Persona” właśnie, czyli psychologiczną, niezwykle gęstą grę między słynną aktorką, która w czasie jednego ze spektakli przestała nagle mówić, a opiekującą się nią pielęgniarką. Grała w nim Liv Ullmann, ale nie z Ingrid Thulin, czy Harriet Andersson, lecz z Bibi Andersson, która – co także dla mnie jest ciekawe – nie stała się bohaterką dramatu. Nie muszę dodawać, że panie Thulin i Andersson Harriet w „Personie” nie występują. Pomyłka? Na pewno nie, choć wykluczyć tego do końca nie można. Warto dodać, że w dramacie imię Liv nosi pielęgniarka, choć w filmie Ullmann grała pacjentkę właśnie. Tymi niuansami będę zajmował się w trakcie pracy nad spektaklem, a wcześniej dopytam o nie samego autora. W tej chwili mogę jedynie powiedzieć, że utwór Rudkowskiego można z całą pewnością traktować jako kontynuację rozpoczętego przez Bergmana dyskursu o kobiecości. Dramaturg wychodząc od filmu i częściowo sięgając do biografii trzech wielkich aktorek, dość przewrotnie odwraca role i prowokuje nas do stawiania pytań. Bardzo różnych i często bez odpowiedzi.

Temat mnie porwał. Już to przez odniesienia do filmu czarno-białego, co pozostaje w zgodzie z moją ulubioną stylistyką, już to przez niezwykle gęstą warstwę psychologiczną. Mam świadomość, że szczególnym wyzwaniem będzie dla mnie organizacja przestrzeni scenicznej. Psychika postaci, które stworzył Rudkowski kojarzy mi się z zagęszczeniem materii, tuż przed Wielkim Wybuchem. Świat, który otrzymujemy jest niewyobrażalnie mały i hiper gęsty. Reakcje, które ewentualnie nastąpią muszą niszczyć światy. Lub je tworzyć. Decyzja jeszcze nie zapadła…

Wkrótce rozpocznę poszukiwania trzech aktorek, którym przyjdzie zagrać role wywodzące się z postaci:

Liv Ullmann

Liv

Ingrid Thulin

ingrid

Harriet Andersson

harriet

Jeśli któreś z pań aktorek już po samej prezentacji zdjęć dostrzegają w sobie podobieństwo, lub też po obejrzeniu któregoś z filmów, w których te trzy kobiety Bergmana występowały, odczuwają powinowactwo dusz – zapraszam do kontaktu: dario308@wp.pl

Dariusz Jezierski

A ja prezentuję projekt plakatu, autorstwa jak zawsze świetniej Moniki Winnickiej:

proj

3 Comments on "Kobiety Bergmana wejdą na scenę!"

  1. Jak rozumiem, premiera tego spektaklu, obędzie się na scenie Gliwickiego Teatru Muzycznego 🙂 To chyba oczywiste, prawda?

Leave a comment

Your email address will not be published.


*